Brązowa medalistka w podnoszeniu ciężarów trenuje w Przemyślu

W dniach 24 – 25 maja w Stoku Lackim na Mazowszu odbywały się Młodzieżowe Mistrzostwa Polski w Podnoszeniu Ciężarów.

Ewa Kopczak, reprezentantka klubu LKS Dobroszyce, zdobyła brązowy medal w dwuboju, uzyskując 124 kg (rwanie 55 kg / podrzut 69 kg).
W pierwszym podrzucie próbowała pobić swój aktualny rekord życiowy (70 kg), biorąc na sztangę ciężar 73 kg. Tym razem z takim obciążeniem jeszcze się nie udało, ale kolejne (65 kg i 69 kg) zostały zaliczone. W trzecim podejściu w rwaniu uzyskała wynik 55 kg, co dało jej miejsce na podium. Ewie do srebra zabrakło zaledwie 1 kg, jednak brązowy medal to ogromny sukces zawodniczki z Podkarpacia.

Ewa Kopczak na co dzień trenuje w przemyskim klubie crossfit Coast Fit Lab, tam również jest trenerką.

Zdjęcia: www.przemysl.pl


Komentarze powyborcze

Niedzielne wybory do Europarlamentu przez wielu nazywane były sprawdzianem sił poszczególnych partii przed jesiennym głosowaniem do Sejmu i Senatu RP.

O komentarz poprosiliśmy lokalnych polityków.

 Wojciech Bakun, Prezydent Miasta Przemyśla, Kukiz’15

Widać wyraźny duopol partyjny, podział na dwie silne ugrupowania, które niestety zwalczają się wzajemnie. Zadowalający może być wynik partii Wiosna, która miała spore poparcie na zachodzie Polski, na ścianie wschodniej jednak mniejsze. Trochę martwi wynik mniejszych ugrupowań, które jeszcze kilka lat temu się liczyły i były w stanie uzyskać mandaty.

Andrzej Zapałowski, Konfederacja Korwin Braun Liroy Narodowcy

Wczorajsze wybory były starciem dwóch głównych bloków politycznych kraju. Konfederacja nie miała takich potężnych pieniędzy jak PiS i KE, sami finansowaliśmy kampanie wyborcze. Mieliśmy także zamknięty dostęp do centralnych mediów, podczas jednej z debat ani razu nie dopuszczono kandydata Konfederacji do głosu. To pokazuje, jak zachwiany mamy obraz mediów publicznych. Nie mieliśmy szans dotrzeć do elektoratu – jedynym sposobem były relacje ze spotkań emitowane w sieci. To jest dla nas lekcja przed jesiennymi wyborami, czyli jak zweryfikować próbę dotarcia do szerszej liczby wyborców.

Maciej Kamiński, Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Przemyślu, Prawo i Sprawiedliwość

Wynik wyborów pokazał czego Polacy oczekują i że obecne działania oraz kierunek rozwoju naszego kraju są słuszne. Warto zwrócić uwagę na wysoki wynik Prawa i Sprawiedliwości w naszym województwie i mieście, dający wysoką przewagę nad pozostałymi. To też pokazuje czego oczekują nasi mieszkańcy.

Marek Rząsa, Poseł na Sejm RP, Koalicja Europejska

Przede wszystkim pragnę podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w wyborach. Rekordowa frekwencja pokazuje, że Polacy doskonale sobie zdali sprawę z tego, jak ważne to były wybory i jak ważna jest silna reprezentacja Polski w Parlamencie Europejskim. To zawsze jest święto demokracji, kiedy w kolejnych wyborach zwiększa się zaangażowanie wyborców. Szczególne słowa podziękowań kieruję do tych z Państwa, którzy zagłosowali na kandydatów Koalicji Europejskiej. To dla nas wielka motywacja do jeszcze intensywniejszej pracy. Ze szczerego serca chylę głowę przed tymi, którzy postawili znak „X” przy moim nazwisku. To dla mnie nie tylko zaszczyt, ale nade wszystko wielkie zobowiązanie. „Liczą się ludzie” – moje hasło wyborcze jest niezmienne, a te ponad 7 400 głosów świadczy o docenieniu mojej dotychczasowej pracy poselskiej. Bardzo dziękuję! Polityka, polityką ale słowa gratulacji należą się zwycięzcom tej europejskiej batalii, którzy mimo wielu spektakularnych wpadek czy wręcz afer potrafili w końcówce kampanii przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Trzeba ten ostatni wybór Polaków uszanować, nawet jeśli dla niektórych jest niezrozumiały. Pamiętajmy karta wyborcza w urnie to jest też święto demokracji. Przed Platformą Obywatelską stoi kolejne wyzwanie. To jesienne wybory do Sejmu i Senatu. Trudno dziś wyrokować, czy pójdziemy do nich w ramach Koalicji czy też samodzielnie. Natomiast dla mnie jedno jest pewne. Nie będę ustawał w swoich działaniach, by przekonać wyborców, że nasza wizja Polski jest lepsza i że dla mnie liczą się ludzie.

zb


Będzie 2. Przemyska Rewolucja Literacka!

Większość Polaków nie czyta wcale. Badania stanu czytelnictwa w Polsce - przeprowadzane przez Bibliotekę Narodową - pokazują, że ponad 63% z nas w ciągu roku nie przeczytało żadnej książki. Z tym wynikiem wypadamy nie najlepiej na tle innych europejskich krajów, gdzie poziom czytelnictwa przekracza 50%. Śmiało można stwierdzić, że czytanie w Polsce zarezerwowane jest dla nielicznych.

Co możemy z tym zrobić? Sama edukacja w szkołach nie wystarcza, tam w większości przed książką ucieka się - jak przed złem koniecznym. Dlatego tak ważne są działania promujące czytelnictwo organizowane przez niezależne ośrodki – biblioteki, centra kultury, księgarnie. Ale z tym też trzeba postępować ostrożnie. Młodych, potencjalnych czytelników łatwo zanudzić „odgrzewanymi kotletami”, tych trochę starszych już mało co jest w stanie zaskoczyć. Liczy się pomysł i forma podania. Liczy się więc czytanie i to, co może do tego zachęcić, co może temu towarzyszyć. Ważne jest pokazanie, jak wiele z literatury czerpiemy i jak przeplata się ona na różnych płaszczyznach naszego życia.

Pamiętamy jak rok temu z przemyskiej fontanny zniknął niedźwiadek. Wywołało to nie lada poruszenie wśród mieszkańców, informacja nawet ukazała się w lokalnych mediach. Tak rozpoczęła się 1. Przemyska Rewolucja Literacka zorganizowana przez małą, niezależną księgarnię Kontrabanda Literacka. Projekt był na tyle ciekawy i nowatorski, że został bardzo wysoko oceniony i dofinansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jak się okazało, w tym roku pomysł również spodobał się w MKiDN i czeka nas 2. Przemyska Rewolucja Literacka. W połowie czerwca spotkamy się m.in z Robertem Małeckim, Łukaszem Orbitowskim, zobaczymy widowisko z udziałem grupy sztukmistrzów i posłuchamy legendarnego już zespołu nowofalowego 1984.

Program 2. Przemyskiej Rewolucji Literackiej

14 czerwca – Plastyka i Literatura "Książka to okno na świat"
od 10:00 do 16:00 - warsztaty z filcu – tworzenie ilustracji, warsztaty technikami plastycznymi - szkic, farby, pastele
od 12:00 do 14:00 - warsztaty z rysowania komiksu, warsztaty czytelnicze z tworzeniem ilustracji do czytanej bajki
17:00 - spotkanie autorskie z Robertem Małeckim

15.06.2019 – Teatr i Literatura "Cóż czytasz mości książę? - Słowa, słowa, słowa ..."
od 10:00 do 14:00 warsztaty teatralne
od 10:00 do 15:00 - warsztaty czytelnicze z tworzeniem ilustracji
16:00 - spektakl teatralny
17:00 - warsztaty i spotkanie autorskie z Urszulą Palusińską
20:00 - widowisko z udziałem grupy sztukmistrzów

16 czerwca - Muzyka i Literatura "Bunt nie przemija, bunt się ustatecznia"
od 10:00 do 14:00 - warsztaty z sitodruku
od 11:00 do 14:00 - warsztaty muzyczne dla dzieci "historyjki pisane dźwiękiem"
13:00 - widowisko - czytanie poezji buntowniczej
16:00 - warsztaty z pisania tekstów
18:00 - spotkanie autorskie z Łukaszem Orbitowskim
godz. 20:00 koncert zespołu 1984 (Rynek)

Warsztaty i spotkania autorskie będą odbywać się w księgarni Kontrabanda Literacka przy ulicy Asnyka 6. 

Wszystkie warsztaty, spotkania i koncerty odbywające się w ramach festiwalu są bezpłatne.

 


Rebelianty Podkarpackie wzywają biskupów do ustąpienia

19 maja na Placu Niepodległości w Przemyślu miał miejsce protest przeciwko bierności polskich władz wobec księży pedofilów. Był on związany z premierą głośnego, kontrowersyjnego filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” mówiącym o przestępstwie pedofilii w kościele. Demonstranci pod pomnikiem Jana Pawła II trzymali uniesiony transparent z napisem ,,Lękajcie się". To oczywiste nawiązanie do słynnych słów papieża-Polaka, tym razem miało być ostrzeżeniem dla polskich biskupów.

Anna Grad – Mizgała, jedna z uczestniczek protestu, która wymieniła nazwiska biskupów zamieszanych w tuszowanie pedofilii, powiedziała:

Żądamy od tych biskupów natychmiastowego ustąpienia z zajmowanych stanowisk. Żądamy, aby Episkopat Polski podjął rzeczywiste działania, bo na tym etapie (…) modlitwa ofiarom już nie wystarczy. Należy im się pomoc psychologiczna i zadośćuczynienie finansowe. Żądamy zaprzestania hańbiącej praktyki wysyłania do ofiar prawników, którzy wykorzystując ich bezradność, namawiają ich do odstąpienia od domagania się zadośćuczynienia. Żądamy rozdziału Kościoła polskiego od instytucji państwa. (…) Państwo polskie powinno być wydolne i powinno wszystkim swoim obywatelom (…) zapewnić bezpieczeństwo

Głównym zarzutem Rebeliantów Podkarpackich – inicjatorów tego wydarzenia – wobec Kościoła Katolickiego jest przenoszenie księży pedofilów na inną parafię, co miało być „karą” za popełnione przestępstwo. Na liście 24 duchownych, którzy są odpowiedzialni za zatajanie takich przypadków wśród księży znalazło się również nazwisko przemyskiego arcybiskupa Józefa Michalika. Przytoczono również jego słowa wypowiedziane po ujawnieniu przestępstw księdza pedofila z Tylawy, którego, zdaniem Rebeliantów, krył przez kilka lat: „Wielu tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby relacje między rodzicami dziecka były zdrowe (…)”.

Jacek Mykita podkreślił, że duchowni także podlegają polskiemu prawu:

Ale zapomnieli, że istnieje artykuł 304 Kodeksu Karnego, mówiący o tym, że każdy obywatel jest zobowiązany do poinformowania organów ścigania o zaistniałych przestępstwach bądź o informacjach, które wskazywałyby, że takie przestępstwa zostały popełnione. Ci ludzie wiedzieli o tym. To są obywatele Rzeczypospolitej Polskiej. Nie zrobili nic. Czekamy, kiedy władza podejmie odpowiednie kroki prawne i obejmie postępowaniem przygotowawczym bądź śledztwem wymienione osoby. 

Zdaniem protestujących także kardynał Stefan Dziwisz brał udział w procederze krycia pedofilów. Jako sekretarz Jana Pawła II uniemożliwiał dotarcie do papieża raportów o popełnieniu przestępstwa przez księży, napływających z całego świata. Mógł też przekazywać mu zafałszowane informacje na ten temat.

Wśród zebranych na placu znalazły się osoby próbujące bronić purpuratów. Doszło do krótkiej sprzeczki, po czym przeciwnicy manifestacji odeszli.

Jednymi z ofiar są również księża, którzy nigdy nie dopuścili się przestępstwa. To na nich spadła teraz odpowiedzialność tłumaczenia się przed wiernymi, że pedofilia w kościele nie jest regułą - podkreślali uczestnicy wydarzenia.

zdj.FB Rebelianty Podkarpackie


Miała być podróż życia, skończyło się pozbawieniem wolności

Środa (22 maja) okazała się wyjątkowo pechowa dla Afgańczyków, którzy chcieli dostać się na zachód Europy. 

Do pierwszego zatrzymania doszło w w Rzeszowie-Jasionce. Funkcjonariusze SG w ramach kontroli legalności pobytu na terenie lotniska wytypowali do legitymowania jednego z podróżnych, który kilkanaście minut wcześniej przyleciał z Aten. 21-letni mężczyzna przedstawił biometryczny bułgarski paszport, który od razu wzbudził podejrzenia. Szczegółowe badanie dokumentu potwierdziło fałszerstwo.  „Bułgar” przyznał, że w rzeczywistości jest Afgańczykiem, a paszport kupił w Grecji w pakiecie z fałszywymi prawo jazdami oraz biletem lotniczym do Polski za 4 tys. euro. Na postawie nielegalnych dokumentów chciał dotrzeć do Europy Zachodniej.

Mężczyzna usłyszał zarzuty i przyznał się do popełnieni przestępstwa. Dobrowolnie poddał się karze 1,5 roku pozbawienia wolności z zawieszeniem na 2 lata. Cudzoziemiec zostanie umieszczony na 3 miesiące w Strzeżonym Ośrodku w Lesznowoli.

Tego samego dnia późnym wieczorem dyżurny Komisariatu Policji w Strzyżowie zawiadomił Straż Graniczną o zgłoszeniu serbskiego kierowcy, który twierdził, że z naczepy jego tira słychać podejrzane odgłosy. Usłyszał je, gdy wjeżdżał na stację benzynową i natychmiast powiadomił policję. Niezwłocznie na miejsce parkingu przyjechał patrol Straży Granicznej z Rzeszowa - Jasionki, KAS oraz policja. Po otwarciu naczepy, w której transportowane były opony z Serbii, mundurowi znaleźli trzech 19 - letnich mężczyzn.

Nie posiadali dokumentów, ani pieniędzy. Przyznali, że pochodzą z Afganistanu i trzy dni wcześniej wyruszyli w podróż swojego życia – do Niemiec. Za wyprawę zapłacili będąc jeszcze w Serbii - każdy po 2 tys. euro. Chcieli zamieszkać w Niemczech. Cudzoziemcy przyznali się do nielegalnego przekroczenia granicy i dobrowolnie poddali karze 6 miesięcy pozbawienia wolności z zawieszeniem na 2 lata.

Dziś (24 maja) w ramach readmisji uproszczonej zostali przekazani z powrotem na Słowację. Jest to procedura, która pozwala na przekazanie cudzoziemców w ciągu 48 godzin do państwa, z którego nastąpiło nielegalne przekroczenie granicy. Polska ma podpisane umowy o readmisji z Niemcami, Czechami, Słowacją, Ukrainą, Białorusią, Grecją,  Słowenią 

Od początku roku to już 5 przypadek zatrzymania przez funkcjonariuszy Bieszczadzkiego Oddziału SG imigrantów ukrytych w naczepie pojazdu ciężarowego jadącego z południa Europy tzw. szlakiem bałkańskim. Na Podkarpaciu zatrzymano 11 imigrantów przemieszczających się na tej trasie.

 

Info: Bieszczadzki Oddział Straży Granicznej w Przemyślu


Deszcz odpuścił, była zabawa i nauka - za nami JUP!leuszowy X Dzień Nauki PWSW

23 maja Park Lubomirskich, w którym swoją siedzibę ma Państwowa Wyższa Szkoła Wschodnioeuropejska, zamienił się w kolorowe i tętniące życiem miejsce przyjazne mieszkańcom -  odbyła się tam 10. edycja Dnia Nauki w PWSW. 

Jak co roku organizatorzy postarali się, żeby wydarzenie obfitowało w wiele atrakcji dla małych i dużych uczestników, przez co przybrało ono ponownie sympatycznego charakteru rodzinnego pikniku. Byli więc sami studenci i uczniowie, ale także i przedszkolacy, i służby mundurowe, i lokalni politycy oraz całe rodziny. Prezydent Wojciech Bakun przybył na miejsce kolorową i rozśpiewaną ciuchcią.

Po uroczystym przecięciu wstęgi na scenie wystąpił chór akademicki i rozpoczęły się pokazy tańca przemyskich szkół. Deszcze postanowił na chwilę odpuścić i wydarzenie przyciągnęło wielu zainteresowanych mieszkańców miasta.

W trakcie pikniku uczestnicy mieli okazję zobaczyć między innymi pokaz służb mundurowych, ratownictwa medycznego, przepłynąć się kajakiem po stawie bakończyckim, a także zapoznać się z ofertą nowo otwartych kierunków studiów na PWSW. 

Szczególnie chętnie odwiedzane było stoisko Instytutu Nauk Technicznych, na którym odbywały się pokazy robotów. Była też szansa, by spróbować swoich sił w quizach o Polsce i świecie. Najmłodsi mogli przejechać się kucykami i kolejką miejską. Jedną z nowości był projekt „Uczelnia Zdrowia”, gdzie można było zapoznać się z tematyką profilaktyki zdrowotnej i wykonać podstawowe badania.  

zb


Wybory do PE. Kukiz'15. Felieton Piotra Dymińskiego

Szósty i ostatni felieton przedwyborczy poświęcony jest Kukiz’15. Od razu uprzedzam: nie poznałem Pawła Kukiza osobiście tak, by rozmawiać z nim prywatnie, czy przeprowadzić wywiad. Poznałem wielu jego współpracowników, obecnie głównie byłych, a nawet członków jego rodziny, podobno dalekich.

Z Pawłem Kukizem mieliśmy wyłącznie znajomość „korespondencyjną”, tzn: e-mail, Messenger, Facebook. Na żywo zamieniliśmy zaledwie kilka zdań. Nie piłem z nim wódki, ani nawet piwa.

Ruch Kukiza niestety zwija się zgodnie z moimi przewidywaniami. „Parapartia” niestabilnego muzyka traci kolejnych działaczy i posłów, spada też poparcie. Ostatnio balansowała gdzieś na granicy progu. Chciałoby się rzec: „miałeś chamie złoty róg”. Prawie 21% w wyborach prezydenckich, niecałe 9% w wyborach do Sejmu kilka miesięcy później.  Teraz walczy o próg. Poniżej przeczytasz nie tyle o kampanii Kukiz’15 do Europarlamentu, a o tym jak ta „parapartia” powstawała i dlaczego się rozlatuje. Okazuje się efemerydą, jak Ruch Palikota, tylko wszystko dzieje się szybciej i gwałtowniej, bo i początkowy sukces był większy.

Uważam, że w Kukiz’15 nadal zostało kilka wartościowych osób… ale nie będę ich wymieniał. Z prostej przyczyny: ktoś może donieść Pawłowi, a wtedy znajdą się na „czarnej liście”. Nie chciałbym tak ingerować w ich pomysł na karierę. Generalnie wiedzą co o tym myślę, widzą co się dzieje, a reszta jest ich wyborem.

Z tą „czarną listą” to całkiem serio. Paweł Kukiz to niestabilny emocjonalnie muzyk, który bawi się w polityka. Wszędzie widzi spiski i węszy „kretów”, zdradę. To musiało się pogłębić, gdy ludzie podczas walki o miejsca na listach wyborczych zaczęli się wzajemnie pomawiać donosami do Pawła. Wyobraź sobie: masz wybrać 800 najlepszych kandydatów z kilku tysięcy, a zaczynają Cię zasypywać „życzliwe donosy”. Może nawet dziesiątki tysięcy donosów o tysiącach kandydatów. Nie jesteś w stanie tego przeczytać, a co dopiero zweryfikować. Przecież można zwariować, prawda? A to niestety prawdopodobnie tak wyglądało. Właściwie tak to sam Kukiz przedstawiał na spotkaniach przed wyborami.

Niestety, w jakiś kompletnie absurdalny sposób Kukiz roztrwonił swój potencjał i społeczne zaufanie. W wyborach prezydenckich jego sztandarowym hasłem było wprowadzenie wyborów do sejmu opartych o system JOW. Kto dziś o tym pamięta w Kukiz’15? Kukiz tuż po wyborach prezydenckich odciął od siebie cały Ruch JOW, tysiące ludzi, którzy latami popularyzowali ten pomysł w społeczeństwie. W zamian zaprosił do współpracy ludzi z różnych partii i partyjek. Miał tylko kilka miesięcy na zorganizowanie się przed wyborami do Sejmu, a kompletnie rozbił i pomieszał swoje zaplecze, zamiast je rozbudowywać. Według moich informacji to na tym etapie powstała wspomniana „czarna lista”. Miało to wyglądać tak: Paweł Kukiz poprosił swojego współpracownika o przygotowanie listy osób dobrych merytorycznie, doświadczonych w działalności na rzecz JOW, o listę osób, która mogłaby zostać trzonem jego listy do Sejmu. „Zrobiłem tę listę, ale nie wiedziałem, że to będzie „czarna lista”, on tych wszystkich ludzi wywalił!” Nie mam sposobu by potwierdzić prawdziwość tej relacji ponad wszelką wątpliwość, ale faktem jest, że Kukiz tych wszystkich ludzi wyrzucił. Zrezygnował z ogromnej grupy ludzi, z którymi już współpracował w wyborach samorządowych i na prezydenta. To było mnóstwo wartościowych osób, które latami bezinteresownie działały na rzecz zmiany ordynacji. Zamiast tego postanowił na szybko poskładać listy z ludzi z różnych organizacji, różnych partyjek, w tym takich, które miały w poważaniu jego sztandarowy postulat. Przed decydującym starciem wywalił sprawdzony, zwycięski zespół. Kukiz wyrzucał ludzi ze swojego projektu stopniowo, pojedynczo, lub całymi grupami. Nieraz okazywało się, że przyczyną mogło być jakieś pomówienie. Kukiz potrafił obrażać i wyzywać publicznie nawet wieloletnich przyjaciół, bo ktoś inny mu coś powiedział. Wiem, że część z tych osób później przepraszał, ale już nie publicznie, po cichu, starając się załagodzić konflikt, ale już tych ludzi nie odzyskiwał dla swojego projektu. Nawet nie wiadomo czy chciał. Na tym etapie jeszcze nie wszystkie informacje do mnie docierały, nie miałem pełnego obrazu. Nadal pomagałem w jego projekcie, prowadziłem spotkania na temat systemów wyborczych, zaoferowałem pomoc przy selekcji kandydatów. W każdym województwie utworzono lokalne „komisje”, które miały przeprowadzić rozmowy i weryfikacje kandydatów na kandydatów, a następnie zarekomendować te osoby Kukizowi. Nie będę wdawał się w szczegóły, ale zasada była taka: osoby z komisji nie mogą kandydować. Chodziło o to by osoby z różnych środowisk wspólnie rozmawiały z kandydatami, a następnie w głosowaniu decydowały o tym czy popierają umieszczenie kandydata na liście. Zabrakło przy tym spójnych kryteriów. W sumie tylko zasada zakazu kandydowania dla członków komisji była doprecyzowana i była jedynym elementem transparentności. Proponowałem najbliższemu otoczeniu Kukiza, żeby zrobić przejrzysty system oceny, który zminimalizuje subiektywizm i konflikty. Chyba nikomu na tym nie zależało, każdy darł w swoją stronę, by na „jedynkach” umieścić jak najwięcej ludzi ze swoich środowisk. No bo jak inaczej, skoro to zlepek bez wspólnych celów? Podobno w niejednej komisji doszło do wyzwisk, a nawet rękoczynów. U nas było jeszcze zabawniej. Okazało się, że część komisji zajmująca się Okręgiem 21, czyli północną częścią województwa, z Rzeszowem, nie działała w pełnym składzie. Z kandydatami rozmawiały 3, 2, a nawet tylko jedna osoba. I ta jednak osoba, Maciej Masłowski, relacjonował pozostałym, co ustalił. Zazwyczaj ustalenia były takie, że kandydat kompletnie się nie nadaje, więc w sumie wychodziło, że z Rzeszowa, Mielca, Stalowej Woli i w ogóle północy województwa, to nie ma za bardzo sensownych kandydatów. Wtedy jeden z członków komisji ,,spontanicznie” zaproponował by kandydatem na „jedynce” został … Maciej Masłowski. Tak, ten sam, co negatywnie zweryfikował większość kandydatów na kandydatów. Było to też oczywiste złamanie zasady, że członkowie komisji nie mogą kandydować. W kolejnych tygodniach było pełno zamieszania, kłótni, kolejnych spotkań, w tym spotkań kandydatów z Kukizem i jego najbliższymi doradcami. Lista kandydatów zmieniała się każdego dnia, raz ten był pierwszy, raz tamten. Na koniec jednak Paweł Kukiz postanowił o umieszczeniu na pierwszym miejscu … Macieja Masłowskiego, ponoć dalekiego krewnego, o którym mówiono „kuzyn Kukiza”. Zaiste nowa jakość… jak nie wiedzieliście, to tak się walczy z partyjniactwem, wodzostwem, nepotyzmem i łamaniem zasad. Przed zatwierdzeniem list na Podkarpaciu był jeszcze koncert i spotkanie z Kukizem. Tam padło pytanie czy to prawda, że jedynka w Rzeszowie to jego krewniak. Kukiz zdenerwował się, krzyczał, ale przyznał, że to „bardzo daleki krewny”, a ponadto PRZYSIĄGŁ przy wszystkich zgromadzonych (a nie było to dużo ludzi), że ta osoba nie będzie „jedynką”. Przysięgi nie dotrzymał. I tak w Polsce zostaje się posłem. To jest to co Paweł Kukiz krytykuje na publicznych wystąpieniach, wywiadach. To „wódz” wpisuje ludzi na listę, mamy system partyjniacki, wodzowski, nietransparentny, to partyjni wodzowie decydują kto będzie na „biorących” miejscach. I Kukiz też tak zadecydował. Nie tylko w naszym województwie. Ponieważ robił to chaotycznie, kierując się sympatiami i podszeptami, to było jasne, że jego klub będzie się rozpadał. Napisałem o tym jeszcze przed wyborami do Sejmu w 2015 roku. Dzieje się tak również z powodu kompletnej niestabilności emocjonalnej. Piątek „może go przejąć” właściwie w każdym dniu tygodnia, a przez to traci kolejnych współpracowników. W czasie tworzenia list „partia” Kukiza potraktowała tysiące ludzi nie fair. I to nie były pojedyncze osoby. Za wieloma z nich stały organizacje. To byli liderzy lokalnych stowarzyszeń, przedsiębiorcy, samorządowcy, działacze społeczni. To były tysiące ludzi, z których większość chciała pomóc Kukizowi, chcieli nowej Konstytucji, nowego systemu wyborczego, a za nimi stały kolejne dziesiątki tysięcy skupione w lokalnych organizacjach. „Miałeś chamie złoty róg”. Uprzedzałem go, że tak będzie, że sam pozbawia się przyszłych struktur i współpracowników, że kolejne osoby źle traktuje i będą go opuszczać. I co mu zostanie? Zwyzywać wszystkich od zdrajców i nieudaczników? Jak Führer w „Upadku”?

Obecne wybory w Europarlamentu to dla Kukiz’15 walka o przetrwanie. Jeżeli teraz nie przekroczą progu, to jest bardzo mała szansa, że pozbierają się do jesiennych wyborów. Wiele osób może nie chcieć ryzykować pieniędzy i wizerunku na udział w rozpadającym się projekcie, który jest pod kreską. Może kolejni posłowie Kukiza znajdą sobie nowych kolegów? Będzie jak w ostatniej zwrotce „Murów” Kaczmarskiego, z tą różnicą, że śpiewak będzie sam na własne życzenie.

Bardzo żałuję, liczyłem, że Kukiz wykorzystując swoja popularność może stać się nośnikiem idei śp. Profesora Jerzego Przystawy. Podobno przysięgał to profesorowi, gdy towarzyszył mu w ostatnich chwilach życia. Jeżeli to prawda, to prawdopodobnie tej przysięgi też nie dotrzyma.

„Rozpasany motłoch jest armią tak samo, jak stos cegieł domem” – Seneka

Zdjęcie: kukiz.army

Piotr Dymiński 

Felieton jest przedstawieniem poglądów autora.


Są fundusze na usuwanie azbestu

Specyficzne właściwości azbestu - niepalność, wytrzymałość mechaniczna i termiczna oraz elastyczność - sprawiły, że znalazł on zastosowanie w różnego rodzaju technologiach przemysłowych. Największa jego ilość wykorzystywana była w produkcji materiałów budowlanych, przede wszystkim do wytwarzania dachowych i elewacyjnych płyt azbestowo-cementowych. Stosowany był na dużą skalę do połowy lat osiemdziesiątych, czyli do momentu udowodnienia szkodliwego oddziaływania na zdrowie ludzi. Badania dowiodły rakotwórczego działania włókien azbestu, które przedostają się do organizmu z wdychanym powietrzem.

Azbest ma zniknąć z polskich dachów do 2032 roku. Problem najczęściej dotyczy osób, które mają dom pokryty popularnym eternitem, zawierającym włókna azbestu. Program priorytetowy dotyczący usuwania wyrobów zawierających azbest jest realizowany w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej od kilku lat. Ostatnia edycja programu była ogłoszona w 2015 roku na 3 lata. W tym roku ruszyła kolejna.

15 maja prezydent Przemyśla ogłosił nabór wniosków o dotację na usunięcie wyrobów azbestowych ze środków Gminy Miejskiej Przemyśl. Mogą ubiegać się o nią osoby fizyczne, prawne, wspólnoty mieszkaniowe i przedsiębiorcy, a także jednostki sektora finansów publicznych. Dotacja pokrywa 80% całkowitych kosztów realizacji zadania, ale jej wysokość nie przekracza 3 tys. złotych i nie obejmuje kosztów nowego pokrycia dachowego czy elewacji.

Wnioski o udzielenie i rozliczenie dotacji można uzyskać w Kancelarii Ogólnej Urzędu Miasta, Wydziale Architektury i Ochrony Środowiska lub poprzez stronę internetową www.przemysl.pl
Wypełnione wnioski należy złożyć w Kancelarii Ogólnej UM do 31 października 2019 roku.


Dotacje na przemyskie zabytki. 160 tysięcy na słup ogłoszeniowy

Ruszyły pierwsze prace zasilane dotacjami przyznawanymi corocznie przez Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. W tym roku Komisja Konserwatorska pozytywnie zaopiniowała 254 wniosków, w tym 151 wniosków na remont zabytków nieruchomych, przeznaczając na ten cel 9 milionów 392 tysiące złotych.

Wśród przemyskich zabytków nieruchomych największe dofinansowanie uzyskały obiekty doskonale znane mieszkańcom miasta, takie jak na przykład kościół Ojców Franciszkanów, który w tym roku otrzyma 180 tys. złotych dotacji na dalszy ciąg prac przy elewacji. Także kościół Karmelitów otrzyma 90 tys. złotych na remont schodów wejściowych, a seminarium duchowne zostanie wsparte 90 000 zł na 3 etap prac przy elewacji. Z obiektów świeckich o dużym znaczeniu dotację uzyskał pałacyk Lubomirskich na Bakończycach, który wykorzystywany jest jako siedziba Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej - tu dotacja wyniosła 64 tysiące. Mniejsze kwoty trafią do prywatnych właścicieli zabytków, choć są tutaj dwa wyjątki - na remont muru miejskiego położonego na prywatnej działce konserwator przeznaczy 100 000 zł, a na remont charakterystycznej kamienicy na Placu Konstytucji aż 160 000 zł.

Ostatni obiekt często bywał przedmiotem dyskusji w mediach społecznościowych. Chodzi o reklamy, które od wielu lat wywieszane są na jego elewacji i zasłaniają reprezentacyjny zabytek miasta.

Dotacje, które są finansowane przez podatnika, w swym założeniu służyć mają ratowaniu i przywracaniu zabytków do pierwotnego wyglądu. Tymczasem właściciel wzmiankowanej kamienicy od wielu lat wykorzystuje ją, oprócz wynajmowania lokali położonych na parterze, jako słup ogłoszeniowy, na którym reklamują się lokalne firmy. Na elewacji budynku rozwieszane są olbrzymie banery, które przesłaniają wygląd i detal zabytku. Przeczy to i przepisom ustawy o ochronie zabytków, które zakazują zasłaniania zabytków, jak i założeniom lansowanego w Przemyślu parku kulturowego, który ma być właśnie powołany do tego, by ograniczyć zasłanianie zabytkowych elewacji płachtami reklamowymi.

Czytaj także: Piękne miasto to patent na sukces. Udana konferencja w Przemyślu

Kamienica przy Placu Konstytucji musi zostać poddana remontowi elewacji, metalowych kopuł dachu i attyki, która grozi zawaleniem. Kosztorys przedstawiony przez wspólnotę mieszkaniową opiewa na astronomiczną kwotę 571 tysięcy złotych, do których konserwator dołoży się, jak wyżej wspominaliśmy, kwotą 160 tys złotych.

Wywieszanie reklam przez właściciela kamienicy było wielokrotnie krytykowane w mediach społecznościowych. Także nasz portal zwracał uwagę na problem, którym niezależnie zajmował się Podkarpacki Wojewódzki Konserwator Zabytków. W marcu br. skierowaliśmy do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków zapytania czy WUOZ interweniował w sprawie szpecących miasto reklam. Okazuje się, że urząd dbał o estetykę miasta i podejmował interwencję dotycząca kamienicy na Placu Konstytucji. Poniżej fragment odpowiedzi WUOZ:

Jeżeli chodzi o podejmowane przez tut. Urząd interwencje w/s reklam na Placu Konstytucji 3 Maja, to wydany został w ostatnim roku 2018 nakaz na usunięcie reklam znak: IRN-II.5174.10.2018.KP z kamienicy nr 7 oraz kilkukrotnie nie uzgodniono proponowanych reklam na tej samej kamienicy.

Tymczasem zaraz po przyznaniu dotacji konserwatorskiej na ten obiekt, na elewacji pojawiły się reklamy firmy deweloperskiej, a następnie kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Co prawda na jednej z reklam jest dopisek, że dochody finansują remont zabytku, jednak trudno uznać, że wywieszanie reklam na zabytku i zasłanianie go jest w ten sposób usprawiedliwione. Tym bardziej, że do tego samego właściciela należy zabytkowa kamienica na Franciszkańskiej, która nie jest przygotowywana do remontu, ale i na niej wywieszone są banery polityków.

 

Zdjęcie: zb 


Weekendowe rządy studentów w mieście

Przemyskie Juwenalia 2019 za nami. Trwające przed dwa dni święto studentów zakończyło się sobotnim koncertem. 

W piątek 17 maja w Urzędzie Miasta Prezydent Przemyśla Wojciech Bakun przekazał żakom symboliczne klucze do miasta. Studenci, którzy chcieli mieć pewność, że Prezydent faktycznie zostawi Przemyśl w ich rękach, wręczyli W. Bakunowi „Delegację urlopową”, obowiązującą do chwili zakończenia tegorocznych Juwenaliów. 

 W wydarzeniu uczestniczył też sam Wojak Szwejk, który po krótkim, ale wnikliwym egzaminie nadał W. Bakunowi zaszczytny tytuł „wicepierdoły na terenie Cesarstwa i Królestwa Galicji oraz Twierdzy Przemyśl”.

 

Pierwszy dzień Juwenaliów zwieńczony był zabawą w Klubie Bowlingowym Japa.

Część koncertowa rozpoczęła się w sobotę o godzinie 14.00. Odbyły się pokazy grup tanecznych, a podczas trwającego pikniku organizowana była zbiórka na rzecz podopiecznych Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Orzechowcach.

Uczestnicy bawili się do północy przy dźwiękach muzyki, zagrali m.in. Mario Bischin, GESEK, Ostry z zespołem Bezimienni.
Na przemyskim Rynku zgromadziło się wiele mieszkańców, młodszych i starszych, którym w świętowaniu nie przeszkodził nawet padający deszcz.

zb

Zdjęcia: zb, www.przemysl.pl