Wspomnienie o Januszu Kurtyce, prezesie IPN, przyjacielu i wykładowcy PWSW w Przemyślu

Postać zmarłego tragicznie 10 kwietnia 2010 r. profesora Janusza Kurtyki, powszechnie kojarzona jest z Instytutem Pamięci Narodowej i okresem gorących sporów o lustrację, biografie współczesnych elit politycznych, czy prawdomówność ubeckich teczek. W niewielkim stopniu przebija się świadomość, iż Profesor był przede wszystkim wybitnym historykiem, badaczem dziejów średniowiecza i polskiego podziemia niepodległościowego, z dorobkiem obejmującym ponad 140 pozycji bibliograficznych.

002Miarą pozycji jaką prof. Janusz Kurtyka zajmował w nauce historycznej i swoistym hołdem środowiska badaczy są dwie dedykowane mu księgi pamiątkowe: „Historia i pamięć” z 2010 r. i dwutomowe „Narodziny Rzeczypospolitej. Studia z dziejów średniowiecza i czasów wczesnonowożytnych” z 2012 r. Pomimo upływu czterech lat od śmierci, ciągle ukazują się też teksty dotąd niepublikowane lub wznowienia prac samego Profesora. Wspomnieć też należy o 3 większych konferencjach poświęconych zmarłemu i jego dorobkowi: „Janusz Kurtyka. Rzeczypospolitej historyk i urzędnik” (Kraków 2011), „Od Kresowych pomników cywilizacji łacińskiej po Żołnierzy Wyklętych” (Przemyśl 2012), „Honor. Patriotyzm. Służba Ojczyźnie. Janusz Kurtyka Kustosz Pamięci Narodowej” (Katowice 2012).

W samym Przemyślu Janusz Kurtyka związany był przez wiele lat z tutejszym środowiskiem naukowym i Państwową Wyższą Szkołą Wschodnioeuropejską. Od chwili powstania przemyskiej Uczelni w 2001 r. był w niej wykładowcą historii średniowiecznej, dawnych form ustrojowych i promotorem prac licencjackich. Pełnił funkcję zastępcy dyrektora i dyrektora Instytutu Historii i Archiwistyki do momentu wyboru na prezesa IPN. Uczestniczył w pracach Senatu i innych gremiów, decydujących o kierunkach rozwoju Uczelni. Był doskonałym znawcą dziejów Przemyśla i południowo-wschodnich Kresów. Sam gród nad Sanem darzył wielką sympatią. Swój pierwszy opublikowany tekst naukowy poświęcił średniowiecznym stosunkom Przemyśla z Krakowem. Wielokrotnie z sentymentem wspominał pierwszy przyjazd do Przemyśla na kwerendę archiwalną, jeszcze w czasie studiów. Przywoływał postaci życzliwych pracowników Stacji Naukowej Polskiego Towarzystwa Historycznego, czy archiwariusza ks. Mieczysława Kociubińskiego. Związał się również ze środowiskiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk, gdzie na łamach „Rocznika Przemyskiego” publikował obszerne teksty, w tym fundamentalne dla badaczy Podola „Repertorium podolskie”.

004W samej PWSW prof. Janusz Kurtyka dał się poznać jako ceniony przez studentów dydaktyk i sprawny organizator nauki. Uczestnicy zajęć Profesora wspominają go jako doskonałego znawcę omawianych tematów, konkretnego i nie zbaczającego na wątki poboczne. Wykładał bez stosowania chwytów retorycznych, modnego odwoływania się do uczuć, uproszczeń, czy zbędnych przerywników. Egzaminatorem był wymagającym, ale ostatecznie wyrozumiałym i unikającym stawiania ocen niedostatecznych. Jednocześnie interesował się wszelkimi problemami środowiskowymi, co doskonale wykorzystywali studenci, zapraszając Profesora na warsztaty naukowe przeradzające się w długie wieczorne dyskusje. Janusz Kurtyka był też chętnie wybieranym przez studentów promotorem. Seminarium Profesora było zaprzeczeniem częstego dziś lekceważenia pisania prac licencjackich, tak przez studentów, jak i naukowych opiekunów. Do zajęć tych podchodził śmiertelnie poważnie, i takiego podejścia wymagał od uczestników. Dzięki rozległej wiedzy, rozeznaniu w źródłach, trafnym wskazówkom i nowym pomysłom badawczym potrafił zarażać studentów do podejmowania nietuzinkowych i często trudnych tematów. Jak wspominają niektórzy seminarzyści poprzez narzucone szybkie tempo pracy, konieczność przewertowania olbrzymiej literatury, ciągłe mierzenie się ze źródłami przygotowanie do zajęć było ostrą harówką. Jednak za wymaganiami, szła też konkretna pomoc i wsparcie. Profesor przywoził niedostępne w mieście publikacje, nakierowywał na konkretne zasoby archiwalne, nieraz organizował studentom noclegi w całej Polsce na czas kwerendy, czy – w razie problemów z udostępnieniem materiałów – chwytał za telefon i interweniował. Nie oznacza to, że spod ręki profesora wychodzili sami doskonale ukształtowani badacze przeszłości, a wszystkie prace były wybitne. Tak jak różni są studenci, tak różne były ich osiągnięcia. Niemniej, jeśli ktoś miał chęci, zapał i wytrwałość, dostawał na seminariach Profesora doskonałą szkołę warsztatu naukowego i pisarstwa.

Chociaż wyższe szkoły zawodowe, jak przemyska PWSW, z ustawowego założenia stanowią połączenie dydaktyki i zawodowej praktyki, w rozumieniu uczelni przez prof. Janusza Kurtykę, nie mogło zabraknąć miejsca na badania naukowe i publikacje. Tak narodził się pomysł wydawania drukiem najlepszych prac licencjackich w ramach uczelnianej serii „Monografie Przemyskie”.

Dzięki osobistemu zaangażowaniu Profesora w Bibliotece Uczelnianej powstał pewnie największy w mieście księgozbiór wydawnictw źródłowych i opracowań do dziejów Kresów południowo-wschodnich i Podola. Podejmowane przez Janusza Kurtykę działania organizacyjne cechował konkret. Pierwszeństwo miały sprawy bliskie ziemi, choć często mało efektowne. Unikał przy tym tak nużącego u wielu humanistów rozwiązywania problemów przez podnoszenie nośnych i barwnych idei, toczenie niekończących się dysput, czy wypisywania jałowych elaboratów. Było to szczególnie ważne w pierwszych latach budowania struktur i jakości przemyskiej PWSW. Jako dyrektor Instytutu, miał jasne wymagania wobec pracowników: mieli to być przede wszystkim ludzie nauki. Wszelkie inne walory miały znaczenie drugorzędne. O przemyskiej Uczelni mówił zawsze jak o małym uniwersytecie, więc zarówno wykładowcy, jak i studenci powinni być „jak ludzie uniwersytetu”.

W kolejną rocznicę śmierci Profesora trudno powiedzieć, jak długo przetrwa to, co prof. Janusz Kurtyka współtworzył w przemyskiej PWSW w sensie instytucjonalnym. Sama Uczelnia, jak i ludzie ją tworzący w naturalny sposób zmieniają się. Są jednak ludzie – konkretni uczniowie – dla których był wzorem i mistrzem, bezwzględnie uczciwym i traktującym ich jak najpoważniej. Dzięki jego zaangażowaniu i życzliwości wielu z nich odkryło swoją wartość i wyrobiło najlepsze umiejętności zawodowe. Wydaje się, że to w konkretnych działaniach tych ludzi, najlepiej przetrwa pamięć o obecności prof. Janusza Kurtyki w przemyskim środowisku akademickim.

Grzegorz Klebowicz
PWSW w Przemyślu

fotografie ze źródeł PWSW w Przemyślu


Wypalanie traw. Nasza wiosenna głupota

Ostatnie słoneczne i ciepłe dni, zachęciły nas do wiosennych porządków wokół domów, w ogrodach i na działkach. Niestety, wielu z nas, w ramach tych czynności, ciągle wypala trawy. A przecież od wielu już lat policja i straż pożarna przestrzega, że proceder ten jest niebezpieczny, szkodliwy dla przyrody a także nielegalny.

Wypalając trawy ryzykujemy, że ogień wymknie się nam z pod kontroli i doprowadzi do poważnych pożarów, pól, lasów lub zabudowań. Nawet niewielki wiatr może spowodować, że ogień stanie się przez nas do nieopanowania. I statystyki rzeczywiście pokazują, że co roku ludzie giną w ogniu, właśnie celowo zaprószanym na naszych polach i łąkach.
Dym powstały w wyniku takich wypaleń pól znajdujących się w pobliżu dróg, bardzo często staje się przyczyną wypadków. Niemal każdy z nas, miał choć raz do czynienia z sytuacją, kiedy kłęby dymu wydostające się z płonących poboczy całkowicie zasłoniły mu widoczność.
Pamiętajmy także, że wypalając trawy zabijamy wiele gatunków roślin i zwierząt.


Przemyski kopiec. Grobowiec tatarskiego chana?

Kopiec jest sztucznym nasypem położonym na przemyskim Zniesieniu, miejscu tyleż atrakcyjnym widokowo co i historycznie, tu bowiem ma swe korzenie kolejna lokalna legenda.

Kopiec Tatarski wznosi się dumnie na 352 n.p.m i jest najwyższym okolicznym punktem. Ten charakterystyczny element krajobrazu wg legendy został usypany na grobie tatarskiego chana, który chcąc zdobyć przemyski gród z hordą swą tu przybył, jednak miast kosztowności i jasyru śmierć swoją tu spotkał. Oddani Tatarzy zwyczajem wschodnim kurhan postanowili usypać by miejsce pochówku chana znać było z daleka. Każdy z nich czapkę zdjąwszy ziemi do niej nabrał i na grób sypał. Horda liczną była toteż kopiec usypano wielki by spokoju chana nikt zakłócić nie mógł...

To mówi legenda jednak naukowcy widzą w kopcu nieco inne przeznaczenie. Uważa się, że w pradziejach było to miejsce kultu plemion słowiańskich z czasów gdy Chrześcijaństwo nie dotarło jeszcze na nasze tereny. W późniejszym czasie służył Przemyślanom do komunikacji. Na szczycie kopca w chwili zagrożenia rozpalano ogromny ogień by w ten sposób ludność okoliczną o zbliżającym się niebezpieczeństwie poinformować lub wezwać pomocy w potrzebie. Taki ogień był widziany z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Średniowieczne drzeworyty ukazywały, że na szczycie kopca wzniesiono kaplicę pod wezwaniem św. Leonarda, która została zburzona w okresie II Wojny Światowej. W okresie I wojny natomiast okolica kopca została mocno ufortyfikowana bunkrami pierścienia wewnętrznego Fort Zniesienie.

Czasy dzisiejsze ukazują nam nowe możliwości tej lokalnej osobliwości. Kostka brukowa dużo lepiej nadaje się do spacerowania wśród pozostałości Twierdzy niż błoto i pokrzywy. Kopiec Tatarski stał się ulubionym miejscem widokowym, z którego przy dobrej widoczności można podziwiać okoliczne krainy geograficzne - Płaskowyż Sańsko - Dniestrzański, Kotlinę Sandomierską czy nieodległe Bieszczady.


Królewska Gra w Przemyślu - IV Międzynarodowy Turniej Szachowa Sanowa 2014

Opadły już emocje i zmęczenie po weekendowych intelektualnych zmaganiach w Galerii Sanowa w Przemyślu. To już czwarty rok z kolei spotykają się przy szachownicach całkiem mali i całkiem dorośli pasjonaci królewskiej gry. W tym roku w pierwszym dniu turniejowym brało udział w trzech kategoriach wiekowych do lat 8, 12 i 16 łącznie 115 uczestników z Polski i z Ukrainy. Najmłodszy z nich Wojtek Gazda miał tylko 5 lat.

W niedzielę w grupie OPEN zmagało się 46 zawodników. Tutaj ograniczenia wiekowego już nie było i najmłodszą zawodniczką była 9 letnia Ania Gdula z Przemyskiego S-KKSu, a w jakim wieku był najstarszy zawodnik, któż to wie, ale na pewno miał o kilkadziesiąt lat więcej. Większość z Was pomyśli pewnie – co za nuda przywołując znane wszystkim powiedzenie „masz refleks szachisty„, ale ja z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to nie prawda. Nie spodziewacie się nawet, ile emocji może towarzyszyć każdej rozgrywanej partii. Ile sprytu i taktyki trzeba wykorzystać, aby wygrać każdą partię. To prawdziwe bitwy rozgrywane na małym polu, z podjazdami, atakami, zasadzkami i innymi elementami gry wojennej.

W Przemyślu rozgrywane były zawody w szachach szybkich, a więc z ograniczeniem czasowym 15 minut na zawodnika, co oznacza, że cała partia mogła trwać maksymalnie pół godziny. To złudzenie, że szachista myśli powoli, bo w czasie tego pozornego bezruchu jego mózg wykonuje setki skomplikowanych obliczeń dokonując wyboru najlepszego z możliwych wariantów posunięcia. Każdy kolejny ruch jest precyzyjnie skalkulowany i ma doprowadzić do zwycięstwa w ciągu tych, zaledwie kilkunastu minut. W takich partiach liczy się koncentracja, szybkość podejmowania decyzji, a uwierzcie, że nie jest to łatwe, kiedy wokół tyle bodźców zapachy z pobliskiego baru, mnóstwo ciekawych rzeczy w pobliskich sklepach i tłumy ludzi wokół spędzających czas w centrum handlowym.

Najbardziej te emocje widać na twarzach tych młodszych zawodników czasami są łzy i złość po przegranej partii, ale jest też wiele radości i uśmiechu po każdym zwycięstwie, a zwłaszcza kiedy mogą odebrać nagrody i dyplomy honorujące ich sukcesy. Nie byłoby to wszystko możliwe, gdyby nie organizator tych spotkań.
A jest nim Sportowo - Kulturalny Klub Szachowy w Przemyślu przy wsparciu Galerii Sanowej oraz innych sponsorów takich jak Hotel Gloria, Firma Douglas, Empik, Yupi Park i Smak Górno, a także Portal Przemyski, który jako pierwszy zamieszcza relację z tych zawodów. Zapraszamy do obejrzenia galerii.

Chętnych do obejrzenia kolejnych zmagań szachowych zapraszam już w najbliższą niedzielę do Klubu Garnizonowego przy ul. 29 Listopada w Przemyślu, gdzie odbędą się zmagania 12 drużyn z całego Podkarpacia (w tym trzech drużyn z Przemyśla) w ramach Podkarpackiej Otwartej Ligi Szachowej 2014 r.

Zwycięzcy w poszczególnych kategoriach :

Kategoria do lat 8

Juniorzy

1.Jakub Tomkiewicz – UKS Brzozów
2.Jan Borysławski – MDK Przemyśl
3. Mazurek Mateusz – S-KKS Przemyśl

Juniorki

1. Maja Mazurek
2. Karolina Łabińska

Kategoria do lat 12

Juniorzy

1. Medvedyk Volodymir
2.Złotek Mikołaj – UKS Rudnik nad Sanem
3. Bukała Norbert – UKS Gim Dwójka Tomaszów Lubelski

Juniorki

1. Wojtas Emilia – UKS Brzozów
2. Wawryszczuk Iga -UKS Gim Dwójka Tomaszów Lubelski
3. Gdula Anna -S-KKS Przemyśl

Kategoria do lat 16

Juniorzy

1.Poliulikh Bogdan – Lwów
2.Vorobets Nikolay – Pustomyty
3. Medvedyk Vasyl

Juniorki

1.Havryshkievich Anna-Maria
2 Godek Martyna- WKS Górnowia Górno
3. Trybowska Anna – UKS Rudnik nad Sanem

OPEN

1.Ustianovich Nazar-Lwów
2.Jaskolka Tomasz-KKSZ Urania Krosno
3.Słabek Grzegorz – TS Wisła Kraków


Dziękujemy!

Dzięki Wam mamy już 2000 lajków.  Pragniemy aby Portal Przemyski, pierwszy w Przemyślu sprawnie działający serwis internetowy, był coraz ciekawszy i bardziej atrakcyjny. Oprócz codziennych aktualności znajdziecie tu opinie, reportaże i felietony. Istniejemy dzięki Wam, dlatego dziękujemy za to, że jesteście z nami.


Austriacki skarb ukryty w Przemyślu. Prawda czy mit?

Prastary gród nadsański Przemyśl kryje wiele niewyjaśnionych tajemnic. Jedna z ostatnich dotyczy skarbu zgromadzonego w Twierdzy Przemyśl z okresu I wojny Światowej.

Dawno, dawno temu, po Przemyślu krążyła taka o to anegdota, jakoby to minister finansów pismo śląc do dowódcy Twierdzy zażądał w nim sprawozdania z nakładów poniesionych na jej budowę. Generał von Burgneustädten rychło umyślnego do Wiednia posłał, by ten ministrowi list dostarczył z następującą treścią:

-Otrzymałem 10 milionów koron i wydałem 10 milionów koron.

Minister srogo się na generała rozsierdził. Odpowiedź była szybka:

-Proszę o potraktowanie sprawy poważnie!

Generał przeczytał i równie szybko odpisał:

- Poważnie! Otrzymałem 10 milionów koron i wydałem 10 milionów koron! A kto nie wierzy ten dureń!

Jeszcze srożej rozsierdzony minister udał się z listem do najjaśniejszego pana, by ten list przeczytawszy decyzję właściwą podjął. Cesarz poprawił binokle, kartkę ujął w dłoń, przeczytał i odrzekł: Ja wierze!

Tak o to wg anegdoty generał zwany w Przemyślu Kuśmankiem, od rozliczeń z cesarskiej kasy się wymigał. Legenda, jednak mówi, że generałowi nieco z tej cesarskiej kasy pozostało, gdyż twierdza była przygotowana na dłuższą obronę niż jej de facto broniono. Jak wiadomo dowódca twierdzy poddał ją Rosjanom 22 maja 1915, ale o pieniądzach nic nie było mowy…. Sam generał Hermann Kusmanek von Burgneustädten po powrocie z niewoli został oskarżony o zdradę, a następnie po czasie uniewinniony…

Co się stało ze skarbem?

W 1927 roku rząd polski prowadził negocjacje z obywatelem Austrii. Ten za 1/3 znaleźnego lub 25% monet, zgodził się wskazać, gdzie na terenie byłej twierdzy skarb został ukryty, jeżeli jego wartość przekroczy 3 miliony złotych wg kursu z tamtych czasów. E. Kalman – bo tak nazywał się Austriak twierdził, że pieniędzy i kosztowności może być dużo, dużo więcej.. Pertraktacje nie doszły do finału, widocznie polskie władze nie uwierzyły Kalmanowi, że posiadane przez niego informacje są prawdziwe. Wiadomo jednak, że przed poddaniem do niewoli załoga każdej twierdzy ukrywa archiwa, dokumenty i pieniądze, by nie wpadły w ręce wroga. Nie, inaczej stało się zapewne w Twierdzy Przemyśl. Po poddaniu do niewoli trafili tylko żołnierze, załoga cywilna nie została aresztowana i to właśnie wśród jej członków należało by rozpocząć poszukiwania skarbu. Po wojnie forty twierdzy zostały gruntownie przeszukane. Zdeinstalowano militaria, zdemontowano wszelkie elementy metalowe nadające się do dalszej obróbki czy przetworzenia. W procesie tym uczestniczyli okoliczni mieszkańcy jak i wynajęte firmy. Podczas prowadzenia tych prac nie natrafiono nawet na ślad kosztowności. Czyżby zatem skarb Twierdzy Przemyśl nadal spoczywał w granicach miasta?

Każda legenda kryje odrobinę prawdy, daje więc nadzieję, że może właśnie nam uda się kiedyś odnaleźć to, czego dotyczy i w barwny sposób opisuje,  Tego sobie i Wam szczerze życzę……


Z przekąsem. Leśne zbiory strażników granicznych

Lasy są domem dla wielu ciekawych stworzeń. Oprócz wszelakiej zwierzyny, każdy amator ciekawy natury, może tam znaleźć setki tysięcy gatunków roślin i ogromną mnogość grzybów. Jednakże w podprzemyskich lasach na granicy polsko – ukraińskiej, czasem jak z pod ziemi, wyrastają dużo bardziej niespodziewane osobliwości. Drugiego kwietnia takiego odkrycia dokonali strażnicy graniczni z placówki w Lubaczowie, którzy rutynowo patrolowali pas przygraniczny.

Na leśnej polance strażnicy odkryli dwanaście kartonowych pudeł. Kiedy funkcjonariusze sprawdzili ich zawartość, okazało się, że każdy z kartonów zawierał po pięćset paczek papierosów. Brak jakiejkolwiek obecności kogokolwiek oprócz pograniczników, mógłby jakiemuś laikowi sugerować, że papierosy to rzeczywiście naturalny dar lasu. Jednak obecność na opakowaniach ukraińskich napisów sugeruje, że pudła musiały być przez, jednak kogoś tu przyniesione. Naturalny plon lasu, po polskiej stronie granicy, nawet, jeśli tak rzadki, jak kartony pełne papierosów, zawierałby przecież napisy w języku polskim oraz polskie znaki akcyzy skarbowej.

Strażnicy graniczni zabezpieczyli papierosy. Teraz zajmują się ustalaniem, jaka dobra dusza mogła je w leśnych ostępach zagubić. My ze swojej strony poszukiwania rozumiemy. Przecież trzeba nieborakowi wytłumaczyć, iż jest rzeczą bardzo nierozsądną, przechadzanie się po przygranicznych lasach przechadzać z bagażem wartym 70 tysięcy złotych, w dodatku, którego legalność budzi poważne zastrzeżenia.

 


Zadbajmy, aby nie było tutaj ludzi bez pracy - Rozmowa z Waldemarem Rowińskim

loga_swiss

Rozmowa z Waldemarem Rowińskim, przeprowadzona w ramach projektu szwajcarskiego “Akademia Młodej Przedsiębiorczości Społecznej” Projekt ma na celu odkrywanie i promowanie młodych ludzi, których pasją jest działalność społeczna.

Waldemar Rowiński, właściciel firmy Sadaro oraz prezes Stowarzyszenia Rolników Podkarpacia dzieli się swoimi doświadczeniami w działalności gospodarczej, przekonuje, że mieszkańcy razem mogą skutecznie działać. Pomoże im w tym rzetelność, która cechuje również naszego rozmówcę.

Kiedy i w jakich okolicznościach zaczęła się Pańska działalność biznesowa?
Początkiem lat dziewięćdziesiątych, korzystając ze zmiany ustroju politycznego i gospodarczego, mając dwadzieścia-kilka lat zwolniłem się z pracy, aby zacząć własny biznes. Miałem stracha, do tego wszyscy znajomi odradzali mi ten krok. Zacząłem handlować dywanami. Po kilku wyjazdach zagranicznych okazało się, że biznes bardzo się opłaca, sprzedaż stale rosła. Importowałem dywany z Francji, Belgii, początkowo na polski rynek, później również za granicę.

Skąd wziął Pan pieniądze na swój pierwszy biznes?
Pierwszy handel zacząłem, inwestując pieniądze ze swojej pensji. Po pierwszym zagranicznym wyjeździe podwoiłem te pieniądze, również po drugim. W ten sposób doszedłem do kwoty ok. 20 tys. zł.

Jakie trudności napotkał Pan na początku swojej działalności gospodarczej?
Największym problemem był brak środków transportowych. Przywoziłem towar z Lublina do Przemyśla jelczem, wypożyczonym z Pekaesu. Dopiero później udało się wypożyczyć ciężarówkę. Obecnie zauważam, że sprzedaż dywanów maleje, wobec rosnącej konkurencji – przede wszystkim dużym, sieciowym sklepom. W latach dziewięćdziesiątych sprzedaż dywanów wzrosła z początkowo dziesięciu tygodniowo do tysiąca.

W jaki sposób wyszukuje Pan współpracowników do swojego zespołu?
Ze mną pracują od 20 lat Ci sami ludzie. Natomiast, gdybym miał dziś szukać współpracowników, to skierowałbym się do Zespołu Szkół Ekonomicznych w Przemyślu. Jestem zaprzyjaźniony z tą szkołą, miałem stamtąd pracowników, spośród których część do dzisiaj pracuje w mojej firmie.

Zajmuje się Pan również działalnością społeczną. Proszę o tym opowiedzieć.
W ubiegłym roku wspólnie z mieszkańcami gminy Krasiczyn założyliśmy Stowarzyszenie Rolników Podkarpacia. Naszym celem jest pozyskiwania środków unijnych na integrację lokalnych społeczności. Naszym pierwszym dużym działaniem jest projekt propagowania funduszy sołeckich dla mieszkańców powiatu przemyskiego. Nie wszyscy wiedzą, że gminy, realizujące fundusze sołeckie mogą otrzymać zwrot z budżetu państwa.

Głównym celem stowarzyszenia jest przyczynienie się do zmiany ustawy łowieckiej, szkodliwej dla mieszkańców Podkarpacia. Znamy przykłady nierzetelnej wypłaty odszkodowań za szkody wyrządzone przez leśne zwierzęta (dziki, sarny, jelenie). Odszkodowania są często wypłacane na poziomie 10% wartości szkody. Przygotowujemy dokumentację i chcemy w zimie zająć się tym tematem. Chcemy nagłośnić ten problem. Niestety nie mamy żadnych środków finansowych na tą działalność, poza własnymi.

Chcielibyśmy, aby w naszym powiecie powstało więcej placów zabaw. Jest wiele możliwości pozyskania na to środków unijnych. Nasze stowarzyszenie ma umowę na postawienie placu zabaw w Tarnawce, w gminie Krasiczyn.

Czy szuka Pan partnerów do swojej działalności biznesowej lub społecznej?
W działalności biznesowej poszukuję wykonawców, którzy układają wykładziny. Natomiast dla Stowarzyszenia Rolników Podkarpacia poszukujemy również inne lokalne stowarzyszenia, które mogłyby wziąć udział w różnych projektach społecznych, dla mieszkańców Podkarpacia.

Jakie są Pańskie plany na przyszłość?
Firma ma w planach otworzenie sklepu w branży wykładzinowo - dywanowej na terenie Podkarpacia. To plan na dwa lata. Stowarzyszenie chce nawiązać współpracę z władzami powiatu przemyskiego oraz marszałkiem województwa podkarpackiego. Nie potrzebujemy wiele pieniędzy, ale zdajemy sobie sprawę że bez nich nasza działalność będzie trudna.

Jakich rad udzieliłby Pan początkującym, młodym przedsiębiorcom?
Przede wszystkim rzetelność i prawda dla kontrahentów. Ludzie zauważają, gdy robimy coś porządnie. W moim przypadku – gdy układamy wykładzinę w różnych firmach w mieście, przedsiębiorcy zauważają, że robimy to porządnie i wracają do nas. Tak samo w stowarzyszeniu. Gdy realizujemy nasze działania porządnie, to partnerzy chętniej z nami rozmawiają.

Co by Pan zrobił, gdyby dysponował nieograniczonymi środkami pieniężnymi?
Zacząłbym od postawienia aquaparku. Przemyskiej infrastrukturze takich rzeczy bardzo brakuje. Moim gościom, mieszkańcom miasta. Zadbałbym też o to, aby nie było tutaj ludzi bez pracy. Postawiłbym tu fabrykę. Kiedyś było tu wiele dużych zakładów pracy, np. zakłady płyt pilśniowych. Uważam, że takie rzeczy są tu potrzebne. Ograniczyłbym rozbudowę supermarketów w centrum miasta. Skierowałbym je na obrzeża miasta, niech tam się budują. A centrum miasta zostawiłbym dla kupców. Tu są sklepy, które ja lubię i robię zakupy od lat. Gdy wydaję pieniądze w takim sklepie, to nie liczę reszty, bo mam do nich zaufanie.

loga_stow


Zatrzymani mężczyźni wyłudzający sprzęt RTV w sklepach na terenie Przemyśla

Dwóch oszustów, wyłudzających sprzęt RTV zostało ujętych przez policjantów z wydziału do walki z przedsiębiorczością gospodarczą. Mężczyźni, obaj w wieku 26 lat, działali w sklepach na terenie Przemyśla. Proceder polegał na przedstawianiu nieprawdziwych dokumentów, przy zakupie sprzętu w systemie ratalnym. Przemyska policja ocenia straty instytucji bankowych i kredytowych na ponad 11 tyś zł

Mężczyźni, próby wyłudzenia dokonali w poniedziałek. W dwóch przemyskich sklepach oferujących sprzęt RTV, dokonali ratalnych zakupów na wartość 4700 zł oraz 6800 zł. Na prośbę o przedstawienie zaświadczeń o zarobkach i zatrudnieniu, przedstawili pracownikom sklepów podrobione dokumenty zawierające nieprawdziwe dane. Każdy z zatrzymanych obrał sobie na cel  inny sklep.

Obydwu mężczyzn policja zatrzymała wkrótce po dokonaniu nieuczciwych zakupów. Sprzęt został odzyskany i wkrótce powróci do oszukanych sklepów. Nieuczciwym klientom grozi 5 lat pozbawienia wolności.


W Przemyślu odbył się finał konkursu piosenki "Śpiewaj Razem z Nami"

Śpiewaj Razem z Nami to najstarszy konkurs piosenki w naszym regionie. Już po raz 24 młodzi artyści rywalizowali w 4 kategoriach. Soliści od 6 do 9 lat, soliści od 10 do 12 lat, soliści od 13 do 17 lat oraz zespoły. Przez lata konkurs zyskał sobie zagorzałych zwolenników a poziom artystyczny wykonań z roku na rok jest coraz wyższy. Festiwal ma 2 etapy. Pierwszy powiatowy odbywa się w ośrodkach kultury województwa podkarpackiego i wyłania finalistów, którzy prezentują swoje umiejętności na finale konkursu w CENTRUM KULTURALNYM w Przemyślu. Tegoroczna impreza zgromadziła 65 wykonawców z całego niemal województwa.

Oprócz wielkich talentów wykonawców na podziw zasługuje również ogromna praca instruktorów muzycznych włożona w oszlifowanie tych małych muzycznych diamentów. Przygotowanie wokalistów zajmuje nierzadko całe miesiące aby później taki młody artysta mógł zabłysnąć na scenie.

Grand Prix tegorocznego festiwalu zdobyła Aleksandra Ożóg z Dębicy. Natomiast laureaci z naszego powiatu to: w 1 kategorii wiekowej - Ewa Pawłowska ze Studia AGA z Centrum Kulturalnego w Przemyślu, która zdobyła wyróżnienie, Zofia Czaja ze Studia AGA i Szkoły Podstawowej nr 14 w Przemyślu, która zdobyła III nagrodę oraz Weronika Białoń z Centrum Piosenki Dziecięcej przy SP nr 15 w Przemyślu, która również zdobyła III nagrodę.

W 2 kategorii wiekowej - I miejsce przypadło Julii Bilińskiej ze Szkoły Podstawowej w Olszanach, III miejsce Julii Bielańskiej ze studia Aga i Szkoły Podstawowej nr 14 w Przemyślu, wyróżnienia: Annie Buczko i Paulinie Osak z Klubu 5 Batalionu Strzelców Podhalańskich w Przemyślu.

W 3 kategorii wiekowej- II miejsce zdobyła Katarzyna Kulpaczyńska ze Studia Aga z Centrum Kulturalnego w Przemyślu a wyróżnienia przypadły: Magdalenie Feduniewicz z Klubu 5 Batalionu Strzelców Podhalańskich w Przemyślu

Annie Białoń z Centrum Piosenki Dziecięcej przy SP nr 15 w Przemyślu

Katarzynie Mielnikiewicz z I LO w Przemyślu.

W kategorii zespołów I nagrodę zdobyła grupa z Zespołu Szkół Muzycznych w Przemyślu a III nagrodę przyznano Zespołowi wokalnemu NUTKI z Klubu 5 Batalionu Strzelców Podhalańskich w Przemyślu.

W przyszłym roku Festiwal zapowiada się jeszcze bardziej uroczyście ze względy na jubileusz 25-lecia tej imprezy.