Wojciech Karolak Trio wystąpi w Przemyślu

Fani jazzu mieszkający poza głównymi ośrodkami kultury nie mają łatwo. Większość artystów o wyrobionej już pozycji rzadko grywa poza czołowymi klubami i festiwalami, nowinki też docierają z opóźnieniem Sytuację zmieniła jakiś czas temu Fundacja Polski Jazz – organizatorka projektu Polski Jazz360. Dzięki grantowi Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego powstała koncertowo-edukacyjna sieć, która zrzesza już 26 domów kultury w całej Polsce. Odbywają się w nich jazzowe koncerty na najwyższym poziomie. 

Jak mówi Mateusz Zarembowicz, prezes Fundacji:

Chcemy, aby fani jazzu mogli obcować z muzyką, która naprawdę odpowiada ich gustom. Walczymy ze stereotypem jazzu, jako muzyki trudnej. Jazz to muzyka, która towarzyszy nam na co dzień w reklamach, centrach handlowych, filmach, kawiarniach i restauracjach. Dzieje się tak dlatego, że ludzie lubią taką muzykę. My pozwalamy im obcować z nią na żywo, poznawać różne barwy jazzu i doświadczać go w najlepszym wydaniu.

W ramach projektu już 17 maja w Przemyślu wystąpi Wojciech Karolak Trio, czyli bezapelacyjni mistrzowie jazzowych standardów.

Fanom jazzu W. Karolaka przedstawiać nie trzeba. Jest jednym z najwybitniejszych muzyków jazzowych, najbardziej znanym polskim wirtuozem organów Hammonda. Swoją muzyczną karierę zaczynał jako saksofonista. Pisał liczne tematy jazzowe, piosenki rozrywkowe i kabaretowe, najczęściej do tekstów żony - Marii Czubaszek, a także większe formy muzyczne - suity, muzykę do filmów i spektakli teatralnych. W ankietach magazynu "Jazz International" uznany został za czołowego organistę jazzowego Europy, w rankingu "Jazz Forum" wielokrotnie zwyciężał w kategoriach aranżer, organista.

https://www.youtube.com/watch?v=x9vY1Z4zvu0

Na scenie Centrum Kulturalnego zespół wystąpi w składzie: Wojciech Karolak – fortepian, Paweł Pańta – kontrabas, Arek Skolik – perkusja.


Jest szansa na Towarzystwo Biznesowe w Przemyślu

Dziewięć lat temu w warszawskiej Pijalni Czekolady odbyło się pierwsze śniadanie Towarzystwa Biznesowego. Zebrała się wtedy grupa 50 przedsiębiorców, których łączyły podobne wartości i chęć rozwijania biznesu. Do tej pory grupy biznesowe spotykają się w największych miastach Polski.

Już wkrótce Przemyśl ma szansę dołączyć do grona miast, w których będą regularnie spotykać się lokalni przedsiębiorcy.

Towarzystwa Biznesowe to grupy skupiające przedsiębiorców, menedżerów i freelancerów wszelkich branż, które spotykają się regularnie, aby nawiązywać nowe kontakty biznesowe i doskonalić swoje umiejętności. Na spotkaniach poruszane są takie tematy jak m.in.: marketing, negocjacje, budowanie zespołu, zarządzanie lub sprzedaż. Co jakiś czas prezentowane są firmy członków Towarzystwa Biznesowego, a także zapraszani są goście z zewnątrz.

W Przemyślu pierwsze spotkanie informacyjne zaplanowane jest na 6 maja w Restauracji Dominikańskiej o godz. 19.00. Członkowie Towarzystw Biznesowych z innych miast opowiedzą o działaniu i wizji rozwoju oraz przedstawią korzyści dla przedsiębiorców wynikające z członkostwa.

Organizatorzy zapraszają wszystkich zainteresowanych, a zwłaszcza tych, którzy posiadają własną firmę, zarządzają, produkują, sprzedają, szukają nowych zleceń jako freelancerzy lub poszukują nowych kontraktów. 

Rejestrować można się do 6 maja na stronie www.tbprzemyskie.evenea.pl lub pod nr telefonu 535-050-590. Liczba miejsc jest ograniczona. 

https://www.youtube.com/watch?v=EMQIge22alo

Materiały, informacje: Towarzystwa Biznesowe SA

 


Pieskie życie. Nie ma pieniędzy dla czworonogów-weteranów

Funkcjonariusze Straży Granicznej walczą o emerytury dla wysłużonych psów służbowych. Spotykają się jednak z bezdusznością państwa, które po ,,wyeksploatowaniu” czworonogów przestaje się nimi interesować.
W jednostkach Straży Granicznej pracuje około 50 psów wykorzystywanych do patrolowania oraz tropiących narkotyki i materiały wybuchowe. Podczas trwającej 10 lat służby ich organizmy oraz kondycja osłabiane są przez wdychanie przeróżnych, często toksycznych substancji. Po latach służby, gdy pies nie nadaje się do pracy przychodzi czas by znaleźć mu miejsce na starość. I tu zaczynają się problemy.

Nie dla psa … emerytura

Najczęściej nad takim ,,staruszkiem” lituje się jego dotychczasowy pan, czyli funkcjonariusz, z którym pies pracował. Między człowiekiem a psem przez lata powstaje silna więź emocjonalna, która najczęściej nie pozwala funkcjonariuszowi na zwyczajne oddanie psa do schroniska. Pogranicznicy przygarniają takie psy i przejmują na siebie koszty ich utrzymania i leczenia.
Potwierdza to Radosław Fedaczyński z przemyskiej lecznicy dla zwierząt ADA:

„W ciągu mojej dotychczasowej praktyki weterynaryjnej spotkałem się z wieloma pacjentami służącymi z jednostkach Straży Granicznej lub Policji. Obserwowałem, jak się rozwijają, jak pracują. Widziałem również ogromną miłość, jaką te psy darzą swoich opiekunów. Tak jak u każdego z nas, tak dla psich strażników również przychodzi czas, kiedy udają się na zasłużoną emeryturę. 95% psów, które leczyliśmy w naszej lecznicy trafia do domu swoich przewodników, z którymi pracowali. Nie spotkałem się z taką sytuacją, by jakikolwiek psi strażnik z Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej trafił do schroniska”.

Wysłużony? Nie nasz problem.

Teraz pogranicznicy walczą o ,,emeryturę” dla przygarnianych przez siebie czworonogów. Nie chcą wiele - chodzi im o 100-150 złotych miesięcznie i zwrot kosztów leczenia starzejących się psów. Jak mówi Robert Lis, szef związków zawodowych Straży Granicznej, państwo zapewnia opiekę nad starymi psami policyjnymi. Psy pograniczników na coś takiego liczyć nie mogą.
Niestety, choć funkcjonariusze walczą o dofinansowanie swoich ,,emerytów”, spotkali się z odmową. Według zastępcy komendanta głównego Straży Granicznej nie ma podstaw prawnych, żeby uwzględnić postulat funkcjonariuszy. Władze SG przebijają piłeczkę odpowiedzialności na stronę posłów, którzy nie opracowali zmian w prawie, które załatwiłyby problem. Ponoć sprawa miała być rozwiązana kilka lat temu poprzez nowelizację ustawy o ochronie praw zwierząt, jednak ostatecznie do nowelizacji nie doszło. A kwota jaka załatwiłaby sprawę w skali całej Straży Granicznej jest śmiesznie niska - chodzi o około 100 tys. złotych rocznie. Co istotne - psy, które służą na granicy chroniąc państwo przed przemytem ,,wypracowują” dla budżetu ogromne sumy.

„Trudno mi powiedzieć, jakie przepisy obowiązują w poszczególnych jednostkach służb mundurowych w naszym kraju, jednak wiem, że zdarzały się przypadki, kiedy takie psy bywały oddalone ze służby bez jakichkolwiek przywilejów i dożywały swoich dni w podupadających przytuliskach” – dodaje Radosław Fedaczyński.

Co dalej?

Sprawa miała mieć swój szczęśliwy finał już kilka lat temu, kiedy pracowano nad nowelizacją ustawy o ochronie praw zwierząt. Miał się w niej znaleźć przepis regulujący finansowanie opieki nad emerytowanymi psimi strażnikami. Niestety nowelizacja ta nie weszła w życie. Kiedy wejdzie też na razie nie wiadomo, problem jednak jest i czeka na rozwiązanie. Czy uda się to jeszcze w tej kadencji sejmu, okaże się w ciągu paru najbliższych miesięcy.

Zdjęcie: Bieszczadzki Oddział Straży Granicznej 


Będą omawiane warunki powołania Parku Kulturowego

8 maja o godzinie 11:00 w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej odbędzie się konferencja poświęcona parkom kulturowym i gospodarowaniu przestrzenią publiczną z poszanowaniem kulturowego krajobrazu regionu. Jest ona częścią kampanii ,,Krajobraz mojego miasta". Organizatorami spotkania są Generalny Konserwator Zabytków i Wojewoda Podkarpacki, przy merytorycznym wsparciu Narodowego Instytutu Dziedzictwa.

Celem i głównym tematem konferencji będzie utworzenie w centrum Przemyśla Parku Kulturowego. Pozwoli to na ujednolicenie architektury, wyeksponowanie zabytkowej przestrzeni miasta oraz uporządkowanie reguł zamieszczania reklam i ogłoszeń przez przedsiębiorstwa i firmy usługowe.

Park kulturowy jest formą ochrony obszaru o walorach historycznych i kulturowych, ukształtowanego przez działalność człowieka. Zawiera on elementy przyrodnicze i wytwory cywilizacji, takie jak regionalna, tradycyjna zabudowa. Park może być powołany przez radę gminy, po uprzednim zasięgnięciu opinii wojewódzkiego konserwatora zabytków.       

Parki kulturowe o szczególnej wartości mogą zostać uznane za Pomnik Historii, a nawet wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Osoby, które chcą wziąć udział w konferencji proszone są o potwierdzenie mailowo swojej obecności: wkzabytkow@wuozprzemysl.pl 

 

https://www.youtube.com/watch?v=OttpAG46FTY


Ambitne plany PKP CARGO

Według informacji zamieszczonych na oficjalnej stronie marszałka Marka Kuchcińskiego na Podkarpaciu powstanie spółka PKP Cargo Terminale. Ma ona koncentrować wszystkie należące do przewoźnika terminale, co ułatwi zarządzanie, stworzy nie tylko nową ofertę dla klientów, ale też nowe miejsca pracy.

Zlokalizowana na trasie węzła Medyka - Przemyśl - Żurawica będzie największą w Polsce i jedną z największych w Europie spółek zarządzających terminalami lądowymi.
,,Zależy nam, by region się rozwijał, był atrakcyjny gospodarczo, by jego mieszkańcy nie byli zmuszeni do opuszczania rodzinnego domu, żeby zarabiać na życie" - zapowiada marszałek sejmu M. Kuchciński, który zabiega o powstanie spółki.

,,Powstanie spółki PKP CARGO Terminale spowoduje na pewno powstanie nowych miejsc pracy. Nie chcemy deklarować ilu, gdyż to będzie proces ewolucyjny i zależny od tempa rozwoju tej spółki. Mamy prawo przypuszczać, że będzie to znacząca liczba, gdyż sektor intermodalny, działalność terminalowa to bardzo perspektywiczne sektory transportu i logistyki. (...) Nasza spółka pośrednio może spowodować, że na Podkarpaciu zaczną się lokować inne podmioty zajmujące się transportem kolejowym lub drogowym" - zapewnia Krzysztof Losz rzecznik prasowy PKP CARGO.

Oprócz tego pojawił się pomysł, by w nieczynnej Fabryce Wagonów „Gniewczyna” w Gniewczynie Łańcuckiej (okolice Przeworska) powstała spółka zajmująca się produkcją wagonów towarowych m.in. dla PKP CARGO. Trwają rozmowy ze słowackim właścicielem fabryki na temat jej przejęcia przez polski podmiot. Został podpisany już list intencyjny w tej sprawie pomiędzy potencjalnymi inwestorami czyli PKP CARGO a Agencją Rozwoju Przemysłu. Nie ma jednak jeszcze gotowego biznesplanu dla inwestycji i analizy przedsięwzięcia.

 

Zdjęcie: www.pkpcargo.com


Grzane wino w maju? Czemu nie?!

Grzane Wino to sympatyna nazwa zespołu, który istnieje od trzech lat.  Zespół tworzą muzycy z Rzeszowa zafascynowani śpiewaną poezję i bieszczadzkim klimatem. Z Przemyśla pochodzi i tu mieszka poetka – Bożena Spryńska, która jest autorką tekstów Grzanego Wina. Rok temu wydali debiutancki album „Bieszczady”.

https://www.youtube.com/watch?v=KUMOGx1MGwQ

W międzyczasie Grzane Wino było nagradzane na lokalnych festiwalach - m.in. zdobyli pierwsze miejsce na Festiwalu Natchnieni Bieszczadem i wyróżnienie na konkursie „Przy Kominku” w Kielcach. Ich pierwsza płyta bardzo szybko stała się Debiutem Roku 2018 Radia Centrum.
Ich klimatycznych, bieszczadzkich utworów z domieszką ballad, bluesa, folku i jazzu mogliśmy posłuchać także podczas koncertu w studio Agnieszki Osieckiej.

Grzane Wino zagra na scenie widowiskowej Centrum Kulturalnego 18 maja o godzinie 18:00. 

Zdjęcie: .facebook.com/grzane/


Jest odpowiedź kuratorium w kontrowersyjnej sprawie

W kwietniu opublikowaliśmy materiał pt.: "Zbiórka pieniędzy w szkołach dla Caritasu. Radny żąda wyjaśnień" dotyczący interpelacji radnego Pawła Zastrowskiego w sprawie organizowanej zbiórki pieniędzy przez uczniów jednej z przemyskich szkół.

Czytaj także portalprzemyski.pl/zbiorka-pieniedzy-w-szkolach-dla-caritasu-radny-zada-wyjasnien

Chodzi o ogólnopolską akcję Caritasu "Jałmużna wielkopostna", która ma na celu zbiórkę pieniędzy na rzecz podopiecznych organizacji. Na rozdawanych uczniom skarbonkach widnieje napis "Zrezygnuj w Wielkim Poście z jakiejś przyjemności i złóż ofiarę do skarbonki. Twój dar pomoże starszym".
Według radnego jeden z katechetów miał obiecać dzieciom "szóstki" z religii za wypełnione skarbonki, co mogło dyskryminować dzieci z rodzin, których nie stać na jałmużnę. Zdaniem Zastrowskiego uzależnianie ocen od przyniesionych pieniędzy może także demoralizować dzieci, budując przekonanie, że mogą "kupić" sobie dobre oceny.

Na początku kwietnia zwróciliśmy się o komentarz do Wojewódzkiego Kuratorium Oświaty w Rzeszowie. Uzyskana wczoraj odpowiedź wskazuje na to, że radny miał rację, choć w stanowisku kuratorium nie ma jednoznacznego ustosunkowania się do kwestii wynagradzania ocenami za pieniądze. W odpowiedzi czytamy:

"Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach ocena z religii (etyki) jest wystawiana według skali ocen przyjętej w danej klasie – przyjętej przez uczniów i ich rodziców. Nauczyciele uczący w szkole ustalają przedmiotowe systemy oceniania w danej klasie – co tworzy bardzo ważny dokument wewnątrzszkolny system oceniania."

Kuratorium jednoznacznie jednak określa sposób w jaki powinny być organizowane zbiórki w szkołach. Takie akcje - według instytucji odpowiedzialnej za szkoły- powinny być uzgadniane z dyrektorem szkoły i zaakceptowane przez rodziców.

"Zbiórki wśród młodzieży szkolnej w lokalach szkolnych powinny być uzgodnione z dyrektorem szkoły, powinny być zaakceptowane przez rodziców. Realizując cele wychowawcze można uczniom zaproponować (uczniowie mogą zaproponować) także inny sposób pomocy ludziom starszym. W szkołach działają młodzieżowe grupy Caritas, harcerskie, zuchowe, zgodnie z zadaniami statutowymi realizują różnorodne zadania. Ma to niewątpliwy wpływ na postawę ucznia i jego zachowanie."

Opinia kuratorium jest zbieżna z poglądami radnego, który poproszony o komentarz stwierdził, że nie godzi się na to, by dzieci zbierały pieniądze w zamian za lepszy stopień. "Nie podoba mi się też sam fakt organizowania takich zbiórek. Jest przecież tyle innych słusznych i odpowiedniejszych wariantów pomocy chorym i starszym osobom" - podsumował radny Zastrowski.

Zdjęcia: www.przemysl.pl, facebook.com/PZastrowski


Wystartował rajd Twierdza Przemyśl

Dziś o godzinie 11:00 z ulicy Franciszkańskiej wystartował 15. Maraton Rowerowy Twierdza Przemyśl. Imprezę otworzył prezydent miasta Wojciech Bakun. W chwili publikacji rowerzyści jeszcze rywalizowali na trasach zawodów.

Wydarzenie, który odbywa się w ramach wyścigów Cyklokarpaty to największa impreza rowerowa w regionie. Zawody wiążą się z dużymi utrudnieniami ruchu samochodowego na przemyskiej starówce. Więcej o trasach imprezy pisaliśmy tu portalprzemyski.pl/wiosna-przyszedl-czas-na-rower


Poseł Robert Majka triumfuje. Chodzi o 5G

Niezależny poseł Robert Majka przyzwyczaił nas do ostrych i bezkompromisowych wypowiedzi. Jednym z tematów poruszanych przez posła, który wywołał burzę w polskich mediach, była sprawa technologii 5G, o której Majka mówił, że jest wprowadzona do Polski po to, by zmniejszyć populację Polaków. I choć poseł zastrzegał, że nie zna się na tej technologii, jego wypowiedzi, a przede wszystkim interpelacja sejmowa skierowana do premiera Morawieckiego, w której pytał o to, czy rząd zlecił badanie ewentualnych skutków wprowadzenia 5G, ściągnęły na niego drwiny krajowej prasy i niektórych przemyskich polityków. Majce zarzucano, że chce zatrzymać postęp technologiczny i propaguje teorie spiskowe.

Czytaj także portalprzemyski.pl/polityka-po-przemysku-posel-kontra-radny

Teraz Majka ogłosił zwycięstwo swoich poglądów na profilu FB. Okazało się bowiem, że rząd Belgii- kraju jak najbardziej rozwiniętego- zakazał wprowadzenia technologii 5G na terenie Brukseli. Belgijska minister środowiska Celine Fremault odmawiając zgody na wejście 5G powiedziała, że nie może akceptować przekraczania standardów ochrony obywateli tylko z tego powodu, że jest to nowa technologia i nazywa się 5G. Brukselczycy to nie świnki doświadczalne, których zdrowie możemy sprzedać dla zysku - skwitowała Fremault.

Dlaczego jednak nowa technologia telefoniczna budzi tak duże wątpliwości w Polsce, że poseł Majka, ale też Jarosław Sachajko z KUKIZ’15 zyskują zainteresowanie dla tematyki telefonii komórkowej i 5G?

5G to technologia zakładająca bardzo gęste rozmieszczenie anten na małym obszarze w celu zwiększenia mocy pola elektromagnetycznego. By nie wzbudzać obaw mieszkańców miast, anteny 5G mają być nawet ukrywane w przystankach, chodnikach i słupach drogowych a odległość między antenami będzie wynosić tylko 150 metrów. Wzmocnienie pola elektromagnetycznego umożliwi większy przesył danych, a to z kolei otwiera pole rozwoju dla nowych działów gospodarki- autonomicznych samochodów, inteligentnych miast, ale przede wszystkim rozwoju aplikacji mobilnych. Wydawać by się zatem mogło, że nadchodząca sieć powinna być postrzegana przez społeczeństwo jako wielkie dobrodziejstwo technologii, a nie napotykać na opór ze strony środowisk, które wskazują na ciemne strony technologii.

Przeciwnicy 5G dzielą się na kilka grup, z których jedna podnosi, że po wprowadzeniu 5G społeczeństwa zaczną żyć w dobrowolnym świecie orwellowskiego Wielkiego Brata. Po automatyzacji "internetu rzeczy" może się okazać, że niemożliwe będzie zaparkowanie auta na zakazie czy przekroczenie prędkości. Nie mówiąc już o tym, że każdy krok obywatela będzie monitorowany przez "przyjazne" aplikacje.

Ale to nie nowoczesne systemy inwigilacji ludzi, które działają już np. w Chinach, budzą największe obawy w Polsce. Perspektywa radykalnego zwiększenia siły pola elektromagnetycznego powoduje protesty osób obawiających się wzrostu zachorowań na nowotwory, których ilość w ostatnich latach skokowo wzrosła. Rządy zapewniają, iż nie ma wiarygodnych badań, które by potwierdzały wpływ telefonii komórkowej na zwiększenie zachorowań na raka, ale nie ma też- co zauważają przeciwnicy 5G- żadnych badań, które by ten związek wykluczały. A według danych Polskiej Unii Onkologicznej w niedalekiej przyszłości co piąty mężczyzna i co szósta kobieta zachorują na raka. Dynamika wzrostu zachorowań na nowotwory w Polsce należy do najwyższych w Europie, co w połączeniu z rekordowymi wskaźnikami umieralności Polaków w 2018 roku daje sceptykom możliwość porównywania wchodzącej technologii 5G do azbestu czy Roundapa, a więc wynalazków, które kiedyś były przyjmowane z entuzjazmem, a które teraz są uznanawane  za silnie rakotwórcze. Tymczasem w Polsce można już mówić o epidemii raka ślinianek czy glejaka (złośliwy nowotwór mózgu). I są to poważne argumenty dla przeciwników zwiększania dopuszczalnego poziomu PEM (pola elektromagnetycznego) w Polsce, takich jak posłowie Majka czy Sachajko.

Zdjęcie: facebook.com/robert.majka

 


33 lata temu wybuchł Czarnobyl. Tamte dni wspominają mieszkańcy Przemyśla

Dziś mija 33 rocznica wybuchu elektrowni w Czarnobylu. O godzinie 1:23 w nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku nastąpiła awaria reaktora jądrowego. Z powodu przegrzania reaktora doszło do wybuchu wodoru i ogromnego pożaru. Zginęło 31 osób, w tym 28 zmarło na skutek choroby popromiennej. Ze skażonego terenu ewakuowano 350 tysięcy osób.

Władze ZSRR początkowo ukrywały fakt wybuchu reaktora. Dwa dni później, 28 kwietnia w stacji Służby Pomiaru Skażeń Promieniotwórczych w Mikołajkach odkryto ponad pół miliona razy większą aktywność izotopów promieniotwórczych w powietrzu. O godzinie 10:00 w Warszawie ogłoszono alarm, o 18:00 tego samego dnia brytyjska stacja BBC oficjalnie potwierdziła informację o katastrofie jądrowej i szerzącej się na wschodzie Europy radioaktywnej chmurze.
Ochrona ludności polegała na podawaniu dużej dawki jodu - pierwiastka, który zapobiega nowotworom tarczycy. Z racji ich trudnej dostępności zdecydowano się na zastosowanie płynu Lugola. Początkowo akcją zostały objęte dzieci i młodzież ze szkół w 11 województwach w północno - wschodnim obszarze Polski, dzień później działania te rozszerzono na teren całego kraju. Był to jeden z nielicznych przypadków, gdy ówczesne władze podjęły działania w interesie swoich obywateli, wbrew zaleceniom ze strony Moskwy.

Pani Barbara z Łętowni wspomina:
"Nie zdawaliśmy sobie sprawy z powagi tej sytuacji. Dawniej ludzie na wsi nie mieli dużego dostępu do informacji, w niewielu domach były telewizory. W szkołach również tego nie komentowano. Dzieciom podawano płyn Lugola i tabletki z fluorem, ale nikt nie mówił, dlaczego to robią. Prostych ludzi na wsi po prostu trzymano w niewiedzy."

Pan Krzysztof widział to trochę inaczej: „Byłem kilkunastoletnim dzieckiem, rodzice wiedzieli o awarii z Radia Wolna Europa. W Polsce była blokada informacyjna, świat dowiedział się awarii, gdy szwedzkie stacje wykryły skażenie na swoim terytorium. Ale minęło kilka dni zanim w Polsce zaczęto o tym mówić. Pewnego dnia na lekcje w mojej klasie nie przyszło sporo uczniów. Okazało się, że dzieci ,,mundurówki” tj. z rodzin milicyjnych i wojskowych zostały w domach. Nas, czyli zwykłych uczniów, dyrekcja szkoły wysłała na pochód pierwszomajowy. Rozumiem motywy władz, które obawiały się niezadowolenia ludzi na bratni ZSRR, ale to, że nie informowano Polaków o zagrożeniu było cyniczne.”

W tym samym czasie, gdy oczy Europy zwrócone były na Czarnobyl oraz spekulowano na temat szkód, jakie wyrządził wybuch reaktora, odbywał się kolarski 39. Wyścig Pokoju. Pierwsze etapy wyścigu miały miejsce się w Kijowie, leżącym niedaleko miejsca awarii. Polscy kolarze nie chcieli wystąpić w rywalizacji, bojąc się o swoje zdrowie, jednak nacisk ze strony sportowych władz PRL był na tyle silny, że polska ekipa w końcu pojechała ścigać się do ZSRR.

Od eksplozji i skażenia w Czarnobylu mijają właśnie 33 lata. Teren awarii nie jest już skażony, a wiele biur podróży organizuje wycieczki na obszar dawnej elektrowni atomowej. Niektóre z nich za cenę około 300 złotych oferują zwiedzanie reaktora, tajemniczego obiektu Czarnobyl – 2.

 

zb