Naczelnik Jerzy Władyka i wędrujące dokumenty.
Pani Łucja Leja jest mieszkanką Przemyśla, która sprzeciwia się budowie masztu telefonii komórkowej w Ostrowie, gdzie mieszka jej rodzina. Kilka tygodni temu mieszkańcy tej wsi dowiedzieli się, że w środku spokojnej miejscowości, tuż obok szkoły i parku, ma powstać wieża telekomunikacyjna na ponad 50 metrów wysokości.
Gdy gruchnęła wieść o planach sieci Play, mieszkańcy zaczęli kierować swe pretensje do wójta Andrzeja Huka, że nie poinformował ich o tej kontrowersyjnej inwestycji. Kontrowersyjnej, bo wielu ludzi uważa, że promieniowanie z takich nadajników jest szkodliwe dla zdrowia. Co prawda nie ma wyników badań, które wskazywałyby, że nadajniki telefonii szkodzą, ale na dobrą sprawę nikt takich badań w Polsce nie przeprowadził. Ministerstwo Zdrowia oficjalnie jednak wskazało, że może istnieć związek pomiędzy falami telefonów komórkowych a rakiem mózgu.
Właśnie pod wpływem tych obaw o życie i zdrowie zaczął działać komitet, który próbuje powstrzymać niechcianą inwestycję. Ponieważ w takich sprawach często dochodzi do naruszeń prawa na etapie lokowania inwestycji, a raport Najwyższej Izby Kontroli wskazał na liczne nieprawidłowości w praktykach operatorów sieci komórkowych, pani Łucja postanowiła zapoznać się z dokumentami związanymi z budową. Te dokumenty miały dostarczyć odpowiedzi na pytanie czy budowa jest realizowana zgodnie z prawem. Zezwolenie na budowę wydał Starosta Przemyski i właśnie do niego udała się pani Łucja po informację.
Łucja Leja złożyła pisemny wniosek o udzielenie informacji 24 września. Takie prawo gwarantuje ustawa o dostępie do informacji publicznej, w myśl której każdy obywatel ma prawo do zapoznania się urzędowymi dokumentami. Z ustawy chętnie korzystają społecznicy ujawniający nadużycia władzy, z kolei często bywa, że urzędnicy niechętnie udzielają żądanych informacji, używając różnych wybiegów.
Choć ustawa jasno mówi, że odpowiedź powinna być udzielona bez zbędnej zwłoki, to dokumentacji nie wydano. Do Łucji Leji skierowano jednak pismo, w którym naczelnik Jerzy Władyka zwrócił się o doprecyzowanie wniosku, ponieważ jego zdaniem termin ,,cała dokumentacja” jest zbyt ogólnikowy. Zdaniem starosty, którego reprezentował Władyka, wnioskodawca powinien wiedzieć jakie dokumenty chce poznać. Skąd miałby to wiedzieć i jaka jest podstawa prawna takiego żądania- tego starosta nie napisał.
Kilka dni później pani Łucja otrzymała kolejne pismo podpisane przez naczelnika Jerzego Władykę, w którym została poinformowana, że dokumentów nie dostanie bo zostały wysłane do Rzeszowa. Zapytany o dzień wysyłki dokumentów, Władyka przyznał, że był to 30 września br.
Łucja Leja jest oburzona takim postępowaniem i uważa, że starostwo celowo przed nią ukrywa dokumenty i stosuje sztuczki, by ich nie wydać. Naczelnik Jerzy Władyka –co podkreśla Leja-miał 6 dni, by sporządzić kopie dokumentów i zrealizować ustawowe prawo obywatela do informacji. Zamiast tego przeciągnął sprawę, a dokumenty spakował i wysłał do Rzeszowa. Zdaniem kobiety, aktualnie toczy się gra z czasem, bo w Ostrowie wylano już fundamenty pod przekaźnik i za dwa tygodnie wykonawca przystąpi do montażu konstrukcji. Gdy ona stanie, według mieszkanki, będzie za późno na skuteczne działanie, bo nawet jeśli okaże się, że starostwo wydało wadliwie pozwolenie budowlane, antena zacznie działać.
Dlaczego Władyka nie wydał, choć mógł, dokumentów? Tu pani Łucja nie ma większych wątpliwości. Jest przekonana, że w pozwoleniu na budowę są nieprawidłowości, a starostwo i Władyka najzwyczajniej sprzyjają inwestorowi.
W styczniu 2019 roku opisywaliśmy historię budowy masztu sieci Play w gminie Fredropol. Jak się okazało w tamtym przypadku, Samorządowe Kolegium Odwoławcze uznało, że tamtejszy wójt Mariusz Śnieżek rażąco naruszył prawo wydając zgodę na lokalizację inwestycji. Także starosta przemyski, poprzez podległy mu wydział budownictwa Jerzego Władyki, wydał w oparciu o decyzję Śnieżka pozwolenie na budowę.
Czytaj TUTAJ: Dziwne okoliczności inwestycji pod Fredropolem.
Na razie społeczny komitet wynajął adwokata, który ma zająć się tą sprawą i wydobyć dokumenty. Być może istnieją ich kopie w starostwie, choć Władyka twierdzi, że nimi nie dysponuje. Kobieta nie składa broni i zapowiada, że, jeśli zajdzie potrzeba, skieruje sprawę do prokuratury.

B.Wilk
Ponad 200 naukowców podpisało apel ws. Puszczy Karpackiej.
Ponad 200 polskich naukowców, zajmujących się badaniami środowiska naturalnego, podpisało apel o ograniczenie eksploatacji podkarpackich lasów. To kolejny etap trwających od kilkudziesięciu lat starań o instytucjonalną ochronę najcenniejszych przyrodniczo kompleksów leśnych, których uwieńczeniem miałoby być powołanie Turnickiego Parku Narodowego.
Po protestach i happeningach Inicjatywy Dzikie Karpaty, przyszedł czas na głos polskiej nauki. W liście skierowanym do Lasów Państwowych wskazuje się m.in. na konieczność ochrony rezerwatowej najcenniejszych ekosystemów w przyszłym parku narodowym i rezygnację z pozyskiwania starych drzew. Naukowcy zwracają uwagę na niepokojące zjawisko asfaltowania dróg leśnych i tworzenie się w koleinach zrywkowych potoków, które powodują erozję gleby i zamulają naturalne cieki wodne.
Gorzkie słowa zostały skierowane do organów państwowych, które zdaniem naukowców, ignorują realne potrzeby przyrodnicze.
Stan ochrony przyrody na tych terenach świadczy o głębokim kryzysie i niewydolności organów odpowiedzialnych w Polsce za tę kwestię (Ministerstwo Środowiska, Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska – wraz z podległymi regionalnymi dyrekcjami ochrony środowiska), wojewodów, marszałków województw, starostów oraz wójtów
-piszą autorzy listu.
Naukowcy poparli też działania prowadzone przez Inicjatywę Dzikie Karpaty. Pod koniec września obrońcy przyrody manifestowali w 17 miastach Polski pod hasłem ,,Nie oddamy Bieszczad piłom".

zdj.Michał Książek, DK
red
Plac Rybi po nowemu. Jest wstępna koncepcja.
Władze miasta przygotowują się do przyjęcia nowego sposobu zagospodarowania Placu Rybiego. Od dłuższego czasu trwają w tej sprawie konsultacje. Mieszkańcy mogli wyrazić swoje opinie w formie internetowej ankiety, spaceru terenowego, a także wziąć udział w specjalnych warsztatach.
Wiadomo już w jakim kierunku pójdzie zagospodarowanie tego miejsca. Najprawdopodobniej pod płytą placu znajdzie się parking podziemny, a na powierzchni powstanie miejsce spotkań, rekreacji i eventów. Będą się tam mogły odbywać duże koncerty planerowe, targi i mniejsze imprezy. Planowane są nasadzenia nowej zieleni i mała architektura m.in. ławki i stoliki. Przed inwestycją konieczne będzie wykonanie badań archeologicznych. Nie jest też na razie znane źródło finansowania projektu.
Rozważane jest wprowadzenie zabudowy od strony ulicy Jagiellońskiej, Rybiej i Ratuszowej. Jaka miała być to zabudowa-niska czy wysoka-pozostaje nadal kwestią otwartą. Akcentowaną kwestią było również uczytelnienie ciągu pieszego z Kamiennego Mostu do ulicy Serbańskiej. Poniżej post jednego z uczestników wczorajszego warsztatu.
https://www.facebook.com/PRZEMYSLmy/posts/563605594392224
Dyskusja o kształt i funkcję Placu Rybiego trwa od kilku lat. W 2017 roku środowiska kupieckie protestowały przeciwko oddaniu miejsca inwestorowi z braży hotelarsko-handlowej. Zdaniem kupców budowa nowoczesnego hotelu miała być wybiegiem do postawienia na Placu Rybim galerii handlowej, podobnej do tych znanych z Rzeszowa.

Plac Rybi znajduje sie w dawnej dzielnicy żydowskiej Przemyśla, gdzie przed 2. wojną światową funkcjonowały niskie budynki handlowe. Obok znajdowała się także synagoga, która zostałą spalona przez Niemców. Od dłuższego czasu plac funkcjonuje jako główny parking śródmieścia, a jego estetyka pozostawia wiele do życzenia.
red.
Bałagan i spychologia. Większość znaków w Przemyślu może być nieważna.
Podczas 42. sesji Rady Miejskiej w Przemyślu rozpatrywano skargę złożoną na Prezydenta Miasta Przemyśla przez jednego z przemyskich przedsiębiorców. Z dość błahej sprawy, wyglądającej na spór przedsiębiorcy z sąsiadami, którym przeszkadzają hałasy ciężarówek zaopatrujących zakład kamieniarski, wynikają dość poważne wnioski dla całego Przemyśla.
Na ulicy Mierosławskiego zlokalizowany jest zakład handlujący kamieniem ozdobnym. Można kupić tam materiały potrzebne dla branży kamieniarskiej. Równocześnie w okolicy znajdują się domy mieszkalne. Mieszkańcy zwrócili się do prezydenta o postawienie znaku ograniczającego poruszanie się ciężkich pojazdów na ulicy. Nic w tym dziwnego, ponieważ ruch ciężarówek potrafi być uciążliwy. Znak postawiono. Przedsiębiorca jednak wykrył, że znak został posadowiony bez podstawy prawnej jaką zawsze powinna być tzw. organizacja ruchu. Jest to dokument jaki przyjmuje przed postawieniem znaku zarządca drogi -w tym przypadku miasto- po sporządzeniu odpowiedniej opinii przez komisję ruchu drogowego. Jednak takiego dokumentu zabrakło, a przedsiębiorca podniósł tę okoliczność i złożył do rady miejskiej skargę na Prezydenta Miasta Przemyśla.
Podczas dyskusji radnych prezydent Bakun starał się bronić argumentując, że skarga nic nie zmieni, bo, choć znak był postawiony nielegalnie, to po fakcie dorobiono do niego dokument organizacji ruchu i aktualnie stoi już zgodnie z prawem. I przedstawiciele skarżącej się firmy niewiele wskórają.
Nawet jeżeli ta skarga będzie zasadna (…), bo uchybiono pewnej procedurze, to w tej chwili ta procedura jest zakończona, i ten znak, i tak pozostanie.
-Wojciech Bakun o znaku na Mierosławskiego.
Jednak najciekawsze informacje pojawiły się, gdy radny Tomasz Kulawik zaczął drążyć sprawę nielegalnego znaku. Zirytowany W. Bakun dopytywany przez Kulawika przyznał, że takich przypadków w Przemyślu jest sporo. W miarę jak prezydent rozwijał wypowiedź, a potem z pomocą starał się mu przyjść sekretarz Dariusz Łapa, okazało się, że skala zjawiska jest olbrzymia. Najpierw pojawiły się słowa o ,,kilkudziesięciu, kilkuset” nielegalnych znakach, aż w końcu padło stwierdzenie, że 80% przemyskich dróg nie posiada organizacji ruchu, co oznacza, że znaki, światła i przystanki postawione na tych drogach funkcjonują najprawdopodobniej niezgodnie z prawem.
Wojciech Bakun próbował tłumaczyć istniejący stan rzeczy tym, iż jest to spuścizna po poprzednikach. –Ja jestem od dwóch lat prezydentem- przypominał podczas dyskusji. Z kolei jego zastępca wskazywał, że szybkie naprawienie zaniedbań kosztowałoby miasto 800 tys. złotych.
Niemniej sprawa może mieć poważne implikacje. Według zapewnień wiceprezydenta, Zarząd Dróg Miejskich ma 3 lata na przygotowanie organizacji ruchu dla istniejących znaków. Oznacza to jednak, że przez 3 lata ruch kołowy i pieszy będzie funkcjonował na podstawie nielegalnie istniejącego oznakowania drogowego. Stwarza to oczywiste pytanie o bezpieczeństwo pieszych i kierowców, a także o to, kto odpowiada karnie w przypadku wystąpienia poważnych wypadków w miejscach, gdzie funkcjonują nielegalnie postawione znaki.
Równocześnie orzecznictwo Sądu Najwyższego – jak informuje portal ,,Prawo na drodze”- wskazuje, że ,,warunkiem odpowiedzialności za wykroczenie z art. 92 § 1 k.w. jest legalny charakter znaku drogowego, który musi zostać ustawiony przez uprawniony podmiot, z zachowaniem obowiązującej procedury, określonej w Rozporządzeniu Ministra Infrastruktury z dnia 23 września 2003 r.” Oznacza to, że nie można karać za złamanie zakazów i nakazów wynikających z nielegalnie postawionych znaków.
Sekretarz miasta, Dariusz Łapa poinformował, że na przemyskie zaniedbania zwracała dwukrotnie uwagę Najwyższa Izba Kontroli. Pierwszy raz w 2010 roku, potem w 2019. Łapa zapowiedział także przygotowanie informacji o drogach, które nie posiadają organizacji ruchu. Jeśli potwierdzą się informacje o tym, że 80 procent dróg nie ma organizacji, to miażdżąca liczba znaków drogowych w Przemyślu może okazać się nieważna.
Państwo dopiero zobaczycie, jaka to jest skala.
-Dariusz Łapa o ,,bezprawiu drogowym” w Przemyślu.
Choć i Łapa, i Bakun wskazywali, że winę za taki stan rzeczy ponosi poprzednia ekipa Roberta Chomy, to jednak dopiero dwa lata od objęcia sterów miasta przez nową ekipę, radni- niejako przez przypadek- dowiedzieli się o problemie. Dziwi też, że informacja o drogach bez organizacji ruchu ma być dopiero przygotowana -jakby nie było to przedmiotem szczególnej troski władz do chwili obecnej. Równocześnie, zaraz po ujawnieniu spisu ulic bez organizacji ruchu, może się okazać, że w wielu miejscach miasto bez należytej podstawy prawnej pobierało opłaty za parkowanie lub wystawiało mandaty.
Portal Przemyski wystąpi jutro- poprzez rzecznika prezydenta- do Zarządu Dróg Miejskich o natychmiastowe przekazanie spisu dróg gminnych bez organizacji ruchu.
B.Wilk
Spektakularna metamorfoza w Projekcie Zdrowie! Pani Kasia 33 kg na minusie!
Zawsze powtarzam, że siła jest kobietą, ale siła stojąca obok mnie przekroczyła wszelkie granice i udowodniła, że niemożliwe nie istnieje. Patrzę na te zdjęcia i mam ciary, jestem tak niewyobrażalnie dumna i szczęśliwa, że mogę uczestniczyć w tym procesie, bo Pani Kasia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa – wspomina dietetyk.
Dlaczego postanowiła Pani podjąć decyzję o odchudzaniu?
Decyzja ta nie należała do najłatwiejszych, miałam wiele obaw. Jestem objęta leczeniem onkologicznym, przeszłam bardzo ciężki zawał serca oraz usunięcie tarczycy. Najbardziej zależało mi na poprawie stanu zdrowia, moja waga wskazywała prawie 123 kg, a przejście kilku kroków było sporym wyczynem. Momentem przełomowym były zakupy, nie mogłam znaleźć dla siebie odpowiedniego rozmiaru, powiedziałam sobie, że muszę to zmienić!
Jakie błędy popełniała Pani przed kuracją?
Niezdrowe jedzenie, nadmierna ilość soli i cukru, przetworzone produkty, podjadanie. Moim najgorszym nawykiem w tamtym czasie było zjadanie tabliczki czekolady przed snem.
Co Panią najbardziej motywowało do wytrwania w założeniach diety?
Kiedy podjęłam walkę o lepszą siebie, motorem napędowym była i nadal jest cudowna Pani dietetyk. W czasie kuracji bardzo mocno wspierają mnie również moje kochane dzieci – Asia i Kubuś. Bez tych wspaniałych osób nie wiem, czy dałabym radę. Motywowały mnie również efekty – spadek masy ciała i centymetrów. Włączyłam aktywność i od razu poczułam się lepiej!
Czy brakowało Pani czegoś podczas diety?
Zdecydowanie nie! Choć nie ukrywam, że początki były ciężkie. Moja dieta była tak zbilansowana, że szybko nauczyłam się zdrowych nawyków. Odkryłam prawdziwy smak truskawki, bez kubka śmietany i cukru. Pomidor i każde inne warzywo bez ogromu soli też smakuje obłędnie.
Co powiedziałaby Pani osobom, które zmagają się z nadmiarem kilogramów i nie wierzą, że można schudnąć?
Myślę, że nie muszę nic mówić. Sama jestem żywym przykładem powiedzenia ,,Chcieć to móc’’. Skoro ja w wieku 51 lata dałam radę to tylko dowód na to, że każdy może. Trzeba tylko w siebie uwierzyć!
Czy jest Pani zadowolona z efektów, które udało się do tej pory Pani osiągnąć?
Oczywiście! Tyle już osiągnęłam, ale walczę o więcej!


Nic dodać, nic ująć. Jeśli chcesz zawalczyć o lepsze samopoczucie, zapraszamy na bezpłatną konsultację z naszym dietetykiem. Każdy może osiągnąć swój sukces!
Zadzwoń i zarezerwuj najbliższy wolny termin bezpłatnej konsultacji: 720 846 955.
PROJEKT ZDROWIE- POLSKIE CENTRA DIETETYCZNE
e-mail: przemysl@projektzdrowie.info
ul. Sportowa 8a
37-700 Przemyśl
tel.: +48 720846955
Artykuł sponsorowany
Ciąg dalszy politycznej wojny w mieście.
Marcin Kowalski z klubu radnych Wspólnie dla Przemyśla poinformował, że złożył zawiadomienie w związku z możliwością popełnienia przestępstwa przez radną Monikę Różycką.
Chodzi o oświadczenie majątkowej, w którym nie widnieje pożyczka udzielona radnej przez osobę prywatną. Radna miała pożyczyć- jak twierdzi Marcin Kowalski-kwotę około 30 tysięcy złotych, a pożyczka nie została wykazana w oświadczeniu majątkowym. Według radnego Kowalskiego ze Wspólnie dla Przemyśla, informacja o pożyczce dotarła w ten sposób, iż wierzyciel Różyckiej zgłosił się do niego i poinformował go o sprawie.
Z podobnymi problemami boryka się radny Andrzej Zapałowski, kiedyś klubowy kolega Różyckiej z KUKIZ’15. We wrześniu okazało się, że ze względu na brak wpisanych do oświadczenia majątkowego dochodów za służbę w Wojskach Obrony Terytorialnej sprawą jego oświadczenia zajmuje się CBA.

Pogłoski o śmierci Niedźwiadka były mocno przesadzone.
Po kilkumiesięcznej przerwie związanej z remontem przemyskiego klubu Niedźwiadek, lokal uruchomił latem działalność. W ostatni weekend nawiązał do swoich tradycji, organizując już po raz drugi bluesowo-jazzowe jam session. Było radośnie i tłoczno, choć jeszcze kilka miesięcy temu niewiele osób w mieście miało nadzieję, że z dawnego Niedźwiadka coś zostanie.
Nowym gospodarzem miejsca jest Robert Wróbel. Ponieważ do tej pory był raczej kojarzony z szefowaniem kibicowskiemu stowarzyszeniu, były obawy, że lokal będzie schlebiał popularnym gustom. Tymczasem celowo nie zamontowano tu telewizorów. Nie ma też drażniącej, tandetnej muzyki. Wystrój na razie jest prosty, by nie powiedzieć surowy, ale właściciele wsłuchują się w uwagi klientów. W pierwszej kolejności mają pojawić się ciężkie kotary, które poprawią akustykę miejsca.
Mimo perturbacji z otwarciem lokalu, zasługujących na to by poświęcić im trochę osobnego miejsca w prasie, i epidemii koronawirusa, właściciele nie wyglądają na zniechęconych. - Chcę by to miejsce żyło- mówi Robert Wróbel. Snuje plany koncertów i spotkań. Na pewno przed nim długa i niełatwa droga. Tym bardziej, że miasto z niejasnych powodów zrezygnowało z mecenatu nad muzyką klubową. A z muzyki Niedźwiadek wszak kiedyś słynął.
W tym miejscu potrzebna jest mała dygresja. Dobre kilka lat temu, Rafał Rydel, właściciel Fortu XXIII i Papryczek, mieszczących się przy Piłsudskiego, podjął się misji łączenia gastronomii z koncertami na żywo. O ile Fort jest pubem, który serwuje ciężką i głośną muzykę, to Papryczki postawiły na muzykę jazzową. I choć grywali tam między innymi Jorgos Skolias i Maciej Obara, to prywatna scena klubowa, co pokazało życie, bez mecenatu na dłuższą metę sobie nie radzi.
Ściągnięcie klasowego artysty to wydatek kilku lub nawet kilkunastu tysięcy złotych. Entuzjazm gospodarza klubu i dochody ze sprzedaży biletów i napojów nie wystarczają, zwłaszcza w małym mieście, na pokrycie gaż muzyków. Tymczasem muzyka jazzowa, mimo że ambitna, nie najlepiej czuje się w dużych, oficjalnych salach. Woli kluby, ich atmosferę i obyczaje.
Robert Wróbel jest przekonany, że miasto powinno powrócić do formuły organizowania małych koncertów w Niedźwiadku. Aktualnie umowa między nim a miastem tego nie przewiduje, choć restaurator płaci do miejskiej kasy wyśrubowany czynsz. Nie ma także możliwości podnajmowania lokalu impresariatom. Inni właściciele co ambitniejszych lokali także zauważają potrzebę wsparcia ze strony miasta imprez kulturalnych. Jednak samorząd jest w sytuacji, w której musi spłacać kredyty zaciągnięte przez poprzedników, i równocześnie sam myśli o zaciągnięciu nowych zobowiązań.
Niedźwiadek działa. Lokal zachował nazwę, chce nawiązać do swoich korzeni i walczy o miejsce na rynku przemyskiej gastronomii.
B.Wilk
Ogrody Poetów w Przemyślu. FILM
Ogrody Poetów to impreza, która wpisała się kulturalny krajobraz miasta. W tym roku festiwal obchodził dwudzieste urodziny. Więcej w relacji Jacka Borzęckiego i Błażeja Krajewskiego.
https://www.youtube.com/watch?v=ZW_5p9oa450
Z życia elity. Schabowski kontra Lewandowski.
W poniedziałek przed Sądem Rejonowym w Przemyślu odbyła się rozprawa w sprawie jaką wytoczył Grzegorzowi Lewandowskiemu Tomasz Schabowski. Poszło prawdopodobnie o zniesławienie i znieważanie, jakiego miał się dopuścić Lewandowski w stosunku do Schabowskiego. Piszemy ,,prawdopodobnie”, ponieważ rozprawa została utajniona, a informacje jakie posiadamy uzyskaliśmy z anonimowych źródeł.

Tomasz Schabowski to wieloletni radny Platformy Obywatelskiej. Ostatnimi czasy spokojne życie Schabowskiego zakłóciło ujawnienie długu, którego radny nie wpisał do swojego oświadczenia majątkowego. Schabowski długu się nie wypierał i, jak nas zapewnia, sprawa jest już załatwiona, bo zaległość została spłacona. Jestem czysty- mówi zainteresowany. Jak twierdzi, istnieją nawet wątpliwości prawne co do tego, czy dług w ogóle powinien być wpisany do oświadczenia majątkowego, ale mimo wszystko korektę złożył. A sam dług powstał –według pana Tomasza- kilkanaście lat temu i sobie rósł o odsetki w zaciszu, bo dłużnik o nim najzwyczajniej zapomniał. To całkiem możliwe, bo każdy kto zna Schabowskiego, wie, że ten radny czasem czegoś zapomni. A to przyjść w długich spodniach na obrady rady miejskiej, a to wypełnić jakiś kwit. Po prostu, ten model tak ma.
Grzegorz Lewandowski to osoba jeszcze barwniejsza niż radny Schabowski. Syn byłego wiceprezydenta Ryszarda Lewandowskiego, rozpoznawalność ,,na mieście” zyskał pełniąc funkcję szefa kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości w 2018 roku. Feralna kampania zakończyła się sromotną klęską uważanego za faworyta Janusza Hamryszczaka, który został rozbity przez Wojciecha Bakuna. Jednak u źródeł klęski PiS-u w wyborach w Przemyślu leżała wpadka z rejestracją list wyborczych. Przez niedbalstwo, nie zebrano dostatecznej ilości podpisów i nie zarejestrowano dwóch z czterech list w mieście, co oznaczało przegraną PiS-u jeszcze przed dniem wyborów.

Lewandowski nie wini siebie za porażkę swojej partii. Jak twierdzi, to nie on był odpowiedzialny za zbiórkę podpisów, nie on decydował o wyborze kandydata na prezydenta. Faktycznie, patrząc na wyniki Prawa i Sprawiedliwości w dwóch zarejestrowanych okręgach, można wnioskować, że gdyby nie katastrofa z podpisami, ugrupowanie wygrałoby wybory do rady miejskiej. Lewandowski stał się jednak kozłem ofiarnym przegranej kampanii. Nie może mówić o toczącej się przed sądem sprawie, ale zaraz po ogłoszeniu wyroku udzieli naszemu portalowi wywiadu. Tak obiecał. Tymczasem opowiada nam o swoich prywatnych zamierzeniach- chce napisać doktorat i zrzucić parę kilo.
Lewandowski po przegranych wyborach nie zrezygnował z aktywności politycznej. Na facebooku nie szczędzi krytycznych uwag Wojciechowi Bakunowi, i także Schabowskiemu, któremu wypominał publicznie sprawę długu. Ten ostatni miał się z tego powodu tak zirytować, że podobno pozwał Lewandowskiego z artykułu 212 i 216 kodeksu karnego. Te artykuły przewidują poważne kary za przestępstwa zniesławienia i znieważenia. Piszemy ,,podobno”, bo sprawa jest- jak wiadomo- utajniona. Mówi się jednak, że Schabowski skarżył się na ciągły hejt ze strony Lewandowskiego i poczuł się nawet obrażony pewnymi sformułowaniami.
Na rozprawie pojawili się także w charakterze świadków Monika Kamińska i Maciej Kamiński. Wbrew temu, co mogłyby sugerować nazwiska, nie mają ze sobą prywatnie nic wspólnego, oprócz tego, że wzajemnie za sobą nie przepadają. Kamińska to dziennikarka rzeszowskich Supernowości, w których opublikowała materiał o kłopotach Schabowskiego. W artykule radny Platformy Obywatelskiej szeroko wyjaśniał okoliczności ,,afery” z długiem. Prawdopodobnie to spowodowało, że Kamińska została wezwana na świadka przez Schabowskiego, który zapewne chciał uprawdopodobnić zarzuty, iż padł ofiarą bezpodstawnych- jego zdaniem- pomówień w sieci.

Maciej Kamiński to zaś aktualny przewodniczący rady miejskiej i główny oponent prezydenta Bakuna. On również wystąpił w roli świadka, wezwany przez Lewandowskiego. Oczywiście nie wiemy co mówił przed sądem Maciej Kamiński, ale można się domyślać jaki charakter miały jego zeznania. Bo, jak wielokrotnie powtarzał w ostatnim czasie Kamiński, on również jest notorycznie obrażany, i na sesjach rady miejskiej, i w internecie. A dzieje się tak między innymi dlatego, że w prywatnym życiu Kamińskiego zaszły tak wielkie zmiany, że mają one wpływ na losy miasta.
Wyrok w tej sprawie zapadnie 2 października.
B.Wilk
Co dalej z aferą podkarpacką 2.0? Czekamy na dokumenty.
Gdy trzy tygodnie temu opublikowano dokumenty, nazwane później ,,tajnym planem PiS”, przez miasto przetoczyła się burza polityczna. Do Przemyśla przyjechali, odnosząc się do sprawy, prominentni politycy prawicowej Konfederacji i nawet sam Borys Budka, który kieruje Platformą Obywatelską.
Dla polityków opozycji była to okazja, by zabrać głos w okolicznościach bezsprzecznie niewygodnych dla Prawa i Sprawiedliwości. Z kolei lokalne struktury PiS odcięły się od Tomasza Zaleszczyka i nie chcą robić hałasu, biorąc sprawę na przeczekanie.
W zeszły wtorek zwróciliśmy się do radnego Marcina Kowalskiego z klubu Wspólnie dla Przemyśla o udostępnienie oryginałów opublikowanych dokumentów. Ja na razie bez skutku. Dlatego wczoraj Portal Przemyski ponowił wniosek, składając go już w bardziej oficjalnej formie do kancelarii rady miejskiej.
Chcemy poznać szczegóły i dodatkowe okoliczności tej dziwnej afery, która zdaniem opozycji stanowi dowód na korupcję polityczną rządzącej partii. Równocześnie wiemy, że o tajnym tekście mówiono ,,na mieście” kilka tygodni przed jego ujawnieniem. Czekamy zatem na materiał źródłowy i liczymy, że przyniesie on nowe informacje o tej sprawie.

B.Wilk










