Zarośnięta twierdza. Sygnał czytelnika.
Otrzymaliśmy list Czytelnika, który zwraca uwagę na zły stan utrzymania fortów Twierdzy Przemyśl i ubolewa, że wielkie słowa o strategii turystycznej nie idą w parze z rzeczywistymi działaniami. Jak pisze Czytelnik:
Może się jakaś redakcja zainteresuje tematem, jak miasto Przemyśl oraz okoliczne gminy zrzeszone w Związku Gmin Fortecznych, dbają o forty przemyskie. Ponoć strategia władz miasta Przemyśla oraz okolicznych gmin jest taka, żeby ściągnąć turystów poprzez eksponowanie fortów i innych obiektów związanych z Twierdzą Przemyśl. Niestety tylko część fortów wygląda jako tako i nadaje się do zwiedzania i pokazania (przykład: fort I, V, VIII, XI, XIII, XV). Część fortów jest tylko połowicznie przygotowana do zwiedzania, nawet te które zostały zrewitalizowane ze środków Unijnych, nieskoszona trawa lub wykoszone tylko ścieżki tak, że same elementy fortów są nadal zarośnięte (przykład: fort III, IX, X, w załączniku zdjęcia fortu X). Pozostałe forty w tym całkiem ciekawe jak np. fort II "Jaksmanice", fort IV "Optyń", VI "Iwanowa Góra" czy VII "Prałkowce" nie nadają się do zwiedzania, a nawet ciężko się na nie dostać (…).
Przemyśl od lat stara się oprzeć swoją strategię turystyczną o austriackie fortyfikacje. Lata temu, jeszcze za prezydentury R. Chomy, nakładem kilkudziesięciu tysięcy złotych opracowano koncepcję rozwoju turystycznego opartego na twierdzy i skierowano wielomilionowe środki unijne na rewitalizację wybranych fortów. Także ugrupowanie nowego prezydenta Przemyśla podkreślało w kampanii samorządowej wolę lepszego wykorzystania potencjału Twierdzy Przemyśl. Niestety, strategia pozyskiwania turystów w oparciu o przemyskie fortyfikacje nie do końca działa. Przyczyn jest kilka, a na jedną wskazuje Czytelnik w dalszej części listu:
Twierdza Przemyśl to nie tylko te kilka obiektów utrzymanych w miarę dobrym stanie. Przyjeżdżają tu też pasjonaci z całego świata zobaczyć wszystkie forty, a nie tylko wybrane –pisze dalej Czytelnik-Nie wiem czemu w niektórych gminach da się oczyścić forty, jak np. zrobiono to ostatnio przez strażaków ochotników na forcie V "Grochowce", a w niektórych forty wyglądają jak mały las (fort II "Jaksmanice") i gminy nic z tym nie robią.
Sprawa przerośniętej zieleni nawet na odrestaurowanych fortach nie raz przewijała się przez prasę i fora internetowe. Pasjonaci i znawcy tematu zwracają też uwagę na zjawisko niszczenia oryginalnych dróg fortecznych poprzez ich asfaltowanie. Według krytyków, asfaltowanie powoduje zabudowywanie domami jednorodzinnymi wzgórz fortecznych i utratę przez nie charakteru miejsc historycznych.




Zmiana organizacji ruchu drogowego na 4 skrzyżowaniach
Jak informuje Zarząd Dróg Miejskich w poniedziałek (8 lipca) nastąpi zmiana w stałej organizacji ruchu drogowego dotycząca poziomego i pionowego oznakowania na czterech skrzyżowaniach na terenie miasta.
1.Rondo im. Lecha Kaczyńskiego

2. Rondo im. Kresowian

3. Rondo Paderborn

4. Skrzyżowanie Alei Solidarności z ulicą Zadwórzańską

Kolejne osiedle sprzeciwia się planom budowy asfalciarni.
Emocjonalny przebieg miało zebranie zarządu osiedla Słowackiego (02.07.), w którym uczestniczyło ponad dwadzieścia osób, głównie mieszkańców domów przy ,,górnym Słowackiego”. Spotkanie prowadziła nowa przewodnicząca zarządu osiedla Jolanta Walczak. Osiedle ,,Słowackiego” to kolejne osiedle, po osiedlach ,,Łukasińskiego” i ,,Przemysława”, które sprzeciwia się projektom zbudowania wytwórni mas bitumicznych na Bakończycach.
Padały pytania o możliwości powstrzymania niechcianej inwestycji. Część osób postulowało zbiórkę podpisów, inne zaś wprost mówiły o możliwej korupcji i żądały zawiadomienia prokuratury. W efekcie wymiany zdań i opinii zebranie podjęło dwie uchwały. Pierwsza z nich zobowiązuje zarząd do skierowania odpowiednich pism do marszałka sejmu Marka Kuchcińskiego i innych parlamentarzystów z regionu, by interweniowali w sprawie niepożądanego zakładu.
Zebrani podjęli także uchwałę o skierowaniu wniosku do prokuratury okręgowej o włączenie się do postępowania. Padały też całkiem oryginalne pomysły związane z innym zagospodarowaniem strefy ekonomicznej, która w opinii części zebranych raczej generuje problemy, aniżeli wnosi coś korzystnego dla miasta i jego mieszkańców. Słychać było głosy rozżalonych ludzi, którzy kilka lat temu nabyli od miasta działki budowlane, wybudowali domy, a teraz zostali pozostawieni sami sobie, z perspektywą powstania po sąsiedzku uciążliwej wytwórni. Przez całe spotkanie przewijało się wyrażane przekonanie, że nie można wierzyć zapewnieniom inwestora i władz, że inwestycja nie będzie uciążliwa. To samo mówiono gdy powstawało wysypisko śmieci, a teraz często nie można okna otworzyć, taki jest smród- żalił się jeden z mieszkańców.
Czytaj także o proteście przeciwko planom budowy zakładu: Pikieta pod urzędem miejskim
Uczestnicy spotkania największe obawy wiążą ze zwiększeniem ruchu aut ciężarowych na ulicy Słowackiego i możliwym smrodem i hałasem w dzielnicy. Zapowiedziano kolejne spotkania i akcję protestacyjną. Nie wykluczono zablokowania drogi i sprowadzenia ogólnopolskich telewizji w proteście przeciwko obojętności władz wobec problemu mieszkańców.
Póki co, kolejni mieszkańcy składają do Prezydenta Miasta Przemyśla wnioski formalne o uznanie za stronę w toczącym się postępowaniu o wydanie pozwolenia na budowę asfalciarni. Chcą bowiem wnieść uwagi i skontrolować urzędników wydziału architektury, czy aby na pewno zezwolenie na budowę będzie wydane zgodnie z przepisami.
Planowana wytwórnia ma powstać na terenie przemyskiej strefy ekonomicznej, kilkaset metrów od domów i bloków mieszkalnych. Protestujący zarzucają, że nikt nie został poinformowany o planach budowy zakładu, a cały proces wydawania decyzji był prowadzony po cichu przez urzędników wydających zgodę środowiskową, by nie zbulwersować ludzi w okresie samorządowej kampanii wyborczej.
CBA w przemyskim PWiK-u! To część większej sprawy.
W środę (02.07.) Centralne Biuro Antykorupcyjne przeprowadziło akcję w warszawskim przedsiębiorstwie MPWiK, w ramach którego dokonano zatrzymania dyrektora, który jest podejrzany o przyjęcie łapówek w zamian za rozstrzygnięcie przetargów na rzecz firmy ze Śląska. Łącznie zatrzymano 3 osoby tj. dyrektora i dwóch wspólników-przedsiębiorców ze Śląska. Dyrektor jest podejrzany o przyjęcie co najmniej 50 tysięcy złotych łapówki w związku z realizowanym zamówieniem publicznym.
Niestety, według naszych źródeł odprysk tej sprawy dotyczy także przemyskiego PWiK-u. 2 lipca, według potwierdzonych informacji, funkcjonariusze warszawskiej delegatury CBA wkroczyli do kilku miejsc w Przemyślu m.in. do przemyskiej spółki, gdzie zabezpieczono dokumenty i kopie binarne. Funkcjonariusze CBA prowadzili też czynności w domu byłego prezesa przemyskich wodociągów.
Według potwierdzonych przez nas informacji sprawa ma również związek z zamówieniami publicznymi i dotyczy także firmy ze Śląska. Firma, której szefowie zostali zatrzymani dostarcza specjalistyczny sprzęt służący m.in. do inspekcji rur. Z obrazu jaki się wyłania, firma prawdopodobnie dzięki łapówkom wręczanym dyrektorom i prezesom lokalnych zakładów wodociągowych załatwiała sobie kontrakty na dostawę sprzętu.
Według wydziału komunikacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego sprawa ma charakter wielowątkowy i rozwojowy. Dzisiaj doszło do kolejnych zatrzymań na terenie Śląska. O nowych faktach będziemy informować na bieżąco.
Bezdomni biznesmeni. Trefny towar w przytulisku.
Pomysłowość przemytników nie zna granic. Niedawno media informowały o dwóch studentach z Mongolii, którzy zorganizowali gang przemytników ludzi działający na ,,zielonej granicy” w okolicach Przemyśla. Dzisiaj otrzymaliśmy informację, że na terenie dwóch przemyskich noclegowni (!) celnicy wraz z pogranicznikami i policjantami wykryli skład nielegalnego alkoholu, papierosów i podrabianych gadżetów.
Chodzi o spore ilości towaru-2,6 tysiąca paczek papierosów, 30 litrów alkoholu oraz ponad tysiąc szt. podrabianych breloków o łącznej wartości około 48 tysięcy złotych. Aktualnie służby ustalają właścicieli kontrabandy, którzy pod przykrywką noclegowni urządzili nielegalny biznes.

Zdj.KAS
Raport z SOR-Ratujemy życie!
Szpitalne Oddziały Ratunkowe są przeciążone, a media donoszą o dantejskich scenach, o wielogodzinnym oczekiwaniu nawet z drobną sprawą. Myśleliście kiedyś jak to może wyglądać od drugiej strony?
Pracuję „za ladą” na jednym z najbardziej obciążonych pracą SOR na Podkarpaciu. Codziennie przyjmujemy ponad 100 pacjentów, z czego niecałe 20% to osoby przywiezione przez Pogotowie Ratunkowe.
Większość z nas nie ma do czynienia z Szpitalnymi Oddziałami Ratunkowymi. Wiele osób wie o ich istnieniu, ale na szczęście nie musi z nich korzystać. W efekcie dla przeciętnego Polaka jest to instytucja tak naprawdę nieznana. Nie wiemy jak funkcjonuje, najwyżej słyszeliśmy jakieś medialne doniesienia, zwykle mrożące krew, albo opowieść znajomych, którzy czekali na pomoc 6 godzin. To może wywołać w naszych głowach całkowicie fałszywy obraz SOR-u. Sporo dokładają do tego media, np. w jednym z portali opisano, że w Polsce na SOR czeka się 9 godzin, a dziennikarz pojechał do Czech i tam uzyskał pomoc w 20 minut. Wspomniał, że było to rano, w dzień roboczy, tylko szkoda, że nie porównał tego z polskim SOR o podobnej porze.
„SOR(RY) TU RATUJE SIĘ ŻYCIE” to akcja informacyjna wprowadzona na Śląsku. Chodzi o uświadomienie pacjentom jaka jest rola SOR-ów, czyli oddziałów ratunkowych, które mają nieść pomoc w sytuacjach nagłego, bezpośredniego zagrożenia życia. Jakie to przypadki? Np.: nagły, ostry ból w klatce piersiowej, krwawe wymioty, ostra reakcja alergiczna na ukąszenie, duszność, rozległe oparzenia, porażenie prądem, upadek z dużej wysokości, podtopienie, udar mózgu, zatrucie środkami chemicznymi, duże rany, np. przerwanie dużych naczyń krwionośnych. Czy Wasz znajomy, który ostatnio narzekał na zbyt długie oczekiwanie w SOR przyjechał tam z jednym z wymienionych przypadków? Wydaje mi się, że nie. Akcja informacyjna podobna do tej na Śląsku przydałaby się w całej Polsce. W „Raporcie z SOR” postaram się rzucić na to trochę światła.
Czas oczekiwania
Zadajmy sobie podstawowe pytanie: z czego wynika czas oczekiwania na SOR? Czy to jest jakiś „mityczny czas” zapisany w ustawie, który trzeba po prostu odczekać? Oczywiście nie. Czas oczekiwania zależy od liczby i stanu pacjentów. W pierwszej kolejności pomoc udzielana jest tym w najgorszym stanie. Pacjenci nie są przyjmowani według „kolejki”, tylko według tego, jak bardzo pilnej pomocy potrzebują. Wiele osób tego nie rozumie. Wydaje im się, ze skoro z „małym palcem” czeka się długo, to z poważniejsza raną czas oczekiwania będzie jeszcze dłuższy. Bierze się to z tego, że jako pacjenci i osoby towarzyszące trafiamy na SOR bardzo rzadko, nie znamy panujących zasad, a do tego jesteśmy w sytuacji stresowej. Martwimy się o siebie i swoich bliskich. Doskonale to rozumiem i w miarę możliwości staram się tłumaczyć pacjentom co się dzieje i dlaczego. W miarę możliwości, bo czasem nawał pracy po prostu uniemożliwia dłuższe tłumaczenia. Przepraszam, ale tak jest.
Niestety doświadczenie pokazuje, że najbardziej awanturujące się są osoby, które tak naprawdę nie powinny w ogóle trafić na SOR, bo ich życiu nic nie zagraża. Dobrze o tym wiedzą, chcą szybko uzyskać pomoc, np. poradę lekarską i receptę, a następnie iść do domu, do innych spraw, do pracy, na imprezę. Po prostu śpieszy im się. Pewien mężczyzna na naszym SOR miał tak ważne sprawy, że po godzinie oczekiwania po prostu wyszedł z SOR. Wrócił następnego dnia i żądał, aby go przyjąć „natychmiast”, bo przecież dzień wcześniej już czekał godzinę! Już swoje „odczekał”, a tu każą mu czekać jeszcze raz!? Skandal! A przecież on ma zaraz ważne spotkanie… To niestety nie jest przypadek odosobniony, ani nie jest to „rekordzista”. Moim zdaniem prawdziwy szczyt osiągnęła pewna kobieta, która przyszła na SOR z dzieckiem. Chłopak uderzył się w stopę. Z jej relacji było to bardzo poważne, ale z zachowania dziecka, które żwawo biegało po poczekalni, nie wyglądało to aż tak źle. Kobieta jednak bardzo się spieszyła, chciała by dziecko było przyjęte jak najszybciej. Co chwila zaczepiała kogoś z personelu domagając się by właśnie jej dziecko było przyjęte już, teraz, zaraz, przed innymi pacjentami. Oczywiście też przed innymi dziećmi. Pech chciał, że w tym samym czasie był poważny wypadek drogowy z udziałem motocyklisty. Gdy mama małego rozrabiaki zaczepiła mnie, odpowiedziałem jej: „proszę Pani, właśnie przyjechał motocyklista w ciężkim stanie, proszę się uzbroić w cierpliwość, lekarze teraz ratują jego życie”. Kobieta popatrzyła na mnie i odpowiedziała: „To wiadomo, że z takim to będzie długo trwało. Ja wiem. Ale tu dziecku popatrzeć na nogę to 5 minut wystarczy. Niech najpierw tu lekarz popatrzy, a później niech się zajmie tamtym”. Wiecie co? Ręce opadają. Za ścianą toczy się walka o życie człowieka, a ta kobieta żąda, żeby lekarz odszedł od pacjenta i zajął się jej szkrabem, któremu w sumie nic nie jest. Na pewno później opowiadała znajomym jak to strasznie długo musiała się wyczekać na SOR. Zapewne nie wspomniała o rannym motocykliście. Niestety takie osoby nie ułatwiają pracy w SOR. Niestety są też ludzie, którzy działają w sposób odwrotny, osoby, których stan jest naprawdę zły, ale starają się nie narzekać. Jest to tak częste zjawisko, że staram się to jakoś zrozumieć, znaleźć przyczynę. Może nie mają siły przekrzykiwać się ze zdrowymi, takimi jak opisani wyżej Pan i Pani? Może po prostu wiedzą, że ich stan może wymagać hospitalizacji i wolą nie wyolbrzymiać swoich dolegliwości, żeby leczenie nie było dłuższe niż konieczne? Pod tym względem jedną z najgorszych sytuacji jakie widziałem był wypadek młodego chłopaka na rowerze. Rodzina przywiozła go własnym samochodem, około 20 km. Matka zgłaszała to zdarzenie jako zwykłe potłuczenie, może jakiś uraz żeber. Na szczęście jedna z pielęgniarek zobaczyła chłopaka na krzesełku. Był blady, miał już objawy wstrząsu spowodowanego utratą krwi. Natychmiast zabrała go do chirurga. Okazało się, że chłopak podczas upadku uderzył się brzuchem o kierownicę, miał uszkodzoną śledzionę i krwotok wewnętrzny. W takich przypadkach pojawia się właśnie ból brzucha po lewej stronie, pod żebrami . Uraz brzucha jest bardzo niebezpieczny, ponieważ może nastąpić uszkodzenie narządów wewnętrznych (wątroby, śledziony) i krwotok wewnętrzny. Jest to jedna z najczęstszych przyczyn zgonów u poszkodowanego z obrażeniami ciała, a zarazem zbagatelizowanie urazów jamy brzusznej pozostaje główną przyczyną zgonów, których można uniknąć. Na szczęście temu chłopakowi udało się uratować życie. Codziennie na oddziały ratunkowe trafiają osoby w stanie zagrożenia życia. Nawet jeżeli wchodząc na SOR nie widzicie nikogo w poczekalni, to nie znaczy, że za ścianą lekarze, ratownicy i pielęgniarki nie ratują właśnie człowieka z udarem mózgu, albo po upadku z wysokiej z drabiny. Nikt też nie może przewidzieć jak trudne przypadki mogą trafić na SOR za godzinę lub za 5 minut. Nie oczekujcie zatem precyzyjnego „czasu oczekiwania”, bo podanie takiej informacji nie jest możliwe.
Konrad Głowacki
Czy chemia trafia do kratek ściekowych? Dziwne praktyki PGK...
Na naszą skrzynkę kontaktową otrzymaliśmy relację Czytelnika, który przesłał nam opis i zdjęcia dziwnych praktyk pracowników PGK sp. z.o. o , które miały miejsce pod jego nieruchomością. Jak się okazuje, wątpliwości wzbudził fakt , że pracownicy PGK, którzy odbierają odpady z posesji, myją brudne kubły na ulicy. Widoczna na zdjęciach piana wskazuje, że do mycia używane są środki chemiczne, które po umyciu kubła spływają do kratki ściekowej. Ponieważ nie jest znany rodzaj zastosowanego środka, może być tak, że do instalacji kanalizacyjnej odprowadzane są szkodliwe dla środowiska substancje-pisze nasz Czytelnik.
Przepisy sanitarne regulują kwestię czystości pojemników na śmieci. Powinny one być teoretycznie co pół roku odkażane środkiem specjalistycznym. Jak jednak lokalne prawo reguluje tę sprawę w Przemyślu nie do końca jest jasne. Nie jest też jasne, gdzie powinny być odprowadzane ścieki po takim umyciu kubłów.
Dokumentem, który reguluje zasady utrzymania czystości w mieście jest Regulamin utrzymania czystości i porządku na terenie Gminy Miejskiej Przemyśl z dnia 24 maja 2018 przyjęty przez radę miejską. Niestety nie znajdują się w nim szczegółowe zapisy regulujące sprawę mycia zabrudzonych kontenerów. Istnieje jednak zapis, który dopuszcza mycie samochodów na ulicach, ale pod warunkiem, że do mycia będzie używana tylko woda bez środków myjących. Jeśli taki tok myślenia odnieść do mycia kubłów, staje się jasne, że pojemniki nie powinny być myte przy użyciu środków chemicznych.
Jak zauważa nasz Czytelnik, wyjaśnieniem tej sprawy powinni się zająć radni, którzy ostatnio przykładają coraz większą uwagę do zagadnień czystości w mieście.

Możliwe burze z gradem. Schowaj zwierzęta do domu, samochód do garażu...
Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej dziś na terenie Podkarpacia, w tym Przemyśla mogą wystąpić gwałtowne burze z opadami gradu.
Przewiduje się wystąpienie niebezpiecznych zjawisk meteorologicznych powodujących duże straty materialne oraz zagrożenie zdrowia i życia. Zaleca się dużą ostrożność, potrzebę śledzenia komunikatów i rozwoju sytuacji pogodowej.
W związku z prognozami należy się liczyć z koniecznością pozostania w domu, ale także zadbania o zwierzęta domowe, zabezpieczenia przedmiotów na balkonach i samochodów. Prawdopodobieństwo wystąpienia dzisiaj opadów jest szacowane na 80%.
zdj.pixabay
Milionowy pasażer pociągu. Plany są jeszcze ambitniejsze.
W holu przemyskiego dworca kolejowego w Przemyślu odbyła się uroczystość uhonorowania milionowego pasażera pociągu relacji Przemyśl – Lwów – Kijów. Pociąg jeździ na tej trasie od 2016 roku. W uroczystości, oprócz milionowego pasażera- pana Mariana z rodziną- wzięli udział marszałek sejmu Marek Kuchciński, z-ca marszałka województwa Piotr Pilch, wicewojewoda Lucyna Podhalicz, a także minister infrastruktury Andrzej Adamczyk.
Idea pociągu wykrystalizowała się podczas prac zainicjowanych przez M. Kuchcińskiego w ramach spotkań Europa Karpat.
Podczas Europy Karpat razem z ministrem Adamczykiem rozmawialiśmy o przywróceniu lepszych połączeń ze Wschodem. Myśleliśmy o wielkim transeuropejskim ekspresie na wzór tego, który jeździł od Stambułu przez Kijów, Niemcy aż do stolicy Francji. Ziściło się. Na razie na linii Przemyśl – Lwów – Kijów-powiedział M. Kuchciński.
Pociąg łączący Ukrainę z Przemyślem odniósł frekwencyjny sukces głównie za sprawą Ukraińców, którzy podróżują do pracy w stronę dużych polskich i europejskich miast. Jednak część pasażerów to turyści, którzy przyjeżdżają do Polski m.in. po zakupy. Wg danych ukraińskich, Polskę rocznie odwiedza około 10 mln Ukraińców. Po uruchomieniu połączenia Przemyśl-Lwów-Kijów nasze miasto stało się punktem przesiadkowym. Dzięki temu coraz więcej Ukraińców odwiedza Przemyśl i zatrzymuje się w nim, czasami na kilka godzin, zasilając lokalną gastronomię i usługi. Także turyści z Polski korzystają z połączenia wykorzystując je do wypadów do Lwowa i Kijowa.
Podkreślał to minister Adamczyk:
To ważne połączenie dla Polaków mieszkających we Lwowie i innych częściach Ukrainy, jak i tysięcy Ukraińców pracujących w Polsce. Widzimy duży potencjał w dalszym rozwoju połączeń w kierunku wschodnim.
Operatorzy kolejowi myślą o nowych połączeniach do obsługi ruchu z Ukrainy. Pisaliśmy o planach i problemach czeskiego przewoźnika, który chciał skomunikować Ukrainę ze stolicą Czech. Powstanie nowych połączeń bezpośrednich pomiędzy Ukrainą a dużymi miastami Polski i Europy paradoksalnie może być niekorzystne dla Przemyśla, ponieważ podróżni bez przesiadki będą docierać do miast docelowych.
O kłopotach Czechów przeczytasz tu: https://www.portalprzemyski.pl/polski-tor-przeszkod-dla-czeskiego-przewoznika-mialo-byc-pieknie/

zdj.Justyna Mazurek,kancelaria sejmu
Święto Fajki, Żarciowozy i tatuaże-kulturalny weekend w Przemyślu.
Weekend w Przemyślu obfituje w atrakcje, które organizują lub wspierają władze miasta. I tak, w niedzielę odbędzie się już 14. Święto Fajki, a więc impreza, która wykorzystuje tradycje fajczarskie Przemyśla do promocji miasta. Oprócz tego odbywają się jeszcze dwie imprezy- zlot foodtrucków i konwencja tatuażu.
Żarciowozy to nazwa zlotu foodtrucków czyli, tłumacząc na polski, ciężarówek z których serwuje się jedzenie. Jest to forma gastronomii coraz popularniejsza w polskich miastach, zwłaszcza tych dużych. Foodtrucki najczęściej serwują burgery, zapiekanki, lody, ale zdarza się też kuchnia orientalna lub bałkańska. Ciężarówki z jedzeniem zawitały także do Przemyśla i do niedzieli można sprawdzić ich ofertę wybierając się na Rynek i Plac Niepodległości.
Równolegle w Przemyskich Podziemiach odbywa się 3. Przemyski Konwent Tatuażu. Jak można się dowiedzieć z informacji promocyjnych, impreza aspiruje wręcz do miana wydarzenia artystycznego i kulturalnego.. Konwent objął patronatem Prezydent Przemyśla Wojciech Bakun, który na oficjalnej stronie miasta zachęca do wzięcia w nim udziału i wykonania sobie tatuażu.
Choć tatuaż tradycyjnie związany był subkulturą kryminalistów, to w ostatnich latach postrzeganie tej formy ozdabiania ciała zmieniło się za sprawą celebrytów, którzy coraz chętniej opatrują swe ciała obrazkami. Modę podchwyciły masy i jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać salony tatuażu, gdzie za kilkaset złotych można zamówić sobie takie przyozdobienie ciała.
Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć,że lekarze sceptycznie wyrażają się o masowej modzie na tatuaże. Bez wątpienia wizyta u tatuażysty wiązać się będzie z bólem, ale może mieć inne, poważniejsze konsekwencje. Lekarz medycyny Konrad Kokurewicz wymienia zagrożenia jakie niesie wykonanie tatuażu – wśród nich jest możliwe zarażenie wirusem zapalenia wątroby, zakażenie skóry i tkanki podskórnej, kontaktowe zapalenie skóry, rozwój blizn, a także to, że miejsca tatuowane ulegają 30 razy częściej zrakowaceniu. Ponadto, do ciała wprowadzane są wraz z barwnikami sole metali ciężkich, co takze może skutkować powikłaniami zdrowotnymi.
Wszystkie obiekcje związane z tatuowaniem się nie zmieniają faktu, że moda zatacza coraz szersze kręgi. Zwolennicy tatuaży twierdzą, że symbole umieszczane na ciele wyrażają ich cechy charakteru lub szczególnie ważne wartości. Właścicielami tatuaży są często piłkarze, muzycy, aktorzy i oczywiście przeciętni ludzie.
Duże znaczenie ma także to, co dany tatuaż przedstawia i czy jest na widocznej części ciała, czy też można go zakryć np. rękawem koszuli - czasami bowiem może być przeszkodą w uzyskaniu pewnych stanowisk. Tu podział jest dość wyraźny: tatuaże bez zastrzeżeń przyjmowane są na ogół wśród pracowników gastronomii i pracowników agencji reklamowych, a bardziej prestiżowe zawody, takie jak prawnicy czy bankowcy, tatuaży unikają. Pojawiło się już nawet nowe zjawisko związane z subkulturą tatuażu- do klinik medycyny estetycznej coraz częściej zgłaszają się pacjenci, którzy chcą usunąć młodzieńczy tatuaż, przeszkadzający im w zdobyciu dobrej pracy lub awansie zawodowym.
zdj.Grzegorz Karnas, UM Przemyśl










