Na miejscu starego domu przy ul. Matejki – stanie nowy.

Jeszcze przed końcem tego roku zostanie rozebrany stary dom, z jego częścią centralną w stylu z czasów Galicji. Stoi on na północnym stoku wzgórza zamkowego, przy pnącej się ku górze krętej uliczce Jana Matejki, tuż obok eleganckiej dawnej siedziby Wydziału Architektury Urzędu Miasta. 

Dom do rozbiórki znajduje się w ewidencji, ale nie w spisie chronionych obiektów zabytkowych. Narzuca się wrażenie, że jest to dom smutny:  okna zabite deskami, ściany wyraźnie popękane. Według ekspertyzy Straży Pożarnej – budynek grozi zawaleniem.   Infores PoBo Spółka z o.o., od niedawna nowy właściciel  budynku i działki, postawi na tym miejscu  nową  budowlę.  Będzie to budynek mieszkalny, w sumie o trzech kondygnacjach z parkingiem w podziemiu. 

Prezydent Miasta Przemyśla  jeszcze 2 kwietnia br. zatwierdził projekt firmy Infores i wydał pozwolenie na  budowę (w formie przebudowy i rozbudowy, z opcją rozbiórki istniejącego budynku). Aby w wyglądzie nowego budynku przynajmniej częściowo zachować styl  starego domu, inwestor zamierza odtworzyć centralną część starej budowli w formie jakby stylowego ganku. 

 Opinie mieszkańców Przemyśla zapewne będą   podzielone. Dla jednych będzie to, być może, pewien dysonans w dotychczasowym widoku tej  zabytkowej części Przemyśla.  Dla innych, raczej sensowne i estetyczne uporządkowanie miejsca po starym budynku, nie nadającym się już do użytkowania. 

 

 Tekst i zdjęcie - Jacek Borzęcki

(Wizualizacja projektu nowego budynku udostępniona przez firmę Infores PoBo Sp. z o.o.) 


Tatarska 4 to ciekawa propozycja. Garść nowych informacji w materiale filmowym.

Film o realizowanej na ulicy Tatarskiej inwestycji deweloperskiej.

https://www.youtube.com/watch?v=lHyHA63GI3o

materiał promocyjny


Miasto zapowiada omijanie prawa. ,,Adoracja maty treningowej" w POSiR.

17 pażdziernika rząd Mateusza Morawieckiego wprowadził, w związku rekordowym przyrostem zachorowań na COVID-19, nowe obostrzenia, które dotknęły m.in. siłownie i kluby fitness. Rozporządzenie reguluje zasady bezpieczeństwa w miejscach publicznych, i praktycznie zakazuje korzystania z miejsc rekreacji fizycznej. Nowe regulacje wywołały powszechną krytykę ze strony właścicieli takich obiektów, które już wiosną przeżywały bardzo ciężkie chwile.

Również 17 pażdziernika na profilu facebookowym Przemyskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji pojawił sie wpis, w którym POSiR zapowiada przekształcenie się w sklep ze sprzętem fitness, który będzie można przetestować i zarazem na nim poćwiczyć. Ma także zostać - w celu ominięcia dokuczliwych obostrzeń- powołany związek wyznaniowy. Podobne pomysły na obejście przepisów epidemiologicznych pojawiły się także w innych siłowniach w Polsce, ale w odróżnieniu od prywatnych firm, POSiR jest zakładem budżetowym Gminy Miejskiej Przemyśl. I na oficjalnym fanpage'u POSiR informuje, że oprócz sprzedaży odżywek, powołuje Kościół Zdrowego Ciała. Oświecona Lucka i Czcigodna Kasia zapraszają od poniedziałku na wyjątkowe wydarzenia religijne - adoracja maty treningowej- głosi miejski profil. Wpis okraszony jest emotikonami ,,puszczania oka" i prezentuje dwuznaczny humor- ,,z gumą zawsze bezpiecznie a drążek zawsze dopomoże"- żartuje autor. 

Post POSiR-u pt. Drvina z zaleceń Covid-19 zyskał na facebooku wielką popularność. Wśród lajkujących są m.in. prezydent W. Bakun i miejscy radni. O sprawie naginania prawa przez siłownię napisała Gazeta Wyborcza, która przemyskiemu POSiR-owi poświęciła znaczną część swojego materiału.

https://www.facebook.com/POSiRPrzemysl/posts/3370544753034192

Ponieważ wpis zapowiada omijanie prawa i może- w przypadku realizacji najnowszych pomysłów POSiR-u- stanowić zapowiedź przestępstwa z art. 165 kodeksu karnego, uznaliśmy go tylko za niezbyt stosowny żart. Jednak okazało się, że w POSiR chyba na poważnie myśli się o takich rozwiązaniach. Podczas rozmowy telefonicznej z pracownikiem siłowni uzyskaliśmy informację, że na razie siłownia jest nieczynna, ale szuka się ,,podstawy prawnej" aby uruchomić ćwiczenia.

Do sprawy POSiR-u odniosły się również środowiska katolickie. Stowarzyszenie Europa Tradycja zauważa w przesłanym oświadczeniu, że wolność kultu religijnego nie powinna być instrumentalnie wykorzystywana do zapewnienia ciągłości prowadzonej działalności gospodarczej. Tym bardziej, że nowe restrykcje epidemiologiczne - jak zauważa stowarzyszenie-naruszają liczne podstawowe prawa, co znajduje potwierdzenie w wyrokach sądowych. I taką drogą-według Europy Tradycji- powinni iść przedsiębiorcy, którzy kwestionują wprowadzone obostrzenia. Stowarzyszenie wyraziło zdziwienie tym, że na akcję Kościół Zdrowego Ciała zdecydował się podmiot publiczny jakim jest Gmina Miejska Przemyśl. Trudno uciec od podejrzeń, iż walka z religią i Kościołem jest dla niektórych ważniejsza, niż upominanie się w związku z bezprawnymi ograniczeniami-piszą autorzy listu. 

W związku ze wzrostem zachorowań na COVID-19 sytuacja w systemie służby zdrowia pogarsza się z każdym dniem. Ubiegły tydzień był rekordowy pod względem ilości wykrytych zakażeń koronawirusem, a rząd w obliczu sytuacji zdecydował się na organizację systemu tymczasowych szpitali polowych na terenie całego kraju.

 

 

zdj.POSiR

red

 

 


266 ulic w mieście na ,,dzikich papierach". Znaki były stawiane ,,po uważaniu".

Znamy już skalę problemu, o którym pisaliśmy w zeszłym tygodniu. Chodzi o brak tzw. organizacji ruchu dla przemyskich ulic, co zostało zgodnie przedstawione przez prezydenta Wojciecha Bakuna i sekretarza miasta, Dariusza Łapę, jako zaniedbanie poprzedniej ekipy rządzącej miastem.

O bałaganie w organizacji ruchu CZYTAJ TU: Bałagan i spychologia...

Obecnie 266 dróg gminnych w Przemyślu nie posiada zatwierdzonych dokumentów organizacji ruchu. Wśród tych dróg przeważają ulice dojazdowe, jednak na liście znajdują się także duże, ważne ulice miasta. Organizacji ruchu nie posiada też kilka ważnych placów miejskich.

Niezbyt imponująco przedstawia się usuwanie zaniedbań w tej materii. Od końca 2018 roku ustanowiono organizację ruchu dla zaledwie 15. ulic i placów. Na liście ulic znajduje się m.in. ulica Ludwika Mierosławskiego, od której zaczęła się sygnalizowana przez nas sprawa bezprawnych oznakowań ulic. Po 2018 przyjęto także organizację ruchu dla największego parkingu w centrum miasta, jakim jest Plac Rybi. Przez wiele lat działający tam parking miał nieprawidłowo oznakowane miejsca postojowe, co stawiało pod znakiem zapytania legalność poboru opłat za parkowanie.

Zagadnienie braku organizacji ruchu było podnoszone przez Najwyższą Izbę Kontroli, która zwracała uwagę na problem samowolnie stawianych znaków drogowych.

 

red   


Naczelnik Jerzy Władyka i wędrujące dokumenty.

Pani Łucja Leja jest mieszkanką Przemyśla, która sprzeciwia się budowie masztu telefonii komórkowej w Ostrowie, gdzie mieszka jej rodzina.  Kilka tygodni temu mieszkańcy tej  wsi dowiedzieli się, że w środku spokojnej miejscowości, tuż obok szkoły i parku, ma powstać wieża telekomunikacyjna na ponad 50 metrów wysokości.

Gdy gruchnęła wieść o planach sieci Play, mieszkańcy zaczęli kierować swe pretensje do wójta Andrzeja Huka, że nie poinformował ich o tej kontrowersyjnej inwestycji. Kontrowersyjnej, bo wielu ludzi uważa, że promieniowanie z takich nadajników jest szkodliwe dla zdrowia. Co prawda nie ma wyników badań, które wskazywałyby, że nadajniki telefonii szkodzą, ale na dobrą sprawę nikt takich badań w Polsce nie przeprowadził. Ministerstwo Zdrowia oficjalnie jednak wskazało, że może istnieć związek pomiędzy falami telefonów komórkowych a rakiem mózgu.

Właśnie pod wpływem tych obaw o życie i zdrowie zaczął działać komitet, który próbuje powstrzymać niechcianą inwestycję. Ponieważ w takich sprawach często dochodzi do naruszeń prawa na etapie lokowania inwestycji, a raport Najwyższej Izby Kontroli wskazał na liczne nieprawidłowości w praktykach operatorów sieci komórkowych, pani Łucja postanowiła zapoznać się z dokumentami związanymi z budową. Te dokumenty miały dostarczyć odpowiedzi na pytanie czy budowa jest realizowana zgodnie z prawem.  Zezwolenie na budowę wydał Starosta Przemyski i właśnie do niego udała się pani Łucja po informację.

Łucja Leja złożyła pisemny wniosek o udzielenie informacji 24 września. Takie prawo gwarantuje ustawa o dostępie do informacji publicznej, w myśl której każdy obywatel ma prawo do zapoznania się urzędowymi dokumentami.  Z ustawy chętnie korzystają społecznicy ujawniający nadużycia władzy, z kolei często bywa, że urzędnicy niechętnie udzielają żądanych informacji, używając różnych wybiegów.

Choć ustawa jasno mówi, że odpowiedź powinna być udzielona bez zbędnej zwłoki, to dokumentacji  nie wydano. Do Łucji Leji skierowano jednak pismo, w którym naczelnik Jerzy Władyka zwrócił się o doprecyzowanie wniosku, ponieważ jego zdaniem  termin ,,cała dokumentacja” jest zbyt ogólnikowy. Zdaniem starosty, którego reprezentował Władyka, wnioskodawca powinien wiedzieć jakie dokumenty chce poznać. Skąd miałby to wiedzieć i jaka jest podstawa prawna takiego żądania- tego starosta nie napisał.  

Kilka dni później pani Łucja otrzymała kolejne pismo podpisane przez naczelnika Jerzego Władykę, w którym została poinformowana, że dokumentów nie dostanie bo zostały wysłane do Rzeszowa. Zapytany o dzień wysyłki dokumentów, Władyka przyznał, że był to 30 września br.

Łucja Leja jest oburzona takim postępowaniem i uważa, że starostwo celowo przed nią ukrywa dokumenty i stosuje sztuczki, by ich nie wydać. Naczelnik Jerzy Władyka –co podkreśla Leja-miał 6 dni, by sporządzić kopie dokumentów i zrealizować ustawowe prawo obywatela do informacji. Zamiast tego przeciągnął sprawę, a dokumenty spakował i wysłał do Rzeszowa. Zdaniem  kobiety, aktualnie toczy się gra z czasem, bo w Ostrowie wylano już fundamenty pod przekaźnik i za dwa tygodnie wykonawca przystąpi do montażu konstrukcji. Gdy ona stanie, według mieszkanki, będzie za późno na skuteczne działanie, bo nawet jeśli okaże się, że starostwo wydało wadliwie pozwolenie budowlane, antena zacznie działać.

Dlaczego Władyka nie wydał, choć mógł, dokumentów? Tu pani Łucja nie ma większych wątpliwości. Jest przekonana, że w pozwoleniu na budowę są nieprawidłowości, a starostwo i Władyka najzwyczajniej sprzyjają inwestorowi.

W styczniu 2019 roku opisywaliśmy historię budowy masztu sieci Play w gminie Fredropol. Jak się okazało w tamtym przypadku, Samorządowe Kolegium Odwoławcze uznało, że tamtejszy wójt Mariusz Śnieżek rażąco naruszył prawo wydając zgodę na lokalizację inwestycji. Także starosta przemyski, poprzez  podległy mu wydział budownictwa Jerzego Władyki, wydał w oparciu o decyzję Śnieżka pozwolenie na budowę.

Czytaj TUTAJ: Dziwne okoliczności inwestycji pod Fredropolem.

Na razie społeczny komitet  wynajął  adwokata, który ma zająć się tą sprawą i wydobyć dokumenty. Być może istnieją ich kopie w starostwie, choć Władyka twierdzi, że nimi nie dysponuje. Kobieta nie składa broni i zapowiada, że, jeśli zajdzie potrzeba, skieruje sprawę do prokuratury.

Łucja Leja w trakcie wymiany zdań z Jerzym Władyką w holu Starostwa Powiatowego w Przemyślu.

 

 

 

 

B.Wilk


Ponad 200 naukowców podpisało apel ws. Puszczy Karpackiej.

Ponad 200 polskich naukowców, zajmujących się badaniami środowiska naturalnego, podpisało apel o ograniczenie eksploatacji podkarpackich lasów. To kolejny etap trwających od kilkudziesięciu lat starań o instytucjonalną ochronę najcenniejszych przyrodniczo kompleksów leśnych, których uwieńczeniem miałoby być powołanie Turnickiego Parku Narodowego.  

Po protestach i happeningach Inicjatywy Dzikie Karpaty, przyszedł czas na głos polskiej nauki. W liście skierowanym do Lasów Państwowych wskazuje się m.in. na konieczność ochrony rezerwatowej najcenniejszych ekosystemów w przyszłym parku narodowym i rezygnację z pozyskiwania starych drzew. Naukowcy zwracają uwagę na niepokojące zjawisko asfaltowania dróg leśnych i tworzenie się w koleinach zrywkowych potoków, które powodują erozję gleby i zamulają naturalne cieki wodne.  

Gorzkie słowa zostały skierowane do organów państwowych, które zdaniem naukowców, ignorują realne potrzeby przyrodnicze.

Stan ochrony przyrody na tych terenach świadczy o głębokim kryzysie i niewydolności organów odpowiedzialnych w Polsce za tę kwestię (Ministerstwo Środowiska, Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska – wraz z podległymi regionalnymi dyrekcjami ochrony środowiska), wojewodów, marszałków województw, starostów oraz wójtów

-piszą autorzy listu.

Naukowcy poparli też działania prowadzone przez Inicjatywę Dzikie Karpaty. Pod koniec września obrońcy przyrody manifestowali w 17 miastach Polski pod hasłem ,,Nie oddamy Bieszczad piłom".

Drogi zrywkowe powodują gwałtowny odpływ wody, erozję gleby i zmętnienie potoków. Tzw. mętnica to zagrożenie dla populacji ryb.

 

 

 

zdj.Michał Książek, DK

 

 

 

red


Plac Rybi po nowemu. Jest wstępna koncepcja.

Władze miasta przygotowują się do przyjęcia nowego sposobu zagospodarowania Placu Rybiego. Od dłuższego czasu trwają w tej sprawie konsultacje. Mieszkańcy mogli wyrazić swoje opinie w formie internetowej ankiety, spaceru terenowego, a także wziąć udział w specjalnych warsztatach.

Wiadomo już w jakim kierunku pójdzie zagospodarowanie tego miejsca. Najprawdopodobniej pod płytą placu znajdzie się parking podziemny, a na powierzchni powstanie miejsce spotkań, rekreacji i eventów. Będą się tam mogły odbywać duże koncerty planerowe, targi i mniejsze imprezy. Planowane są nasadzenia nowej zieleni i mała architektura m.in. ławki i stoliki. Przed inwestycją konieczne będzie wykonanie badań archeologicznych. Nie jest też na razie znane źródło finansowania projektu. 

Rozważane jest wprowadzenie zabudowy od strony ulicy Jagiellońskiej, Rybiej i Ratuszowej. Jaka miała być to zabudowa-niska czy wysoka-pozostaje nadal kwestią otwartą. Akcentowaną kwestią było również uczytelnienie ciągu pieszego z Kamiennego Mostu do ulicy Serbańskiej. Poniżej post jednego z uczestników wczorajszego warsztatu.

https://www.facebook.com/PRZEMYSLmy/posts/563605594392224

Dyskusja o kształt i funkcję Placu Rybiego trwa od kilku lat. W 2017 roku środowiska kupieckie protestowały przeciwko oddaniu miejsca inwestorowi z braży hotelarsko-handlowej. Zdaniem kupców budowa nowoczesnego hotelu miała być wybiegiem do postawienia na Placu Rybim galerii handlowej, podobnej do tych znanych z Rzeszowa.

Plac Rybi znajduje sie w dawnej dzielnicy żydowskiej Przemyśla, gdzie przed 2. wojną światową funkcjonowały niskie budynki handlowe.  Obok znajdowała się także synagoga, która zostałą spalona przez Niemców. Od dłuższego czasu plac funkcjonuje jako główny parking śródmieścia, a jego estetyka pozostawia wiele do życzenia.

 

 

red. 


Bałagan i spychologia. Większość znaków w Przemyślu może być nieważna.

Podczas 42. sesji Rady Miejskiej w Przemyślu rozpatrywano skargę złożoną na Prezydenta Miasta Przemyśla przez jednego z przemyskich przedsiębiorców. Z dość błahej sprawy, wyglądającej  na spór przedsiębiorcy z sąsiadami, którym przeszkadzają hałasy ciężarówek zaopatrujących zakład kamieniarski, wynikają dość poważne wnioski dla całego Przemyśla.

Na ulicy Mierosławskiego zlokalizowany jest zakład handlujący kamieniem ozdobnym. Można kupić tam materiały potrzebne dla branży kamieniarskiej. Równocześnie w okolicy znajdują się domy mieszkalne. Mieszkańcy zwrócili się do prezydenta o postawienie znaku ograniczającego poruszanie się ciężkich pojazdów na ulicy. Nic w tym dziwnego, ponieważ ruch ciężarówek potrafi być uciążliwy. Znak postawiono. Przedsiębiorca jednak wykrył, że znak został posadowiony bez podstawy prawnej jaką zawsze powinna być tzw. organizacja ruchu. Jest to dokument jaki przyjmuje przed postawieniem znaku zarządca drogi -w tym przypadku miasto- po sporządzeniu odpowiedniej opinii przez komisję ruchu drogowego. Jednak takiego dokumentu zabrakło, a przedsiębiorca podniósł tę okoliczność i złożył do rady miejskiej skargę na Prezydenta Miasta Przemyśla.

Podczas dyskusji radnych prezydent Bakun starał się bronić argumentując, że skarga nic nie zmieni, bo, choć znak był postawiony nielegalnie, to po fakcie dorobiono do niego dokument organizacji ruchu i aktualnie stoi już zgodnie z prawem. I przedstawiciele skarżącej się firmy niewiele wskórają.

Nawet jeżeli ta skarga będzie zasadna (…), bo uchybiono pewnej procedurze, to w tej chwili ta procedura jest zakończona, i ten znak, i tak pozostanie.

-Wojciech Bakun o znaku na Mierosławskiego.

Jednak najciekawsze informacje pojawiły się, gdy radny Tomasz Kulawik zaczął drążyć sprawę nielegalnego znaku. Zirytowany W. Bakun dopytywany przez Kulawika  przyznał, że takich przypadków w Przemyślu jest sporo. W miarę jak prezydent rozwijał wypowiedź, a potem z pomocą starał się mu przyjść sekretarz Dariusz Łapa, okazało się, że skala zjawiska jest olbrzymia. Najpierw pojawiły się słowa o ,,kilkudziesięciu, kilkuset” nielegalnych znakach, aż w końcu padło stwierdzenie, że 80% przemyskich dróg nie posiada organizacji ruchu, co oznacza, że znaki, światła i przystanki postawione na tych drogach funkcjonują najprawdopodobniej niezgodnie z prawem.

Wojciech Bakun próbował tłumaczyć istniejący stan rzeczy tym, iż jest to spuścizna po poprzednikach. –Ja jestem od dwóch lat prezydentem- przypominał podczas dyskusji. Z kolei jego zastępca wskazywał, że szybkie naprawienie zaniedbań kosztowałoby miasto 800 tys. złotych.

Niemniej sprawa może mieć poważne implikacje. Według zapewnień wiceprezydenta, Zarząd Dróg Miejskich ma 3 lata na przygotowanie organizacji ruchu dla istniejących znaków. Oznacza to jednak, że przez 3 lata ruch kołowy i pieszy będzie funkcjonował na podstawie nielegalnie istniejącego oznakowania drogowego. Stwarza to oczywiste pytanie o bezpieczeństwo pieszych i kierowców, a także o to, kto odpowiada karnie w przypadku wystąpienia poważnych wypadków w miejscach, gdzie funkcjonują nielegalnie postawione znaki.

Równocześnie orzecznictwo Sądu Najwyższego – jak informuje portal ,,Prawo na drodze”- wskazuje, że ,,warunkiem odpowiedzialności za wykroczenie z art. 92 § 1 k.w. jest legalny charakter znaku drogowego, który musi zostać ustawiony przez uprawniony podmiot, z zachowaniem obowiązującej procedury, określonej w Rozporządzeniu Ministra Infrastruktury z dnia 23 września 2003 r.” Oznacza to, że nie można karać za złamanie zakazów i nakazów wynikających z nielegalnie postawionych znaków.

Sekretarz miasta, Dariusz Łapa poinformował, że na przemyskie zaniedbania zwracała dwukrotnie uwagę Najwyższa Izba Kontroli. Pierwszy raz w 2010 roku, potem w 2019. Łapa zapowiedział także przygotowanie informacji o drogach, które nie posiadają organizacji ruchu. Jeśli potwierdzą się informacje o tym, że 80 procent dróg nie ma organizacji, to miażdżąca liczba znaków drogowych w Przemyślu może okazać się nieważna.

Państwo dopiero zobaczycie, jaka to jest skala.

-Dariusz Łapa o ,,bezprawiu drogowym” w Przemyślu. 

Choć i Łapa, i Bakun wskazywali, że winę za taki stan rzeczy ponosi poprzednia ekipa Roberta Chomy, to jednak dopiero dwa lata od objęcia sterów miasta przez nową ekipę, radni- niejako przez przypadek- dowiedzieli się o problemie. Dziwi też, że informacja o drogach bez organizacji ruchu ma być dopiero przygotowana -jakby nie było to przedmiotem szczególnej troski władz do chwili obecnej. Równocześnie, zaraz po ujawnieniu spisu ulic bez organizacji ruchu, może się okazać, że w wielu miejscach miasto bez należytej podstawy prawnej pobierało opłaty za parkowanie lub wystawiało mandaty.

Portal Przemyski wystąpi jutro- poprzez rzecznika prezydenta- do Zarządu Dróg Miejskich o natychmiastowe przekazanie spisu dróg gminnych bez organizacji ruchu. 

 

 

B.Wilk

 

 


Spektakularna metamorfoza w Projekcie Zdrowie! Pani Kasia 33 kg na minusie!

Zawsze powtarzam, że siła jest kobietą, ale siła stojąca obok mnie przekroczyła wszelkie granice i udowodniła, że niemożliwe nie istnieje. Patrzę na te zdjęcia i mam ciary, jestem tak niewyobrażalnie dumna i szczęśliwa, że mogę uczestniczyć w tym procesie, bo Pani Kasia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa – wspomina  dietetyk.

Dlaczego postanowiła Pani podjąć decyzję o odchudzaniu?

Decyzja ta nie należała do najłatwiejszych, miałam wiele obaw. Jestem objęta leczeniem onkologicznym, przeszłam bardzo ciężki zawał serca oraz usunięcie tarczycy. Najbardziej zależało mi na poprawie stanu zdrowia, moja waga wskazywała prawie 123 kg, a przejście kilku kroków było sporym wyczynem. Momentem przełomowym były zakupy, nie mogłam znaleźć dla siebie odpowiedniego rozmiaru, powiedziałam sobie, że muszę to zmienić!

Jakie błędy popełniała Pani przed kuracją?

Niezdrowe jedzenie, nadmierna ilość soli i cukru, przetworzone produkty, podjadanie. Moim najgorszym nawykiem w tamtym czasie było zjadanie tabliczki czekolady przed snem.

Co Panią najbardziej motywowało do wytrwania w założeniach diety?

Kiedy podjęłam walkę o lepszą siebie, motorem napędowym była i nadal jest cudowna Pani dietetyk. W czasie kuracji bardzo mocno wspierają mnie również moje kochane dzieci – Asia i Kubuś. Bez tych wspaniałych osób nie wiem, czy dałabym radę. Motywowały mnie również efekty – spadek masy ciała  i centymetrów. Włączyłam aktywność i od razu poczułam się lepiej!

Czy brakowało Pani czegoś podczas diety?

Zdecydowanie nie! Choć nie ukrywam, że początki były ciężkie. Moja dieta była tak zbilansowana, że szybko nauczyłam się zdrowych nawyków. Odkryłam prawdziwy smak truskawki, bez kubka śmietany i cukru. Pomidor i każde inne warzywo bez ogromu soli też smakuje obłędnie.

Co powiedziałaby Pani osobom, które zmagają się z nadmiarem kilogramów i nie wierzą, że można schudnąć?

Myślę, że nie muszę nic mówić. Sama jestem żywym przykładem powiedzenia ,,Chcieć to móc’’. Skoro ja w wieku 51 lata dałam radę to tylko dowód na to, że każdy może. Trzeba tylko w siebie uwierzyć!
 
Czy jest Pani zadowolona z efektów, które udało się do tej pory Pani osiągnąć?

Oczywiście! Tyle już osiągnęłam, ale walczę o więcej!

Pani Kasia po metamorfozie
Pani Kasia przed kuracją

Nic dodać, nic ująć. Jeśli chcesz zawalczyć o lepsze samopoczucie, zapraszamy na bezpłatną konsultację z naszym dietetykiem. Każdy może osiągnąć swój sukces!

Zadzwoń i zarezerwuj najbliższy wolny termin bezpłatnej konsultacji: 720 846 955.

PROJEKT ZDROWIE- POLSKIE CENTRA DIETETYCZNE

www.projektzdrowie.info

e-mail: przemysl@projektzdrowie.info

ul. Sportowa 8a
37-700 Przemyśl
tel.: +48 720846955

 

Artykuł sponsorowany


Od lewej :Mirosław Majkowski, Marcin Kowalski, Tomasz Leszczyński

Ciąg dalszy politycznej wojny w mieście.

Marcin Kowalski z klubu radnych  Wspólnie dla Przemyśla poinformował, że złożył zawiadomienie w związku z możliwością popełnienia przestępstwa przez radną Monikę Różycką.

Chodzi o oświadczenie majątkowej, w którym nie widnieje pożyczka udzielona radnej przez osobę prywatną. Radna miała pożyczyć- jak twierdzi  Marcin Kowalski-kwotę około 30 tysięcy złotych, a pożyczka nie została wykazana w oświadczeniu majątkowym. Według radnego Kowalskiego ze Wspólnie dla Przemyśla, informacja o pożyczce dotarła w ten sposób, iż wierzyciel Różyckiej zgłosił się do niego i poinformował go o sprawie.

Z podobnymi problemami boryka się radny Andrzej Zapałowski, kiedyś klubowy kolega Różyckiej z KUKIZ’15.  We wrześniu okazało się, że ze względu na brak wpisanych do oświadczenia majątkowego dochodów za służbę w Wojskach Obrony Terytorialnej sprawą jego oświadczenia zajmuje się CBA.

Radny Marcin Kowalski