Jakie systemy do zakładów gracze wykorzystują najczęściej?

Na każdy system bukmacherski składają się dwie rzeczy: dobór stawek na kolejne zakłady oraz typy (spotkania). O ile rozsądne dysponowanie portfelem (tzw. bankrollem) można sobie z góry zaplanować, to szukanie odpowiednich wydarzeń sportowych nie należy do łatwych rzeczy.

Osoby zawodowo grające w kolekturach sportowych  posiadają lata doświadczenia, ogromną wiedzę sportową oraz potrafią dobrze interpretować własne oraz szeroko dostępne statystyki. Ci zawodowi typerzy mają własne systemy, będące niejednokrotnie modyfikacją klasycznych. W niniejszym artykule skupimy się na opisaniu metod, które mogą być stosowane w danych typach zakładów i są wykorzystywane przez graczy odwiedzających punkty przyjmowania zakładów lub grających u legalnych bukmacherów online (jak np.: forBET, LV BET czy Betclic).

Jak systemy możemy stosować w konkretnych typach?

Na wstępie należy wspomnieć, że wszelkie gry wzajemne opierają się na mało odkrywczym fakcie, iż bukmacher pragnie ustawić się na pozycji, która w dłuższej perspektywie da mu zyski. Ta przewaga przejawia się w odpowiednio dobieranych kursach na zakłady, które na pierwszy rzut oka wydają się bardzo atrakcyjne dla gracza. Wiele osób zaczynających rywalizację z kolekturą sportową liczy na szybki i łatwy zarobek, co w praktyce kończy się utratą (często) niemałych pieniędzy. Wiedza sportowa oraz umiejętność dysponowania własnym kapitałem to podstawy, które powinien przyswoić sobie każdy gracz bukmacherski.

Rozsądny uczestnik zakładów wzajemnych wie, że potrzebne umiejętności można nabyć z czasem. Należy przy tym obstawiać w bezpieczny sposób. Najprościej zacząć od systemu płaskiej stawki - każdy typ obstawiamy za tę samą, niską kwotę. Takie podejście pozwala na długą grę i sprawdzenie czy bukmacherka to coś dla nas. Jeżeli stwierdzimy, że możemy zyskiwać (znaleźliśmy obszar, w którym notujemy zyski), możemy zacząć grać bardziej agresywnie. W zależności od preferowanego sportu oraz sposobu doboru zakładów, istnieją odpowiednie metody stawkowania. Jeżeli jesteśmy dobrzy w szacowaniu ilości bramek/punktów w spotkaniu, powinniśmy skorzystać z dobrodziejstw systemów middle bet, polish middles, a nawet surebetów. W zakładach wzajemnych na konkretne typy (wygrana/remis/przegrana) najczęściej stosowane są metody mało ryzykowne – stawkowanie modulowane oraz procentowe. Ich bezpieczeństwo polega na rozsądnym dobieraniu kwoty, pod kątem kursu wydarzenia oraz własnych szacowań powodzenia.

Wśród zakładów, stawianych np.: w STS, na piłkę nożną oraz hokej znajdują się pewne szczególne typy - mowa o betowaniu na remisy. Tego rodzaju taktyka jest bardzo popularna w środowisku bukmacherskim ze względu na atrakcyjne kursy oraz częstość występowania. Idealnymi, choć niejednokrotnie bardzo agresywnymi metodami stawkowania są tutaj wszelkiej maści systemy progresywne – chociażby Martingale'a, Fibbonacciego oraz D'Alemberta. Nie polecamy ich osobom, które dysponują niskimi kwotami na zakłady lub nie posiadają odpowiedniej wiedzy podpartej żmudnymi analizami statystyk z kilku poprzednich sezonów.

Ostatnia grupa stawkowań dedykowana jest graczom, którzy pragną osiągnąć z góry zamierzony profit (np. startujemy z kwotą 100 zł i po serii zakładów chcą podwoić stawkę). Systemy takie jak metoda stałego profitu (można ją też wykorzystać przy typowaniu wyborów prezydenckich) lub bardziej ryzykowny Greenwood, mogą ułatwić osiągnięcie tego celu.

Jak zwiększyć szanse danego systemu bukmacherskiego?

Systemy bukmacherskie można mnożyć bez końca – pewnie jest ich tyle, co graczy. Powyżej skupiliśmy się tylko na najpopularniejszych. Istnieje pewien typ wydarzeń sportowych, które mogą nam zwiększyć szanse na profity. Otóż, zawodowi bywalcy zakładów wzajemnych szukają przede wszystkim spotkań, których kursy są zawyżone (valuebetów) – jak je znaleźć i gdzie, to temat na oddzielny artykuł. Dlaczego właśnie takie wydarzenia sportowe są wartościowe? A to dlatego, że dają pewnego rodzaju przewagę nad licencjonowanym, internetowym bukmacherem – a ta jest na wagę złota, gdyż pozwala w dłuższej perspektywie gry (przynajmniej z matematycznego punktu widzenia) na zyski. Dysponując odpowiednią wiedzą, możemy ograć legalnego bukmachera takiego jak Superbet, BETFAN czy Fortuna właśnie poprzez szukanie i właściwy dobór stawkowania dla valuebetów.

Należy korzystać tylko z bukmacherów legalnie działających w Polsce tj. posiadających, wydane przez Ministerstwo Finansów, zezwolenie na urządzanie zakładów wzajemnych przez sieć internetową. Uczestnictwo w nielegalnych zakładach bukmacherskich wiąże się z konsekwencjami narażenia się na wysokie kary pieniężne oraz odpowiedzialność karną. Udział w grach hazardowych wiąże się ryzykiem uzależnienia od gier, utraty pieniędzy postawionych na gry hazardowe oraz może prowadzić do problemów w środowisku rodzinnym oraz zawodowym.

 

Autor: Wojciech Borecki - publicysta legalsport.pl


Nie chcą bloku w zabytkowej dzielnicy.

 

Na najbliższej sesji rada miejska będzie debatować nad przyjęciem projektu Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego Piłsudskiego 1. Zapisy dokumentu wywołują olbrzymie emocje wśród okolicznych mieszkańców, którzy wystosowali już pisma do prezydenta Wojciecha Bakuna i przewodniczącego Macieja Kamińskiego.

By zrozumieć sprawę, należy się cofnąć dobrych parę lat wstecz. To wtedy działkę przy ulicy Sienkiewicza, na której stoi budynek byłej Barcelonki, kupuje prywatna firma. Pojawiają się pierwsze pomysły na zagospodarowania terenu, w mediach krąży wizualizacja projektu kameralnej willi. Jednak, jak dowiadujemy się po latach, inwestor wystąpił o zgodę na zgoła inny projekt niż budowa tarasowej willi. Na obszernej, charakterystycznej działce miał stanąć kilkupiętrowy gmach z garażem podziemnym.

Projektom przeciwstawia się właściciel dawnej willi Brzezińskich, Wojciech Pieprzny. Skrzykuje sąsiadów, którym plany inwestora także się nie podobają. Nie chcą przekształcenia spokojnej dzielnicy położonej u stóp Wzgórza Zamkowego w ruchliwe miejsce. Zaczyna się batalia prawna i wymiana pism pomiędzy instytucjami. 

Dzisiaj kilkuletnia przepychanka, w której do tej pory górą byli mieszkańcy, wchodzi w nowy etap.  Miasto sporządziło bowiem projekt miejscowego planu zagospodarowania, który obejmie m.in. ulicę Sienkiewicza. To dokument określający jak kształtować będzie się w przyszłości zabudowa dzielnicy.  A plan Piłsudskiego 1 przewiduje gęstą zabudowę ulicy Sienkiewicza, co umożliwi postawienie gmachu.

Mieszkańcy są rozgoryczeni projektem zaproponowanym przez Biuro Rozwoju Miasta Przemyśla. Po pierwsze uważają, że ulica Sienkiewicza ma willowy charakter i nijak nie pasuje tam blok o dużej kubaturze. Po drugie, część z nich obawia się, że gdy na plac budowy wjadą buldożery, zagrozi to stabilności wzgórza, na którym posadowione są ich domy. Pokazują cały system murów oporowych, które w przeszłości stawiano, by zapobiegać osuwaniu się skarpy.

Biuro Rozwoju Miasta Przemyśla, które odpowiada za przygotowanie miejscowego planu zagospodarowania, uważa obawy za bezpodstawne. Dyrektor Joanna Balawender- Wcisło przekonuje, że zabudowę ulicy Sienkiewicza cechuje zwarty charakter, a istniejące już budynki mają dużą wysokość. Podkreśla też fakt, że projekt posiada wszelkie uzgodnienia, w tym z Podkarpackim Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków.

Wojciech Pieprzny, który zna sprawę od podszewki, gdy słyszy argumenty biura, irytuje się i wyciąga opasły skoroszyt z dokumentami. Kilkakrotnie wygrywał z biurem w sądach, gdy instytucja wydawała inwestorowi tzw. wuzetkę, czyli decyzję o warunkach zabudowy. Pieprzny podkreśla, że przez sześć lat BRMP próbowało wydać decyzję o warunkach zabudowy, a sądy administracyjne trzykrotnie dopatrywały się w decyzjach biura poważnych wad prawnych i sprawa wracała do punktu wyjścia.

Jak twierdzi Pieprzny, projekt planu zagospodarowania przestrzennego kropka w kropkę powtarza zapisy uchylanych decyzji o wydaniu warunków zabudowy. A te przewidywały budynek o 18 metrach wysokości i blisko 50 metrach szerokości. W aktach sprawy znalazła się m.in. wizualizacja dostarczona przez inwestora, na której można zobaczyć nowoczesny budynek z garażem podziemnym. Zdaniem Pieprznego złamana została zasada kontynuacji zabudowy- ani jego budynek, ani budynek Sienkiewicza 9 nie są tak wysokie, by pomiędzy nimi stawiać olbrzymi blok. Jak twierdzi, w swoich orzeczeniach sądy administracyjne także wskazywały na ten aspekt sprawy.

Jednak kluczowe znaczenie może mieć kwestia zbadania możliwości osuwania się gruntu. Miasto zapewnia, że dopełniło wszystkich wymogów i dokumentacja planu zagospodarowania jest przygotowana prawidłowo. Z kolei prawnik reprezentujący mieszkańców zażądał od Prezydenta Miasta Przemyśla przedstawienia wyników monitoringu terenu, do którego wykonania zobowiązuje władze miasta odpowiednie rozporządzenie Ministra Środowiska. Jeśli okaże się, że miasto nie prowadziło badań terenu pod kątem możliwych ruchów ziemi, sprawa może się jeszcze bardziej skomplikować.

Póki co mieszkańcy zwrócili się do przewodniczącego Macieja Kamińskiego o przełożenie głosowania nad uchwaleniem miejscowego planu zagospodarowania. Ma to dać czas prezydentowi na odpowiedź dotyczącą badań terenu przy przygotowywaniu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.

Być może tak będzie wyglądał nowy budynek w miejscu dawnej Barcelonki.

 

Mieszkańcy domów przy ulicy Szopena boją się, że ich budynki zaczną się osuwać.

 

Mieszkańcy nie chcą budowy bloku i zmiany charakteru dzielnicy. 

 

Wojciech Pieprzny

 

 

 

 

Błażej Wilk


Zawalił się dach nad lodowiskiem. Winnych nie ma. 

 

 

W nocy z niedzieli na poniedziałek, mimo ciągłego monitorowania, a także odśnieżania dachu lodowiska, uszkodzeniu uległa część szczytowa. Lodowisko pozostaje zamknięte do odwołania, a POSiR chwali się na swojej stronie internetowej, że podjął właściwą decyzję. Tymczasem zdaniem fachowców, dach powinien zostać zdemontowany przez przewidywanymi obfitymi opadami śniegu.

 

Dach lodowiska został zamówiony w wyniku przetargu organizowanego w minionym roku przez POSiR na całość zadania pn. „Dzierżawa i zakup lodowiska mobilnego sztucznie mrożonego w sezonie zimowym 2020/2021 wraz z zadaszeniem”. Zadaszenie o wym. 25 x 45 m miało być zbudowane z profili aluminiowych połączonych łącznikami stalowymi, antykorozyjnie zabezpieczonymi, pokrytych plandeką. Zamawiający żądał rysunków technicznych hali namiotowej z opisem, podpisanych przez uprawnionych projektantów z właściwymi uprawnieniami oraz instrukcji użytkowania zadaszenia z określeniem dopuszczalnej maksymalnej grubości warstwy śniegu na dachu. Próbowaliśmy dowiedzieć się od Grety Ostrowskiej – dyrektorki POSiR, ile centymetrów śniegu dopuszczała instrukcja. Kierująca ośrodkiem  przyznała, że dysponuje tylko podpisanym zobowiązaniem w stosunku do dostawcy hali, do bieżącego utrzymywania namiotów i niedopuszczenia do zalegania śniegu na plandekach. 

Dlatego od momentu powzięcia informacji o nadchodzących silnych opadach śniegu, a było to w czwartek w minionym tygodniu, przygotowywano się w POSiR na sytuację nadzwyczajną. Zamknięcie lodowiska było kwestią czasu i zależało od rozwoju sytuacji. Śnieg coraz mocniej padał, ale pracownicy radzili sobie z bieżącym odśnieżaniem dachu aż do niedzieli, kiedy do opadów dołączył silny wiatr. To spowodowało, że podjęto decyzję o zamknięciu lodowiska. Wietrzna pogoda to krytyczny moment dla konstrukcji, który wyłącza ją z użytkowania. Zawiedzeni łyżwiarze dziwili się i dawali temu wyraz w komentarzach na facebook’owej stronie lodowiska. Ale cały dzień nie pada, a śniegu nie napadało 1 metr tylko kilka centymetrów. O co kaman?  -pytali facebookowicze.

Chodziło o bezpieczeństwo

- Wasze bezpieczeństwo jest dla Nas najważniejsze! W związku z intensywnymi opadami śniegu oraz silnymi wiatrami sztuczne lodowisko będzie nieczynne do odwołania. Trwają pracę odśnieżania zadaszenia lodowiska,  głosił niedzielny komunikat POSiR’u z godz. 7.45. 

Sytuacja z godziny na godzinę pogarszała się. Wiatr wzmagał się. Do padającego śniegu dołączył zamarzający na dachu deszcz, który tworzył coraz grubszą śnieżno-lodową skorupę. Ta zaczęła zagrażać bezpieczeństwu pracowników, których wycofano z akcji już nie odśnieżania, a odladzania zadaszenia lodowiska. Pozostało obserwować sytuację i czekać na jej rozwój. Ta posuwała się w niekorzystnym kierunku. „W nocy z niedzieli na poniedziałek mimo ciągłego monitorowania, a także odśnieżania dachu lodowiska uszkodzeniu uległa część szczytowa dachu” – czytamy w komunikacie opublikowanym ok. 10.00 w poniedziałek.  

- Nacisk ciężaru musiał być większy niż 0,2 kN na m.kw plandeki, tłumaczy nam Tomasz Pisarek, dyrektor naczelny firmy Alles Cool, która wygrała przetarg, dostarczyła i zamontowała zadaszenie nad lodowiskiem. Po szczegóły odesłał nas do właściciela firmy Jacka Stempina. Ten zapewnił, że zadaszenie zaprojektowane przez NAMPLAN - producenta hal namiotowych spełniała wszelkie normy  techniczne wraz z dopuszczeniem do zimowego użytkowania. Warunek: - nie wolno pozwolić na nadmierne zaleganie śniegu. Nadmierne, czyli jakie? Tym razem odesłano nas do POSiR-u. – Przetarg był  otwarty i jawny. Proszę pytać u zleceniodawcy – usłyszeliśmy w słuchawce. Wróciliśmy do punktu wyjścia – nikt nie wiedział ile centymetrów śniegu stanowi zagrożenie dla stabilności konstrukcji…

Zapytaliśmy więc w innej firmie, dostarczającej podobne hale dla innych miast. Nie powinno to być więcej niż 3-4 cm lekkiego puchu. Tymczasem w komunikatach alarmowych jakie były rozsyłane z rządowego centrum alarmowego, zapowiadano opady na poziomie 15-20 cm! Sytuacja pogodowa nie powinna być zaskoczeniem. Dlaczego więc nikt nie podjął decyzji o zdjęciu zadaszenia? Tym bardziej, że nie zajmuje to więcej czasu niż 2-3 godziny.

Problemem okazał się zapis w umowie o odpowiedzialności gwarancyjnej, przekładający się na konkretny koszt do poniesienia przez POSiR. Zdjąć i założyć plandekę na dach wg podpisanej umowy mógł założyć tylko dostawca hali, co wymagało poinformowania firmy o takiej potrzebie. Koszt- 10 tys. złotych. – Nie mamy takich pieniędzy, tłumaczy zarządzająca POSiR-em.

Teraz trzeba będzie ponieść koszty przywrócenia lodowiska do użytkowania. Ile? Nie wiadomo. – Zawiadomiliśmy dostawcę, czekamy na oszacowanie strat i koszty nowego dachu – informuje Ostrowska.

 

Kto zapłaci?

Kto poniesie koszty? Zależy to od tego, kto jest winny zaistniałej sytuacji. Zawarta umowa stanowi, że koszty związane z usunięciem awarii ponosi Wykonawca, jeśli awaria nastąpiła z przyczyn, za które Zamawiający (POSiR) nie ponosi odpowiedzialności. Trudno winić Wykonawcę, że spadł obfity śnieg. Drugie rozwiązanie w umowie przewiduje, że koszty związane z usunięciem awarii ponosi Zamawiający, jeśli awaria nastąpiła z przyczyn, za które Zamawiający ponosi odpowiedzialność. I tu może być problem, ponieważ POSiR zobowiązał się do właściwego utrzymania dachu. Nikt z „uczestników” tego zdarzenia nie potrafił nam odpowiedzieć na pytanie co to znaczy. Kto oceni czy Zamawiający dotrzymał zobowiązania? Kto oceni czy wiał za mocny wiatr i spowodował załamanie się konstrukcji?  

Jeżeli strony umowy nie porozumieją się szybko, ustalanie winnych może trochę potrwać. Koszt do poniesienia dla POSiR-u może okazać się zbyt duży. Zła sytuacja finansowa ośrodka może spowodować z kolei, że nie będzie za co podnieść dachu. Taniej będzie więc rozebrać halę. Wtedy do końca sezonu lodowisko będzie niezadaszone. A wystarczyło opuścić plandeki na czas zapowiadanych opadów śniegu.  

Skąpy dwa razy traci. Tylko dlaczego z tego powodu cierpieć mają użytkownicy lodowiska? 

 

M. Sidor

 

zdj.POSiR

 

 

 

 


Przemyślanie radośnie przeskakują przez pryzmy śniegu.

Obfite opady śniegu spowodowały, że służby drogowe od wczesnych godzin rannych pracowały nad usuwaniem białego puchu. Główne ulice w mieście były zatem dziś przetarte, a tylko pechowym kierowcom zdarzały się poślizgi i bezradne buksowanie w śniegu.

Przed przejściami dla pieszych słychać było rzadkie narzekania malkontentów na nieodgarnięty śnieg. A niesłusznie, bo przeskakiwanie przez pryzmy śniegu to przecież okazja do ruchu w czasie pandemii.

 


Rachmistrze poszukiwani.

Rozpoczął się nabór na rachmistrzów spisowych do Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań 2021. Zgłoszenia można składać do 9 lutego. Sam spis potrwa od 1 kwietnia do dnia 30 czerwca 2021 r.

Kandydat na rachmistrza spisowego może składać dokumenty osobiście w siedzibie urzędu miasta lub za pośrednictwem: poczty elektronicznej na skrzynkę e-mailową urzędu: kancelaria@um.przemysl.pl, platformy ePUAP albo przesłać pocztą lub kurierem.

Chętny lub chętna powinni mieć ukończone 18 lat, cieszyć się nieposzlakowaną opinią, posiadać co najmniej średnie wykształcenie, posługiwać się językiem polskim w mowie i piśmie i nie być skazanym prawomocnym wyrokiem za umyślne przestępstwo lub umyślne przestępstwo skarbowe.

Przed rozpoczęciem pracy zakwalifikowani wezmą udział w zdalnym szkoleniu zakończonym egzaminem. Zakwalifikują się ci, co zaliczą co najmniej 60 proc. poprawnych odpowiedzi. O kolejności na liście decydować będzie najwyższa liczba uzyskanych punktów. Liczba powołanych rachmistrzów będzie zależała od potrzeb gminy.

Praca do ciężkich nie należy. Rachmistrz będzie przeprowadzać wywiady w sposób bezpośredni lub telefoniczny, w zależności od aktualnej sytuacji pandemicznej, z wykorzystaniem urządzenia mobilnego, wyposażonego interaktywną aplikację formularzową. Będzie zbierać dane według ustalonej metodologii i zgodnie z kluczem pytań jak w aplikacji formularzowej. W przypadku nieoczekiwanych zdarzeń może zostać wyznaczony do zastępstwa za innego np. chorego rachmistrza.

I najważniejsze, ile można zarobić ? Stosowana będzie jednolita stawka 6 zł brutto za realizację każdego wywiadu spisowego, niezależnie od tego, czy będzie to wywiad bezpośredni czy telefoniczny.

Więcej szczegółów znaleźć można na stronach urzędu miasta.

 

M.S.


Smog twój wróg. Nawet 85% dopłaty na wymianę pieca.

 

Do 16 lutego trwa nabór uzupełniający do udziału w projekcie pt. „Ekologiczny Przemyśl”, dzięki któremu wymienione zostanie do 30 proc. „kopciuchów” w mieście, a stan powietrza powinien ulec widocznej poprawie. 

 

Ekogroszek też jest OK!

Oferta jest dla mieszkańców Przemyśla, z uregulowanym stanem prawnym nieruchomości, posiadaczy źródeł ciepła na paliwo stałe, opalanych węglem lub drewnem, nie posiadających dostępu do gazu lub miejskiej sieci ciepłowniczej. Dla nich miasto przygotowało propozycję warunkowej wymiany posiadanych już urządzeń z dopłatą do 85 proc. do kotłów centralnego ogrzewania opalanych ekogroszkiem piątej klasy. 

Z 12 mln złotych to właśnie Przemyśl, jako miasto najbardziej zagrożone smogiem na Podkarpaciu, otrzymał 10 mln złotych. To największe dofinansowanie spośród 10 ośrodków biorących udział w programie Czysta Energia, realizowanym w ramach poddziałania 3.3.2 Redukcja emisji w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podkarpackiego na lata 2014-2020.

1/3 kopciuchów wymieniona

Przemyśl realizuje już ostatni etap trwającego od czerwca 2019 roku projektu pt. „Ekologiczny Przemyśl - wymieniamy źródła ciepła”. Głównym jego celem jest poprawa powietrza przez obniżenie emisji szkodliwych substancji do atmosfery ze źródeł ciepła indywidualnego wykorzystania. Dzięki temu projektowi 133 budynki jednorodzinne zostaną wyposażone w ekologiczne kotły, z tego 96 będą to kotły na gaz, 37 kotły na biomasę, a 41 budynków wielorodzinnych oraz 5 mieszkań indywidualnych zostaną podłączone do miejskiej sieci ciepłowniczej. Łącznie 730 odbiorców zostanie zaopatrzonych w ekologiczne źródła ciepła. To stanowi do 30 proc wszystkich funkcjonujących nieekologicznych źródeł w mieście. 

Nowa gazowa elektrociepłownia

Równolegle w Przemyślu trwa modernizacja Ciepłowni Zasanie, oraz budowa nowej elektrociepłowni gazowej o mocy ~5 MWe / 10 MWt. Na mocy porozumienia pomiędzy Miastem, MPEC-em i PGNiG TERMIKA SA. w rozwój nowoczesnego systemu ciepłowniczego inwestuje spółka z grupy kapitałowej PGNiG. Ta inwestycja również przyczyni się do poprawy jakości powietrza w mieście. Dodatkowo jej celem jest poprawienie bezpieczeństwa energetycznego Przemyśla, w tym produkcji energii elektrycznej oraz ciepła na potrzeby miejskiej sieci ciepłowniczej. To powinno pozwolić na rozbudowę sieci miejskiej i podłączenia kolejnych osiedli oraz budynków indywidualnych. To drugie po Dęblinie, przedsięwzięcie tego typu realizowane przez GK PGNiG Termika w Polsce. 

Przemyśl zrobił znaczący krok ku lepszemu powietrzu, ale jeszcze większy dystans ma do pokonania – 2/3 nieekologicznych źródeł grzewczych pozostaje do wymiany.     

 

Mariusz Sidor


,,Zakazuje się”, ,,nakazuje się”. Park kulturowy w praktyce.

Do 5 lutego można wnosić uwagi do projektu uchwały o powołaniu Parku Kulturowego Starego Miasta w Przemyślu. Choć jest to dokument o zasadniczym znaczeniu dla gospodarki miasta i mieszkańców śródmieścia, to próżno go szukać na głównej stronie internetowej magistratu. A jego zapisy mogą bulwersować.

Idea powołania parku została przedstawiona dwa lata temu, a następnie koncepcja przeszła przez burzliwy etap konsultacji społecznych. W założeniu park kulturowy ma rozwiązać wizerunkowy problem Przemyśla, jakim jest pstrokacizna reklam i szyldów na starówce. Bardziej stonowany wygląd mają zyskać też ogródki restauracyjne. Dokładniejsza lektura projektu uchwały jednak wskazuje, że zmiany będą głębsze i wcale nie muszą oznaczać, że po wprowadzeniu nowych przepisów wszyscy będą zadowoleni.

W myśl proponowanych rozwiązań zlikwidowana zostanie duża ilość miejsc parkingowych. Przewidziano m.in. likwidację parkingu na płycie Rynku, nie będzie też można parkować w okolicy katedry rzymskokatolickiej. W przewidywalnym czasie nie pojawią się zaś żadne nowe parkingi, które mogłyby zrekompensować ubytek miejsc dla zmotoryzowanych.

Ze wcześniejszych wypowiedzi radnych zaangażowanych w ideę parku może wynikać, że rozwiązaniem tego problemu będzie drastyczna podwyżka opłat za parkowanie. Ma to wymusić większą rotację samochodów na miejscach postojowych w ścisłym centrum miasta.

Najbardziej skutki nowej uchwały odczują jednak lokalni przedsiębiorcy. W ciągu roku od wejścia w życie nowych przepisów będą oni musieli wymienić w swoich sklepach szyldy, o ile zostaną one uznane za nieestetyczne. Ponieważ nowe reklamy małych sklepów i punktów usługowych mają być wykonane -w myśl zapisów uchwały- z najlepszych gatunkowo materiałów, w tym z kutej stali, przeciętny przedsiębiorca działający w granicach parku kulturowego będzie musiał w 2022 roku wysupłać ze swej kieszeni od kilku do kilkunastu tysięcy złotych.

Miasto nie przewiduje jakiekolwiek partycypacji w kosztach tego ambitnego projektu. W uchwale nie ma przewidzianych też ,,miękkich” form wsparcia dla przedsiębiorców, choćby takich, jak bezpłatne projekty nowych reklam przygotowane przez magistrat.

Oprócz wymiany szyldów, mieszkańców starówki czeka akcja usuwania na własny koszt części klimatyzatorów, anten i nawet pryzm zalegającego śniegu, jeśli powstaną one na terenie prywatnym. W projekcie znalazł się też zapis, który przewiduje usuwanie witryn z PCV i odtwarzanie historycznej stolarki drewnianej. Tu koszty dla jednego obiektu mogą sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Przedstawiony projekt uchwały zakłada też prawie całkowite ograniczenie możliwości przebudowy budynków, nawet jeśli nie znajdują się one w rejestrze zabytków.

Co znamienne, spora część zapisów uchwały jest nieostra, co daje pole do uznaniowości urzędniczej. Najlepszym przykładem jest paragraf 4. dokumentu, który umożliwia zablokowanie wszelkich robót, jeśli są one ,,niekorzystne dla walorów kulturowych”. Powstawanie nowych hoteli, restauracji i innych obiektów będzie zatem w przyszłości uzależnione od interpretacji słowa ,,niekorzystne” przy procesie uzgodnień i wydawania decyzji.

Wszystkie obowiązki związane z dostosowaniem się do nowych wymogów mają pojawić się w czasie, gdy małe firmy walczą o przeżycie na rynku dotkniętym lockdown’em i kryzysem ekonomicznym. Powstałe niedogodności i koszty mają wynagrodzić turyści, którzy w przyszłości przyjadą tysiącami do Przemyśla po ustanowieniu w nim parku kulturowego.

Przedsiębiorcy, którzy nie podporządkują się zapisom uchwały, będą w pierwszym etapie odwiedzani przez Straż Miejską, a potem będą przeciwko nim prowadzone postępowania administracyjne.

Podczas konsultacji społecznych prowadzonych w sprawie parku kulturowego uwidocznił się wyraźny podział. Osoby mieszkające na starówce lub prowadzące tam firmy -a stanowiły one większość- były zdecydowanie przeciwne uchwale, zaś osoby mieszkające na Zasaniu lub w podprzemyskich miejscowościach przychylniej patrzyły na projekt.

Opinie na temat projektowanego parku kulturowego można zgłaszać osobiście w UM, listownie lub drogą elektroniczną na adres: kz@um.przemysl.pl

Linki do projektu uchwały i instrukcji zamieszczone są poniżej.

 

 

Błażej Wilk

zdj. UM Przemyśl

 

 

 
https://bip.przemysl.pl/60026/3679/informacja-w-sprawie-zamiaru-utworzenia-parku-kulturowego-stare-miasto-w-przemyslu.html?fbclid=IwAR0wjfk8S9VRkvMHVjzTtagcQY-vwB9V2-rHHWNSrj3Vsm7BZd79uuptb8Q

 

 

 


Polityczna rozgrywka wokół parkingu na Lwowskiej.

 

Gdy okazało się, że na parking MZK przy Lwowskiej mogą trafić niebezpieczne transporty, wśród okolicznych mieszkańców, a potem na facebooku podniosła się wrzawa. Chodzi o zatrzymywane  przez KAS i Straż Graniczną podejrzane ładunki na ciężarówkach, które, do wyjaśnienia sprawy, będą kierowane na wspomniany parking. A ponieważ do tej pory żaden taki ładunek się nie pojawił, to sprawa wyszła na jaw dopiero teraz. Sprawa, która ma kilka ciekawych wątków.

 

Protest radnych i mieszkańców

 

Najpierw radni Marcin Kowalski z Wspólnie dla Przemyśla i Paweł Zastrowski z Koalicji Obywatelskiej w liście do marszałka województwa podkarpackiego kategorycznie sprzeciwili się jego decyzji, podjętej wbrew opinii prezydenta Przemyśla, o lokalizacji na terenie bazy przemyskiego MZK miejsca do „składowania niebezpiecznych odpadów”. Mieszkańcy okolicy niezadowoleni z przyszłego sąsiedztwa, interweniowali m.in. w radzie miejskiej. A przewodniczący Maciej Kamiński w trybie pilnym zwołał na piątek 29 stycznia, nadzwyczajną sesję, na którą zaprosił marszałka województwa i dyrektora departamentu ochrony środowiska Urzędu Marszałkowskiego, by wyjaśnić okoliczności sprawy.

 

Miejsce kontroli pojazdów, a nie składowania odpadów

 

Wyjaśnień udzielił Andrzej Kulig, dyrektor Departamentu Ochrony Środowiska Urzędu Marszałkowskiego.

- Punkt zatrzymania pojazdów podejrzanych transportujących odpady do kontroli, to jest inne miejsce niż parking dla kontroli materiałów i towarów niebezpiecznych. To miejsce powinno spełniać warunki magazynowania materiałów niebezpiecznych, ale nie służy ono do ich magazynowania! To będzie miejsce bezpieczne- przekonywał dyrektor Kulig.

 

Polowanie na Bakuna

 

Nie wszyscy radni uwierzyli w zapewnienia rzeszowskiego urzędnika i próbowali zgłębiać temat. Bo nie ma wątpliwości, że bulwersująca sprawa dawała obozowi W. Bakuna możliwość pokazania, że w ramach prowadzonej z przemyskim samorządem wojenki, podkarpackie Prawo i Sprawiedliwość za sprawą urzędu marszałkowskiego zsyła na Przemyśl zagrożenie, ustanawiając niebezpieczny parking w gęsto zaludnionej dzielnicy. Szybko jednak okazało się, że role w tej politycznej rozgrywce się odwróciły, a myśliwi stali się nagle zwierzyną łowną.

O co chodzi? W trakcie sesji transmitowanej on-line, okazało się, że to prezydent W. Bakun wydał zgodę na lokalizację parkingu na terenie MZK. Zgodę wstępną, później odwołaną, ale jednak zgodę. Pismo w tej sprawie odczytał na żywo dyrektor Kulig, poproszony o to przez Macieja Kamińskiego, który prowadził obrady.

 

Przebijanie piłeczki

 

Dyskusja trwała kilka godzin. Prezydent Bakun tłumaczył się mocno ze swojej decyzji wskazując, że była to zgoda wstępna, warunkowa, a w późniejszym czasie zaskarżył decyzję sejmiku o zlokalizowaniu parkingu na terenie MZK do sądu. Obie strony sporu obarczały się wzajemnie odpowiedzialnością, ale prezydentowi nie udało się jednak zatrzeć niedobrego wrażenia, jakie wywołała ujawniona przez dyrektora Kuliga informacja, o tym, że Bakun o sprawie wiedział i ją akceptował. A fakt, że w dniu wydawania wstępnej zgody był świeżo upieczonym prezydentem, na którego spadły setki spraw i zagadnień, w których nie mógł się dobrze orientować, nikogo podczas piątkowej sesji nie interesował.

 

Mieszkańcy poczekają na decyzję rady

 

Ponieważ padło wiele pytań, jeszcze więcej informacji zostało podanych, a nie wszystko do końca w sprawie jest jasne, zdaniem wielu radnych, temat wymaga przepracowania w klubach i wypracowania stanowiska do wspólnej rezolucji skierowanej do podkarpackiego Sejmiku. Wydaje się z czterogodzinnej dyskusji, że większość radnych skłania się do postulowania o zmianę lokalizacji punktu zatrzymań pojazdów. Decyzja prawdopodobnie zapadnie na następnej sesji rady miejskiej.   

 

 

zdj. ilustracyjne, UM

M.Sidor

B.Wilk


Niebezpieczne ładunki na Lwowskiej? Zwołano sesję.

W piątek odbędzie się nadzwyczajna on-line sesja Rady Miejskiej. Przemyskie MZK planowało zarabiać na swoim parkingu. Miało składować porzucone auta. Czy będzie przechowywać niebezpieczne ładunki? 

 

Mimo negatywnej opinii prezydenta Przemyśla, marszałek Podkarpacia zdecydował o lokalizacji parkingu dla samochodów przewożących niebezpieczne odpady na terenie bazy przemyskiego MZK. Radni protestują przeciwko takiej jego lokalizacji, a MZK odwołuje się do sądu od uchwały sejmiku, który bez wiedzy spółki przeznaczył jej teren na niechcianą bazę.

Parking zlokalizowany w bazie przemyskiego MZK przy ul Lwowskiej ma być przeznaczony dla pojazdów, które zostaną zatrzymane przez Krajową Administrację Skarbową, Straż Graniczną, policję czy Inspekcję Transportu Drogowego. Jeśli funkcjonariusze nabiorą podejrzeń, że auto może przewozić niebezpieczny ładunek, albo towary niezgodne z deklaracją przewoźnika, skierują pojazd do szczegółowej kontroli na ten plac. 

Marcin Kowalski z Wspólnie dla Przemyśla i Paweł Zastrowski z Koalicji Obywatelskiej w liście do marszałka województwa podkarpackiego kategorycznie sprzeciwiają się jego decyzji, podjętej wbrew opinii prezydenta Przemyśla, o lokalizacji na terenie bazy przemyskiego MZK miejsca do składowania niebezpiecznych odpadów. Miejsce to jest otoczone przez zabudowania i osiedle mieszkaniowe, biurowce, obiekty turystyczne (hotel i restaurację), co ich zdaniem stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi tu przebywających. – Mając to na uwadze nie zgadzamy się na narażanie mieszkańców Przemyśla na potencjalne zagrożenie (…), piszą w proteście. 

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że prezes MZK dowiedział się o sprawie z wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który odrzucił skargę prezydenta Przemyśla na uchwałę sejmiku, jako nie będącego stroną sporu, bo wskazany teren jest własnością MZK. Spółka miała w planie wykorzystanie swojego parkingu na składowanie aut porzuconych. Po wygranym przetargu chciała zarabiać na tej usłudze i poprawić w ten sposób finanse przedsiębiorstwa. Zaniepokojona, sama w sierpniu złożyła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i czeka na rozstrzygnięcie sprawy.

Mieszkańcy okolicy też nie są zadowoleni z takiego sąsiedztwa. Interweniowali m.in. w Radzie Miejskiej. Przewodniczący Maciej Kamiński w trybie pilnym zwołał na piątek, 29 stycznia na godz. 16.oo nadzwyczajną sesję on-line, na którą zaprosił marszałka województwa i dyrektora departamentu ochrony środowiska Urzędu Marszałkowskiego, celem wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. 

Dodatkowo, w drugim punkcie sesji, radni mają dyskutować nad zwolnieniem restauratorów z opłat koncesyjnych za alkohol. Taką możliwość dała im nowa ustawa, która została podpisana wczoraj przez prezydenta RP. Mowa jest o drugiej i trzeciej racie, bo na zwolnienie z pierwszej jest już za późno. Proces legislacyjny uchwały nie zakończy się przez 31 stycznia, kiedy to restauratorzy są zobowiązanie do złożenia sprawozdania z wolumenu sprzedaży alkoholu i wpłaty pierwszej raty opłaty koncesyjnej.