Na powierzchnię...

Tytuł być może bardziej kojarzy się z górnikami, ale w kontekście schronów też używa się tego zwrotu. Sporo czasu minęło od ukazania się ostatniego tekstu o schronie i trochę się od tamtej pory wydarzyło.

Ogólnie pojęte tematy schronu, zimnej wojny oraz zagrożeń jakie ze sobą niosła przestały być związane wyłącznie z obiektem znajdującym się pod szkołą podstawową nr 14. Wyszliśmy poza bezpieczne mury schronu i kilkakrotnie już daliśmy zauważyć się w mieście – jeśli gdzieś przemknie Państwu przed oczami ktoś w milicyjnym mundurze lub masce przeciwgazowej to jest szansa, że będzie to członek naszej załogi.

Pierwszym wypadem było luźne nawiązanie do patrolu rozpoznania skażenia. Jeśli byli już Państwo w schronie to być może pamiętają Państwo, że początek zwiedzania częściowo składa się z opisu czynności patrolu powracającego z „powierzchni” po wykonaniu niezbędnych badań i pobraniu próbek. My zaczęliśmy od „inspekcji” w schronie, po której nastąpił wymarsz nad San. Patrol w naszym wykonaniu składał się m. in. z funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej czy... żołnierza Wehrmachtu – wykonanie zawierało oczywiście liczne elementy humorystyczne, ale „zadania” nie uległy zmianie: nastąpił pomiar „skażenia” i oznaczenie bezpiecznych obejść na Sanem. W schronie można obejrzeć planszę ukazującą działania patrolu oraz tabliczki, którymi oznaczano teren – zostały wiernie odtworzone przez naszego kolegę Pana Andrzeja i później mogli je Państwo ujrzeć na stoisku Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej podczas Dni Turystyki na przemyskim rynku.

Na rynku informowaliśmy o działalności stowarzyszenia, zbliżającej się wtedy inscenizacji w ramach projektu „Monte Lenino”, ale przede wszystkim prezentowaliśmy sprzęt pochodzący ze schronu: maski przeciwgazowe wraz z filtrami, sprzęt dozymetryczny (sygnalizator RS-70), indywidualny pakiet przeciwchemiczny, elementy umundurowania obrony cywilnej, a wśród tego... pepesza, która cieszyła się niesłabnącym powodzeniem u wielu Przemyślan. Tamtego dnia prezes naszego stowarzyszenia Mirosław Majkowski odebrał nagrodę przyznaną naszej grupie za modernizacje, doposażenie i udostępnienie schronu.

Razem z nami było też tam kilka osób z grupy „Tężec Alert”, której członkowie zajmują się tworzeniem strojów oraz rekwizytów rodem z filmów à la Mad Max – od tematu zimnej wojny do atomowej pożogi i postapokaliptycznej egzystencji ocalałych nie tak daleko, sądzę więc, że na pewno jest to dobry, dodatkowy kierunek rozwijania atrakcyjności schronu. Tym bardziej, że na zachodzie kraju taki nurt jest bardzo popularny i warto, aby Przemyślanie nie odstawali od reszty rodaków – dziewczyny i chłopaki z Tężca o to dbają i tym samym również pomagają promować nasze miasto.

Niektórzy na pewno nie spodziewaliby się, że uda nam się połączyć tematykę schronową z klockami lego... Ponownie jako patrol rozpoznania skażenia na początku grudnia odwiedziliśmy MIEJSCE Kawa i Zabawa, gdzie „ćwiczyliśmy” wykrywanie skażenia w pożywieniu oraz przede wszystkim w... klockach lego, którymi mogą się tam bawić najmłodsi (choć nie tylko). Znajdująca się na rynku kawiarnia przez moment stałą się naszym centrum dowodzenia skąd koordynowano przebieg ćwiczeń terenowych. Przy wykonywaniu zdjęć ponownie postawiliśmy na humor – efekty tamtej wizyty można było oglądać na „facebookowej” stronie schronu, kto jednak nie widział naszej sesji może być spokojny i śmiało odwiedzać MIEJSCE, gdzie można napić się kawy zaparzonej przez Pana Pawła: zdobywcy drugiego miejsca w szczecińskim Pucharze Latte Art 2017 (warto zauważyć, że w tych zawodach brali udział bariści z całego kraju).

Wspomnijmy jeszcze grupę Tężec Alert: czwórka z tych młodych ludzi pomagała nam podczas III Nocy Fortyfikacji – jest to impreza wywodząca się z warszawskiego środowiska sympatyków wszelkiego rodzaju bunkrów, fortów i schronów nawiązująca do nocy muzeów, ale, zgodnie z nazwą, obejmująca jedynie obiekty o charakterze militarnym. Czas i pora roku nie pozwoliły na włączenie większej ilości obiektów, ale udało się ukazać potencjał miasta dla fanów militariów. Udział Przemyśla w tej edycji wydarzenia zainicjowało PSRH „X D.O.K.” udostępnieniem Schronu Kierowania Obroną Cywilną oraz Przemyskie Stowarzyszenie Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka oprowadzające po Bramie Sanockiej Dolnej oraz kilku obiektach z czasów I wojny światowej, była też możliwość obejrzenia sowieckiego tradytora artyleryjskiego. Obecność ludzi w postapokaliptycznych strojach bardzo uatrakcyjniła zwiedzanie schronu – część z naszych gości początkowo nie była pewna czy nie są to kolejne manekiny co spotęgowało emocje oraz humor, gdy okazało się, że siedząca przy filtrach postać może w najmniej spodziewanym momencie chwycić za dłoń zwiedzającego.

Pozostaje nie spoczywać na laurach i realizować kolejne projekty, a także współpracować z kolejnymi grupami – w pierwszej chwili wydawać się może, że kierowani jesteśmy egoistyczną próbą wybicia się ponad innych, ale warto przypomnieć, że, udostępniając schron i wprowadzając w nim co jakiś czas udoskonalenia, chcielibyśmy tym samym nieustannie zwiększać atrakcyjność turystyczną miasta. Pod względem obecności i widoczności w mieście nie osiągnęliśmy może poziomu naszych przemyskich „Szwejków”, ale po wyjściu „na powierzchnię” prędko jej nie opuścimy.

Piotr Dzoć

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.


Ucieczka ze schronu, aż pod Monte Lenino

Od czasu publikacji ostatniego artykułu trochę się wydarzyło. Za nami otwarcie sezonu w schronie, odbył się też konkurs na odnalezienie innych tego typu obiektów w Przemyślu (których nie jest znów tak mało - ponad dwadzieścia). Panowie zostali całkowicie prześcignięci przez kobietę - choć nikogo nie powinno już dziwić, że ta tematyka nie jest wyłącznie domeną panów.

Najważniejsza jednak nowinka to udostępniony od czerwca „escape room” w schronie. Tego typu rozrywka jest szerzej znana na zachodzie kraju, w naszym mieście jest nowością - był czas najwyższy, aby Przemyślanie też mieli możliwość wzięcia udziału w tej zabawie. Jak sama nazwa wskazuje, w tego typu grze należy wydostać się z pomieszczenia (czasem kilku różnych) co utrudnione jest szeregiem zagadek do rozwiązania oraz upływającym czasem. W schronie został uruchomiony pierwszy scenariusz (zgadza się, na tym Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej nie poprzestanie) - w ciągu godziny spędzonej w zamkniętym schronie przyjdzie nam wytężyć szare komórki w celu odnalezienia drogi ucieczki ze schronu. W grze może wziąć udział grupa od dwóch do siedmiu osób, których celem będzie monitorowanie sytuacji i nadanie ostrzeżeń w razie zaistnienia niebezpieczeństwa - scenariusz stawia nas przed koniecznością zmagania się z zagrożeniami trzeciej wojny światowej... Oto fragment opisu ze strony internetowej, który oddaje „grozę” sytuacji: „Jeśli nie zdążycie, narazicie na śmiertelne niebezpieczeństwo miasto i jego mieszkańców… narazicie też siebie.”. Emocje sięgną zenitu, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że może trzeba będzie oszczędzać tlen - filtry powietrza mogą przecież ulec uszkodzeniu...

Szczegółów nie mogę oczywiście zdradzić, ale jestem przekonany, że ta zabawa spodoba się Państwu oraz, że przyciągnie kolejnych zwiedzających do naszego miasta.

Trzeba też przypomnieć (choć to właśnie ja powinienem przede wszystkim pamiętać), że Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej zajmuje się nie tylko schronem, lecz także realizuje inne projekty. W tym roku ma zostać zrekonstruowana bitwa pod Lenino - podana została data 8 października tego roku - miejsce realizacji to Duńkowiczki pod Przemyślem. Przyznam, że ze zniecierpliwieniem czekam zwłaszcza na drugą część projektu „Monte Lenino”, ponieważ w przyszłym roku przemyskie wzniesienia mają stać się scenerią dla zrekonstruowania walk o Monte Cassino, ma pojawić się m. in. ciężki sprzęt oraz efekty pirotechniczne - PSRH już niejednokrotnie zaprezentowało widowiska na wysokim poziomie, więc na pewno nikt nie będzie rozczarowany po obejrzeniu obydwu rekonstrukcji.

W chwili obecnej trwa jeszcze zbiórka funduszy. Stowarzyszenie można wesprzeć wpłatą na konto: Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." Konto: PBS Oddział w Przemyślu 26 8642 1155 2015 1502 4936 0001 z dopiskiem Monte Lenino.

Można oczywiście też udzielić wsparcia rozsyłając informacje o tym projekcie - na stronie schronu na portalu Facebook można znaleźć post, choć wystarczy też użyć tzw. hashtagu: #montelenino - każde udostępnienie to pomoc dla PSRH!

Piotr Dzoć
Fot. Pixabay

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.


Czekając na cud w Przemyślu

Niedawno Przemyśl odwiedził minister Morawiecki, który podróżuje po Polsce i przedstawia swój program poprawy losu miast większych i mniejszych. Nie wchodząc w szczegóły jego planu, zwróciłem uwagę na komentarze jakie towarzyszyły wizycie ministra na przemyskich forach internetowych. Przebijała taka nuta: znowu przyjechał ważniak z Warszawy, naobiecywał, a nam trzeba panie konkretów, fabryk, bo tu bida i bez przemysłu giniem.

Z różnych powodów nie jestem szczególnym fanem ministra Morawieckiego. Ale otwieram szczęki ze zdumienia, gdy widzę takie oczekiwania przemyślan co do spraw gospodarczych swego miasta. Bo, przepraszam bardzo, zawsze mi się wydawało, że od budowania fabryk są fabrykanci, a nie ministrowie. Minister to może wstęgę przeciąć, ale fabryki budują albo zewnętrzne firmy, które decydują się inwestować w danym mieście, albo lokalni przedsiębiorcy, których zakłady się tak rozwinęły, że stają się z manufaktur fabryczkami, a z fabryczek fabrykami. A tak ogólnie, to fabryki powstają tam, gdzie są korzystne warunki do ich stawiania. A że u nas takich warunków nie ma, to inna para kaloszy i temat na osobną pogadankę.

Pamiętam złote czasu bazaru i tak zwanej granicy. Ileż to fortun i fortunek powstało na handlu butami, ,,fajkami" i ciuchami. I czy przełożyło się to na powstanie normalnych, stabilnych firm przemyskich? Nie, choć tak być powinno. Z bazarowych fortun nie powstały fabryki. Dlaczego tak się stało? Pewnie łatwiej było żyć z granicy niż odkładać kapitał, pewnie trzeba było kupić nowe BMW, może po prostu jakoś nie było zwyczajnie czasu.

Niestety, zewnętrzni inwestorzy też się tu nie wybierają. Raz, że daleko od nas do rynków zbytu i logistyka przemawia za tym by wybierać inne lokalizacje, po drugie duży pracodawca najpewniej natknąłby się tutaj na problem jaki trapi całą polską gospodarkę czyli na problem braku rąk do pracy. Już teraz znalezienie solidnego pracownika w Przemyślu jest bardzo trudne. Mówią to właściciele firm budowlanych, handlowych, informatycznych, hydraulicznych, gastronomicznych i innych. Pensja na poziomie 1600-1800 złotych ,,na rękę" niewielu już interesuje. A fabryki więcej nie płacą.

Wiem, wiem. Bezrobocie u nas panie wysokie, bez fabryk giniem. Wiem też, że oficjalne statystyki a rzeczywistość to dwa różne światy. Dlatego skończyłoby się pewnie tak samo jak w specjalnych strefach ekonomicznych na Dolnym Śląsku. W dotowanych przez polskiego podatnika strefach-tak, strefy są dotowane- pracują Ukraińcy, którzy produkują, także dotowane, części dla niemieckiego przemysłu. Ekonomiczna paranoja. I prawdopodobne, że do tych przemyskich fabryk także trzeba byłoby zatrudnić Ukraińców z Mościsk, Niżankowic czy Sambora. Przyjeżdżaliby do pracy busami, i wracaliby do domu na wieczór, wydając całą pensję w medyckiej Biedronce. I taki to byłby zysk dla Przemyśla. Żaden.

Może się mylę. To ludzkie. Może jesteśmy rajem do inwestowania, a takie firmy jak, Whirpool, Apple i IKEA tylko przez cały ciąg splotów okoliczności i przypadków nie odkryły Przemyśla. A może, jak zwykle, wszystkiemu winny Rzeszów? Oczywiście, zostawiając ironię na boku, życzyłbym sobie, żeby w Przemyślu nieuciążliwe zakłady powstały. Niemniej wygląda na to, że jeśli chcemy fabryk, musimy je sobie wybudować sami. Co nie byłoby takie złe.

Zresztą, taka wielka, jeszcze pusta, fabryka już stoi. Gotowa do zarabiania dużych pieniędzy, choć nieco zaniedbana. Trochę psuta przez psujów. Bez sensownej dyrekcji. Ale jest. Ta potencjalna fabryka pieniędzy to miasto Przemyśl, które ma wiele danych by odnieść duży finansowy sukces oparty na turystyce i spędzaniu wolnego czasu. Bo to nie przemysł IT czy hi-tech, a przemysł turystyczno - rekreacyjno - kulturalny jest najszybciej rosnącym sektorem światowej gospodarki. I tak trzeba na sprawę turystyki popatrzeć- jako na lukratywny, czysty biznes. A zasadniczy problem mamy nie z brakiem fabryk, a z sobą samymi. Bo siedzimy na worku pełnym złota, ale nie potrafimy po nie sięgnąć.

Błażej Wilk

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.


Praca dla Przemyśla moim Westerplatte

Chciałbym w tym tekście wyjaśnić jeszcze powody mojego zainteresowania Schronem Kierowania Obroną Cywilną, które stało się przemyską atrakcją turystyczną dzięki Przemyskiemu Stowarzyszeniu Rekonstrukcji Historycznej X D.O.K i, może w ten sposób, zachęcić również Państwa do zainteresowania się tym obiektem, a w dalszej perspektywie także miastem.

We wcześniejszym tekście wspomniałem, że na początku była naiwna myśl: swoim działaniem „przyprowadzę” ludzi do tego miejsca i wtedy ono będzie się mogło nadal rozwijać. Napisałem też, że z czasem zacząłem myśleć o schronie jako o obiekcie, który może znacząco wpłynąć na przyszłość turystyczną miasta - a ja przecież, jak zapewne większość jego mieszkańców, kocham to moje miasto, w którym przeżyło się te „parę” lat.

Kocham Przemyśl i nie chcę bezczynnie patrzeć na jego wyludnianie, jak straszą nas swymi prognozami statystyki. Oczywiście wiem, że sam nie zatrzymam tego procesu i nawet go nie spowolnię, ale... I tu pojawia się to „ale”. Sądzę, że niemal każde działanie, nawet pojedynczej jednostki, może mieć sens. W tym przekonaniu utwierdziły mnie (i Państwa też mogą) teksty Mirosława Majkowskiego, które też stanowiły dla mnie sporą inspirację przy próbach rozpowszechniania wiedzy o nowej przemyskiej atrakcji turystycznej.

W swoich tekstach dowodzi on konsekwentnie, że Przemyśl ma wciąż możliwość rozwinięcia się, przyciągnięcia turystów oraz, że my sami mamy na to wpływ: „Musimy uwierzyć, że możemy zmienić nasze miasto, obudzić w sobie ducha wspólnoty i zdrowej rywalizacji [...]”. W innym artykule zapisał: „[...] jeszcze nie zasypali nas kamieniami i to miasto wciąż oddycha. Trzeba tylko, a może aż, świeżego spojrzenia i energii. Wielu z Was ją posiada i jestem pewien, że potraficie ją jeszcze wyzwolić u siebie. Jestem tego pewien.”.

W błędzie jednak byłby ten, kto zarzuciłby mi „złapanie się” na takie (jak mógłby określić ktoś złośliwy) „tanie, idealistyczne hasła”. Jeśli ktoś uważnie i, przede wszystkim, bez zbędnych uprzedzeń zapoznał się z tymi artykułami to mógł tam nawet znaleźć zaczątki pomysłów na własne przedsięwzięcie. Pragnę odwołać się do wspomnianego tam posłużenia się wyobraźnią. Proszę samemu spojrzeć w teksty: jeśli zerwie się z myśleniem w stylu „to się nie uda” lub „nie opłaca” to wyobraźnia może podsunąć mnóstwo fantastycznych pomysłów - dowodzi tego dowolny z artykułów - a od pomysłu czasem nie jest aż tak daleko do realizacji.

Na koniec chciałbym przytoczyć jeszcze słowa Jana Pawła II: „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych.”. W kontekście artykułów Mirosława Majkowskiego taką słuszną sprawą jest oczywiście wspólna praca na rzecz Przemyśla, osobiście też uważam, że funkcjonowanie S.K.O.C doskonale się wpisuje w tę ideę - obiekt ten ma przyciągnąć turystów i pracować na atrakcyjność miasta. I w pewnym sensie dla mnie popularyzowanie przemyskiego schronu staje się takim moim Westerplatte, o które „nie można nie walczyć”.

Piotr Dzoć

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.


Przemyśl i powiat w turystycznej symbiozie

Drodzy Państwo, po kilku tygodniach przerwy, zainspirowany zbliżającym się sezonem turystycznym wracam do tematu tej jakże ważnej dla nas lokalnej gałęzi gospodarki.

Jak już pisałem wcześniej Przemyśl przy swoich niezaprzeczalnych atutach ma szansę stać się atrakcją turystyczną regionu. Jednakże samo miasto ze swoimi zabytkami i pięknym położeniem to zbyt mało, aby ściągnąć i zatrzymać tu turystę na dłużej zmuszając go poniekąd do zostawienia pieniędzy na noclegach, wyżywieniu i atrakcjach, dlatego ofertę turystyczną należy bezwzględnie wzbogacić o atrakcje znajdujące się na terenie całego powiatu. Jednym zdaniem jeśli chcemy dźwignąć gospodarczo nasze miasto musimy współpracować w tej dziedzinie z powiatem i wchodzącymi w jego skład gminami.

Współpracować przede wszystkim w dziedzinie promocji, organizacji imprez
i tworzeniu nowych atrakcji turystycznych. Przy tak ograniczonych środkach przeznaczonych na promocję, kulturę zarówno ze strony miasta jak i powiatu to koordynacja tych działań jest wręcz niezbędna. Uważam także, że obiekty będące pod kuratelą Marszałka Województwa jak Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej i Centrum Kulturalne także powinny uczestniczyć w tym procesie.

Bogactwo kulturowe i przyrodnicze regionu pozwala na zbudowanie wspaniałej oferty turystycznej i rozwinięcie tej branży w powiecie przemyskim w oparciu nie tylko o znajdujące się na terenach gminnych forty Twierdzy Przemyśl, Krasiczyna i Arboretum, ale wykorzystując wstęgę Sanu w najpiękniejszym, górskim odcinku czyli od gminy Krzywcza do Przemyśla stworzyć kolejną atrakcję jak spływy rzeką San wykorzystując już powstałą infrastrukturę wybudowaną nad rzeką w ramach projektu Green Velo oraz stworzeniem nowej w formie przystani i miejsc biwakowych. Od kilkunastu już lat osobą organizującą takie spływy jest Piotrek Dobosiewicz, a ludzie korzystający z jego oferty są zachwyceni z tej formy spędzenia wolnego dnia czy weekendu.

Łącząc San ze ścieżkami rowerowymi, przyrodniczymi, zabytkowymi, szlakami pieszymi w powiecie mamy szansę stworzyć jeden ogromny kompleks sportowo-turystyczny z tak zróżnicowanym krajobrazem. Od górskich stromych podjazdów, po nizinne ścieżki pieszo rowerowe. Potencjalny turysta mógłby śmiało zaplanować sobie swoją własną trasę pieszo-wodno-rowerową do przebycia w ciągu 2-3 dni. Trasę bogatą w okoliczne zabytki architektoniczne i przepiękne walory przyrodnicze. Pisząc te słowa oczyma wyobraźni widzę w tym pomyśle gminę Krzywcza, która z uwagi na przepiękne położenie i przyrodę mogłaby stać się jedną z baz noclegowych i wypoczynkowych w oparciu o gospodarstwa agroturystyczne i nietypowe miejsca do spędzenia czasu jak słynna już na cały świat Hobbitówka Bogusia Pękalskiego. Widzę tu także gminę Krasiczyn i Przemyśl ze swoimi zabytkami w postaci zamku w Krasiczynie, cmentarzy wojennych z okresu I Wojny Światowej, oraz największej ilości fortyfikacji po Twierdzy Przemyśl. Ten teren także bogaty jest w znakomite tereny do uprawiania turystyki pieszej i rowerowej, a ponadto oczywiście w przepływający San.

Grzechem byłoby zapomnieć o takiej gminach jak Fredropol i Bircza. Szczególnie południowa część pierwszej z Gmin zaczynając od Fredropola bogata jest w obiekty architektury drewnianej w postaci pięknych cerkwi, a także sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej przyciągającej co roku dziesiątki tysięcy pielgrzymów z całej Polski. W tym miejscu należy zaznaczyć , że tzw. turystyka sakralna jest niezwykle ważnym elementem wzmacniającym potencjał turystyczny regionu. W szczególności właśnie Przemyśla i gminy Fredropol.

Bezwzględnie tą ofertę należy wzbogacić o obiekty Szlaku Architektury Drewnianej położone w dużej części na terenie gmin Żurawica, Stubno, Fredropol, Bircza, Krasiczyn i Krzywcza. Wspaniała cerkiew obronna w Posadzie Rybotyckiej powinna stać się jednym z obowiązkowo odwiedzanych obiektów na terenie powiatu. Obiekt ten, aż prosi się o uporządkowanie terenu wokół, wybudowanie tam parkingu i naprawę drogi dojazdowej pozostawiającej wiele do życzenia. Dodatkowym bogactwem gminy Fredropol jest rzeka Wiar, w tak znikomym stopniu wykorzystana w celach rekreacyjno wypoczynkowych, a przecież tak pięknie wijąca się wśród okolicznych wzgórz. Droga z Rybotycz do Birczy jest w fatalnym stanie, ale paradoksalnie dzięki temu jest to bodajże najbardziej dziki przyrodniczo teren w powiecie i zarówno jeden z najpiękniejszych, a pamiętajmy, że są ludzie poszukujący takich oaz spokoju i ciszy. Możemy im to zaoferować. Kolejną bazą noclegową ze wspaniałymi walorami przyrodniczymi powinna stać się gmina Bircza. Takie gminy jak Fredropol, Bircza czy Krzywcza dzięki swojemu górskiemu położeniu mogłyby stać się świetnym miejscem do rozwoju paralotniarstwa, a także szeregu rozrywek zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Tu zostawiam Wam Moi Drodzy czytelnicy pole do popisu i pobudzenia własnej wyobraźni.

Arboretum w Bolestraszycach

Wracając na drugą stronę Sanu mamy dwie, niemal nizinnie położone gminy Żurawica i Orły. Nie każdy kocha góry jak ja. Niektórzy wolą równiny, więc proszę bardzo. Dostają je w pakiecie wraz z przepięknym Arboretum i przyległym do niego fortem XIII San Rideau, posiadającym własną legendę i aż proszącym się o zagospodarowanie oraz jednym z najlepiej zachowanym w Twierdzy Przemyśl Fortem XI Duńkowiczki, który z uwagi na swoje położenie, powinien stać się obowiązkowym celem wypadowym na wycieczki pieszo-rowerowe Szlakiem Twierdzy Przemyśl. Może przyjdzie czas, kiedy ten fort stanie się bazą dla wypożyczalni rowerów, a dawny kamping na jego barku zacznie żyć i pracować na swoje utrzymanie oraz tego, kto go zagospodaruje. Pamiętajmy, że nie ma w promieniu kilkudziesięciu kilometrów żadnego kampingu z prawdziwego zdarzenia. Na razie, jak większość tego typu obiektów fort objęty jest 5 letnim okresem trwałości projektu i niezbyt wiele da się na nim zrobić.

Pozostaje pytanie jak ściągnąć tu turystów. Każda gałąź turystyki, czy to turystyka militarna, rowerowa, piesza, sakralna potrzebuje imprezy, wydarzenia, która stanie się jej wizytówką.

Fort Salis Soglio w Siedliskach

Wiem doskonale , ze na razie nie stać nas na profesjonalne imprezy robione za grube miliony złotych z gwiazdami estrady, ale czyż nie ma u nas imprez organizowanych przez zapaleńców przyciągających uczestników niemal z całej Europy i tysiące widzów? Inicjatyw organizowanych z olbrzymim poświeceniem i niejednokrotnie za własne środki? Takie imprezy są i może wreszcie nadszedł czas kiedy lokalne samorządy w większym jak dotychczas zakresie powinny wesprzeć organizację takich przedsięwzięć, które mają szansę stać się czy też już są imprezami cyklicznymi. Teraz posłużę się kilkoma przykładami. Choć imprez zasługujących na markę imprez cyklicznych jest dużo więcej to podam tylko kilka jako przykład.

1. W ciągu dziesięciu lat istnienia Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej X D.O.K. na terenie miasta i powiatu zorganizowaliśmy osiem dużych widowisk historycznych z czego każda ściągnęła od 6-10 tysięcy widzów oraz kilkuset rekonstruktorów i aktorów z Polski, Czech, Słowacji, Rosji, Niemiec i Węgier. Każda impreza odbiła się szerokim echem w kraju, a w roku 2007 Przemyśl okrzyknięty został przez wielu pasjonatów rekonstrukcyjną stolicą Polski. Cykliczna impreza związana z Twierdzą Przemyśl i walkami o nią, realizowana w każdym roku na terenie innej gminy może się stać wizytówką Twierdzy Przemyśl. Wizytówką promującą tą właśnie gałąź turystyki militarnej.

Rekonstrukcja odbicia Twierdzy Przemyśl

Pierwsza taka impreza organizowana przez Starostwo Powiatowe w Przemyślu, Gminę Orły i Związek Gmin Fortecznych odbędzie się 27.05.2017 roku na Forcie XI Duńkowiczki. Może nie do końca tak, jakbym to sobie wymarzył, ale mam nadzieję, ze stanie się początkiem cyklicznej imprezy.

Spotkanie Młodych w Kalwarii Pacławskiej

2. Coroczna pielgrzymka do Sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej ściągająca dziesiątki tysięcy pielgrzymów powinna zostać rozbudowana nie tylko o sferę duchową, ale także rozrywkową obejmującą teren od Przemyśla po Kalwarię Pacławską. Pisząc rozrywce, mam na myśli organizację szeregu występów zespołów związanych z muzyką sakralną, chórami gospel itp. nie tylko w samej Kalwarii, ale też w Przemyślu, Fredropolu, Posadzie Rybotyckiej  To wszystko można połączyć ze zwiedzaniem jak pisałem wyżej obiektów sakralnych obrządku rzymsko i grekokatolickiego. Wykorzystajmy także potencjał muzyki sakralnej obrządku grekokatolickiego i wielokulturowość tych ziem. Można zbudować wokół tego tygodniowy program nie ograniczony wyłącznie 3 dniami pielgrzymki na Kalwarię. Cykliczne wydarzenie będące wizytówką turystyki sakralnej.

fot. www.facebook.com/dybawkabiega/

3. Niemal z niczego urodziła się impreza, która w tegorocznej edycji osiąga rekordy frekwencji i cieszy olbrzymim zainteresowaniem jak Dybawka Biega. Organizowana z inicjatywy sołtysa wsi Dybawka Beaty Bartkowiak (prywatnie mojej siostry) impreza biegowa odbywa się pięknymi terenami jej sołectwa w gminie Krasiczyn. Gdyby rozbudować tą imprezę o teren całej gminy Krasiczyn, a także gminy Krzywcza i podzielić ją na dwa dni z podziałem tras biegowych o różnej trudności, dla dorosłych i dla dzieci, dołożyć do tego rajd pieszy i mamy wspaniałą imprezę promującą szlaki piesze
i turystykę pieszą w powiecie. Nowym, rewelacyjnym pomysłem jest organizacja Ultra Wyszehradzkiego Maratonu Twierdza Przemyśl na dystansie 55 km i 21 km w czerwcu tego roku. Pomysłodawcą jest Przemyski Klub Biegacza. Impreza łączy w sobie promocję pieszego szlaku turystycznego, fortów Twierdzy i przede wszystkim sportu jakim jest bieganie. Mamy kolejną wizytówkę turystyki pieszej.

Bike Town w Przemyślu

4. Na końcu impreza, która już wpisała się i to dosłownie w krajobraz miasta jest Bike Town Przemyśl. Wszystko zaczęło się w 2007 r gdy Waldek Hryniszyn przekonał Pana Prezydenta Chomę do pomysłu zorganizowania zawodów downtown - czyli zjazdu na rowerach górskich przez miasto. W 2014 roku organizatorzy rozwinęli to w widowiskowy festiwal, dokładając Puchar Świata FMB w dircie. W tym roku festiwal będzie trwał 3 dni. Zacznie się 29.04 w sobotę, na Pl. Niepodległości, Maratonem Cyklokarpaty zorganizowanym przez Przemyskie Towarzystwo Cyklistów. W niedzielę zapraszamy na przemyski rynek, gdzie będzie można pojeździć na pumptracku a po popołudniu odbędzie się Puchar Świata FMB w dircie. W poniedziałek, zamiast na pochód pierwszomajowy, zapraszamy do kibicowania najszybszym rajderom na trasie downtownu, która w tym roku będzie zaczynać się na samym szczycie przy Loży Szyderców. Jak co roku organizatorzy spodziewają się kilkudziesięciu zawodników z całej Europy, od Ukrainy po Hiszpanię. Organizatorem Festiwalu jest Fundacja Azymut wraz Prezydentem Miasta Przemyśla i Urzędem Miejskim w Przemyślu. Nie ma lepszej imprezy, która stałaby się wizytówką turystyki rowerowej w powiecie.

Zdaję sobie sprawę z tego, że to co napisałem to tylko zarys pomysłów, bo jest to temat rzeka. Chcę Państwu tylko zasygnalizować, że nie jest tak źle, jak przyjęło się narzekać.
Czymś, co przyciąga turystów są także nietypowe atrakcje, pomysły, obiekty, które są ewenementem na skalę kraju, Europy czy świata. Jeśli takich brakuje, to może warto je stworzyć? Może Wy macie pomysły co takiego można byłoby stworzyć, zbudować, aby uatrakcyjnić nasz region? Zapraszam do dyskusji.

Szanowni Państwo, każdy z nas może pomóc w tym, aby miasto i powiat stały się turystyczno-rekreacyjno-sportowym centrum Podkarpacia. Jak? Po prostu uczestniczcie w tych imprezach i wydarzeniach, masowo udostępniajcie je na swoich profilach na portalach społecznościowych, zapraszajcie na nie znajomych z Polski i zza granicy, promujcie miasto, powiat jak tylko możecie. Myślicie nad biznesem, nad tym co otworzyć? Może właśnie tu jest dla was pole do działania. Na początku będzie ciężko, ale wspierając się wzajemnie damy radę. Wspólnie budujmy nasz przemysł turystyczny.

Przyszłość należy do nas!

Mirosław Majkowski

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.


Wróć do schronu!

Liczba udostępnień (za którą wszystkim dziękuję) mojego poprzedniego tekstu świadczy o tym, że jednak temat schronu nie jest obojętny Przemyślanom, a sam obiekt podoba się niemałej rzeszy odbiorców. Mnie to nie dziwi - jestem fanem tego typu „klimatów” i nie poprzestałem na jednej wizycie.

Z pewnością za jakiś czas znów się tam wybiorę, ale powody tego zrozumieją raczej pasjonaci. Każdy z nas ma oczywiście jakieś ulubione miejsce, do którego lubi wracać, dlaczego jednak tacy jak ja wracają do S.K.O.C? Ze zwiedzaniem schronu jest dla mnie trochę jak z dobrą książką. Pierwsze czytanie zachwyca i pozostawia wiele w pamięci, ale wszystkiego nie sposób zapamiętać: podczas kolejnej lektury odkrywamy coś nowego, a my sami mamy już inne podejście, albo więcej wiedzy na dany temat. Warto więc znów wysłuchać ciekawej opowieści panów z Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej i wyłowić nowe ciekawostki, bo oczywiście każdy opowiada w trochę inny sposób, może zwrócić naszą uwagę na inne kwestie, czy też przede wszystkim w odmienny sposób buduje atmosferę zagrożenia po przebytym „ataku” (fenomenalnie wychodzi to panu Andrzejowi).

Co najważniejsze, należy zauważyć, że obiekt prezentują nam nie tylko znawcy tej tematyki, lecz także miłośnicy, co czyni całą opowieść niezwykle barwną i zajmującą. Zaskoczeniem podczas drugiej wizyty może być fakt, że wciąż jeszcze mogą się Państwo nie orientować w układzie pomieszczeń. Oczywiście w schronie nie sposób się zgubić, ale później można mieć mały problem, gdyby chciało się opowiedzieć znajomym: „...i ten ogromny silnik, który tak mi się spodobał, był... gdzieś na końcu.”.

Podam jeszcze inny powód skłaniający do powrotu do schronu. Podczas następnej wizyty, dzięki uprzejmości pana Mirosława, który wtedy oprowadzał grupę, miałem możliwość odłączenia się od reszty i obejrzenia wszystkiego samemu. Głównie wyposażenia magazynu, ale też przyjrzałem się planszom i nawet zdążyłem rzucić okiem na instrukcje oraz schematy. Na czas projekcji filmu w całym schronie gaszone jest światło. Obiekt nabiera wtedy zupełnie innego charakteru i to było to, co zachwyciło mnie wtedy najbardziej. Krążek światła latarki wyławia z mroku poszczególne detale, przedmioty: egzemplarz „Wojskowego Przeglądu Technicznego”, maszynę do pisania „Optima” czy znajdującą się nad podłogą tzw. wywiewną klapę schronową, na którą znów zwraca się uwagę, ponieważ trzeba uważniej patrzeć pod nogi.

Najbardziej klimatycznie wygląda pomieszczenie z silnikiem: szare, surowe, trochę przytłaczające. W ciemności, tak jak pozostałe pomieszczenia, zdaje się być ono większe niż w rzeczywistości. Gdyby w chłopięcy sposób dać się ponieść wyobraźni to można by prawie poczuć się jak stalker - przychodzą na myśl postapokaliptyczne powieści czy gry komputerowe - któremu zaraz przyjdzie wyruszyć w zrujnowany zewnętrzny świat. W końcu w pobliżu Przemyśla wybuchła bomba atomowa, sam przed chwilą słyszałem... Już pierwsze osoby zmierzają do tunelu ewakuacyjnego, by na własne oczy ujrzeć atomową gehennę. Takie zwiedzanie obiektu jest fantastycznym, atrakcyjnym urozmaiceniem.  Dla pokolenia urodzonego po transformacji taka wizyta w schronie stwarza możliwość chłonięcia atmosfery tamtej epoki, obserwowania przedmiotów tamtych czasów, które nas otaczają - to niewyobrażalnie działa na wyobraźnię.  Do S.K.O.C z całą pewnością warto powrócić!

Piotr Dzoć

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.


Anastazja, dziedziczka carów Rosji?

Kiedy lutowej nocy 1920 roku berlińscy policjanci uratowali z rzeki niedoszłą samobójczynię nawet nie przypuszczali, że oto właśnie przyczynili się do powstania jednej z największych tajemnic XX wieku.

W  nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku, w odległej Rosji nowa władza dokonywała usankcjonowania przejęcia rządów. Skutkiem tego w Jekaterynburgu  oddział egzekucyjny złożony z członków CzeKa dokonał zabójstwa Cara Mikołaja II Romanowa, jego żony oraz piątki dzieci. Ciała carskiej rodziny zostały  ukryte na długie lata co przyczyniło się do powstania wielu domysłów, niedomówień oraz mitów…… Jeden z nich miał właśnie powstać we wspomnianym wyżej Berlinie.

Kobieta wyłowiona z rzeki po dojściu do zdrowia została skierowana do szpitala psychiatrycznego z powodu utraty mowy. Na podstawie wyglądu i zachowania lekarze uznali, ze prawdopodobnie  z pochodzenia jest Rosjanką. Po wyjściu ze szpitala tajemnicza kobieta znalazła gościnę u Barona Arthura von Kleista. Ten zadbał by miała kontakt z Rosjanami co miało pomóc w jej szybszym powrocie do zdrowia. Po kilku miesiącach kobieta wreszcie odzyskała mowę, lecz słowa, które wówczas wypowiedziała wstrząsnęły prawie całą ówczesną Europą – jestem księżna Anastazja Romanowa, córka Cara wszech Rosji  Mikołaja II.

Początkowo nie dawano wiary słowom niedoszłej topielicy, lecz ta przy wielu okazjach dzieliła się dość szczegółową wiedzą nt carskiego dworu oraz zwyczajów carskiej rodziny. To dało ludziom wiele do myślenia. Po jakimś czasie do „Anastazji” zaczęli przybywać wysłannicy krewnych Romanowów by potwierdzić lub wykluczyć jej ewentualne, wysokie pochodzenie. Okazało się to jednak na tyle trudne, że nawet oni  nie potrafili zająć jednoznacznego stanowiska.  Kobieta podająca się za carównę miała z nią bardzo wiele wspólnych cech anatomicznych. Twarz, figura, a nawet defekt lewej stopy utrudniały podniesienie zarzutów oszustwa.

Sensacyjna wiadomość o uratowanej cudem spadkobierczyni rodu Romanowów rozniosła się echem najpierw na całe Niemcy, a później dotarła nawet za ocean. Tam to właśnie kolejna krewna Romanowów uznała w kobiecie Anastazję  i zaprosiła do Ameryki. Tutaj domniemana Anastazja wiodła dostatnie życie, które niestety wymagało sporych nakładów finansowych….. Anna Anderson – bo taki pseudonim obrała sobie „Anastazja” rozpoczęła sądową batalię o prawa do majątku Romanowów. Arystokratyczna rodzina nie dawała jednak za wygraną więc proces trwał nieustannie do 1984 roku, w którym to „Anastazja” zmarła nie odnosząc sądowego sukcesu.

W trakcie śledztwa rodzina Romanowów wynajęła detektywa, który ustalił, że domniemana księżna jest jednak oszustką. W wyniku poszukiwań odkrył on, że kobieta naprawdę nazywała się Franciszka Szanckowska i była robotnicą w berlińskiej fabryce. Pochodziła z Polski, a ściślej z Kaszub. Ta wersja jednak nie miała niezbitego potwierdzenia. Rozwiązanie zagadki dał dopiero postęp w dziedzinie badań DNA oraz odkrycie miejsca pochowania szczątków rodziny Romanow.  Upadek ZSRR spowodował, że na nowo zainteresowano się sprawą ukrycia zwłok carskiej rodziny.

W wyniku drobiazgowego śledztwa udało się odszukać wszystkie ciała zamordowanych władców. Przy tej okazji porównano również kod DNA Anny Anderson z kodem szczątków wydobytych z ziemi pod Jekaterynburgiem. Były diametralnie różne, inaczej jednak było z DNA członków rodziny Szanckowskich, tu zbieżność była bardzo wysoka.
Tak oto nauka przyczyniła się do rozwiązania jednego z największych oszustw XX wieku.

Marek Niedźwiecki


Fanatyzm jest gorszy od faszyzmu

Ostatni śnieg już stopniał, a ja z utęsknieniem wyczekuję wiosny, ciepłego słońca, powiewu lekkiego wiatru. Wypatruję, kiedy trawa się zazieleni, pojawią się pierwsze liście na drzewach i znowu zakwitną kwiaty. Po prostu czekam, aż przemyski Rynek obudzi się do życia. Na razie nie jest mi to dane, bo codziennie w drodze do pracy jestem bombardowany tym, czego w miejscu publicznym nie chciałbym oglądać - trupami i martwymi płodami.

Ostatnie dni w Przemyślu zdeterminowane są dyskusją, na tematy światopoglądowe, etyki i moralności. Stało się to za sprawą wystawy tzw. "antyaborcyjnej", postawionej przez ludzi, którym jest obce wyczucie estetyki i wrażliwość duszy. Wystawa w moim przekonaniu jest usytuowana w zupełnie niewłaściwym miejscu! Spacerują tam przecież ludzie w różnym wieku, w tym także dzieci i to właśnie one są bombardowane tymi okrutnymi i przerażającymi obrazami. Każdy z nas chroni swoje małoletnie pociechy od tego typu obrazów; nie zabieramy dzieci do kin na filmy od osiemnastego roku życia, blokujemy w Internecie treści niepożądane, aby ich młode umysły kształtowały się właściwie, wolne od przemocy i niepotrzebnej agresji.

Nie powinno być tak, że jedna grupa ludzi reprezentująca swoje poglądy narzuca je innym w sposób nachalny. Jeżeli mają potrzebę eksponowania takich obrazów niech robią to w miejscach specjalnie do tego przygotowanych, gdzie każdy będzie miał wybór a nikt nie będzie im narzucał własnej woli. Spór o wystawę nie jest dyskusją, o to, czy jesteśmy za, czy przeciw aborcji. Wyrażamy oburzenie społeczne przeciwko obrazom i tego w jaki sposób zostają one wyeksponowane. Wszyscy mamy dosyć wszechobecnej agresji oraz widoku makabrycznej śmierci, którą jesteśmy bombardowani od rana do nocy we wszystkich mediach. My doskonale wiemy co się dzieje na świecie i jakie potworności otaczają nas dookoła i dlatego chcemy aby nasza mała przestrzeń publiczna była wolna ot tego typu widowisk.

Bardzo się cieszę, że grupa mieszkańców naszego miasta na fali społecznego oburzenia podjęła zdecydowane działania i zakleiła obrazy wystawy. To pokazuje, że jest w nas jeszcze szczypta odwagi i potrafimy powiedzieć fanatykom nie. Na łamach jednego z portali społecznościowych (Polska Niepodległa - Oddział Przemyśl) przeczytałem o sobie i moich znajomych takie oto rewelacje: "Podczas akcji zaklejania karteczkami wystawy ujawniono również w Nowinach24 szefostwo Przemyskiej Kongregacji Kupieckiej. Prezesa Ryszarda Miłoszewskiego, kojarzonego z Platformą Obywatelską oraz Macieja Dębickiego wiceprezesa i Pawła Wittnera kojarzonych ze środowiskami korwinowskimi". Po raz kolejny próbuje się nam przypiąć łatkę, upolitycznić nasze działania, jednak one takie nie są! Znalazłem się tam jako ojciec i głowa rodziny oraz osoba, która jest oburzona formą "wystawy".

Apeluję do wszystkich zarówno działaczy społecznych, politycznych jak i instytucji wydających pozwolenia na prezentowanie swoich poglądów aby brały pod uwagę wszystkie aspekty życia publicznego a treści i obrazy prezentowane w przestrzeni publicznej niech będą wyraziste, lecz nie drastyczne.

Maciej Dębicki

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.


Moje stare miasto Przemyśl

Mieszkam w tym moim starym mieście już prawie pół wieku. Miasto moje jest leciwe. Ponoć pierwsze wzmianki o Przemyślu jako grodzie pojawiły się w zapiskach już w IX wieku. Jakiś kronikarz, którego imienia już nie pamiętam pisał o lechickim grodzie nad Sanem. Jednak nie o tej historycznej starości Przemyśla chcę dziś napisać lecz o tej aktualnej, dzisiejszej…

Jakiś czas temu umówiłem się ze znajomym, że odbiorę go spod domu na jednym z przemyskich osiedli. Zjawiłem się o umówionej, porannej porze przed blokiem. Znajomy nie bardzo spieszył się z wyjściem na spotkanie więc cierpliwie czekałem w samochodzie. Z nudów patrzyłem na okna mieszkań. Ludzie właśnie witali nowy dzień. Rozpoczął się rytuał odsłaniania okien i podnoszenia rolet i żaluzji. Nie ma w tym niby nic dziwnego ale moje oczy dojrzały jedną powtarzająca się prawidłowość. Każde okno odsłaniała osoba w podeszłym wieku…. Odsłoniło się kilkanaście okien i nie dojrzałem ani jednej twarzy młodego człowieka. Przykre i smutne zarazem. Od tego momentu rozglądałem się baczniej.

Na moim osiedlu jest identycznie. Ostatnio zmarli moi bliscy sąsiedzi. Mieszkanie od pół roku stoi puste bo nikt młody się nie wprowadził…. Co się dzieje z tym miastem?

Spotkałem znajomych w podeszłym wieku. Rozmawialiśmy serdecznie bo przecież znamy się od lat. W trakcie rozmowy oznajmili mi, że pewnie już rzadko będzie okazja się spotkać bo sprzedają mieszkanie i wyjeżdżają na Śląsk za dziećmi. Tu nic ich już nie trzyma. Opieki nie mają bo dzieci po studiach nie wróciły. Na dom opieki ich nie stać bo mają za niską emeryturę, a Gmina nie chce dopłacać, a jeśli już to nie tam gdzie by chcieli bo ludzkie warunki opieki dla starych ludzi zbyt drogo kosztują…. Zapaść i tylko ręce załamać.

Ciekawe, że wprowadzono populistyczny program 500 plus i na to są pieniądze. Kobiety dzięki temu często rezygnują z pracy zarobkowej, bo po co pracować, skoro na każde kolejne dziecko dostaną pieniądze pomniejszając przez to przychód skarbu państwa choćby z podatku dochodowego. Na to są pieniądze, bo przecież wszystkim nam wiadomo, że każda taka matka to potencjalny, kupiony wyborca za pieniądze nas wszystkich. Człowiek stary, nieproduktywny, nierokujący, jak mówią lekarze. Taki człowiek nie stanowi siły politycznej, nie jest niczym innym prócz ciężaru dla bliskich i władz lokalnych.
Mieszkamy tu gdzie mieszkamy. Miasto od lat się wyludnia… Kolejna znajoma, która kilka lat temu urodziła dziecko powiedziała, że po to by jej maluch pobawił się z innymi dziećmi na placu zabaw musi iść na inne osiedle bo na tym, na który mieszka nie ma małych dzieci….

Na zakończenie tego smutnego pisania chcę uświadomić nam wszystkim, że za chwilę zostanie nas tu garstka tych co mimo wszystko i pomimo wszystkiego pozostają. Wyjechali młodzi,  wyjeżdżają i starzy.

Czas coś zmienić!!!!!!!!!

Marek Niedźwiecki

fot. kolaż (pixabay, Portal Przemyski)

Marek Niedźwiecki

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.


Przemyski schron - obiekt z potencjałem

Lektura ostatnich tekstów opublikowanych na łamach Portalu Przemyskiego skłoniła mnie do napisania własnego artykułu. Wpływ miały głównie teksty Mirosława Majkowskiego, w których apelował on między innymi o uruchomienie wyobraźni i dostrzeżenie szans rozwoju dla miasta.

Chciałbym też odnieść się do wspomnianej przez niego idei tworzenia z Przemyśla turystycznej perły Podkarpacia na przykładzie jednej z miejskich atrakcji turystycznych, jaką jest S.K.O.C [Schron Kierowania Obroną Cywilną]. Po pierwszej wizycie byłem zachwycony tym miejscem i postanowiłem, z naiwną jeszcze wtedy myślą, pomagać przy promowaniu tego obiektu, by nie tylko utrzymał się, ale też rozwinął. Nic odkrywczego w stwierdzeniu, że taki obiekt turystyczny potrzebuje po prostu turystów, by móc nadal funkcjonować. Tego typu miejsca w mieście, to nie tylko atrakcje dla zwiedzających, ale też jednocześnie, a może przede wszystkim, „przedsiębiorstwa”, które muszą zarabiać na swoje utrzymanie.

Każdy z nas, nie tylko pasjonaci, ale też zwyczajni „klienci”, ma niewielki, lecz nie pozbawiony znaczenia, wpływ na opinię o tym miejscu. Osobiście uważam, że S.K.O.C jest miejscem mającym niesamowicie ogromny potencjał, trzeba tylko posłużyć się wyobraźnią i umieć to dostrzec.

Dlaczego jednak ktokolwiek miałby promować schron i do kogo adresuję ten tekst? Nie ma co się łudzić, że sama idea „ratowania” miasta i chęć jego rozwoju wystarczą, by ktoś zajmował się tym zagadnieniem dłużej niż kilka dni, dlatego chciałbym przedstawić kilka, nazwijmy to, korzyści. Co prawda nie pojawi się tu kusząca wizja zarabiania milionów na schronie, ale pracę przy nim można potraktować jako pewnego rodzaju inwestycję w siebie. Większość moich rówieśników (oraz ja sam) jest na etapie poszukiwania własnego miejsca, własnej drogi, po prostu pomysłu na siebie, bo to albo studia dobiegają ku końcowi, albo poszukuje się dobrej pracy, niektórzy snują śmielsze plany o własnej działalności. Wszystkim jednak bez wątpienia brakuje cennego doświadczenia i to niezależnie od tego w ilu barach czy kawiarniach pracowali lub ile korporacyjnych produktów sprzedali przez telefon.

Taki „schronowy wolontariat” mógłby znakomicie świadczyć o osobie, że szuka ona możliwości zdobycia doświadczenia na własną rękę, ma pewne pomysły nie tylko na siebie, ale też wychodzi poza swoje własne interesy. Potrafi też poświęcić czas na rzeczy, które wykraczają poza wbicie „levelu” w ulubionej grze, wypróbowania swojej głowy w pobliskiej knajpie czy udostępnienia na swoim profilu w portalu społecznościowym kolejnego śmiesznego filmiku. Nie chcę nikogo potępiać - warto po prostu mieć pewne kwestie na względzie, gdy pracodawca zacznie nas oceniać podczas starań o lepszą, może nawet wymarzoną, pracę. Dla nikogo nie jest zaskoczeniem, że rekruterzy korzystają z mediów społecznościowych, jako źródła informacji o potencjalnych pracownikach. Inicjatywa, kreatywność, zaangażowanie, otwartość na zmiany - takimi hasłami próbujemy zareklamować swoją kandydaturę, jednak otrzymają one znacznie mocniejszy wydźwięk poparte konkretnymi działaniami.

Tak więc to może być jednym z powodów do promowania schronu, choć pośród korzyści są oczywiście te, których bezpośrednio nie da się przeliczyć na pieniądze np. płynące z możliwości odkrycia nowej pasji, poznania nowych ludzi, którzy mogą być zainteresowani naszymi działaniami, czy nawet wypromowania przy okazji własnej marki, jeśli ktoś miałby też ambicje stać się osobą rozpoznawaną. Tu jedynym ograniczeniem jest jedynie własna pomysłowość - wierzę, że jej Wam nie brakuje. Przy tym wszystkim na swój sposób cieszy to, że, być może właśnie dzięki naszemu działaniu, miejsce staje się coraz bardziej rozpoznawane i jest o nim coraz głośniej - jak wspomniałem wcześniej: głos każdej osoby ma, wbrew pozorom, spore znaczenie.

Identyczne zalety mogą płynąć przecież z pracy przy innych przedsięwzięciach, ale pora wrócić tu do potencjału przemyskiego schronu. Nie ukrywam, że jest to jedno z moich ulubionych miejsc w mieście i to świadczy o powodach zainteresowania tym obiektem, z czasem jednak zacząłem myśleć o nim jako o miejscu, które może znacznie podnieść atrakcyjność miasta i pomóc w rozszerzeniu oferty turystycznej.

Już w tej chwili jest to wyjątkowe miejsce, które zachwyca nie tylko pasjonatów takich jak ja, ale też ludzi będących w różnym wieku i z rozmaitymi zainteresowaniami, jednak to grono największych „fanów” zdecyduje się na powrót do tego miejsca. Przyciągnięcie nowych zwiedzających i zachęcenie do powracania w to miejsce musi się odbywać oczywiście nie tylko poprzez dokładanie kolejnych eksponatów. Nie wiem jak dalekosiężne plany mają panowie z Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej, ale możliwości jest naprawdę sporo.

W największej sali schronu zwiedzającym jest prezentowany krótki film wprowadzający w kontekst historyczny. Dlaczego nie spróbować zorganizować seansu, na którym pokazywane by były inne tego typu filmy, albo np. kroniki filmowe? Kto wie, może nawet dałoby się stworzyć z tego wydarzenie cykliczne. Prócz filmów można organizować prezentacje, wykłady oraz spotkania z autorami książek. W końcu taki schron z czasów zimnej wojny byłby wspaniałą scenerią do zaprezentowania powieści utrzymanej w konwencji postapokaliptycznej, a tego typu tytuły wciąż się ukazują i mają niemało sympatyków. Może się wydawać, że tamta sala nie pomieści zbyt wielkiej ilości osób, ale widywałem zorganizowane spotkania z autorami w niewielkich księgarniach, dlatego przedstawiłem ten pomysł.

Warto też pamiętać, że cały obiekt obejmuje ponad 170m2 i tu możemy konkurować śmiało z Warszawą - obiekt Alfa to 150m2. Schron przystosowany był do możliwości pełnienia w nim wielogodzinnej służby - jest kuchnia, toalety i prysznic oraz izby sypialne, więc dałoby się, po godzinach zwiedzania, udostępniać go na nocleg. To już może bardziej dla pasjonatów, choć sądzę, że znalazłoby się sporo chętnych, a wbrew pozorom zmieści się tam niemała grupka ludzi. Zgoda, nie będzie tu skali, z jaką mamy do czynienia w kopalniach w Wieliczce czy Bochni, ale sceptykom chciałbym wskazać dla porównania Hobbitówę, która cieszy się niemałą popularnością. Poza tym, warto posłużyć się też przykładem wspomnianego obiektu Alfa: można go wynająć do wykonania sesji fotograficznej, lub jako scenerię do nakręcenia filmu.

Ponadto organizowane są warsztaty dla dzieci, a nawet gry sytuacyjne - u nas przecież to wszystko też może się odbywać. Na początek warto po prostu informować znajomych o tym miejscu poprzez media społecznościowe - sporo ludzi na pewno chciałoby odwiedzić schron, ale zwyczajnie o nim jeszcze nie wie (często nawet pojedyncza opinia potrafi skłonić do przyjazdu w dane miejsce) - a dalej do głowy mogą przyjść kolejne pomysły. Może któryś z nich będzie przy okazji tym na własną przyszłość? Wystarczy zacząć od wyobraźni. Kto wie co przyniesie miastu, a tym samym nam wszystkim, ta droga, więc dlaczego by nią nie pójść?

Piotr Dzoć

fot. Marcin Kawecki  (schron.webfabryka.pl)

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.