Na powierzchnię...

Tytuł być może bardziej kojarzy się z górnikami, ale w kontekście schronów też używa się tego zwrotu. Sporo czasu minęło od ukazania się ostatniego tekstu o schronie i trochę się od tamtej pory wydarzyło.

Ogólnie pojęte tematy schronu, zimnej wojny oraz zagrożeń jakie ze sobą niosła przestały być związane wyłącznie z obiektem znajdującym się pod szkołą podstawową nr 14. Wyszliśmy poza bezpieczne mury schronu i kilkakrotnie już daliśmy zauważyć się w mieście – jeśli gdzieś przemknie Państwu przed oczami ktoś w milicyjnym mundurze lub masce przeciwgazowej to jest szansa, że będzie to członek naszej załogi.

Pierwszym wypadem było luźne nawiązanie do patrolu rozpoznania skażenia. Jeśli byli już Państwo w schronie to być może pamiętają Państwo, że początek zwiedzania częściowo składa się z opisu czynności patrolu powracającego z „powierzchni” po wykonaniu niezbędnych badań i pobraniu próbek. My zaczęliśmy od „inspekcji” w schronie, po której nastąpił wymarsz nad San. Patrol w naszym wykonaniu składał się m. in. z funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej czy... żołnierza Wehrmachtu – wykonanie zawierało oczywiście liczne elementy humorystyczne, ale „zadania” nie uległy zmianie: nastąpił pomiar „skażenia” i oznaczenie bezpiecznych obejść na Sanem. W schronie można obejrzeć planszę ukazującą działania patrolu oraz tabliczki, którymi oznaczano teren – zostały wiernie odtworzone przez naszego kolegę Pana Andrzeja i później mogli je Państwo ujrzeć na stoisku Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej podczas Dni Turystyki na przemyskim rynku.

Na rynku informowaliśmy o działalności stowarzyszenia, zbliżającej się wtedy inscenizacji w ramach projektu „Monte Lenino”, ale przede wszystkim prezentowaliśmy sprzęt pochodzący ze schronu: maski przeciwgazowe wraz z filtrami, sprzęt dozymetryczny (sygnalizator RS-70), indywidualny pakiet przeciwchemiczny, elementy umundurowania obrony cywilnej, a wśród tego... pepesza, która cieszyła się niesłabnącym powodzeniem u wielu Przemyślan. Tamtego dnia prezes naszego stowarzyszenia Mirosław Majkowski odebrał nagrodę przyznaną naszej grupie za modernizacje, doposażenie i udostępnienie schronu.

Razem z nami było też tam kilka osób z grupy „Tężec Alert”, której członkowie zajmują się tworzeniem strojów oraz rekwizytów rodem z filmów à la Mad Max – od tematu zimnej wojny do atomowej pożogi i postapokaliptycznej egzystencji ocalałych nie tak daleko, sądzę więc, że na pewno jest to dobry, dodatkowy kierunek rozwijania atrakcyjności schronu. Tym bardziej, że na zachodzie kraju taki nurt jest bardzo popularny i warto, aby Przemyślanie nie odstawali od reszty rodaków – dziewczyny i chłopaki z Tężca o to dbają i tym samym również pomagają promować nasze miasto.

Niektórzy na pewno nie spodziewaliby się, że uda nam się połączyć tematykę schronową z klockami lego... Ponownie jako patrol rozpoznania skażenia na początku grudnia odwiedziliśmy MIEJSCE Kawa i Zabawa, gdzie „ćwiczyliśmy” wykrywanie skażenia w pożywieniu oraz przede wszystkim w... klockach lego, którymi mogą się tam bawić najmłodsi (choć nie tylko). Znajdująca się na rynku kawiarnia przez moment stałą się naszym centrum dowodzenia skąd koordynowano przebieg ćwiczeń terenowych. Przy wykonywaniu zdjęć ponownie postawiliśmy na humor – efekty tamtej wizyty można było oglądać na „facebookowej” stronie schronu, kto jednak nie widział naszej sesji może być spokojny i śmiało odwiedzać MIEJSCE, gdzie można napić się kawy zaparzonej przez Pana Pawła: zdobywcy drugiego miejsca w szczecińskim Pucharze Latte Art 2017 (warto zauważyć, że w tych zawodach brali udział bariści z całego kraju).

Wspomnijmy jeszcze grupę Tężec Alert: czwórka z tych młodych ludzi pomagała nam podczas III Nocy Fortyfikacji – jest to impreza wywodząca się z warszawskiego środowiska sympatyków wszelkiego rodzaju bunkrów, fortów i schronów nawiązująca do nocy muzeów, ale, zgodnie z nazwą, obejmująca jedynie obiekty o charakterze militarnym. Czas i pora roku nie pozwoliły na włączenie większej ilości obiektów, ale udało się ukazać potencjał miasta dla fanów militariów. Udział Przemyśla w tej edycji wydarzenia zainicjowało PSRH „X D.O.K.” udostępnieniem Schronu Kierowania Obroną Cywilną oraz Przemyskie Stowarzyszenie Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka oprowadzające po Bramie Sanockiej Dolnej oraz kilku obiektach z czasów I wojny światowej, była też możliwość obejrzenia sowieckiego tradytora artyleryjskiego. Obecność ludzi w postapokaliptycznych strojach bardzo uatrakcyjniła zwiedzanie schronu – część z naszych gości początkowo nie była pewna czy nie są to kolejne manekiny co spotęgowało emocje oraz humor, gdy okazało się, że siedząca przy filtrach postać może w najmniej spodziewanym momencie chwycić za dłoń zwiedzającego.

Pozostaje nie spoczywać na laurach i realizować kolejne projekty, a także współpracować z kolejnymi grupami – w pierwszej chwili wydawać się może, że kierowani jesteśmy egoistyczną próbą wybicia się ponad innych, ale warto przypomnieć, że, udostępniając schron i wprowadzając w nim co jakiś czas udoskonalenia, chcielibyśmy tym samym nieustannie zwiększać atrakcyjność turystyczną miasta. Pod względem obecności i widoczności w mieście nie osiągnęliśmy może poziomu naszych przemyskich „Szwejków”, ale po wyjściu „na powierzchnię” prędko jej nie opuścimy.

Piotr Dzoć

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.


Ucieczka ze schronu, aż pod Monte Lenino

Od czasu publikacji ostatniego artykułu trochę się wydarzyło. Za nami otwarcie sezonu w schronie, odbył się też konkurs na odnalezienie innych tego typu obiektów w Przemyślu (których nie jest znów tak mało - ponad dwadzieścia). Panowie zostali całkowicie prześcignięci przez kobietę - choć nikogo nie powinno już dziwić, że ta tematyka nie jest wyłącznie domeną panów.

Najważniejsza jednak nowinka to udostępniony od czerwca „escape room” w schronie. Tego typu rozrywka jest szerzej znana na zachodzie kraju, w naszym mieście jest nowością - był czas najwyższy, aby Przemyślanie też mieli możliwość wzięcia udziału w tej zabawie. Jak sama nazwa wskazuje, w tego typu grze należy wydostać się z pomieszczenia (czasem kilku różnych) co utrudnione jest szeregiem zagadek do rozwiązania oraz upływającym czasem. W schronie został uruchomiony pierwszy scenariusz (zgadza się, na tym Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej nie poprzestanie) - w ciągu godziny spędzonej w zamkniętym schronie przyjdzie nam wytężyć szare komórki w celu odnalezienia drogi ucieczki ze schronu. W grze może wziąć udział grupa od dwóch do siedmiu osób, których celem będzie monitorowanie sytuacji i nadanie ostrzeżeń w razie zaistnienia niebezpieczeństwa - scenariusz stawia nas przed koniecznością zmagania się z zagrożeniami trzeciej wojny światowej... Oto fragment opisu ze strony internetowej, który oddaje „grozę” sytuacji: „Jeśli nie zdążycie, narazicie na śmiertelne niebezpieczeństwo miasto i jego mieszkańców… narazicie też siebie.”. Emocje sięgną zenitu, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że może trzeba będzie oszczędzać tlen - filtry powietrza mogą przecież ulec uszkodzeniu...

Szczegółów nie mogę oczywiście zdradzić, ale jestem przekonany, że ta zabawa spodoba się Państwu oraz, że przyciągnie kolejnych zwiedzających do naszego miasta.

Trzeba też przypomnieć (choć to właśnie ja powinienem przede wszystkim pamiętać), że Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej zajmuje się nie tylko schronem, lecz także realizuje inne projekty. W tym roku ma zostać zrekonstruowana bitwa pod Lenino - podana została data 8 października tego roku - miejsce realizacji to Duńkowiczki pod Przemyślem. Przyznam, że ze zniecierpliwieniem czekam zwłaszcza na drugą część projektu „Monte Lenino”, ponieważ w przyszłym roku przemyskie wzniesienia mają stać się scenerią dla zrekonstruowania walk o Monte Cassino, ma pojawić się m. in. ciężki sprzęt oraz efekty pirotechniczne - PSRH już niejednokrotnie zaprezentowało widowiska na wysokim poziomie, więc na pewno nikt nie będzie rozczarowany po obejrzeniu obydwu rekonstrukcji.

W chwili obecnej trwa jeszcze zbiórka funduszy. Stowarzyszenie można wesprzeć wpłatą na konto: Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K." Konto: PBS Oddział w Przemyślu 26 8642 1155 2015 1502 4936 0001 z dopiskiem Monte Lenino.

Można oczywiście też udzielić wsparcia rozsyłając informacje o tym projekcie - na stronie schronu na portalu Facebook można znaleźć post, choć wystarczy też użyć tzw. hashtagu: #montelenino - każde udostępnienie to pomoc dla PSRH!

Piotr Dzoć
Fot. Pixabay

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.


Praca dla Przemyśla moim Westerplatte

Chciałbym w tym tekście wyjaśnić jeszcze powody mojego zainteresowania Schronem Kierowania Obroną Cywilną, które stało się przemyską atrakcją turystyczną dzięki Przemyskiemu Stowarzyszeniu Rekonstrukcji Historycznej X D.O.K i, może w ten sposób, zachęcić również Państwa do zainteresowania się tym obiektem, a w dalszej perspektywie także miastem.

We wcześniejszym tekście wspomniałem, że na początku była naiwna myśl: swoim działaniem „przyprowadzę” ludzi do tego miejsca i wtedy ono będzie się mogło nadal rozwijać. Napisałem też, że z czasem zacząłem myśleć o schronie jako o obiekcie, który może znacząco wpłynąć na przyszłość turystyczną miasta - a ja przecież, jak zapewne większość jego mieszkańców, kocham to moje miasto, w którym przeżyło się te „parę” lat.

Kocham Przemyśl i nie chcę bezczynnie patrzeć na jego wyludnianie, jak straszą nas swymi prognozami statystyki. Oczywiście wiem, że sam nie zatrzymam tego procesu i nawet go nie spowolnię, ale... I tu pojawia się to „ale”. Sądzę, że niemal każde działanie, nawet pojedynczej jednostki, może mieć sens. W tym przekonaniu utwierdziły mnie (i Państwa też mogą) teksty Mirosława Majkowskiego, które też stanowiły dla mnie sporą inspirację przy próbach rozpowszechniania wiedzy o nowej przemyskiej atrakcji turystycznej.

W swoich tekstach dowodzi on konsekwentnie, że Przemyśl ma wciąż możliwość rozwinięcia się, przyciągnięcia turystów oraz, że my sami mamy na to wpływ: „Musimy uwierzyć, że możemy zmienić nasze miasto, obudzić w sobie ducha wspólnoty i zdrowej rywalizacji [...]”. W innym artykule zapisał: „[...] jeszcze nie zasypali nas kamieniami i to miasto wciąż oddycha. Trzeba tylko, a może aż, świeżego spojrzenia i energii. Wielu z Was ją posiada i jestem pewien, że potraficie ją jeszcze wyzwolić u siebie. Jestem tego pewien.”.

W błędzie jednak byłby ten, kto zarzuciłby mi „złapanie się” na takie (jak mógłby określić ktoś złośliwy) „tanie, idealistyczne hasła”. Jeśli ktoś uważnie i, przede wszystkim, bez zbędnych uprzedzeń zapoznał się z tymi artykułami to mógł tam nawet znaleźć zaczątki pomysłów na własne przedsięwzięcie. Pragnę odwołać się do wspomnianego tam posłużenia się wyobraźnią. Proszę samemu spojrzeć w teksty: jeśli zerwie się z myśleniem w stylu „to się nie uda” lub „nie opłaca” to wyobraźnia może podsunąć mnóstwo fantastycznych pomysłów - dowodzi tego dowolny z artykułów - a od pomysłu czasem nie jest aż tak daleko do realizacji.

Na koniec chciałbym przytoczyć jeszcze słowa Jana Pawła II: „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych.”. W kontekście artykułów Mirosława Majkowskiego taką słuszną sprawą jest oczywiście wspólna praca na rzecz Przemyśla, osobiście też uważam, że funkcjonowanie S.K.O.C doskonale się wpisuje w tę ideę - obiekt ten ma przyciągnąć turystów i pracować na atrakcyjność miasta. I w pewnym sensie dla mnie popularyzowanie przemyskiego schronu staje się takim moim Westerplatte, o które „nie można nie walczyć”.

Piotr Dzoć

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.


Wróć do schronu!

Liczba udostępnień (za którą wszystkim dziękuję) mojego poprzedniego tekstu świadczy o tym, że jednak temat schronu nie jest obojętny Przemyślanom, a sam obiekt podoba się niemałej rzeszy odbiorców. Mnie to nie dziwi - jestem fanem tego typu „klimatów” i nie poprzestałem na jednej wizycie.

Z pewnością za jakiś czas znów się tam wybiorę, ale powody tego zrozumieją raczej pasjonaci. Każdy z nas ma oczywiście jakieś ulubione miejsce, do którego lubi wracać, dlaczego jednak tacy jak ja wracają do S.K.O.C? Ze zwiedzaniem schronu jest dla mnie trochę jak z dobrą książką. Pierwsze czytanie zachwyca i pozostawia wiele w pamięci, ale wszystkiego nie sposób zapamiętać: podczas kolejnej lektury odkrywamy coś nowego, a my sami mamy już inne podejście, albo więcej wiedzy na dany temat. Warto więc znów wysłuchać ciekawej opowieści panów z Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej i wyłowić nowe ciekawostki, bo oczywiście każdy opowiada w trochę inny sposób, może zwrócić naszą uwagę na inne kwestie, czy też przede wszystkim w odmienny sposób buduje atmosferę zagrożenia po przebytym „ataku” (fenomenalnie wychodzi to panu Andrzejowi).

Co najważniejsze, należy zauważyć, że obiekt prezentują nam nie tylko znawcy tej tematyki, lecz także miłośnicy, co czyni całą opowieść niezwykle barwną i zajmującą. Zaskoczeniem podczas drugiej wizyty może być fakt, że wciąż jeszcze mogą się Państwo nie orientować w układzie pomieszczeń. Oczywiście w schronie nie sposób się zgubić, ale później można mieć mały problem, gdyby chciało się opowiedzieć znajomym: „...i ten ogromny silnik, który tak mi się spodobał, był... gdzieś na końcu.”.

Podam jeszcze inny powód skłaniający do powrotu do schronu. Podczas następnej wizyty, dzięki uprzejmości pana Mirosława, który wtedy oprowadzał grupę, miałem możliwość odłączenia się od reszty i obejrzenia wszystkiego samemu. Głównie wyposażenia magazynu, ale też przyjrzałem się planszom i nawet zdążyłem rzucić okiem na instrukcje oraz schematy. Na czas projekcji filmu w całym schronie gaszone jest światło. Obiekt nabiera wtedy zupełnie innego charakteru i to było to, co zachwyciło mnie wtedy najbardziej. Krążek światła latarki wyławia z mroku poszczególne detale, przedmioty: egzemplarz „Wojskowego Przeglądu Technicznego”, maszynę do pisania „Optima” czy znajdującą się nad podłogą tzw. wywiewną klapę schronową, na którą znów zwraca się uwagę, ponieważ trzeba uważniej patrzeć pod nogi.

Najbardziej klimatycznie wygląda pomieszczenie z silnikiem: szare, surowe, trochę przytłaczające. W ciemności, tak jak pozostałe pomieszczenia, zdaje się być ono większe niż w rzeczywistości. Gdyby w chłopięcy sposób dać się ponieść wyobraźni to można by prawie poczuć się jak stalker - przychodzą na myśl postapokaliptyczne powieści czy gry komputerowe - któremu zaraz przyjdzie wyruszyć w zrujnowany zewnętrzny świat. W końcu w pobliżu Przemyśla wybuchła bomba atomowa, sam przed chwilą słyszałem... Już pierwsze osoby zmierzają do tunelu ewakuacyjnego, by na własne oczy ujrzeć atomową gehennę. Takie zwiedzanie obiektu jest fantastycznym, atrakcyjnym urozmaiceniem.  Dla pokolenia urodzonego po transformacji taka wizyta w schronie stwarza możliwość chłonięcia atmosfery tamtej epoki, obserwowania przedmiotów tamtych czasów, które nas otaczają - to niewyobrażalnie działa na wyobraźnię.  Do S.K.O.C z całą pewnością warto powrócić!

Piotr Dzoć

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.


Przemyski schron - obiekt z potencjałem

Lektura ostatnich tekstów opublikowanych na łamach Portalu Przemyskiego skłoniła mnie do napisania własnego artykułu. Wpływ miały głównie teksty Mirosława Majkowskiego, w których apelował on między innymi o uruchomienie wyobraźni i dostrzeżenie szans rozwoju dla miasta.

Chciałbym też odnieść się do wspomnianej przez niego idei tworzenia z Przemyśla turystycznej perły Podkarpacia na przykładzie jednej z miejskich atrakcji turystycznych, jaką jest S.K.O.C [Schron Kierowania Obroną Cywilną]. Po pierwszej wizycie byłem zachwycony tym miejscem i postanowiłem, z naiwną jeszcze wtedy myślą, pomagać przy promowaniu tego obiektu, by nie tylko utrzymał się, ale też rozwinął. Nic odkrywczego w stwierdzeniu, że taki obiekt turystyczny potrzebuje po prostu turystów, by móc nadal funkcjonować. Tego typu miejsca w mieście, to nie tylko atrakcje dla zwiedzających, ale też jednocześnie, a może przede wszystkim, „przedsiębiorstwa”, które muszą zarabiać na swoje utrzymanie.

Każdy z nas, nie tylko pasjonaci, ale też zwyczajni „klienci”, ma niewielki, lecz nie pozbawiony znaczenia, wpływ na opinię o tym miejscu. Osobiście uważam, że S.K.O.C jest miejscem mającym niesamowicie ogromny potencjał, trzeba tylko posłużyć się wyobraźnią i umieć to dostrzec.

Dlaczego jednak ktokolwiek miałby promować schron i do kogo adresuję ten tekst? Nie ma co się łudzić, że sama idea „ratowania” miasta i chęć jego rozwoju wystarczą, by ktoś zajmował się tym zagadnieniem dłużej niż kilka dni, dlatego chciałbym przedstawić kilka, nazwijmy to, korzyści. Co prawda nie pojawi się tu kusząca wizja zarabiania milionów na schronie, ale pracę przy nim można potraktować jako pewnego rodzaju inwestycję w siebie. Większość moich rówieśników (oraz ja sam) jest na etapie poszukiwania własnego miejsca, własnej drogi, po prostu pomysłu na siebie, bo to albo studia dobiegają ku końcowi, albo poszukuje się dobrej pracy, niektórzy snują śmielsze plany o własnej działalności. Wszystkim jednak bez wątpienia brakuje cennego doświadczenia i to niezależnie od tego w ilu barach czy kawiarniach pracowali lub ile korporacyjnych produktów sprzedali przez telefon.

Taki „schronowy wolontariat” mógłby znakomicie świadczyć o osobie, że szuka ona możliwości zdobycia doświadczenia na własną rękę, ma pewne pomysły nie tylko na siebie, ale też wychodzi poza swoje własne interesy. Potrafi też poświęcić czas na rzeczy, które wykraczają poza wbicie „levelu” w ulubionej grze, wypróbowania swojej głowy w pobliskiej knajpie czy udostępnienia na swoim profilu w portalu społecznościowym kolejnego śmiesznego filmiku. Nie chcę nikogo potępiać - warto po prostu mieć pewne kwestie na względzie, gdy pracodawca zacznie nas oceniać podczas starań o lepszą, może nawet wymarzoną, pracę. Dla nikogo nie jest zaskoczeniem, że rekruterzy korzystają z mediów społecznościowych, jako źródła informacji o potencjalnych pracownikach. Inicjatywa, kreatywność, zaangażowanie, otwartość na zmiany - takimi hasłami próbujemy zareklamować swoją kandydaturę, jednak otrzymają one znacznie mocniejszy wydźwięk poparte konkretnymi działaniami.

Tak więc to może być jednym z powodów do promowania schronu, choć pośród korzyści są oczywiście te, których bezpośrednio nie da się przeliczyć na pieniądze np. płynące z możliwości odkrycia nowej pasji, poznania nowych ludzi, którzy mogą być zainteresowani naszymi działaniami, czy nawet wypromowania przy okazji własnej marki, jeśli ktoś miałby też ambicje stać się osobą rozpoznawaną. Tu jedynym ograniczeniem jest jedynie własna pomysłowość - wierzę, że jej Wam nie brakuje. Przy tym wszystkim na swój sposób cieszy to, że, być może właśnie dzięki naszemu działaniu, miejsce staje się coraz bardziej rozpoznawane i jest o nim coraz głośniej - jak wspomniałem wcześniej: głos każdej osoby ma, wbrew pozorom, spore znaczenie.

Identyczne zalety mogą płynąć przecież z pracy przy innych przedsięwzięciach, ale pora wrócić tu do potencjału przemyskiego schronu. Nie ukrywam, że jest to jedno z moich ulubionych miejsc w mieście i to świadczy o powodach zainteresowania tym obiektem, z czasem jednak zacząłem myśleć o nim jako o miejscu, które może znacznie podnieść atrakcyjność miasta i pomóc w rozszerzeniu oferty turystycznej.

Już w tej chwili jest to wyjątkowe miejsce, które zachwyca nie tylko pasjonatów takich jak ja, ale też ludzi będących w różnym wieku i z rozmaitymi zainteresowaniami, jednak to grono największych „fanów” zdecyduje się na powrót do tego miejsca. Przyciągnięcie nowych zwiedzających i zachęcenie do powracania w to miejsce musi się odbywać oczywiście nie tylko poprzez dokładanie kolejnych eksponatów. Nie wiem jak dalekosiężne plany mają panowie z Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej, ale możliwości jest naprawdę sporo.

W największej sali schronu zwiedzającym jest prezentowany krótki film wprowadzający w kontekst historyczny. Dlaczego nie spróbować zorganizować seansu, na którym pokazywane by były inne tego typu filmy, albo np. kroniki filmowe? Kto wie, może nawet dałoby się stworzyć z tego wydarzenie cykliczne. Prócz filmów można organizować prezentacje, wykłady oraz spotkania z autorami książek. W końcu taki schron z czasów zimnej wojny byłby wspaniałą scenerią do zaprezentowania powieści utrzymanej w konwencji postapokaliptycznej, a tego typu tytuły wciąż się ukazują i mają niemało sympatyków. Może się wydawać, że tamta sala nie pomieści zbyt wielkiej ilości osób, ale widywałem zorganizowane spotkania z autorami w niewielkich księgarniach, dlatego przedstawiłem ten pomysł.

Warto też pamiętać, że cały obiekt obejmuje ponad 170m2 i tu możemy konkurować śmiało z Warszawą - obiekt Alfa to 150m2. Schron przystosowany był do możliwości pełnienia w nim wielogodzinnej służby - jest kuchnia, toalety i prysznic oraz izby sypialne, więc dałoby się, po godzinach zwiedzania, udostępniać go na nocleg. To już może bardziej dla pasjonatów, choć sądzę, że znalazłoby się sporo chętnych, a wbrew pozorom zmieści się tam niemała grupka ludzi. Zgoda, nie będzie tu skali, z jaką mamy do czynienia w kopalniach w Wieliczce czy Bochni, ale sceptykom chciałbym wskazać dla porównania Hobbitówę, która cieszy się niemałą popularnością. Poza tym, warto posłużyć się też przykładem wspomnianego obiektu Alfa: można go wynająć do wykonania sesji fotograficznej, lub jako scenerię do nakręcenia filmu.

Ponadto organizowane są warsztaty dla dzieci, a nawet gry sytuacyjne - u nas przecież to wszystko też może się odbywać. Na początek warto po prostu informować znajomych o tym miejscu poprzez media społecznościowe - sporo ludzi na pewno chciałoby odwiedzić schron, ale zwyczajnie o nim jeszcze nie wie (często nawet pojedyncza opinia potrafi skłonić do przyjazdu w dane miejsce) - a dalej do głowy mogą przyjść kolejne pomysły. Może któryś z nich będzie przy okazji tym na własną przyszłość? Wystarczy zacząć od wyobraźni. Kto wie co przyniesie miastu, a tym samym nam wszystkim, ta droga, więc dlaczego by nią nie pójść?

Piotr Dzoć

fot. Marcin Kawecki  (schron.webfabryka.pl)

Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.