Baranki, kraszanki i pisanki. Świąteczne sprawunki na Zielonym Rynku

Pisanki, kurczaczki czy zajączki nieodłącznie kojarzą nam się ze świętami Wielkiej Nocy. Już jutro - w Wielką Sobotę - święcić będziemy przystrojone koszyki pełne malowanych jajek, chrzanu i wędlin. Wśród nich nie powinno zabraknąć baranka - najważniejszego symbolu Wielkanocy.

Sprawdziliśmy, jaka jest oferta wielkanocnych produktów na przemyskim Zielonym Rynku.

Ceny jajek wahają się w granicach od 0,55 zł do 0,75 zł. Za wielkanocne ozdoby typu kurczaczki lub baranki zapłacimy maksymalnie do 4,50 zł. Babki drożdżowe to koszt rzędu 3 zł -  4,50 zł, za babeczki do koszyka zapłacimy 2 zł. Również za 2 zł możemy dostać kolorowe jajka tzw. kraszanki – barwi się je na jednokolorowo, a następnie zdobi wzorami, które są wyskrobywane za pomocą ostrego narzędzia. Finezyjnie zdobione, cieszą się popularnością wśród kupujących. Wiązanki chrzanu lub bukszpanu kosztują dzis 2 zł.

zb

 


Prezes przemyskiego MZK podała się do dymisji

Według potwierdzonych informacji prezes Miejskiego Zakładu Komunikacji Alicja Chuchra zrezygnowała z kierowania spółką miejskiego przewoźnika. Uzasadniła to przyczynami osobistymi.

Alicja Chuchra złożyła wypowiedzenie z zachowaniem trzymiesięcznego okresy wypowiedzenia i do 31 lipca pokieruje przemyskim zakładem. W  tej chwili w siedzibie MZK Sp. z o.o.trwa zebranie, w którym uczestniczy m.in. A. Chuchra.

Na ostatniej sesji rady miejskiej prezydent W. Bakun poruszał kwestię MZK twierdząc, że spółka jest w takim stanie, że wymaga reanimacji. Nieoficjalnie wiadomo, że przyczyną wypowiedzenia umowy przez prezes Chuchrę są niedobre relacje pomiędzy władzami spółki a władzami miasta.  

 

Fot. Agata Czereba, UM


Betoniarka na granicy

Dziś we wczesnych godzinach porannych na przejściu granicznym w Medyce zatrzymano skradziony samochód ciężarowy.

47-letni obywatel Ukrainy próbował przewieźć pojazd marki Iveco na teren tego kraju. Z ustaleń funkcjonariuszy Straży Granicznej wiadomo, iż ciężarówka ta była poszukiwana w kilkudziesięciu krajach za sprawą zgłoszonej w Rumunii kradzieży. Jej wartość szacuje się na 110 tys. złotych.
Oprócz prób przemycania całych samochodów prawdziwą plagą jest proceder przemycania kradzionych części i podzespołów pojazdów.

Zdjęcie: www.bieszczadzki.strazgraniczna.pl


Zakłócenie ukraińskiej procesji. Zapadł wyrok

W środę w przemyskim sądzie 20 mężczyzn, którzy latem 2016 roku zakłócili religijną procesję Ukraińców, otrzymało wyroki skazujące.

26 czerwca 2016 grupa młodych mężczyzn związana z polskimi środowiskami kibicowskimi zakłóciła przemarsz religijnej procesji panachydy z katedry greckokatolickiej na cmentarz Strzelców Siczowych w Pikulicach.

Oskarżeni usłyszeli wyroki od 6 do 14 miesięcy ograniczenia wolności, które mają być wykonane w formie nieodpłatnych prac na cele społeczne. Na wysokość wyroków wpływ miało dotychczasowe sprawowanie się oskarżonych, z których na odczytaniu wyroku stawiło się jedynie kilku. Sąd zasądził także nawiązkę pieniężną na rzecz jednego z pokrzywdzonych uczestników procesji.

Sędzia Edyta Kołacz w uzasadnieniu wyroku wskazała, że rozumie motywy oskarżonych, którzy wskazywali na kwestie historyczne, ale zachowanie oskarżonych w dniu 26 czerwca 2016 było - zdaniem sądu - niedopuszczalne, ponieważ naruszało konstytucyjne prawo do manifestacji uczuć religijnych i wypełniało znamiona złośliwego zakłócenia aktu religijnego.

Na sali była obecna m.in. Maria Tucka, wiceprzewodnicząca Związku Ukraińców w Polsce, która w komentarzu dla Portalu Przemyskiego stwierdziła, że w Wielkim Tygodniu wybacza sprawcom. Na pytanie czy uważa wyrok za sprawiedliwy odpowiedziała, że nigdy nie spodziewała się, że coś takiego spotka ją w mieście, w którym mieszka od dzieciństwa.

Z kolei poproszony o komentarz Andrzej Zapałowski stwierdził, że kierownictwu Związku Ukraińców w Polsce niezwykle zależało, by procesji użyć do manifestacji politycznej i w tym celu - według wiedzy Zapałowskiego - ściągano Ukraińców m.in. z Mościsk, by złożyć hołd żołnierzom UPA na cmentarzu w Pikulicach. W Przemyślu nie ma żadnych napaści na tle religijnym ani na Ukraińców, ani na Żydów, czego najlepszym przykładem jest spokojnie obchodzone Święto Jordanu- przekonuje Zapałowski.
Skazani, reprezentowani przez adw. Dariusza Żero, zapowiedzieli apelację od wyroku.


Ile warta jest Unia Europejska? Debata w PWSW

We wtorek w Państwowej Wyższej Szkole Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu odbyła się debata ,,Wyzwania i problemy Unii Europejskiej w kontekście wyborów do Parlamentu Europejskiego i zmiany przywództwa w EU w 2019 roku".

Wzięli w niej udział radni miejscy, prezydent Wojciech Bakun, wicemarszałek województwa podkarpackiego Piotr Pilch, posłowie i licznie zgromadzeni studenci uczelni. Gościem specjalnym i zarazem ekspertem był Witold Naturski - zastępca dyrektora Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Debatę moderował dr Tomasz Olejarz, zadając pytania m.in. o możliwość dezintegracji Europy po sukcesie brexitu, o to w jaki sposób wyjście Wielkiej Brytanii z UE wpłynie na finanse wspólnoty, w tym Polski, oraz o ewentualne scenariusze przyszłości UE. Witold Naturski w wyczerpujący sposób przedstawił swoje stanowisko w poruszanych sprawach, zwracając również uwagę na główną ideę UE - jej jedność oraz potrzebę pielęgnowania sojuszu poszczególnych państw członkowskich.

W. Naturski podzielił się również swoimi doświadczeniami z pracy urzędnika unijnego oraz przybliżył studentom kwestie związane ze zdobyciem stanowiska w poszczególnych instytucjach europejskich. Tomasz Olejarz podsumował wypowiedź konkluzją, iż Unia Europejska jest bardzo atrakcyjnym pracodawcą.

Dialogi obywatelskie mają na celu rozbudzenie większego zainteresowania mieszkańców Unią Europejską oraz prowadzenie debaty z przedstawicielami jej struktur i instytucji, m.in. komisarzami czy posłami do PE. W Polsce stają się one coraz bardziej popularne, sukcesywnie też zwiększa się liczba ich uczestników. Od początku tego roku odbyło się około 100 takich debat w różnych miastach.

zb


Radny Zapotocki zarzuca niekompetencję prezydentowi i jego zastępcy

Na ostatniej sesji rady miejskiej radny SLD Janusz Zapotocki przeprowadził atak na prezydenta miasta Wojciecha Bakuna i jego zastępcę Bogusława Świeżego.

B. Świeżemu dostało się za ingerowanie w prerogatywy radnych, w tym właśnie w uprawnienia J. Zapotockiego. Wg relacji Zapotockiego, Świeży podczas posiedzenia komisji mieszkaniowej miał ograniczyć radnemu dostęp do części dokumentów, zasłaniając się brakiem zgody na przetwarzanie danych osobowych. To rozsierdziło radnego SLD, który zarzucił wiceprezydentowi ograniczanie uprawnień radnych. „Postawił mnie pan w niezręcznej sytuacji, kiedy usłyszałem, że mogę zostać na tej komisji tylko w roli obserwatora (...). Ubolewam nad tym, że nie zna pan ustawy o samorządzie gminnym. Proszę nie utrudniać pracy radnego” - powiedział Zapotocki.

Ale było to tylko preludium do dalszej części wypowiedzi radnego SLD. Wojciech Bakun, tłumacząc kwestię dostępu do danych osobowych, tylko sprowokował Zapotockiego, który nie zostawił suchej nitki na prezydencie i radcy prawnym UM Marku Mazurze.

„Ja proszę, żeby pan na tej sali jako gość, zachowywał się godnie” - powiedział Zapotocki do Bakuna. „Ja miałem nie wyciągać tego paradokumentu (mowa o  opinii prawnej Mazura – red.). Proszę się nie ośmieszać, proszę o konkretną wykładnię, a nie prywatną opinię”- kontynuował radny SLD. 

Gdy W. Bakun próbował wytłumaczyć radcę, Zapotocki ostro odpowiedział: „Niech pan nie miesza pojęć (...) wystarczy pana teorii (...). Ja bym bardziej oczekiwał (...) od pana (...), żeby pan wziął sprawy we własne ręce, a nie, ja słyszę pół roku utyskiwania, że na to nie ma pieniędzy. (...) Trzeba się ruszyć za pieniędzmi, panie prezydencie i przestać uprawiać tanią politykę” - skończył Zapotocki.  

https://www.youtube.com/watch?v=BKDIG8_OcKg&feature=youtu.be

 

zb


Brakuje chętnych na rewitalizatorów dzielnic

Unia Europejska finansuje program mający na celu próbę rewitalizacji zaniedbanych społecznie dzielnic miast poprzez aktywizację lokalnych społeczności. Jeden z takich programów dotarł do Przemyśla i właśnie trwają ostatnie dni rekrutacji na tzw. Organizatorów Społecznych.

Na czym polegać ma rola Organizatorów? Celem społeczników ma być stworzenie lub pobudzenie lokalnych grup i przekonanie ludzi, że swoje problemy powinni potrafić sobie załatwić sami. Może to być na przykład walka o lepszą jakość powietrza, zabiegi o nasadzenie drzew na ruchliwej ulicy lub organizacja osiedlowego festynu. Uczestnicy programu mają chodzić od drzwi do drzwi i poznawać lokalne potrzeby i problemy ludzi.

Wybrani w procesie rekrutacyjnym animatorzy otrzymają wsparcie doradcze od firmy szkoleniowej, ponadto wezmą udział w warsztatach, które odbędą się w Wielkiej Brytanii.

Jak informuje firma szkoleniowa obszarem objętym taką formą rewitalizacji będą osiedla Adama Mickiewicza, Waleriana Łukasińskiego, Stare Miasto, Przemysława i zamieszkały fragment osiedla Juliusza Słowackiego.

Niestety okazuje się, że w Przemyślu nie ma zbyt wielu osób zainteresowanych byciem animatorem rewitalizacji. Na sześć wolnych miejsc do tej pory znalazło się tylko czterech chętnych. Być może przyczyną jest to, że praca odbywa się na zasadach wolontariatu i nie przyniesie żadnych dochodów.

Organizatorzy projektu wydłużyli termin składanie aplikacji rekrutacyjnych do 19 kwietnia. Więcej informacji można uzyskać pod numerem telefonu 12 623 77 40.


Kajakiem od mostu do mostu, czyli śmigus-dyngus na Sanie

Stowarzyszenie Turystyczno – Sportowe „Róża Wiatrów” przygotowało wodną atrakcję na nadchodzące święta - Ogólnodostępny Dzień Otwarty Przystani Wodnej "Kajakiem z jajem w lany poniedziałek”. Jest to propozycja dla wszystkich, którzy chcą aktywnie spędzić Poniedziałek Wielkanocny.

Dzięki akcji będzie można w godzinach od 10:00 do 18:00 bezpłatnie popływać dwuosobowymi kajakami przygotowanymi przez Stowarzyszenie. Trasa mini spływu prowadzi od mostu kolejowego do mostu drogowego im. Ryszarda Siwca. 

Impreza jest częścią zaplanowanych w 2019 roku działań, które mają pomóc w przywracaniu do życia Przemyskiej Przystani Wodnej. 

Czytaj także www.portalprzemyski.pl/48145-2/

 

Zdjęcie: facebook.com/Róża-Wiatrów-Przemyśl


Żegnaj turystyko, witaj smrodzie. W Przemyślu może powstać fabryka asfaltu

Pierwsze pogłoski o planach budowy fabryki mas bitumicznych na terenie przemyskiej podstrefy Tarnobrzeskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej na Bakończycach pojawiły się kilka tygodni temu podczas zebrania wyborczego do rady osiedla ,,Łukasińskiego”. To wtedy kilku mieszkańców podniosło problem i poprosiło obecnego na zebraniu wiceprezydenta Bogusława Świeżego o komentarz. Świeży potwierdził, że rzeczywiście inwestor z branży drogowej w strefie ekonomicznej jest.

Jak łatwo się domyślić, mieszkańcom nie podoba się, że kilkaset metrów od ich domostw ktoś ma zamiar wybudować zakład, który będzie emitować uciążliwe zapachy. ,,Uciążliwe zapachy” to zresztą określenie bardzo delikatne, bo z relacji dostępnych w internecie wynika, że tam gdzie zakłady produkcji mas bitumicznych funkcjonują, pojawiają się protesty i głosy mieszkańców skarżących się na duszący smród, który nie pozwala otworzyć okien w domu. Jeśli dołoży się do tego ruch ciężarówek, hałas i pył, to życie w okolicy takiego zakładu zamienia się w piekło.

Nie muszę się spowiadać
Portal Przemyski zwrócił się do urzędu miejskiego o potwierdzenie niepokojących informacji o możliwości budowy asfalciarni i przekazanie listy podmiotów, które nabyły działki w strefie. Dowiedzieliśmy się, że oprócz firm HENSFORT Sp. z o.o., Przedsiębiorstwa Projektowo-Budowlanego PROBUD Sp. z o.o. i Piotruś Pan Sp. z o.o., dwie działki w strefie ekonomicznej nabyły osoby prywatne. I to one, według posiadanych przez nas informacji, mogą mieć związek z planowaną wytwórnią mas bitumicznych.
Skontaktowaliśmy się z przedsiębiorcą, który według naszych ustaleń jest zainteresowany budową zakładu. To Mariusz Ślimak - właściciel przedsiębiorstwa z Ruszelczyc zajmującego się utrzymaniem i remontami dróg. Firma - jak można się dowiedzieć z Biuletynu Zamówień Publicznych - wygrywa przetargi na naprawy dróg z użyciem masy bitumicznej. W krótkiej rozmowie M. Ślimak potwierdził, iż posiada teren w przemyskiej strefie ekonomicznej, choć jak twierdził, nie wie kiedy będzie budował zakład, bo czasy są ,,niepewne”. Co jednak najważniejsze, nie wykluczył budowy zakładu. Przedsiębiorca odpowiadał niechętnie, wyraźnie niezadowolony z tego, że interesujemy się sprawą i jak to określił "nie musi się spowiadać".

Dziura w planach zagospodarowania przestrzennego
Czy jest jednak w ogóle możliwe, żeby tak uciążliwa inwestycja mogła powstać w granicach miasta, w niedalekiej odległości od domów, osiedla mieszkaniowego i Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej? Bo że wytwórnia będzie uciążliwa uprawdopodabnia to, że w dziesiątkach miejsc w Polsce, gdzie powstały takie zakłady, ludzie skarżą się smród i kłopoty ze zdrowiem. Było tak między innymi w Radymnie, w którym mieszkańcy oskarżali wyziewy z miejscowej fabryki asfaltu o choroby z nowotworami na czele.
Niestety wiele wskazuje, że wytwórnia może zostać zrealizowana i to zgodnie z obowiązującym prawem. Gdy jeszcze za czasów Roberta Chomy rodziła się przemyska strefa ekonomiczna, rada miejska przyjęła plany zagospodarowania przestrzennego, które dopuszczają ulokowanie takich uciążliwych inwestycji na Bakończycach. Potwierdza to treść e-maila, który otrzymaliśmy od rzecznika prasowego Witolda Wołczyka:
Teren Tarnobrzeskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej EU|RO-PARK WISŁOSAN Podstrefa Przemyśl objęty jest następującymi miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego: Bakończyce III/04 oraz Słowackiego I/05.
Obowiązujące na przedmiotowym terenie miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego opisują zamierzenia budowlane możliwe do realizacji – zdejmując w ten sposób potencjalnego inwestora z obowiązku uzyskania warunków zabudowy. Zapisy w powyższych planach umożliwiają, oczywiście po spełnieniu określonych warunków formalno-prawnych, budowę zakładu produkującego masy bitumiczne.
Z informacji rzecznika prasowego jasno wynika, że jeśli inwestor zechce wybudować zakład, to na gruncie istniejącego prawa będzie mógł to zrobić. W przyjmowanych planach zagospodarowania nie wprowadzono bowiem zapisów chroniących miasto przed powstawaniem tak uciążliwych zakładów jak wytwórnie mas bitumicznych.

Uzgodnienia środowiskowe
Prawdopodobnie budowa zakładu produkcji mas bitumicznych podpadnie pod zapisy Ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. W myśl jej zapisów inwestor musi wykazać, że jego zakład nie będzie nadmiernie szkodliwy dla środowiska naturalnego i społecznego. Jednak nawet w przypadku gdyby organ wydający pozwolenie na budowę uznał, iż inwestycja nie powinna powstać, inwestor zawsze może się od takiej decyzji odwołać i nie można wykluczyć, że przy korzystnym dla niego wyroku zakład powstanie. Z dostępnych relacji o podobnych sprawach na linii mieszkańcy – niechciany inwestor, które miały miejsce w różnych miejscach w Polsce można wyciągnąć wniosek, że kluczowe znaczenie w zatrzymaniu podobnych inwestycji ma determinacja mieszkańców, nagłośnienie sprawy i odpowiedni sposób zawiadamiania przez lokalne władze społeczności o planach inwestora. A sprawa zakładu na Bakończycach jest o tyle poważna, że powstanie uciążliwego zakładu może naruszyć wizerunek Przemyśla jako miasta czystego i stawiającego na turystykę. Dlatego Portal Przemyski będzie informował na swoich łamach o kolejnych ruchach inwestora i władz.

am

Zdjęcie ilustrujące 


Reformy Zalewskiej na Skwerze Wyszehradzkim

W sobotę 13 kwietnia o godzinie 14:00 na Skwerze Wyszehradzkim, w bardzo bliskim sąsiedztwie Kuratorium Oświaty w Rzeszowie oddział w Przemyślu, rozpoczęła się akcja "Solidarni ze strajkującymi Nauczycielami", która została zorganizowana w Przemyślu przez Rebelianty Podkarpackie z Anną Grad - Mizgałą na czele. 

Akcja rozpoczęła się od happeningu, podczas którego na skwerze zawisły reformy Zalewskiej.

O swoim wsparciu strajkujących nauczycieli, oprócz Anny Grad - Mizgały, zapewniali m.in. poseł Marek Rząsa i przewodnicząca Rady Miejskiej Ewa Sawicka, którzy sami jako nauczyciele pracowali. Były syreny, szczekaczki i gorąca atmosfera, a samo wydarzenie zgromadziło wielu nauczycieli z przemyskich szkół. Ze skweru solidarni z nauczycielami przeszli na Rynek, gdzie odbywał się Jarmark Wielkanocny.