,,Zakazuje się”, ,,nakazuje się”. Park kulturowy w praktyce.
Do 5 lutego można wnosić uwagi do projektu uchwały o powołaniu Parku Kulturowego Starego Miasta w Przemyślu. Choć jest to dokument o zasadniczym znaczeniu dla gospodarki miasta i mieszkańców śródmieścia, to próżno go szukać na głównej stronie internetowej magistratu. A jego zapisy mogą bulwersować.
Idea powołania parku została przedstawiona dwa lata temu, a następnie koncepcja przeszła przez burzliwy etap konsultacji społecznych. W założeniu park kulturowy ma rozwiązać wizerunkowy problem Przemyśla, jakim jest pstrokacizna reklam i szyldów na starówce. Bardziej stonowany wygląd mają zyskać też ogródki restauracyjne. Dokładniejsza lektura projektu uchwały jednak wskazuje, że zmiany będą głębsze i wcale nie muszą oznaczać, że po wprowadzeniu nowych przepisów wszyscy będą zadowoleni.
W myśl proponowanych rozwiązań zlikwidowana zostanie duża ilość miejsc parkingowych. Przewidziano m.in. likwidację parkingu na płycie Rynku, nie będzie też można parkować w okolicy katedry rzymskokatolickiej. W przewidywalnym czasie nie pojawią się zaś żadne nowe parkingi, które mogłyby zrekompensować ubytek miejsc dla zmotoryzowanych.
Ze wcześniejszych wypowiedzi radnych zaangażowanych w ideę parku może wynikać, że rozwiązaniem tego problemu będzie drastyczna podwyżka opłat za parkowanie. Ma to wymusić większą rotację samochodów na miejscach postojowych w ścisłym centrum miasta.
Najbardziej skutki nowej uchwały odczują jednak lokalni przedsiębiorcy. W ciągu roku od wejścia w życie nowych przepisów będą oni musieli wymienić w swoich sklepach szyldy, o ile zostaną one uznane za nieestetyczne. Ponieważ nowe reklamy małych sklepów i punktów usługowych mają być wykonane -w myśl zapisów uchwały- z najlepszych gatunkowo materiałów, w tym z kutej stali, przeciętny przedsiębiorca działający w granicach parku kulturowego będzie musiał w 2022 roku wysupłać ze swej kieszeni od kilku do kilkunastu tysięcy złotych.
Miasto nie przewiduje jakiekolwiek partycypacji w kosztach tego ambitnego projektu. W uchwale nie ma przewidzianych też ,,miękkich” form wsparcia dla przedsiębiorców, choćby takich, jak bezpłatne projekty nowych reklam przygotowane przez magistrat.
Oprócz wymiany szyldów, mieszkańców starówki czeka akcja usuwania na własny koszt części klimatyzatorów, anten i nawet pryzm zalegającego śniegu, jeśli powstaną one na terenie prywatnym. W projekcie znalazł się też zapis, który przewiduje usuwanie witryn z PCV i odtwarzanie historycznej stolarki drewnianej. Tu koszty dla jednego obiektu mogą sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Przedstawiony projekt uchwały zakłada też prawie całkowite ograniczenie możliwości przebudowy budynków, nawet jeśli nie znajdują się one w rejestrze zabytków.
Co znamienne, spora część zapisów uchwały jest nieostra, co daje pole do uznaniowości urzędniczej. Najlepszym przykładem jest paragraf 4. dokumentu, który umożliwia zablokowanie wszelkich robót, jeśli są one ,,niekorzystne dla walorów kulturowych”. Powstawanie nowych hoteli, restauracji i innych obiektów będzie zatem w przyszłości uzależnione od interpretacji słowa ,,niekorzystne” przy procesie uzgodnień i wydawania decyzji.
Wszystkie obowiązki związane z dostosowaniem się do nowych wymogów mają pojawić się w czasie, gdy małe firmy walczą o przeżycie na rynku dotkniętym lockdown’em i kryzysem ekonomicznym. Powstałe niedogodności i koszty mają wynagrodzić turyści, którzy w przyszłości przyjadą tysiącami do Przemyśla po ustanowieniu w nim parku kulturowego.
Przedsiębiorcy, którzy nie podporządkują się zapisom uchwały, będą w pierwszym etapie odwiedzani przez Straż Miejską, a potem będą przeciwko nim prowadzone postępowania administracyjne.
Podczas konsultacji społecznych prowadzonych w sprawie parku kulturowego uwidocznił się wyraźny podział. Osoby mieszkające na starówce lub prowadzące tam firmy -a stanowiły one większość- były zdecydowanie przeciwne uchwale, zaś osoby mieszkające na Zasaniu lub w podprzemyskich miejscowościach przychylniej patrzyły na projekt.
Opinie na temat projektowanego parku kulturowego można zgłaszać osobiście w UM, listownie lub drogą elektroniczną na adres: kz@um.przemysl.pl
Linki do projektu uchwały i instrukcji zamieszczone są poniżej.
Błażej Wilk
zdj. UM Przemyśl
https://bip.przemysl.pl/60026/3679/informacja-w-sprawie-zamiaru-utworzenia-parku-kulturowego-stare-miasto-w-przemyslu.html?fbclid=IwAR0wjfk8S9VRkvMHVjzTtagcQY-vwB9V2-rHHWNSrj3Vsm7BZd79uuptb8Q
Polityczna rozgrywka wokół parkingu na Lwowskiej.
Gdy okazało się, że na parking MZK przy Lwowskiej mogą trafić niebezpieczne transporty, wśród okolicznych mieszkańców, a potem na facebooku podniosła się wrzawa. Chodzi o zatrzymywane przez KAS i Straż Graniczną podejrzane ładunki na ciężarówkach, które, do wyjaśnienia sprawy, będą kierowane na wspomniany parking. A ponieważ do tej pory żaden taki ładunek się nie pojawił, to sprawa wyszła na jaw dopiero teraz. Sprawa, która ma kilka ciekawych wątków.
Protest radnych i mieszkańców
Najpierw radni Marcin Kowalski z Wspólnie dla Przemyśla i Paweł Zastrowski z Koalicji Obywatelskiej w liście do marszałka województwa podkarpackiego kategorycznie sprzeciwili się jego decyzji, podjętej wbrew opinii prezydenta Przemyśla, o lokalizacji na terenie bazy przemyskiego MZK miejsca do „składowania niebezpiecznych odpadów”. Mieszkańcy okolicy niezadowoleni z przyszłego sąsiedztwa, interweniowali m.in. w radzie miejskiej. A przewodniczący Maciej Kamiński w trybie pilnym zwołał na piątek 29 stycznia, nadzwyczajną sesję, na którą zaprosił marszałka województwa i dyrektora departamentu ochrony środowiska Urzędu Marszałkowskiego, by wyjaśnić okoliczności sprawy.
Miejsce kontroli pojazdów, a nie składowania odpadów
Wyjaśnień udzielił Andrzej Kulig, dyrektor Departamentu Ochrony Środowiska Urzędu Marszałkowskiego.
- Punkt zatrzymania pojazdów podejrzanych transportujących odpady do kontroli, to jest inne miejsce niż parking dla kontroli materiałów i towarów niebezpiecznych. To miejsce powinno spełniać warunki magazynowania materiałów niebezpiecznych, ale nie służy ono do ich magazynowania! To będzie miejsce bezpieczne- przekonywał dyrektor Kulig.
Polowanie na Bakuna
Nie wszyscy radni uwierzyli w zapewnienia rzeszowskiego urzędnika i próbowali zgłębiać temat. Bo nie ma wątpliwości, że bulwersująca sprawa dawała obozowi W. Bakuna możliwość pokazania, że w ramach prowadzonej z przemyskim samorządem wojenki, podkarpackie Prawo i Sprawiedliwość za sprawą urzędu marszałkowskiego zsyła na Przemyśl zagrożenie, ustanawiając niebezpieczny parking w gęsto zaludnionej dzielnicy. Szybko jednak okazało się, że role w tej politycznej rozgrywce się odwróciły, a myśliwi stali się nagle zwierzyną łowną.
O co chodzi? W trakcie sesji transmitowanej on-line, okazało się, że to prezydent W. Bakun wydał zgodę na lokalizację parkingu na terenie MZK. Zgodę wstępną, później odwołaną, ale jednak zgodę. Pismo w tej sprawie odczytał na żywo dyrektor Kulig, poproszony o to przez Macieja Kamińskiego, który prowadził obrady.
Przebijanie piłeczki
Dyskusja trwała kilka godzin. Prezydent Bakun tłumaczył się mocno ze swojej decyzji wskazując, że była to zgoda wstępna, warunkowa, a w późniejszym czasie zaskarżył decyzję sejmiku o zlokalizowaniu parkingu na terenie MZK do sądu. Obie strony sporu obarczały się wzajemnie odpowiedzialnością, ale prezydentowi nie udało się jednak zatrzeć niedobrego wrażenia, jakie wywołała ujawniona przez dyrektora Kuliga informacja, o tym, że Bakun o sprawie wiedział i ją akceptował. A fakt, że w dniu wydawania wstępnej zgody był świeżo upieczonym prezydentem, na którego spadły setki spraw i zagadnień, w których nie mógł się dobrze orientować, nikogo podczas piątkowej sesji nie interesował.
Mieszkańcy poczekają na decyzję rady
Ponieważ padło wiele pytań, jeszcze więcej informacji zostało podanych, a nie wszystko do końca w sprawie jest jasne, zdaniem wielu radnych, temat wymaga przepracowania w klubach i wypracowania stanowiska do wspólnej rezolucji skierowanej do podkarpackiego Sejmiku. Wydaje się z czterogodzinnej dyskusji, że większość radnych skłania się do postulowania o zmianę lokalizacji punktu zatrzymań pojazdów. Decyzja prawdopodobnie zapadnie na następnej sesji rady miejskiej.
zdj. ilustracyjne, UM
M.Sidor
B.Wilk
Niebezpieczne ładunki na Lwowskiej? Zwołano sesję.
W piątek odbędzie się nadzwyczajna on-line sesja Rady Miejskiej. Przemyskie MZK planowało zarabiać na swoim parkingu. Miało składować porzucone auta. Czy będzie przechowywać niebezpieczne ładunki?
Mimo negatywnej opinii prezydenta Przemyśla, marszałek Podkarpacia zdecydował o lokalizacji parkingu dla samochodów przewożących niebezpieczne odpady na terenie bazy przemyskiego MZK. Radni protestują przeciwko takiej jego lokalizacji, a MZK odwołuje się do sądu od uchwały sejmiku, który bez wiedzy spółki przeznaczył jej teren na niechcianą bazę.
Parking zlokalizowany w bazie przemyskiego MZK przy ul Lwowskiej ma być przeznaczony dla pojazdów, które zostaną zatrzymane przez Krajową Administrację Skarbową, Straż Graniczną, policję czy Inspekcję Transportu Drogowego. Jeśli funkcjonariusze nabiorą podejrzeń, że auto może przewozić niebezpieczny ładunek, albo towary niezgodne z deklaracją przewoźnika, skierują pojazd do szczegółowej kontroli na ten plac.
Marcin Kowalski z Wspólnie dla Przemyśla i Paweł Zastrowski z Koalicji Obywatelskiej w liście do marszałka województwa podkarpackiego kategorycznie sprzeciwiają się jego decyzji, podjętej wbrew opinii prezydenta Przemyśla, o lokalizacji na terenie bazy przemyskiego MZK miejsca do składowania niebezpiecznych odpadów. Miejsce to jest otoczone przez zabudowania i osiedle mieszkaniowe, biurowce, obiekty turystyczne (hotel i restaurację), co ich zdaniem stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi tu przebywających. – Mając to na uwadze nie zgadzamy się na narażanie mieszkańców Przemyśla na potencjalne zagrożenie (…), piszą w proteście.
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że prezes MZK dowiedział się o sprawie z wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który odrzucił skargę prezydenta Przemyśla na uchwałę sejmiku, jako nie będącego stroną sporu, bo wskazany teren jest własnością MZK. Spółka miała w planie wykorzystanie swojego parkingu na składowanie aut porzuconych. Po wygranym przetargu chciała zarabiać na tej usłudze i poprawić w ten sposób finanse przedsiębiorstwa. Zaniepokojona, sama w sierpniu złożyła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i czeka na rozstrzygnięcie sprawy.
Mieszkańcy okolicy też nie są zadowoleni z takiego sąsiedztwa. Interweniowali m.in. w Radzie Miejskiej. Przewodniczący Maciej Kamiński w trybie pilnym zwołał na piątek, 29 stycznia na godz. 16.oo nadzwyczajną sesję on-line, na którą zaprosił marszałka województwa i dyrektora departamentu ochrony środowiska Urzędu Marszałkowskiego, celem wyjaśnienia zaistniałej sytuacji.
Dodatkowo, w drugim punkcie sesji, radni mają dyskutować nad zwolnieniem restauratorów z opłat koncesyjnych za alkohol. Taką możliwość dała im nowa ustawa, która została podpisana wczoraj przez prezydenta RP. Mowa jest o drugiej i trzeciej racie, bo na zwolnienie z pierwszej jest już za późno. Proces legislacyjny uchwały nie zakończy się przez 31 stycznia, kiedy to restauratorzy są zobowiązanie do złożenia sprawozdania z wolumenu sprzedaży alkoholu i wpłaty pierwszej raty opłaty koncesyjnej.
Zrozpaczeni restauratorzy szukali pomocy u prezydenta.
Stojący przed widmem bankructwa restauratorzy wystąpili o pomoc. Otrzymali poradę.
Miasto może pomóc tylko w zakresie swoich kompetencji. Tak tłumaczył na spotkaniu z właścicielami restauracyjnych biznesów Wojciech Bakun, prezydent Przemyśla. – Wzorem ubiegłego roku, kiedy zwolniliśmy najemców miejskich lokali z czynszów za 5 miesięcy, wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom i tym razem także obniżymy należności za styczeń, zadeklarował Bakun.
Niestety restauratorzy wynajmujący lokale od innych właścicieli muszą samodzielnie negocjować z nimi możliwości pomocy. Im Miasto może tylko obniżyć należności za śmieci, których nie wytwarzają oraz zmniejszyć opłaty za zajęcie pasów drogowych pod letnie ogródki. - Ta pomoc będzie rozpatrywana na bieżąco, po uwzględnieniu aktualnej sytuacji epidemicznej, obowiązujących ograniczeń, zakazów i nakazów sanitarnych – obiecał prezydent.
Najwięcej wątpliwości wzbudziło tzw „korkowe”, które restauratorzy płacą od sprzedanego alkoholu, w trzech ratach w ciągu roku rozliczeniowego. Przecież dzisiaj i w czasie wiosennego lockdown’u alkoholu w swoich lokalach gościom nie podawali. Dlatego liczyli na to, że Miasto odliczy im „nadpłacone” należności za ubiegły rok, w koncesji na rok bieżący, której pierwszą ratę muszą opłacić do 31 stycznia br. Nie bardzo mają z czego, dlatego poprosili prezydenta o zwolnienie z opłaty koncesyjnej.
– W tej chwili nie mamy takiej możliwości prawnej, aby ze styczniowej raty zwolnić restauratorów – wyjaśniał Bakun. Możemy rozmawiać o zwolnieniu z drugiej raty, i tylko wtedy, kiedy ustawodawca, czyli Sejm uchwali taką możliwość, której dzisiaj obowiązująca ustawa samorządom nie daje. Poza tym obniżając opłaty koncesyjne, zmniejszamy dochody miejskiego budżetu. Wtedy zabraknie na wykonanie innych zadań, których finansowanie przewidziano właśnie z „korkowego”, a przegłosowane i dopisane zostały do tegorocznego budżetu przez opozycję. I tym ostatnim zdaniem prezydent wywołał spór o populizm, który zdaniem radnych koalicji uprawiali w czasie dyskusji na sali radni opozycji, a restauratorzy zażenowani apelowali o to, aby nie stawiać ich w roli zakładników politycznego sporu.
– Nie chcemy nikomu nic zabierać! – ripostował jeden z nich, chcemy odzyskać nasze nadpłacone pieniądze, których nam dzisiaj brakuje. Liczyliśmy na to, że wniesiona opłata za okres w którym nas zamknięto, przez co automatycznie nie możemy prowadzić sprzedaży alkoholu, powinna zostać nam zwrócona – żalił się.
– Opłata za koncesję naliczana jest od wolumenu sprzedaży za poprzedni rok, tłumaczył prezydent. Jeżeli sprzedaż była mniejsza, mniejsza będzie opłata za koncesję. Trudno więc uznać ze zwrot jest logiczny… Chcemy jednak pomóc restauratorom. Jako jedno z nielicznych miast w Polsce myślimy o przesunięciu terminów płatności, do czasu odblokowania restauracji. Zadeklarował prezydent i dalej radził restauratorom, aby złożyć sprawozdania ze sprzedaży alkoholu za ubiegły rok i opłacić pierwszą ratę w obowiązującym terminie, tak by nie stracić koncesji na alkohol.
Nie takiej rady i pomocy spodziewali się zawiedzeni restauratorzy.
Mariusz Sidor
Zimowa olimpiada 2030 na Podkarpaciu?
Przemyśl, Sanok, Ustrzyki Dolne i Arłamów z szansą na inwestycje, rozwój i światową promocję.
PolskieRadio24.pl podało, że ukraiński minister ds. młodzieży i sportu Wadym Gutzajt poinformował o zamiarze organizacji zimowych igrzysk olimpijskich w 2030 roku. Część konkursów, m.in. w skokach narciarskich, miałaby odbyć się na terenie Polski. Zapewne największe szanse na współpracę przy organizacji mają Zakopane i Wisła, z racji posiadanych już obiektów, przygotowanych do przeprowadzania licencjonowanych zawodów. Co z Bieszczadami? Co z Przemyślem?
Bieszczadzki Ośrodek Przygotowań Olimpijskich
…ma powstać w Ustrzykach Dolnych. Przygotowawczy kompleks Centralnego Ośrodka Sportu, zdaniem wicepremiera Jarosława Gowina, ma być kołem zamachowym rozwoju południowej części Podkarpacia. Dlatego w lipcu 2019 roku premier Mateusz Morawiecki powołał Dorotę Łukaszyk na społecznego pełnomocnika prezesa Rady ministrów ds. Ośrodka Przygotowań Olimpijskich. W jej ocenie, wspólna organizacja igrzysk zimowych przez Polskę i Ukrainę, to świetna wiadomość dla regionu. Może przyśpieszyć tempo prac nad budową ośrodka olimpijskiego w Ustrzykach Dolnych. Te ocenia jako niezadowalające;
Były minister sportu w rządzie PiS Witold Bańka nie był zainteresowany naszą inicjatywą, dzisiaj kiedy nie jest już ministrem możemy o tym otwarcie powiedzieć. Nie sprzyja nam również trzecia już, od powołania pełnomocnika, zmiana dyrektora Centralnego Ośrodka Sportu w Warszawie, odpowiedzialnego za to zadanie oraz pandemiczna sytuacja w kraju, która zepchnęła plany inwestycji sportowych na dalszy okres. Niestety projekt nie został wpisany też do Krajowego Programu Odbudowy, dlatego na najbliższej zdalnej konferencji Forum dla Bieszczadów, która odbędzie się 21 stycznia, będziemy szukać nowych dróg finansowania dla centrum sportu w Ustrzykach.
– twierdzi Łukaszyk.
Ustrzyki Dolne
Podobnie stan prac nad COS ocenia Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk. – Projekt nie posiada finansowania – mówi. Z naszej inicjatywy grupa posłów złożyła poprawkę do krajowego budżetu na 2021 rok, aby zabezpieczyć kwotę ok. jednego miliona złotych na dokumentację techniczną dla tego przedsięwzięcia, jednak wniosek nie przeszedł. Szkoda, bo to posunęłoby nas o krok dalej w realizacji prorozwojowej dla miasta i regionu inwestycji i dałaby nam szansę na współorganizację igrzysk. Każda taka inicjatywa międzynarodowa wpłynie pozytywnie na gospodarkę, pozwoli rozwinąć infrastrukturę turystyczną, wypromuje region, w konsekwencji zwiększy ruch turystyczny. Dlatego jesteśmy chętni do współorganizacji zawodów. Tym bardziej, że mamy w planach budowę stadionu zimowego z certyfikowanymi przez FIS całorocznymi i zimowymi trasami dla organizacji np. Pucharu Świata. To daje również przepustkę dla organizacji zawodów olimpijskich – żyje nadzieją Romowicz.
Sanok
Tomasz Matuszewski, burmistrz Sanoka, również jest zachwycony ukraińskim pomysłem. Już widzi na torze lodowym, zadaszonym dzięki igrzyskom, zawody w łyżwiarstwie szybkim. Od dawna Sanok myśli o tej inwestycji. Rozgrywki hokejowe i biegi short track mogłyby się odbywać w zmodernizowanym już obiekcie hali lodowej. - Już wiele wysiłku włożyliśmy w modernizację obiektów sportowych, integrujemy środowiska sportowe, a perspektywa współorganizacji igrzysk jeszcze bardziej zmotywowałaby do wytężonej pracy nie tylko sportowców, ale i osoby z różnych środowisk. Nie brakuje u nas zaangażowanych specjalistów. Sanok to miasto z ogromnym potencjałem, także sportowym – deklaruje Matuszewski.
Przemyśl
Wojciech Bakun, prezydent Przemyśla czeka na konkrety. – Dopiero wtedy będziemy w stanie ocenić zasadność naszego zaangażowania w projekt i argumentuje dalej:
Trudno na podstawie jednej, bardzo wstępnej deklaracji zamiaru organizacji zimowych igrzysk w Polsce i Ukrainie snuć jakieś dalekosiężne plany. Organizacja olimpiady wiąże się z ogromnymi wydatkami inwestycyjnymi i organizacyjnymi, ponoszonymi zwykle przez państwo, nie da się jednak uniknąć niemałych kosztów ponoszonych przez samorządy, a te z pewnością w przypadku Przemyśla przekraczają możliwości naszego budżetu.
– ocenia Bakun.
Przemyśl na igrzyskach mógłby skorzystać w trzech dziedzinach. W komunikacyjnej – logistyka olimpiady zapewne wymagałaby usprawnienia obsługi podróżnych: organizatorów, zawodników i kibiców. Może w końcu powstałoby w mieście, z prawdziwego zdarzenia centrum przesiadkowe, łączące połączenia kolejowe z autobusowymi, krajowe i zagranicznymi, a trochę przypadkowy hab pasażerski zyskałby na realności i ciekawej formie architektonicznej z właściwymi rozwiązaniami sprzyjającymi podróżnym. W turystycznej – promocja na skalę światową jest marzeniem, na realizację którego nigdy Przemyśla nie było stać i w długim czasie stać nie będzie, biorąc pod uwagę jego dzisiejszą sytuację ekonomiczną. Hotele jakie musiałoby powstać na potrzeby igrzysk, rozwiązałyby problemy noclegowe, które miasto ma od lat, a które hamują rozwój pobytowej turystyki miejskiej. W sportowej - może udałoby się znacznie urozmaicić w atrakcje, w bólach powstający od lat park rekreacji i rozrywki. Stoku narciarskiego, nawet przy najlepszych chęciach nie da się wykorzystać na potrzeby olimpijskich zawodów, ale lodowy tor mógłby tu z powodzeniem powstać.
Arłamów
– W Polsce nie istnieje profesjonalny tor do uprawiania saneczkarstwa, zjazdów bobslejami i skeletonu, potwierdza Michał Kozak, prezes hotelu Arłamów. Polscy zawodnicy trenują za granicą. Utworzenie odpowiedniego ośrodka stałoby się również bazą treningową dla zawodników z krajów sąsiednich. Dysponując torem spełniającym wymogi organizacji wszelkich imprez o randze światowej, można się spodziewać, że przyjeżdżać będą do nas sportowcy z Litwy, Łotwy, Węgier, Czech, Rosji, Ukrainy, Słowacji czy Rumunii. Tory saneczkowo – bobslejowo – skeletonowe i ośrodki narciarskie nie tylko skupiają dyscypliny sportu, ale też tworzą centra turystyczno-rekreacyjne. Generują inny typ funkcjonowania ośrodka, nadają nowego kolorytu miejscowości, w której są zlokalizowane. Poza formalnymi zawodami sportowymi obiekty te są miejscem organizowania bardzo różnych form rozrywek o charakterze masowo-sportowym i to zarówno latem jak i zimą. Stwarzają szanse do tego, by przyciągać ludzi, dawać im możliwości uczestniczenia w wydarzeniach łączących rywalizację sportową, rekreację i turystykę. Kozak ocenia to na podstawie swojego doświadczenia. Hotel Arłamów ma do tego doskonałe warunki. Obecna baza sportowo-rekreacyjna jest bardzo rozbudowana.
Można uprawiać tu aż 33 dyscypliny sportowe. - W celu organizacji większych wydarzeń takich jak olimpiada konieczne jest stworzenie bogatej infrastruktury w całym regionie. Wprawdzie obecna sytuacja związana z pandemią spowolniła nieco nasze działania, ale po ustabilizowaniu się sytuacji w kraju, będziemy kontynuować rozmowy z samorządowcami i namawiać do wspólnych starań w sprawie olimpiady – kończy Kozak.
Podkarpacie
W Urzędzie Marszałkowskim, z uwagi na to, że kwestia organizacji przez Ukrainę igrzysk olimpijskich jest jak na razie w fazie daleko idącej propozycji bez konkretów: sprecyzowanej dokładnej daty, lokalizacji i kluczowych decyzji, podchodzi się z dystansem. „Jednakże, jeśli w bliskiej lub dalszej przyszłości pojawi się temat organizacji lub współorganizacji przez Polskę igrzysk olimpijskich czy to letnich czy zimowych na pewno możliwość współtworzenia tej wielkiej sportowej imprezy przez ośrodki na Podkarpaciu, jest on godny rozważenia” – odpisał nam Tomasz Leyko, rzecznik prasowy marszałka województwa podkarpackiego. Zauważa dalej, że decyzje co do podjęcia starań, przygotowań, koncepcji i samej kandydatury podejmowane są jednak na szczeblu centralnym. I nie myli się. Polski Komitet Olimpijski jest właściwy do reprezentowania naszego kraju w tych sprawach. Niestety nie otrzymał on jeszcze żadnej propozycji, ani oficjalnej oferty od Ukrainy.
Nie toczą się też żadne rozmowy na temat wspólnej organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Polsce i na Ukrainie.
-biuro prasowe Polskiego Komitetu Olimpijskiego
Płomyk nadziei
Czy to zamyka ciekawą inicjatywę Ukrainy skierowaną przez media w kierunku Polski? Sceptycyzm chłodzi ukraiński minister Gutzajt i przypomina, że Ukraina z Polską mają na swoim koncie sukces dobrze ocenionej współorganizacji Euro2012. - Niewielu wierzyło w powodzenie tego pomysłu, a imprezę udało się zorganizować i to na wysokim poziomie. Dlatego nie musimy się obawiać stawiania sobie wysokich celów - przekonuje. Wskazał też trzy główne lokalizacje dla rozgrywek, we Lwowie, na Połoninie Borżawskiej i w Tysowcu. Z kolei konkursy skoków narciarskich miałyby zostać przeniesione do Polski. Czy podkarpackie miejscowości wspólnie zawalczą przy tej okazji o więcej i razem staną przeciwko Sapporo, które już zgłosiło swój akces, i być może Barcelonie, Vancouver i Salt Lake City, które wymieniane są w kategorii miast potencjalnie zainteresowanych? Czy zwrócą się o wsparcie do Tomasza Poręby, europosła PiS z Podkarpacia, który od dwóch lat jest wiceprezesem PKOl? Do zyskania jest sporo: inwestycje w infrastrukturę sportową, hotelową, komunikacyjną oraz promocja na światową skalę. Efekty po Euro2012 pokazały, że warto już teraz o tym myśleć i wspólnie działać. Burmistrz Sanoka przekonany jest, że tak. - Będziemy kontaktować się z potencjalnymi zaangażowanymi w ten pomysł samorządowcami, organizacjami, czy komitetem. Taka współpraca jest zawsze szansą na zorganizowanie czegoś spektakularnego, nawet jeżeli ostatecznie nie będą to zimowe igrzyska.
Tli się więc płomyk nadziei na igrzyska zimowe na Podkarpaciu, ale czy zapłonie tu za dziesięć lat znicz olimpijski?
Mariusz Sidor
W Lubelskiem już jeżdżą na nartach. Przemyśl stoi.
Ewa Sawicka, Marcin Kowalski i Andrzej Zapałowski piszą list do premiera w sprawie stoku narciarskiego.
Przemyśl na siedmiu wzgórzach leży, a mimo to nie jest miastem w górach, stąd nie może liczyć na środki ratunkowe z rządowej tarczy dla gmin górskich. Dlatego trójka radnych prosi premiera o objęcie rządową pomocą Przemyśla i stosowanie zasady solidarności dla wszystkich samorządów. – Zimowa branża turystyczna, to nie tylko tereny górskie, a również pozostałe miejscowości położone z dala od makroregionów wysokogórskich , przekonują przemyscy radni w liście do premiera. Do wiadomości list otrzymali wszyscy parlamentarzyści z regionu.
Przemyski Ośrodek Sportu i Rekreacji, zarządzający infrastrukturą narciarską przygotował stok do sezonu. Był czas na naśnieżenie, regularnie pada śnieg. Z powodu ustanowionych przez rząd ograniczeń, nakazów i zakazów, w związku ze stanem epidemii od 28 grudnia ub. roku obiekt jest nieczynny i przynosi starty, kiedy mógłby zarabiać. Jak na złość pogoda sprzyja. Codziennie stok jest kontrolowany. Inspektorzy sanitarni w asyście policji sprawdzają czy POSIR stosuje się do rozporządzeń - Biorąc pod uwagę, że jesteśmy zakładem sektora finansów publicznych, nie możemy pozwolić sobie na samowolne otwarcie, czego bardzo byśmy chcieli – czytamy na oficjalnym profilu ośrodka na facebook’u.
Co innego prywatne stacje narciarskie. Niektóre przyłączają się do krajowej akcji #otwieraMY. W związku z tym, że nie chroni ich rządowa tarcza, nie stać ich na kolejne dni postoju i rosnące straty. Muszą w ciągu krótkiego 60 dniowego sezonu zapracować na kredyty, energię, pracowników i coś jeszcze zarobić. Już 16 stycznia ośrodek Narciarki Raj u Rzetelskiego w województwie lubelskim wznowił pracę. Jego właściciel Piotr Rzetelski (radny PSL do sejmiku wojewódzkiego) po konsultacji z prawnikiem zadecydował o otwarciu ośrodka.
- Postępujemy zgodnie z prawem, twierdzi. Służby zapowiedziały kontrolę i dotrzymały słowa… - Są u nas codziennie przed i po wprowadzeniu lockdown’u. Nigdy nie było większych zastrzeżeń, jedynie drobne uwagi, obyło się dotąd bez mandatów. Po wprowadzeniu narodowej kwarantanny wdrożono w stosunku do mnie procedurę postępowania administracyjnego, celem nałożenia na mnie kary za złamanie reżimu sanitarnego przewidzianego dla mojej działalności gospodarczej. Jak to się zakończy? Zobaczymy…
Kiedy inni właściciele ośrodków zastanawiają się też nad tym, czy wyłamać się spod rządowych zakazów, narciarze w grupach na facebook’u szukają w nich logiki.
Na Kasprowy Wierch można wjechać kolejką, ale nie można mieć ze sobą nart, żeby z góry na nich zjechać. Można natomiast zjechać z innymi ludźmi wagonikiem w dół. Można również wejść na szczyt w nartach, a następnie z niego na nich zjechać… Podsumowując dla tych co nie rozumieją: MOŻNA wjechać – zjechać kolejką, wejść na nartach zjechać na nartach; NIE MOŻNA wjechać kolejką - zjechać na nartach, wejść na nartach – zjechać kolejką…” – Bareja mógłby dzisiaj kręcić filmy dokumentalne – komentuje rządowe absurdy jeden z uczestników dyskusji pod postem.
Trudno więc się dziwić przemyskim radnym, że apelują do premiera Morawieckiego o „zmianę decyzji dotyczących zamknięcia stoków narciarskich, tym bardziej, że stoki działając w pełnym rygorze sanitarnym nie są ogniskiem zakażeń, a rekreacja na świeżym powietrzu pozytywnie wpływa na kondycję psychofizyczną oraz odporność społeczeństwa”.
M. Sidor
Na Podkarpacie przez Lwów. Jest patent na problemy.
Mieszkańcy Podkarpacia, po zawieszeniu w styczniu przez Wizzair i Ryanair wszystkich połączeń z podrzeszowskiej Jasionki, znaleźli się w lotniczym potrzasku.
Zwłaszcza ci, którzy jeszcze przed świętami wylecieli do rodzin na święta. Muszą czekać nawet do końca lutego na powrót połączeń, aby wrócić do kraju. Te dostępne np. do Krakowa są obłożone, a wolne miejsca można znaleźć dopiero na terminy za około dwa miesiące. Wtedy powinny już wrócić zawieszone połączenia do Rzeszowa. To jednak nie jest pewne. Wprawdzie rząd „nie pracuje nad zakazem lotów na nowy okres”, a od czwartku 14 stycznia przestanie obowiązywać zakaz przyjmowania w Polsce samolotów z Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, co jednak wcale nie oznacza, że przewoźnicy przywrócą loty do Rzeszowa.
Na lokalnych grupach na facebook’u można odnaleźć rozpaczliwe poszukiwanie dróg powrotu do Polski: - Kolega utknął w Anglii, a musi wrócić do Przemyśla, nie ma jak… - publicznie pyta Maks. Podpowiadamy. Jest szansa na przebukowanie późnych lotów do Polski na bliższe, ale do Lwowa! Tak właśnie zrobiła pani Ala. Zamiast czekać do połowy lutego na lot do Krakowa, wymieniła bilet na najbliższy styczniowy lot do Lwowa. Musiała dodatkowo wykupić on-line polisę na leczenie skutków Covid w polskiej firmie ubezpieczeniowej i już z potwierdzeniem jej zawarcia może lądować we Lwowie. Tu z lotniska odbierze ją lokalna taksówka i za ok. 100 złotych podwiezie na piesze przejście w Medyce. Na wyjazd z Ukrainy ma 48 godzin i nie podlega ukraińskiej kwarantannie. Nie uniknie jednak kwarantanny w Polsce.
Ale będzie już w upragnionym i wytęsknionym domu.
M.S.
Klub Japa jednak się nie otwiera.
Informowaliśmy, że w ramach akcji #otwieraMY przemyski klub Japa zamierza wznowić działalność mimo rządowych zakazów.
Otrzymaliśmy jednak pismo od właściciela firmy, w którym zaprzecza on, iż lokal zostanie otwarty.
Informuję, że nie ma żadnej wzmianki na naszym profilu fb o tym, że klub Japa otwiera się, tym samym łamiąc zakaz ustanowiony ustawa o Covid 19. Informuję że wspieramy firmy gastronomiczne, które chcą uczestniczyć w strajku przedsiębiorstw. Nasze wsparcie polegało na tym, że udostępniliśmy #otwieraMy, natomiast błędna interpretacja poszczególnych osób sprawiła mylne wrażenie.
-czytamy w oświadczeniu kierownictwa klubu
11 stycznia na profilu klubu ukazał się post na temat sytuacji branży.

Ubezpieczenie komunikacyjne – czym właściwie jest?
Ubezpieczenia komunikacyjne to polisy, które są przeznaczone dla kierowców. Mają chronić ich finanse przed konsekwencjami niektórych zdarzeń. W tym tekście opowiemy Ci nieco więcej o ubezpieczeniach. Dzięki temu łatwiej będzie Ci wybrać odpowiedni produkt.
Ubezpieczenia nie tylko na samochód
Przyjęło się, że ubezpieczeniem OC i AC są obejmowane przede wszystkim samochody, ale warto również wiedzieć, że polisy mogą chronić inne pojazdy. Dowiedz się jeśli interesuje Cię OC na motocykl, więcej na https://najtaniejuagenta.pl/ubezpieczenie-oc-na-motocykl/.
Czym są ubezpieczenia komunikacyjne?
Zgodnie z zapisami ustawy z 22 maja 2013 roku ubezpieczenia komunikacyjne to produkty, mające na celu ochronę kierujących pojazdy oraz pasażerów przed finansowymi konsekwencjami zdarzeń na drodze i nie tylko. Niektóre ubezpieczenia są obowiązkowe (OC), zaś inne mają dobrowolny charakter i nie ma konieczności prawnej ich wykupowania (AC, Assistance, NNW).
Jakie są rodzaje ubezpieczeń komunikacyjnych?
Dla łatwiejszego przyswojenia tych wiadomości podzieliliśmy ubezpieczenia na obowiązkowe i dobrowolne. Poniżej znajdziesz krótką charakterystykę każdego z rodzajów polis komunikacyjnych, które można kupić w Polsce.
Obowiązkowe
- OC – podstawowe ubezpieczenie, które chroni kierowcę przed odpowiedzialnością cywilną wynikającą ze spowodowania wypadku, w którym są poszkodowane osoby trzecie (materialnie lub fizycznie).
- Zielona Karta – specjalny certyfikat, który jest swoistego rodzaju potwierdzeniem zawarcia ubezpieczenia komunikacyjnego. Zielona Karta jest potrzebna przy wjeździe za granicę i obowiązuje we wszystkich krajach należących do systemu Zielonej Karty.
- Ubezpieczenie graniczne – ten rodzaj polisy jest wymagany dla kierowców, których pojazdy są zarejestrowane poza krajami EOG i Szwajcarii. Jeśli wjeżdżasz do tych krajów i nie masz Zielonej Karty, bezwzględnie musisz zawrzeć umowę na ubezpieczenie graniczne.
Nieobowiązkowe
- AC – autocasco to ubezpieczenie, które chroni kierowcę oraz jego pojazd przed konsekwencjami zdarzeń losowych takich jak: wypadki, uszkodzenia oraz kradzież samochodu. AC jest bardzo często wybierane przez właścicieli pojazdów ze względu na tworzenie bardzo skutecznego pakietu w połączeniu ze standardowym OC. Wielu ubezpieczycieli oferuje również atrakcyjne ceny dla klientów, którzy zdecydują się kupić oba rozwiązania jednocześnie.
- Assistance – ten rodzaj ubezpieczenia komunikacyjnego zakłada pomoc ze strony towarzystwa w sytuacji, gdy dojdzie do określonych zdarzeń. Zakres ochrony jest tworzony na podstawie potrzeb konkretnego klienta.
- NNW – ubezpieczenie następstw nieszczęśliwych wypadków. Jest to bardzo przydatna polisa ze względu na to, że nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, co może się stać. Polisa nie jest zbyt kosztowna, więc warto dołączyć ją do obowiązkowego OC oraz dobrowolnego AC. Z takim pakietem stworzysz solidną tarczę ochronną dla siebie i swojego pojazdu.
Gdzie kupować ubezpieczenia komunikacyjne?
Najlepszym miejscem jest Internet. Wystarczy tylko, że wejdziesz na stronę jednego z ogólnodostępnych kalkulatorów oraz porównywarek, by po wpisaniu podstawowych informacji otrzymać dostęp do atrakcyjnych ofert od najlepszych ubezpieczycieli. Jeśli jesteś zainteresowany zakupem polisy komunikacyjnej online, wejdź na stronę: https://najtaniejuagenta.pl/. Warto również wspomnieć, że wielu ubezpieczycieli przygotowuje dla swoich klientów, którzy zdecydowali się na zakup w sieci, ciekawe promocje oraz rabaty.
Artykuł sponsorowany
Przemyscy restauratorzy na skraju bankructwa.
Wprowadzone przez rząd obostrzenia antycovidowe praktycznie uniemożliwiły prowadzenie firm właścicielom hoteli, restauracji i siłowni. Te biznesy często powstały na bazie kredytów bankowych, od których trzeba co miesiąc spłacać raty. Do tego dochodzą czynsze, płace, media i opłaty za koncesje.
Mówi Y., właściciel przemyskiej restauracji: lada moment zamkniemy się na zawsze. Nie ma pomocy od państwa, nie ma też pomocy od miasta. Obniżono opłaty za ogródki, ale nie wszyscy dzierżawią ogródki od miasta, tak więc ta pomoc dociera do jednych, a do innych nie. Płacimy do miasta za koncesję za alkohol, choć wcale nie mamy sprzedaży alkoholu. To paranoja. Miasto twierdzi, że to nie takie proste zwolnić nas z koncesji. Jest idea żeby napisać w tej sprawie petycję do prezydenta.
Ci restauratorzy, którzy płacą niskie czynsze za swoje lokale i sami w nich pracują, resztkami sił jeszcze egzystują. Inni mają gorzej. Jeden z restauratorów, nie dość, że płaci duży czynsz, to ma problemy z uregulowaniem płatności za prąd na kilka tysięcy złotych. Elektrownia grozi, że lada moment zdejmie licznik. Gdy to się stanie, jego lokal przestanie funkcjonować, a on sam wpadnie w spiralę długów.
Z rozmów wynika, że dowozy nie załatwiają sprawy. Owszem, niektóre bary oparły się na dostawach, jednak większość lokali sprzedaje za mało, żeby biznes się kalkulował. Klienci są przestraszeni, boją się wirusa i wychodzenia do miasta- mówi przemyski restaurator.
Niektóre lokale już się zamknęły. Przyczyną jest nie tylko lockdown, ale i brak elastyczności władz miejskich. Jeden z gastronomów mówi, że gdyby zamiast wypisywania przez Straż Miejską mandatów za parkowanie w centrum miasta, wpuścić na czas kryzysu auta na Kazimierzowską i Franciszkańską, pozwoliłoby to barom i restauracjom na większą sprzedaż. Klient dzwoni do nas, zamawia i za 15 minut podjeżdża po odbiór ciepłego dania. Tak to powinno wyglądać –przekonuje restaurator z centrum miasta.
Tymczasem Straż Miejska wypisuje mandaty kierowcom za nieprawidłowe parkowanie w coraz to nowych miejscach. Ostatnio strażnicy zaczęli spisywać kierowców parkujących w okolicy baru Rubin, choć wcześniej kierowców tam nie niepokojono.

Oprócz gastronomii, widmo bankructwa zajrzało w oczy właścicielom siłowni, miejsc noclegowych i prywatnych szkół.
Mówi Z., właściciel hotelu: właściwie, to nie ma o czym rozmawiać. Oprócz tego, że nie wiemy, kiedy wrócimy do pracy, to kompletnie jest niezrozumiałe dlaczego hotele padły ofiarą wyłączenia. Jedynymi miejscami, gdzie goście mogą się stykać, jest recepcja i sala restauracyjna, w której serwujemy śniadania. Śniadania możemy podawać do pokoi, nie jest to proste, ale realne. Na recepcji zaś mamy monitoring, na który nagrywa się cały czas to, co się dzieje. Nie jest żadnym problemem, by udostępniać sanepidowi stream nagrania, a on mógłby nas kontrolować on-line czy zasady bezpieczeństwa są dochowywane.
Jest już pierwsza zapowiedź powrotu do pracy w Przemyślu wbrew zakazom rządu. Klub Japa ogłosił, że otwiera niedługo swoje podwoje. To część większej akcji otwieraMY, która zaczyna obejmować Polskę. W internecie pojawiły się filmy z otwarcia pizzerii w Cieszynie. Lokal funkcjonuje mimo interwencji policji.
Restauratorów z całej Polski wspiera Paweł Tanajno ze Strajku Przedsiębiorców i były poseł, a zarazem adwokat, Jacek Wilk. Największą furorę robi jednak góral z Kościeliska, Sebastian Pitoń, który twierdzi, że zniszczenie biznesów ma na celu przejęcie ich przez korporacje i wywłaszczenie Polaków. Pitoń przewodzi góralskiemu buntowi na Podhalu i zapowiada, że żadnych negocjacji z rządem nie będzie.
Błażej Wilk
zdj. Adam Jaremko










