Petycja ws. przyłączenia do Ukrainy to żart niepełnosprawnego dziecka.

Po tym jak sprawa petycji internetowej dotyczącej przyłączenia Podkarpacia i Lubelszczyzny do Ukrainy zainteresowała polityków, o niewybrednym żarcie stało się głośno w Polsce. O petycji zaczęły pisać media, w tym także Portal Przemyski, ponieważ jej treść została odebrana jako obraźliwa nie tylko przez mieszkańców dwóch wschodnich województw, ale i  Ukraińców znających język polski. Sprawa wpisała się również w nowe i widoczne zjawisko społeczne, czyli obrażanie się wyborców R. Trzaskowskiego na wyborców A. Dudy za przegrane wybory prezydenckie. Zamiast mieć pretensje do sztabowców i samego kandydata, że nie udało się im przekonać do siebie wyborców ze wschodu, niektórzy wyborcy R. Trzaskowskiego zaczęli w internecie postponować mieszkańców Podkarpacia, Lubelszczyzny i Podlasia.

Okazało się jednak, że petycja za przyłączeniem Podkarpacia do Ukrainy to najprawdopodobniej niefortunny żart 15-letniego chłopca z Sosnowca. Roztrzęsiona matka chłopaka zadzwoniła do Portalu Przemyskiego tłumacząc się za syna, który według jej słów, petycję założył dla żartu. Chłopak przeprasza także wszystkich tych, którzy poczuli się obrażeni postulatem petycji. Poniżej tekst przeprosin (zachowana oryginalna pisownia).

Witam was wszystkich serdecznie, w ciągu ostatnich 2 dni na mediach społecznościowych zauważyłem spore reakcje jak i również mocne oburzenie na petycje którą stworzyłem, z tego powodu chciałbym odpowiedzieć na wszystkie zarzuty i reakcje wywołane przez tą petycje.
Na początek chciałbym przeprosić wszystkich mieszkańców województwa Podkarpackiego i Lubelskiego którzy poczuli się oburzeni lub skrzywdzeni przez stworzoną petycje, chciałbym też przeprosić osoby innych narodowości oraz polityków którzy również poczuli się przez to źli, zdaje sobie sprawe z tego ile przez to mogłem urazić Polaków.
Chciałbym zacząć od tego iż petycja którą stworzyłem miała na celu mieć jedynie charakter humorystyczny i żartobliwy, nie chciałem przez nią oficjalnie obrazić ludzi o innych poglądach politycznych (większość żartów i tekstów które w ostatnim czasie atakowały polityke PiS również w większości są tworzone dla żartów, i tym samym miała być moja petycja).
Ale niestety zauważyłem iż cała sytuacja zaszła za daleko i rozpoczęło się istne zamieszanie, mnóstwo ludzi zaczęło to udostępniać, a następnie wielu znanych ludzi jak i polityków zaczęło to komentować, doprowadziło to do tego że powstały akcje w celu pomocy Podkarpaciu i Lubelskiemu, a nawet zaczęto robić do mnie pozwy do prokuratury.
Jestem dość przerażony i załamany sytuacją jaka się wydarzyła w ostatnim czasie, tworząc tą petycje nie zdawałem sobie sprawy z konsekwencji która może mieć miejsce, jest mi również przykro że niektóre osoby wzięły tą petycje do takiego stopnia że podpisując się pod tym zaczęli jeszcze atakować innych, i to jeszcze gorzej ode mnie.
Jest mi bardzo wstyd za takich ludzi, to właśnie przez to nadal jesteśmy podzieleni politycznie w naszym kraju.
Jeszcze raz chciałbym przeprosić was wszystkich za tą petycje (czyli wszystkich ludzi o innych poglądach, narodowościach itp.) jest mi bardzo przykro ilu ludzi wzięło to do siebie, czego mocno żałuje.
Obiecuje iż petycja w ciągu następnych paru godzin zostanie przeze mnie usunięta, chciałbym też przeprosić ludzi którzy z tego powodu już próbowali złożyć wnioski do prokuratury, chce żebyście wiedzieli że nie chciałem mieć złych intencji, bardzo przepraszam.
Narazie chciałbym żeby to ogłoszenie zobaczyło jak najwięcej ludzi i mediów którzy o tym poinformują
Mam nadzieje że przeprosiony zostaną dobrze odebrane i zrozumiane, ponieważ nie zależy mi na tworzeniu konfliktów (w razie czego przepraszam jeżeli popełniłem w tym wszystkim jakieś błędy ortograficzne).

mac

Matka przesłała także zaświadczenie lekarskie o niepełnosprawności chłopaka.

Na tym właściwie należałoby sprawę zakończyć i o wszystkim zapomnieć. Nie kończy się jednak problem kraju, w którym podzieleni i skłóceni przez polityków obywatele, zamiast rozmawiać ze sobą, wzajemnie się wyzywają.  

 

 

 

 

B. Wilk


Pracownik PWiK zarażony koronawirusem

 

15-go lipca Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna poinformowała Zarząd Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Przemyślu o potwierdzonym przez badania zarażeniu koronawirusem jednego pracownika Zakładu Uzdatniania Wody. Wczoraj, niestety, prezes Zarządu PWiK, pan Mariusz Kwaśny, nie miał czasu na udzielenie informacji w tej sprawie. Natomiast dzisiaj informacja widnieje na stronie internetowej PWiK. Zarażony pracownik znajduje się pod opieką personelu medycznego. Według zaleceń Sanepidu,  dwaj inni pracownicy, którzy mieli z nim bezpośredni kontakt, zostali skierowani na kwarantannę. 

Prezes PWiK, Mariusz Kwaśny, wyjaśnił dzisiaj (16 lipca) Portalowi Przemyskiemu, że Zarząd nie miał wcześniej świadomości o stanie zdrowia zarażonego pracownika, ponieważ od kilku nie był on w pracy. Dokładniej mówiąc, brygady w PWiK pracują naprzemiennie, i akurat brygada, do której należał zarażony pracownik, nie pracowała od kilku dni. Pan prezes wyjaśnił, że w ogóle część pracowników PWiK niejako wykonuje umowę o pracy przebywając w domu, poprzez gotowość do świadczenia pracy. Zgodnie ze stanowiskiem Światowej Organizacji Zdrowia, korona wirus SARS-CoV-2 nie rozprzestrzenia się poprzez systemy wodociągowe. Prezes Kwaśny stanowczo stwierdził, że jakkolwiek można zrozumieć zatroskanie mieszkańców, to fakt zarażenia pracownika PWiK-u korona wirusem nie stanowi żadnego zagrożenia dla przemyskiego systemu wodociągowego i dla jakości wody pitnej. 

(jb)


Pożar mieszkania przy ulicy Tarnawskiego.

Trzy zastępy Straży Pożarnej uczestniczą w akcji pożaru mieszkania przy ulicy Tarnawskiego. Do zapłonu doszło w jednym z mieszkań znajdujących się w budynku dawnej szkoły odzieżowej. Na miejscu pracuje też ekipa Policji i Pogotowia Ratunkowego. 

 

zdj.nad.


Koronawirus w PWiK? Dyrekcja odpowie jutro.

Rankiem na profilu społecznościowym facebook pojawiła się informacja, że w przemyskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji sp. z o.o. stwierdzono zakażenie koronawirusem u jednego z pracowników.  

W Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji sp. z o.o. nie uzyskaliśmy odpowiedzi, która mogłaby potwierdzić lub zdementować krążące pogłoski. Sekretariat PWiK dzisiaj nie udziela informacji na ten temat, natomiast poinformowano nas, że odpowiedź uzyskamy dopiero jutro.

Zakład w specjalnym komunikacie zapewnia, że w oparciu o dane z WHO, nie ma możliwości skażenia wody pitnej wirusem. Tłoczona do wodociągów woda jest zabójcza dla wirusa i nie ma on szans na przeżycie w sieci. Podobnie, w przypadku awarii odcinka sieci wodociągowej, po naprawie rury są dokładnie myte i dezynfekowane. 


Jest petycja ws. przyłączenia Podkarpacia i Lubelszczyzny do Ukrainy. To za Dudę.

W internecie pojawiła się petycja w sprawie przyłączenia Podkarpacia i Lubelszczyzny do Ukrainy. Z krótkiego opisu wynika, że powodem ,,pozbycia się dziczy" ma być fakt, że mieszkańcy tych dwóch województw masowo poparli w ostatnich wyborach Andrzeja Dudę. Ma to, w domyśle, powodować, że wymienione województwa nie zasługują na pozostawanie w granicach modernizującej się Polski i powinny zostać oddane Ukrainie.

Choć petycja nie robi wielkiej furory w sieci-do tej pory podpisało ją kilkaset osób-natychmiast została dostrzeżona przez mieszkańców Podkarpacia, którzy czują się ostatnio obrażani za swój wybór polityczny przez kolegów z większych miast, którzy głosowali na Rafała Trzaskowskiego. Niezadowoleni z treści petycji są także Ukraińcy, mieszkający z wyboru w Polsce. Aktywista społeczności ukraińskiej, Igor Isajew, pisze, że petycja obraża go, stawiając Ukrainę jako symbol państwa niecywilizowanego. Co gorsza-zauważa Isajew, który głosował na Trzaskowskiego-obraźliwe komentarze pisze Polska ,,otwarta i demokratyczna".

Część komentarzy pod petycją ma wydźwięk, którym teoretycznie mogłaby się zainteresować prokuratura. Z drugiej strony, ciężko podobne petycje traktować poważnie, a wpisy internautów pokazują skrajne rozżalenie porażką Rafała Trzaskowskiego u wyborców spoza województw podkarpackiego i lubelskiego.

 

 

uzi


Jest szansa na stypendium twórcze

Do 15 września br. można składać wnioski o stypendium twórcze, które przyznawane jest systemem konkursowym przez Prezydenta Miasta Przemyśla.

O stypendium mogą ubiegać się osoby fizyczne zajmujące się twórczością artystyczną na terenie Przemyśla w dziedzinie literatury, sztuk plastycznych, muzyki i tańca oraz teatru i filmu. 

Wniosek powinien zawierać takie informacje jak dane ogólne kandydata, wykształcenie, opis przedsięwzięcia objętego stypendium, informacje finansowe o przedsięwzięciu, oświadczenie o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych. Niezbędne dokumenty można otrzymać w Wydziale Promocji i Kultury UM, tel. 16 675 20 84 lub pobrać ze strony - regulamin (KLIK), wniosek (klik)

 

Zdjęcie wyróżniające - canva.com 

 

 


Spora suma w reklamówce

Na polsko-ukraińskim przejściu granicznym w Korczowej funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej  kontrolowali samochód z naczepą, który wjeżdżał do Polski jako pusty środek przewozowy. Jak się okazało nie całkiem jednak pusty.

Podczas rewizji wyszło na jaw, że 42- letni kierowca z Ukrainy, wbrew obowiązującym przepisom, nie zgłosił przewozu znacznych ilości środków pieniężnych. W kabinie samochodu - w foliowym worku - znajdowało się 100 tys. złotych.

Dodatkowo funkcjonariusze kontrolując pojazd wykryli 30 paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy. Kierowca złożył wniosek o dobrowolne poddanie się odpowiedzialności i wpłacił 5,2 tys. złotych na poczet grożącej kary .

Niespełna miesiąc wcześniej, podczas kontroli pojazdów także na przejściu granicznym w Korczowej, funkcjonariusze KAS ujawnili w bagażu kierowcy blisko 200 tys. złotych. W marcu natomiast podczas kontroli pociągu relacji Kijów-Przemyśl wykryto 60 tys. dolarów amerykańskich, które w reklamówce oraz wierzchniej odzieży przewoził 23-letni obywatel Ukrainy.

Zatem wybierając się w podróż pamiętajmy, o czym przypomina Krajowa Administracja Skarbowa - osoby przekraczające granicę państwową mają obowiązek zgłaszać w formie pisemnej przywóz do kraju oraz wywóz za granicę krajowych lub zagranicznych środków płatniczych, jeżeli ich wartość przekracza łącznie równowartość 10.000 euro. Niedopełnienie tego obowiązku lub podanie w deklaracji nieprawdziwych danych podlega karze grzywny.

 

Zdjęcia - KAS


Zobacz, jak głosowali mieszkańcy Przemyśla i powiatu

Państwowa Komisja wyborcza podała dla powiatu przemyskiego dane z 95 na 95 obwodów głosowania (100%).

Przemyśl

Andrzej Duda - 55,16%

Rafał Trzaskowski - 44,85%

Frekwencja - 62,11%
Liczba kart ważnych - 29 356
Liczba uprawnionych - 47 264

 

Powiat przemyski

Andrzej Duda

Rafał Trzaskowski 

Frekwencja
63,22%
Liczba kart ważnych
37 193
Liczba uprawnionych
58 832

 

Dane - wybory.gov.pl

 


Komentarze po niedzielnych wyborach. Marek Rząsa i Piotr Pilch

Poseł Marek Rząsa: Chciałbym pogratulować wysokiej frekwencji, bo to dowodzi, ze wybory w Polsce mogą stać się świętem demokracji. Zwyciężył Andrzej Duda. Jest to dla mnie bardzo smutne i jestem trochę rozczarowany wynikami tych wyborów, ale trzeba je uszanować, bo takie są zasady demokracji.
Jednak moralnym zwycięzcą tej kampanii wyborczej jest Rafał Trzaskowski, który okazał się bardzo dobrym kandydatem. Przekonał do siebie bardzo dużo ludzi w przeciągu bardzo krótkiego czasu, mając krótszą kampanię, mając zdecydowanie mniej środków na tę kampanię. A przede wszystkim zderzył się z całą strukturą państwa. Ja sobie nie przypominam takich wyborów, żeby cały aparat państwowy był zaprzęgnięty w kampanię wyborczą jednego kandydata. A to co wyprawiała TVP, to po prostu przechodzi ludzkie pojęcie. Zarzucanie Rafałowi Trzaskowskiemu, że on będzie Żydom coś oddawał, że będzie Niemcom oddawał, no i to LGBT. Wie pan, to powodowało we mnie ogromny niesmak i po prostu nie dawało się słuchać.
Żałuję tylko jednego, bo uważam, że Rafał Trzaskowski, gdyby został prezydentem, to w pierwszym rzędzie zakopałby te potworne rowy nienawiści, jaki wybuchły między Polakami. A tego rowu nie zakopie teraz prezydent Duda, bo on go przecież przez 5 lat kopał.

Jacek Borzęcki:  Ale Panie Pośle, słyszeliśmy jednoznaczne deklaracje pana prezydenta Andrzeja Dudy, że chce pojednania.

Poseł Marek Rząsa: Panie redaktorze, po meczu piłkarskim, w którym kopało się przeciwnika, w którym wysyłało się przeciwko niemu kibiców, wysyłało się przeciwko niemu sędziów, a teraz mówi się, że wszystko będzie dobrze, to dla mnie jest śmieszne.

JB: Panie Pośle, czy można mieć nadzieje na jakieś ruchy ze strony Platformy Obywatelskiej w kierunku pojednania, czy raczej będzie ostra walka?
Poseł Marek Rząsa: Powtórzę, że osobą gwarantującą zakopanie rowów byłby Rafał Trzaskowski, ponieważ on tych rowów nie wykopywał. Wykopała je obecna władza i pan prezydent. Nie jestem w stanie panu powiedzieć, czy te rowy zostaną zasypane, czy nie. To będzie zależało od decyzji pana prezydenta. Jakby posłuchał własnej córki, to może zrozumiałby, o co w tym wszystkim chodzi dzisiaj.

Wicemarszałek Piotr Pilch: Bardzo się cieszymy z wyniku wyborczego pana prezydenta Andrzeja Dudy. W skali ogólnopolskiej to jest ponad 10 milionów głosów, i to jest około pół miliona głosów więcej, niż zdobył kontrkandydat. To jest wielkie poparcie, szczególnie, że sondażowe wyniki przed wyborami nie były aż takie optymistyczne. Cieszy również bardzo dobry wynik na Podkarpaciu: to jest ponad 70 procent poparcia. Prawie wszędzie pan prezydent wygrał, również w miastach na prawach powiatu. Mnie osobiście cieszy też bardzo dobry wynik pana prezydenta w Przemyślu: ponad 55 procent głosów, czyli ponad 16 tysięcy głosów, o ponad 3 tysiące więcej, niż zdobył kontrkandydat. To jest wynik od wielu lat najlepszy. A że to jest kandydat również popierany przez Prawo i Sprawiedliwość, to tak dobrego wyniku dla PiS-u już od dawna w Przemyślu nie było.

Jacek Borzęcki: Panie Marszałku, czy w Pańskim odczuciu jest szansa na pojednanie pomiędzy tymi, jakby dwiema połówkami społeczeństwa?

Wicemarszałek Piotr Pilch: Liczymy na to, że zapanuje teraz zgoda w społeczeństwie, że będzie nowe otwarcie, że nie będzie już totalnej opozycji, i że zostaną zakopane te rowy, które przez ostatnie lata zostały niestety nawet pogłębione. I ta kampania wyborcza również je w jakiś sposób pogłębiła. Zależy nam na zgodzie. Jest to jednak przede wszystkim oczekiwanie społeczeństwa polskiego, że wszyscy zaczniemy myśleć inaczej, pozytywnie, z życzliwością do wszystkich, również do tych, co mają odmienne poglądy. To jest bardzo istotne. Na to osobiście liczę i do tego zachęcam wszystkich uczestników życia publicznego, politycznego. No i gratuluję zwycięstwa panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie.

 

Wysłuchał i zapisał wypowiedzi Jacek Borzęcki.


Obchody wołyńskiej „krwawej niedzieli” w Przemyślu

W Przemyślu godnie obchodzono w tę sobotę (11 lipca) siedemdziesiątą siódmą rocznicę „krwawej niedzieli” na Wołyniu. Jak wiadomo, stanowiła ona apogeum ludobójstwa OUN-UPA na polskiej ludności  Kresów Wschodnich II RP. 

Po Mszy świętej w kościele oo. karmelitów bosych za dusze pomordowanych Polaków, główna uroczystość odbyła się przy symbolicznym grobie wołyńskim, na cmentarzu wojskowym.  Obok  Anny Schmidt-Rodziewicz, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, w uroczystości uczestniczyły miejscowe władze samorządowe  z prezydentem Wojciechem Bakunem i wójtem Andrzejem Hukiem na czele. Obecne były poczty sztandarowe 5 batalionu Strzelców Podhalańskich, Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej i NSZZ „Solidarność”. Uczestniczyli także przedstawiciele wszystkich służb mundurowych. Reprezentanci „Młodzieży Wszechpolskiej” oraz innych młodzieżowych organizacji patriotycznych przybyli z banerami o treści: „Wołyń-43 pamiętamy”  i „Ludobójstwo UPAdkiem człowieczeństwa”.  Nie zabrakło oczywiście kombatantów, Sybiraków i licznych kresowian, wśród których były dwie rodowite wołynianki.

 

https://www.youtube.com/watch?v=yDIr9LA0gGU

Maria Sebzda z d. Marciniec, jako 10-letnia dziewczynka była naocznym świadkiem ataku banderowców na polską osadę Smordwa koło Dubna. Tragiczną noc z 11 na 12 lipca 1943 roku przeżyła tylko dlatego, że jej rodzina zdążyła schronić się w pobliskim majątku hrabiny Ledóchowskiej, zajętym przez Niemców. 

Banderowcy napadli na nas 11 lipca wieczorem. Zabijali mieszkańców i zaczęli palić gospodarstwa w naszej  osadzie. Z podpalonych stajni i obór  wypuścili konie, krowy. To wszystko gnało. W osadzie paliły się domy polskie. Nam udało się uciec z naszego palącego się domu  do majątku hrabiny Ledóchowskiej, gdzie schroniliśmy się  w jej dworku. Tam stacjonowali żołnierze niemieccy. Pod ich nadzorem Polacy, w tym i moi rodzice, pracowali przy produkcji żywności dla niemieckiej armii generała Paulusa, nacierającej na Moskwę. Ukraińcy otoczyli dwór i krzyczeli do Niemców, że chcą jedynie wyrżnąć Polaków. Niemcy jednak byli dobrze okopani wokół dworku i razem z Polakami bronili się do samego rana. W tę noc zginęło 12 Polaków. Zginął między innymi mój  6-letni kuzyn, któremu banderowcy obcięli główkę. To była straszna noc. Kto zdążył uciec do tego dworku, to się uratował, a kto nie zdążył, został zamordowany. Banderowcy palili domy, mordowali siekierami i widłami:  kobiety, dzieci, starców. No i trwało to aż do świtu. I chciałam powiedzieć, że nigdy nie pojechałam tam na Ukrainę, bo nie mogłabym. Chyba nigdy nie przebaczęzwierza się wyraźnie wzruszona pani Maria.    

Klementyna Pikor miała jedenaście lat, gdy w tamtych dniach do jej rodzinnego domu w Lubomlu na Wołyniu zawitała, z prośbą o przechowanie, polska rodzina – ojciec  z kilkorgiem dzieci, ale bez matki. Udało im się uciec  z okolicznej wioski napadniętej przez banderowców. Najstarsza 14-letnia córka trzymała na ręku roczne dziecko w zakrwawionej pieluszce. 

Jak się okazało, rodzice z dziećmi, ratując się  przed napadem banderowców na wioskę,  uciekali aby ukryć się w gęstych krzakach. Jednakże  matka z niemowlęciem na ręku cofnęła się, położyła na chwilę dziecko na boku i próbowała zabrać z przydomowej ziemnej piwniczki trochę żywności. W tym momencie została zamordowana. Wkrótce małe dziecko raczkując, dotarło do matki i położyło się na niej. Po oddaleniu się banderowców ojciec rodziny wrócił i z martwego ciała żony zabrał dziecko. I właśnie dlatego pieluszka tego dziecka  była zakrwawiona – tłumaczy pani Klementyna, dodając, że w tamtych dniach widywała naokoło Lubomla łuny palących się okolicznych wiosek i rzesze uciekinierów szukających schronienia u Polaków w mieście. 

Rankiem, po tych rzeziach, kolumny Polaków ciągnęły do miasta. Wielu było w koszulach nocnych, tak jak udało im się uciec wprost z łóżka podczas nocnego napadu banderowców. Wśród nich widziałam jednego mężczyznę, który w jednej ręce niósł obciętą mu przez Ukraińca swoją drugą rękęrelacjonuje pani Klementyna.    

Przedstawiciele  młodszego pokolenia przemyślan są przekonani, że warunkiem prawdziwego pojednania polsko-ukraińskiego jest potępienie tego ludobójstwa przez władze Ukrainy , a co najmniej umożliwienie poszukiwań i ekshumacji ofiar z dołów śmierci, oraz godnego ich pochówku. Twierdzi tak m.in. Mirosław Majkowski, radny Klubu „Wspólnie dla Przemyśla”, a zarazem prezes przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznych oraz Związku Gmin Fortecznych.

Musimy cały czas pamiętać, że my Polacy nie możemy pojechać na Ukrainę dzisiaj, złożyć kwiaty na grobach pomordowanych, ponieważ oni dalej leżą w bezimiennych dołach. Nie ma śladu po cmentarzu. Dopóki nie będzie godnych pochówków, dopóki ostatnia ofiara tego straszliwego ludobójstwa, dopóki ostatni żołnierz Wojska Polskiego, którzy spoczywają również na terenie dzisiejszej Ukrainy, nie będzie miał godnego pochówku, nie możemy mówić o żadnym jakimś pojednaniu, szczerym pojednaniu, bo inaczej zakrawa to o fałsz i obłudę. Te ofiary cały czas czekają na pamięć, na uczczenie, na godny pochówek. I miejmy nadzieję, że władze Ukrainy wreszcie zrobią ten gest mówi Mirosław Majkowski, jednak bez większego przekonania o realności tej nadziei. 

Finał przemyskich obchodów rocznicy ludobójstwa odbył się w samo południe na rondzie „Ofiar Wołynia”. Dźwięk syreny oznajmił początek wspólnej modlitwy uczestników w intencji ofiar ludobójstwa, pod przewodnictwem honorowego kapelana przemyskich kresowian, księdza prałata Stanisława Czenczka. 

Według dokumentacji zebranej w IPN, oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii wraz z członkami Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i ukraińskim chłopstwem, w latach 1943-44 zamordowali na Wołyniu i w województwach lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim, co najmniej 130 tysięcy Polaków, a na terenie  województwa podkarpackiego około 4 tysiące. 

Banderowcy karali też śmiercią swoich ukraińskich rodaków za ostrzeganie lub ukrywanie  ich polskich sąsiadów. Według  ustalonych przez badaczy przypadków, z tej przyczyny straciło życie ponad 1400 Ukraińców, którzy uratowali dwa razy tyle Polaków. Ci heroiczni ukraińscy przyjaciele Polaków są na Ukrainie do tej pory uznawani niestety raczej za zdrajców, a banderowcy za bohaterów. W tej sytuacji  nie ma tam, niestety, możliwości uhonorowania godnym pomnikiem owych sprawiedliwych Ukraińców.

 

 

 

(tekst – Jacek Borzęcki, zdj.dom.publiczna A.Czereba,UM, film - bk)