Próbował przekupić pograniczników
Przysłowie mówi, że kto smaruje ten jedzie. O tym, że nie zawsze to prawda, przekonał się obywatel Ukrainy zatrzymany w Dubiecku, przez funkcjonariuszy Straży Granicznej.
Zdarzenie miało miejsce 20 marca. Pogranicznicy, przeprowadzający kontrolę legalności zatrudnienia, zatrzymali 41 – letniego Ukraińca, który według jego dokumentów przebywał w Polsce zupełnie legalnie, a przyjechał do nas, aby podjąć pracę. Jednak, w trakcie rozmowy strażnikom udało się skłonić mężczyznę do wyjawienia prawdziwych celów. Ukrainiec przyznał, że zamierza udać się do Włoch, gdyż ma tam załatwioną przez jego teściową pracę.
Kiedy nasz amator nielegalnych podróży międzypaństwowych usłyszał od strażników, że jednak dalej nie pojedzie, przystąpił do próby „smarowania”. Zaproponował funkcjonariuszom 200 Euro za, jak sam to ujął „nieprzeszkadzanie mu” w podróży.
Ukraińcowi postawiono zarzut łapownictwa, została mu cofnięta wiza oraz został zobowiązany do natychmiastowego opuszczenia naszego kraju. Polscy pogranicznicy okazali się złym pieczywem do smarowania.
Muzeum teraz żyje. Rozmowa z Wojciechem Władyczynem - byłym dyrektorem Muzeum w Przemyślu
Rozmowa z Wojciechem Władyczynem, byłym już dyrektorem Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej.
Był Pan związany z muzeum przez ostatnie półtora roku...
Przepraszam, ale ja przez ostatnie półtora roku byłem dyrektorem mianowanym, wcześniej pełniłem obowiązki dyrektora, a jeszcze wcześniej, przez 7 lat, byłem zastępcą ówczesnego dyrektora Mariusza Olbromskiego. Tak, więc mój związek z muzeum trwał przez 11 lat.
Przejął Pan muzeum, kiedy świeżo przeniosło się do nowej siedziby
Przede wszystkim to ja, to muzeum budowałem, ponieważ na moim poprzednim stanowisku wicedyrektora, byłem odpowiedzialny za budowę nowego gmachu, od pisania wniosku do Unii Europejskiej, aż za nadzór całej budowy. Czyli robiłem to czym zwykle zajmuje się inżynier kontraktu. Cały czas spotykałem się z wykonawcą, z inwestorem zastępczym, zresztą każdy wmontowany tam element był ze mną uzgadniany.
Co takiego stało się, że postanowił Pan z muzeum odejść?
Kiedy zmieniła się opcja w Urzędzie Marszałkowskim, ja, który jestem kojarzony z lewicą od początku wiedziałem, że mnie będzie na pewno ciężko pracować z tą opcją. I rzeczywiście, od samego początku kładziono mi kłody pod nogi, zrobiono kontrolę, która miała trwać dwa tygodnie, lecz była wciąż i wciąż przedłużana, tak, że skończyła się po trzech miesiącach nie wykazując żadnych poważnych uchybień.
Zastanawiałem się co robić dalej, zwłaszcza że muzeum potrzebuje dodatkowych środków. Zdałem w końcu sobie sprawę, że nawet, jeśli będą takie środki w województwie, to od tego samorządu ja ich nie dostanę. Dlatego uznałem, że moje dalsze pozostawanie dyrektorem muzeum byłoby szkodliwe dla samego muzeum.
W jakim stanie zostawia Pan muzeum?
Muszę powiedzieć absolutnie uczciwie oraz troszkę nieskromnie, że zostawiam muzeum w doskonałym stanie. Po pierwsze muzeum nie ma obecnie żadnych długów. A chcę przypomnieć, że trzy lata temu, przejmowałem tą instytucję z długiem grubo ponad pół miliona złotych. Była ona na progu bankructwa. Zresztą, to był główny powód odwołania poprzedniego dyrektora. Ja wyprowadziłem muzeum całkowicie na prostą. Nie ma ono żadnych poważnych problemów finansowych, poprzedni rok został zamknięty bez żadnych strat, jako jedno z nielicznych z muzeów w regionie.
Po drugie, za mojej trzyletniej kadencji zorganizowaliśmy kilka stałych wystaw. Są to wystawy trudne, bardzo kosztowne, bardzo pracochłonne, tworzone na minimum 10 lat. Przed objęciem przeze mnie funkcji dyrektora, nie było ani jednej wystawy stałej, w tej chwili jest ich pięć. Przede wszystkim "Twierdza Przemyśl", ale i "Credo Na Dwa Głosy", "Czas przeszły, Czas Dokonany", wystawa oręża "Samosierra" oraz wystawa mebli inkrustowanych.
Wyciągnęliśmy rzeczy z magazynów, które światła dziennego nie widziały od czasów Osińskiego, a w tej chwili są eksponowane praktycznie we wszystkich możliwych zakątkach trzech oddziałów muzeum. W głównym gmachu muzeum wszystkie miejsca, włącznie z foyer i korytarzami są wykorzystane do ekspozycji, tak że odwiedzający naprawdę mają co oglądać.
Ale także stworzyliśmy kilka bardzo ciekawych wystaw czasowych jak wystawa sreber, czy malarstwa Strońskiego.
W dzisiejszych czasach działalność wystawiennicza, to tylko jeden z elementów działalności nowoczesnego muzeum. Jak to wygląda w Przemyślu?
Uważam z ogromny sukces ostatnich trzech lat rozwinięcie działalności edukacyjnej z dziećmi i młodzieżą, których wcześniej praktycznie w ogóle nie było. Składają się na to warsztaty, które organizujemy dla dzieci, gdzie pokazujemy im tradycję, czy to pieczenia chleba, czy technik tworzenia witraży, czy tworzenia ozdób choinkowych itp. Zapoznaje się je przy tym z niektórymi muzealiami,ucząc w jaki sposób patrzeć na dzieło sztuki. Myślę tu także o lekcjach muzealnych dla młodzieży szkolnej, zajęciach organizowanych w wakacje i ferie. W poprzednim roku, między innymi dzięki tym zajęciom przewinęło się przez muzeum ponad 15 tysięcy dzieci i młodzieży.
Wielkim też sukcesem okazały się także imprezy okolicznościowe i muzyczne i teatralne. Trzykrotnie zrealizowałem Muzealną Noc Sylwestrową, która cieszyła się nieprawdopodobnym zainteresowaniem. Były także organizowane Noc w Muzeum, Noc Świętojańska.
Czyli różnica do stanu rzeczy sprzed trzech lat ogromna?
Muzeum teraz, po prostu żyje. W tej chwili,nie ma tam pustych miejsc, nie zdarzają się przypadki jak w latach poprzednich, że ludzie żądali zwrotu pieniędzy za bilet, uważając, że nie ma co oglądać.
I w ostatnim pytaniu, chciałbym się zapytać o Pana porażki i o to co się zrealizować nie udało?
Prawdę mówiąc, większość rzeczy, które planowałem, to zrealizowałem. Właściwie żadne porażki nie przychodzą mi na myśl.
Rozmawiał: Piotr Gdula
Władz Przemyśla brud nie zawstydza
W poprzednim tygodniu, na łamach Portalu Przemyskiego pisaliśmy o nielegalnym śmietnisku pod mostem Brama Przemyska. W sprawie tej bulwersuje stosunek do swojego miasta niektórych przemyślan, ale również podejście miasta, które chcąc odsunąć od siebie problem do zabałaganionego terenu się nie przyznaje. Nam, jednak udało się ustalić, że obszar ten stanowi własność gminy miejskiej Przemyśl.
Po niemalże tygodniu od opublikowania artykułu postanowiłem skontrolować sytuację, czy może ktoś w magistracie poczuł się sprawę zawstydzony. Stan, jaki zastałem, to jeszcze więcej śmieci. Te stare, faktycznie zostały przesunięte, ale tylko o kilkanaście metrów przez wiatr i zwierzęta. Stan obecny ilustrujemy na zdjęciach poniżej.
Czy wiosna już zawitała w Przemyślu?
Uzbrojony w supernowoczesny i zaawansowany technicznie, aparat fotograficzny z Lidla za 150 zł, w pierwszy dzień wiosny wyszedłem sprawdzić czy faktycznie zawitała już w Przemyślu. Tak, dziś przyszła tak naprawdę. Na zdjęciach mamy dowód.
Niedziela bez zakupów? Posłowie chcą poszerzenia dni wolnych od handlu
Temat zakazu handlu w niedzielę i święta pojawia się co jakiś czas. W dniu jutrzejszym sejm zajmie się dwoma projektami ustaw wprowadzającymi zakaz handlu w każdą niedzielę. Pod tym projektem podpisali się członkowie PiS, PO, PSL i SP.
W październiku 2007 roku w życie weszła ustawa zakazująca handlu w niektóre święta we wszystkich placówkach handlowych przez osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę. Zakaz ten nie obowiązuje przy pracach na podstawie np. umów zlecenie oraz właścicieli prowadzących małe działalności gospodarcze. Tym razem sejm chce pójść o krok dalej rozszerzając projekt o wszystkie niedziele. Wyjątek od tej zasady stanowiłyby stacje benzynowe – jak proponuje PiS.
Projektodawcy twierdzą, że niedziela powinna być wolna, jako dzień wypoczynku i życia rodzinnego. Tym bardziej, że handel nie należy do sfery zawodowej, która musi być wykonywana w tym dniu. Zwolennicy tego zakazu podkreślają też, że taka zmiana nie przyniesie żadnych negatywnych skutków ekonomicznych.
- Mali przedsiębiorcy nie mają szans w starciu z dużymi. Proponowana ustawa pozwoliłaby na polepszenie ich sytuacji, szczególnie jeśli chodzi o nasz rejon. Niekiedy bowiem te dni wolne dla dużych sklepów pozwalają małym, rodzinnym interesom nadrobić straty poniesione w ciągu tygodnia - podkreśla prezes Przemyskiej Kongregacji Kupieckiej Ryszard Miłoszewski.
Sceptycy są odmiennego zdania, obawiają się, że wolna niedziela przyczyni się do spadku zysków przedsiębiorców, którzy prowadzą działalność w ramach placówek handlowych, co z kolei przełoży się na redukcję zatrudnienia.Według Andrzeja Falińskiego Dyrektora Generalnej Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji pracę w samym handlu mogłoby stracić ponad czterdzieści tysięcy osób. Zwolnienia dotknęłyby najmocniej kobiety w wieku 25 – 55lat oraz ludzi młodych, czyli tych, którzy są najliczniejsi wśród bezrobotnych w naszym kraju.
Wiele państw Europy Zachodniej – zamożniejszych od Polski - które przyjęły ten zakaz, teraz powoli zaczynają odchodzić od niego, jak np. Włochy, Francja czy Hiszpania.
Trzy kobiety, trzy oszustwa, trzy wpadki
W przeciągu niedługiego czasu miały miejsce trzy historie trzech kobiet. Wszystkie nasze bohaterki usiłowały oszukać polską kontrolę graniczną, aby dostać się do Unii Europejskiej.
Pierwsza historia dotyczy Kamerunki, która jechała do Polski pociągiem, a granicę przekraczała w na przejściu kolejowym w Medyce. Podróżna wylegitymowała się strażnikom granicznym paszportem z niemiecką wizą Schengen. Jej celem podróży było lotnisko w Balicach, skąd zamierzała dotrzeć samolotem do Niemiec. Jednakże przygoda turystki z Unią Europejską zakończyła się na jej zewnętrznej granicy. Strażnicy szybko zauważyli, że wiza to dość nieudolna fałszywka. Nie posiadała np. obecnego zawsze na unijnych wizach efektu, który przy zmianie kąta patrzenia na wizę, umożliwia widzenie dwóch różnych napisów. Strażnicy podróbkę zatrzymali, a kobieta musiał niestety zawrócić na Ukrainę.
Bohaterka drugiej opowieści także próbowała dostać się do Polski. W trakcie kontroli, odprawiający ją strażnicy spostrzegli, że bywała już u nas wcześniej pod innym nazwiskiem. Została nawet za coś wydalona, dodatkowo ma półroczny zakaz wjazdu do Polski. Sprytna Ukrainka wykorzystała prawo ukraińskie, które umożliwia wyrobienie sobie dokumentów na nazwisko panieńskie. W ten sposób udało jej się nawet uzyskać wizę schengeńską, jednak jej przygoda zakończyła się na przejściu granicznym w Korczowej.
W trzeciej historii obywatelka Ukrainy dostała się do Polski. Posiadała także legalne, wydane przez konsulat pozwolenie na pracę w Polsce. Jednak dokument ten miał być tylko przepustką przez unijną granicę, bo pracę podjąć chciała, ale we Włoszech. Wpadła podczas kontroli legalności zatrudnienia.
Dyrektor Muzeum Ziemi Przemyskiej odwołany. Czy powróci Mariusz Olbromski?
W przemyskich instytucjach podległych marszałkowi podkarpackiemu doszło ostatnio do zdecydowanych zmian kadrowych. Dopiero co informowaliśmy o odwołaniu dyrektora Centrum Kulturalnego Adama Halwy. Teraz przyszła kolei na dyrektora Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej Wojciecha Władyczyna.
Dyrektor odszedł z muzeum za porozumieniem stron. Jego miejsce, jako p.o. zajął dotychczasowy zastępca Władysław Bukowski.
Wojciech Władyczyn szefował przemyskiemu muzeum przez ostatnie trzy lata. Objęcie przez niego tego stanowiska w lutym 2011 roku, toczyło się przy głośnym sporze z poprzednim dyrektorem Mariuszem Olbromskim, który nie uznał swojego odwołania. Sprawa oparła się zarówno o sąd pracy, jak i sąd karny. Olbromski popierany przez Prawo i Sprawiedliwość stracił stanowisko na wskutek decyzji zarządu województwa, złożonego z koalicji PO, PSL i SLD. Właśnie z tym ostatnim ugrupowaniem kojarzony jest Wojciech Władyczyn.
Teraz, kiedy w Urzędzie Marszałkowskim karty ponownie rozdaje Prawo i Sprawiedliwość, nie wiadomo czy na dyrektora zostanie powołany obecny p.o. Władysław Bukowski, zaznaczmy, że radny PiS w przemyskiej radzie miejskiej, czy też na stanowisko powróci Olbromski. A może obecne władze województwa postawią na kogoś zupełnie nowego?
Harcerstwo to jest styl życia. Rozmowa z Piotrem Wolakiem, harcerzem z krwi i kości
Rozmowa z Piotrkiem Wolakiem, przeprowadzona w ramach projektu szwajcarskiego “Akademia Młodej Przedsiębiorczości Społecznej” Projekt ma na celu odkrywanie i promowanie młodych ludzi, których pasją jest działalność społeczna.
Piotr Wolak od 10 lat działa w harcerstwie, które jest dla niego przygodą i lekcją życia. W wywiadzie przedstawia, jak wyglądały jego pierwsze kroki z harcerstwem. Opowiada także o tym, jak można ciekawie spędzić czas w harcerstwie, uczyć się interesujących rzeczy, krzewić w sobie postawę patriotyczną i pracować na rzecz społeczeństwa.
Czym się zajmujesz?
W chwili obecnej jestem instruktorem Związku Harcerstwa Polskiego, działam w Hufcu Ziemi Przemyskiej, jestem opiekunem drużyny wodnej i szefem zespołu ds. wychowania patriotycznego. Studiuję w Jarosławiu bezpieczeństwo wewnętrzne.
Czym zajmujecie się w harcerstwie na co dzień?
Organizujemy dla młodzieży różne zajęcia np. z pierwszej pomocy, survivalu. Nasza drużyna ma specjalność wodną więc uprawiamy różne sporty wodne, począwszy od kajakarstwa, przez żeglarstwo, skończywszy na pływaniu wpław. Zajmujemy się także różnymi wyczynami związanymi ze sportami wodnymi, np. organizujemy kilkudniowe spływy kajakowe z nocowaniem, rejsy wodne. Obecnie przygotowujemy się do zimowego rejsu morskiego, co jest dla nas sporym wyzwaniem. Dla młodzieży organizujemy w ciekawy sposób czas wolny.
Jak wygląda Twoja praca, kiedy znajdujesz na nią czas?
Moja praca jest codzienna, studiuję na studiach dziennych, więc wracając do domu codziennie mam kolejne zadania do zrobienia, np. przygotowanie zbiórki, wypełnianie dokumentów. Ciągle coś się dzieje i to nie jest tak, że tylko przychodzę na zbiórkę i się dobrze bawię, ten etap już się dla mnie skończył. Teraz jestem organizatorem, więc mam sporo obowiązków.
Kiedy zaczynałeś swoją przygodę z harcerstwem?
To było około 2003 roku, w szkole podstawowej, przyprowadził mnie na zbiórkę kolega i z uwagi na to, że to były moje pierwsze zajęcia, to dostałem proste zadanie – czyszczenie motorówki (śmiech). Jak tak patrzę z perspektywy czasu, to nie wydawało się to za bardzo zachęcające, ale czyszcząc tę motorówkę wyobrażałem sobie, że będę na niej pływał i to wyraźnie wpływało na moją motywację, aby zostać. Od tego czasu starałem się rozwijać, angażować w różne zajęcia, z czasem zdobywałem kolejne stopnie, funkcje co raz wyższe. Około czterech lat temu zostałem drużynowym, niedawno też przekazałem tą funkcję dalej, osobie młodszej. Obecnie wspieram drużynę i działalność w hufcu związaną z patriotyzmem.
Moje zaangażowanie zależy od tego, ile czasu znajdę, ponieważ mam studia i obowiązki domowe. Codziennie staram się, aby sprostać różnym wyzwaniom, także polegającym na tym, aby znajdywać czas wolny i czas dla harcerstwa.
Harcerze mają swój kodeks tzw. prawo harcerskie, które wymaga od Was m.in. abstynencji od alkoholu, co Wam daje taka dyscyplina, to prawo?
Tak, to jest prawda, że przestrzegamy naszego prawa, ponieważ harcerz musi być zawsze gotowy. Prawo harcerskie jest dla nas wyznacznikiem, jak mamy żyć. Harcerz jest człowiekiem, jak każdy inny, a prawo jest dla nas drogowskazem, zwłaszcza przydatnym w momentach, jeżeli ktoś z nas pogubi się w życiu. Harcerstwo to jest styl życia.
Możesz podać przykład, jak Wasze prawo wpływa na kształtowanie swojego życia?
Pierwszy punkt prawa jest bardzo istotny zwłaszcza dla młodych ludzi, tj. „harcerz służy Bogu i Polsce oraz sumiennie spełnia swoje obowiązki”. Ta służba uczy takiej pokory, ale też zaangażowania, co jest bardzo przydatne także w życiu, nawet jeżeli dana osoba przestanie być harcerzem, to może być np. dobrym obywatelem.
Jest też np. piąty punkt, który mówi o tym, że „harcerz postępuje po rycersku”. W dzisiejszych czasach tej rycerskości trochę brakuje, chociażby wobec kobiet, czy wobec słabszych osób. Uczymy się dobrego traktowania innych osób i stawania w obronie słabszych
Jak Wasze działania wpływają na lokalne społeczeństwo?
Po pierwsze harcerze co roku uczestniczą w sprzątaniu opuszczonych grobów, którymi nikt się nie opiekuje. Jest to nasze stałe działanie, bo ktoś to musi zrobić, więc się tego podejmujemy. 1 sierpnia zorganizowaliśmy w Przemyślu, uroczystości rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, przeprowadziliśmy m.in. grę miejską.
Jak oceniasz swoją przygodę z harcerstwem?
Jest to ciekawe doświadczenie, które później pomaga w życiu codziennym, jeżeli organizuję jakieś wydarzenie i poznaję ludzi, przedstawiam się im, to później to procentuje. W przyszłości jak chcę organizować inne rzeczy, to ludzie pozytywnie reagują, bo mnie znają i poszerzają się także moje kontakty. Jak ludzie widzą, że coś się robi dobrze, to często to doceniają i to jest budujące dla mnie, bo często chcą oni także wspierać nasze wydarzenia.
Gdybyś miał w drużynie nieograniczone zasoby, to jakich działań podejmowałbyś się?
Oczywiście dla mnie i mojej drużyny najważniejszy jest rozwój w kierunku żeglarskim, także starałbym się organizować jak najwięcej szkoleń z zakresu żeglarstwa, duże wyprawy i obozy szkoleniowe, których liczba jest ograniczona ze względów głównie finansowych. Jednak jakoś staramy sobie radzić, np. byliśmy w stanie wypracować sobie pewną liczbę sprzętu żeglarskiego. Dla nas ważne jest to, aby rozbudowywać „harcerską flotę”, po prostu po to, abyśmy mogli pływać.
Dziękuję za ciekawą rozmowę i życzę powodzenia w dalszej pracy.
Czy Blue-ray to morska ryba? O naszej wiedzy technologicznej.
HTML jest chorobą weneryczną, charakteryzującą się... Tak mógłby się zaczynać artykuł napisany przez jednego z ankietowanych przez amerykański serwis Vouchercloud.net. Firma, która na co dzień oferuje kupony promocyjne, przeprowadziła badanie, w celu rozpoznania, jaka jest wiedza technologiczna klientów serwisu.
Co jada Blue-ray
Pomylenia popularnego języka, stosowanego do tworzenia stron www, z chorobą przenoszoną drogą płciową dokonało tylko 10% badanych. Znacznie więcej, bo 42% ankietowanych klientów stwierdziło, że płyta główna komputera to pulpit sternika okrętu. Według 23% odpowiedzi MP3 to robot z Gwiezdnych Wojen, 18% z nich wskazuje, że Blue-ray to morskie zwierzę, a 12%, że USB to państwo gdzieś w Europie.
Autorzy ankiety są zdziwieni wynikami, gdyż jak mówi rzecznik firmy - kupony na Artykuły technologiczne to jedna z podstawowych branż serwisy. Jednak wydaje się, że wiedza nie idzie w parze z dokonywanymi wyborami i wymaga gruntownego odświeżenia.
Polska, a reszta świata
Ciekawe jakie byłyby wyniki takiego badania wśród Polaków. W porównaniu do obywateli innych państw nasza wiedza techniczna znajduje się dopiero na 102 pozycji. Takie przynajmniej dane przytacza Globalny Indeks Konkurencyjności 2013 – 2014, który tworzony jest przez World Economic Forum.
W konfrontacji z społeczeństwami europejskimi, także nie jesteśmy technologicznymi bystrzakami. W badaniu polegającym na bezproblemowości użycia na klawiaturze komputerowej skrótów „ctrl+c”, „ctrl+v” przez użytkowników w wieku 16 -74 lat, znaleźliśmy się również w ogonie, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi starszych.
O naszej znajomości nowoczesnych technologii mówi także raport „Cyfrowa przyszłość Polski”. Według niego co prawda tylko 5 % komputerów w Polsce nie jest podpięte do internetu, co stanowi wielki postęp w porównaniu do 2003 roku, kiedy tylko połowa posiadaczy komputerów miała dostęp do internetu, jednak aż 78 % Polaków po pięćdziesiątym roku życia w ogóle z niego nie korzysta.
5 lat za przemyt i przekupienie pogranicznika z Przemyśla
W sumie pięć osób zostało postawionych w stan oskarżenia przez Prokuraturę Rejonową w Przemyślu, za zorganizowanie grupy przestępczej, zajmującej się przemytem papierosów. Ponadto jednemu z członków grupy został postawiony zarzut wręczenia łapówki strażnikowi granicznemu.
Grupa działała w okresie od lipca 2011. Papierosy były przemycane w okolicach Medyki. Przemytnicy wpadli 21 maja w Starzawie przy próbie przemytu 950 kartonów papierosów, których wartość rynkowa wynosiła 95 tysięcy złotych. Zatrzymania dokonali przemyscy pogranicznicy w spektakularnej akcji z użyciem śmigłowca. Wśród zatrzymanych był także funkcjonariusz Straży Granicznej. Przemycany transport przewożono w samochodzie dostawczym. Szefem grupy był Marek J. 23 latek z Przemyśla. Resztę zatrzymanych osób także stanowili mieszkańcy naszego miasta.
Prokuratura Rejonowa w Przemyślu 12 marca postawiła cięciu z sześciu zatrzymanych osób zarzuty przemytu towarów akcyzowych, przekupienia pogranicznika Przemysława G, który za kwotę 1000 zł ujawnił informacje, będące tajemnicą służbową. Sprawa funkcjonariusza została wyłączona do odrębnego postępowania, które zakończyło się już wyrokiem 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat oraz grzywną. Został on także zwolniony ze służby
Pozostałym członkom grupy grozi do 5 lat więzienia.
fot. BOSG












