Kandydat PSL-u chce przywrócenia województwa przemyskiego.

9 października na rynku w Przemyślu odbył się briefing prasowy w związku z rozpoczęciem zbiórki podpisów za referendum w sprawie zmian administracyjnych. Akcję zainicjował Stanisław Franczak, kandydujący z ostatniego miejsca na liście PSL. Zdaniem Franczaka obecne województwa są zbyt duże, co powoduje często nierównomierny podział środków. Jego zdaniem taka właśnie sytuacja ma miejsce na Podkarpaciu-wiele inwestycji koncentruje się w Rzeszowie i jego okolicach oraz w północnej części województwa. Południe województwa z takimi miastami jak Przemyśl, Krosno czy Sanok są niedoinwestowane.

O dysproporcji w lokowaniu inwestycji na Podkarpaciu Portal Przemyski pisał w lutym br. przy okazji Samorządowego Forum Gospodarczego. Wbrew zapewnieniom  przedstawicieli partii rządzącej z naszego regionu o potrzebie deglomeracji i wsparciu małych miast, wielkie inwestycje trafiają do Rzeszowa, choć z powodzeniem mogłyby powstawać w mniejszych ośrodkach.

Czytaj: Złe wieści dla Przemyśla. Będzie mniej pieniędzy.

Franczak proponuje, by w tej sprawie rozpisać referendum, w którym zadane byłyby trzy pytania: czy jesteś za wprowadzeniem podziału na co najmniej 49 województw, czy jesteś za likwidacją powiatów i czy jesteś za likwidacją województw rządowych? 

Więcej województw to bardziej równomierny podział środków – przekonuje Stanisław Franczak, który uzyskał poparcie dla swojej idei u prezydenta Wojciecha Bakuna. Według Franczaka więcej województw nie musi oznaczać większej biurokracji, ponieważ można zlikwidować powiaty, a dzięki temu wzmocnić gminy. Zdaniem kandydata przywrócenie województwa nie będzie oznaczać wzrostu urzędników, ponieważ obecnie za olbrzymią biurokrację odpowiada także zjawisko współistnienia urzędów wojewódzkich i marszałkowskich, których kompetencje się często nakładają. 

Wybory do parlamentu odbędą się 13 października. Polskie Stronnictwo Ludowe startuje w nich razem ze środowiskiem Pawła Kukiza.

(red)


Bitwa o Sejm: PiS „Zjednoczona Prawica”-Felieton Piotra Dymińskiego

Drugi numer wylosowała rządząca "Zjednoczona Prawica", czyli połączenie Prawa i Sprawiedliwości, Solidarnej Polski i Porozumienia Jarosława Gowina. Dla większości wyborców to po prostu "PiS", bez rozróżniania części składowych. Dla innych wyborców te niewielkie różnice są istotne, bo np. wspomniana partia Gowina obiecuje blokować niekorzystne dla przedsiębiorców pomysły partii Kaczyńskiego. A to nadal jedna lista. PiS jest nie do zatrzymania? A co jeśli iw ostatniej chwili wypłynie jeszcze jakaś szokująca afera? A co jeśli po wyborach taka afera okaże się "fejkiem"...?

Wszystko wskazuje, że to zdecydowani faworyci tegorocznych wyborów do Sejmu. Opozycja utraciła "efekt zjednoczenia" z czasu eurowyborów. Nie potrafi też znaleźć pomysłu. Teoretycznie najsilniejsza opozycyjna formacja nie jest konsekwentna w swoim przekazie. O tym jednak w innym odcinku.
PiS, niezależnie od wpadek, potknięć, czy nawet skandalicznych zachowań nadal potrafi konsekwentnie budować i sprzedawać wyborcom swoją narrację. Przekaz do wyborców jest konkretny i prosty: "dzięki PiS mamy dobrobyt, będzie jeszcze lepiej, a tym drugim to nie ufajcie, bo mogą przyjść i zabrać, chociaż mówią, że nie zabiorą,  to pamiętajcie, to my rozdajemy konfitury". I te "konfitury" miliony Polaków po prostu dostały w bardzo bezpośredni i namacalny sposób. Dlaczego mają nie wierzyć w taki przekaz? Bo ktoś ich zwyzywa od "dzieciorobów"? Serio?

PiS bardzo umiejętnie wskazuje i wykorzystuje patologiczne sytuacje w Polsce do swojej narracji i uzasadniania podejmowanych działań. Jeżeli ktoś wytyka wady stosowanych metod, to zwykle jest prosta odpowiedź: "bo ty chcesz, żeby zostało tak jak było", i tu następuje wyliczenie serii negatywnych zjawisk... I jak? Chcesz, żeby było tak jak było? No pewnie nie chcesz. A ilu wyborców ma czas analizować, czy rozwiązania proponowane przez PiS są dobre? Czy są właściwym lekarstwem na problemy i patologię? Kilka procent? Pozostali przyjmą taki punkt widzenia, jaki dostaną z mediów. Jedni z TVP i GP a inni z TVN i Wyborczej.
Do tego PiS prowadzi bardzo intensywną kampanię w terenie, liczne spotkania, konwencje, poparcie samorządowców po zwycięskich w wielu miejscach wyborach z ubiegłego roku... ba, sami samorządowcy są na listach. PiS-owi udało się przełamać przeświadczenie, że politycy tylko gadają, a nikt tak naprawdę nie spełnia obietnic. Wykorzystali dobrą koniunkturę do bardzo namacalnego spełnienia swoich zapowiedzi. PiS do tego stopnia zdominował scenę polityczną, że przeciwnicy mówią wprost, że teraz "trzeba walczyć o Senat, to ostatnia szansa. Sejm stracony!" Swoją drogą jest to ukłon w stronę Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW) i wyraz uznania dla tej formy demokracji. Czy różnica między wynikami do Sejmu, a wynikami do Senatu pokaże nam siłę JOW? Czy pokaże jak system większościowy sprzyja, by szukać tego co łączy? Z drugiej strony takie podejście w opozycji wygląda jak krzyk rozpaczy.

W próbach pokonania PiS nie pomaga nic: ani wyciąganie lotów Kuchcińskiego, ani inne zarzuty do ekipy rządzącej. Jeżeli już nic więcej nie wypłynie w tej kampanii, to sukces wyborczy PiS jest praktycznie pewny. Na pewno silnym zarzutem jest afera "pokoi na godziny" w kamienicy szefa NIK. To jest taka funkcja, na której powinien znajdować się człowiek krystaliczny, bez cienia zarzutu, a tu sprawa nie wygląda za dobrze. Szef NIK domaga się teraz sprostowania i przeprosin, ale trudno by sprawa została wyjaśniona przed wyborami. Rodzi to pole do spekulacji i wykorzystania tematu politycznie. Na finiszu kampanii bardzo nasila się "aktywność antyPiS", wytykanie błędów i wszelkich nieprawidłowości. Jednak nie widać przełożenia na odpływ wyborców od partii rządzącej. Przynajmniej na to wskazują sondaże, ale i nastroje wśród samej opozycji. Słucham wywiadów z celebrytami - przeciwnikami rządu, rozmawiam z samymi politykami i kandydatami, wszędzie jest przeświadczenie, że PiS wygra. Nie ma tego nastroju, który był przed eurowyborami, że połączone siły opozycji wygrają.
W czym może tkwić przyczyna? Może właśnie w klęsce podczas eurowyborów? Sondaże wskazywały na sukces opozycji, a później okazało się, że jednak PiS dość wysoko wygrywa. Nie minimalnie, a o parę ładnych punktów. Teraz opozycja startuje bardziej podzielona, równocześnie praktycznie nikt nie rozbija głosów, które umownie nazywa się "prawicowymi". Paweł Kukiz nie ma już osobnego komitetu, staruje z PSL z resztkami "pretorian". W tym czasie część jego byłych posłów jest już na listach PiS, a np. Tomasz Jaskóła (którego osobiście uważam za bardzo wartościowego polityka) otwarcie zrezygnował ze startu w wyborach mówiąc, że sojusz z PSL jest dla niego niedopuszczalny. W przypadku Konfederacji wyborcy mogą bać się "zmarnowania głosu", bo w teoretycznie silniejszym składzie (np. z Liroyem) nie dała rady przebić się przez próg w eurowyborach. głosy wyborców bardziej konserwatywnych będą koncentrować się na liście PiS. Bardzo wyraźnie PiS gra w tym kierunku, wręcz wymazując Konfederację z telewizji publicznej. Informacja o skandalach takich jak przekłamanie w sprawie sondażu, w którym Konfederacja przekracza próg to z jednej strony metoda walki, ale może też przynieść odwrotny efekt. O tym trochę więcej we wpisie o Konfederacji.

I na koniec, na pewno PiS-owi pomaga pogarda i hejt kierowany nie tylko na polityków tej partii, ale i na elektorat. To ciągłe piętnowanie, że są prymitywni i zaściankowi, że szarańcza albo wataha to wyrżnięcia. Albo wywody celebrytów, o tym, że nawet za Jaruzelskiego było lepiej, że opozycję wtedy bardziej szanowano (część ludzi jeszcze pamięta język propagandy i milicyjne pały z tamtego czasu), albo już całkiem dla mnie skandaliczne bzdury rodem z nazistowskiej propagandy o "małych słowiańskich czaszkach". Zdecydowanie obrażanie ludzi, to nie jest dobry sposób na przekonywanie do zmiany preferencji wyborczych. Tak, zgadza się, masz rację, ze strony "propisowskiej" też padają często skandaliczne słowa, ale "obrażeni przez PiS" nie mają jednego obozu, wokół którego mogą się koncentrować. Oni rozdzielają się na trzy, lub nawet cztery grupy, co przy systemie przeliczania głosów promuje stronę, która jest bardziej zwarta.

Co może odwrócić sytuację?
Zapewne już nic. Pomyślmy, użyjmy wyobraźni. Wymyślmy jakiś scenariusz... Zostało kilka ostatnich dni. Jednak od dłuższego czasu jak bumerang powraca sprawa pewnego nagrania, które podobno istnieje. Na nagraniu ma być scena seksu Marszałka Sejmu z nieletnią Ukrainką. Czy ujawnienie takiego nagrania kilka dni przed wyborami coś by mogło zmienić? Zapewne byłby to skandal i szok dla wielu wyborców. To byłaby afera na miarę zmiany wyniku. Otwarte zostanie tylko jedno pytanie: "skoro o taśmie mówi się od dawna, to dlaczego wyskakuje dopiero w ostatnim momencie przed wyborami?" Np. w momencie gdy nie będzie już czasu na zweryfikowanie czy nagranie jest prawdziwe. Dlaczego takiego nagrania ktoś nie ujawnił np. w sierpniu, żeby już wtedy "strącić szarańczę"? Mnie by to dawało do myślenia, ale przy obecnym natężeniu hejtu i wrogości w polityce raczej nikogo to nie będzie obchodzić. Film prawdziwy, czy nie i tak wpłynąłby na wynik wyborów. Czy coś takiego może zmieść PiS? Przypuszczam, że tak. Polacy potrafią wybaczyć politykom wiele, ale nie seksafery. No dobra, ta bardziej „światła” część może wybaczyć wybitnemu reżyserowi seks z nastolatką, ale tu chodzi tylko o polityka znienawidzonej partii… Tylko co, jeśli taka afera okaże się fałszywym oskarżeniem? "No jak to panie! Przecie nagranie jest!" No powiedzmy, że jest. Obecnie dostępna jest też technologia "deepfake", która pozwala na tworzenie bardzo przekonujących nagrań. Używana jest do robienia śmiesznych filmików, np. parodiujących postacie z serialu czy czołowych polityków jak Obama. Używana jest też do robienia filmów porno z udziałem gwiazd, które nie występują w takich produkcjach. Używana jest tez przez szantażystów, którzy straszą ludzi opublikowaniem spreparowanych, kompromitujących filmików. Używana jest też do oszustów, ot tyle co we wrześniu media donosiły o wyłudzeniu z brytyjskiej firmy blisko 250 tysięcy dolarów właśnie przy pomocy deepfake. Jest tylko kwestią czasu, gdy ta technologia stanie się narzędziem brudnej gry politycznej. Kto wie, może zobaczymy to już w najbliższym tygodniu? Tylko co zrobić z wynikiem wyborów, na które ktoś wpływa takimi metodami? Jak PiS zareaguje na wypuszczenie takiego nagrania? Czy gdy fałszerstwo wyjdzie na jaw ludzie się z tym pogodzą? Fantazjujemy dalej? Wyobrażacie sobie kilka milionów ludzi, których oszukano fałszywym nagraniem, a później coś im odebrano wbrew obietnicom wyborczym? W tym czasie druga strona powie: „Oj tam, może i oszustwo, ale trzeba było, żeby pokonać PiS, który jest szarańczą, ciemniactwem, najgorszą organizacją w historii Polski”. Przecież to gotowy przepis na brutalne zamieszki. Uważam, że gdyby takie nagranie istniało i było prawdziwe, to już dawno byłoby ujawnione. Dlatego mam nadzieję, że nic takiego nie wyskoczy, bo to by  świadczyło, że na 99% mamy do czynienia z fałszerstwem i ogromnym niebezpieczeństwem dla naszego społeczeństwa. Jest taka obawa, bo różne „fakenewsy” już są używane politycznie, a do tego część opozycji mówi wprost o „walce na śmierć i życie”. Pomimo tego nadal nie do końca mogę uwierzyć, że ktoś może być tak podły, by uciekać się do tak niebezpiecznego fałszerstwa, dlatego przewiduję wygraną PiS, a nawet drugi z rzędu "rekord Polski", czyli samodzielną większość.


Wielki powrót z Peru do Łańcuta

20 obrazów z Zamku Potockich w Łańcucie, w tym portrety króla Jana III Sobieskiego i królowej Marysieńki i wizerunek Jana Potockiego zostały odnalezione w Peru. Po 75 latach dzięki Fundacji Trzy Trąby i Fundacji Feliksa hr. Sobańskiego powróciły do Polski. Obecnie większość z nich znajduje się w konserwacji. W listopadzie odnalezione w Peru obrazy zostaną zaprezentowane na specjalnej wystawie w Łańcucie.

W 1944 r., kiedy na tereny dzisiejszej Polski wkroczyła Armia Czerwona Alfred Potocki, ostatni właściciel Łańcuta, obawiając się grabieży i dewastacji postanowił ewakuować kolekcję obrazów. Z siedziby Potockich wywiezione zostały najpierw do Wiednia, a potem przez Lichtenstein i Szwajcarię do Ameryki Południowej.

Obrazami opiekował się do śmierci w 1958 r. ordynat łańcucki Alfred Potocki, a następnie jego syn Jerzy i wnuk Stanisław. Ten ostatni znalazł się w trudnej sytuacji finansowej, co skłoniło go do przekazania znajomej Włoszce obrazów w zamian za pomoc w uregulowaniu zobowiązań. Przez lata obrazy znajdowały się w komórce jej domu w Limie, gdzie niszczały. Po 75 latach zostały odnalezione, a następnie wykupione za 180 tysięcy złotych przez Macieja Radziwiłła założyciela Fundacji Trzy Trąby i Michała Sobańskiego z Fundacji Feliksa hr. Sobańskiego.
– W odnalezieniu obrazów ważną rolę odegrał Adam Karol Czartoryski, fundator Fundacji Czartoryskich i pasjonat Peru. Wiedział, że wraz z Michałem Sobańskim zbieramy polskie artefakty i doprowadził do kontaktu z właścicielką obrazów, która przez wiele lat mieszkaław Peru, a obecnie mieszka w Mediolanie – mówi Maciej Radziwiłł. Założyciel Fundacji Trzy Trąby ma nadzieję, że w Peru możliwe będzie odnalezienie innych obiektów z Zamku  w Łańcucie. – Zachęciłem sympatyczną Włoszkę, aby wśród dawnych przyjaciół i znajomych Stanisława Potockiego w Limie dalej poszukiwała obrazów z kolekcji z Łańcuta – dodaje Maciej Radziwiłł.

Większość z obrazów była przechowywana w Limie w zawilgoconej komórce, część ma widoczne uszkodzenia. Najbardziej wrażliwe na niekorzystne warunki pozostały pastele. Aktualnie 17 z 20 obiektów przechodzi konserwację. Wśród nich są portery królów Stefana Batorego i Henryka Walezego, Julii z Lubomirskiej Potockiej czy Jana Potockiego, autora „Rękopis znaleziony w Saragossie”.

Wszystkie obrazy odnalezione w Peru i sprowadzone do Polski dzięki Fundacji Trzy Trąby i Fundacji Feliksa hr. Sobańskiego ponownie znajdą się w Łańcucie. W listopadzie zostaną zaprezentowane na specjalnej wystawie w związku z 75. rocznicą powstania muzeum w dawnej rezydencji Potockich.

 

Informacje -  Fundacji Trzy Trąby 


Przebudowana droga Krówniki-Jaksmanice

W poniedziałek 7 października została oficjalnie oddana do użytku, przebudowana droga Krówniki-Rożubowice-Łuczyce-Jaksmanice.

Przebudowa drogi była współfinansowana ze środków unijnych w ramach programu współpracy trans-granicznej Polska-Białoruś-Ukraina. Połączy ona te podmiejskie miejscowości z przemyską obwodnicą południową prowadzącą m.in. do drogi łączącej Przemyśl z przyszłym polsko-ukraińskim przejściem granicznym Malhowice-Niżankowice.

Przebudowa drogi była częścią wspólnego polsko-ukraińskiego projektu o nazwie „Transport na obszarze Przemyśla i Niżankowic dla dziedzictwa współpracy”. Wartość całego projektu to ok. 10 mln zł, z czego 6 mln pozyskało Starostwa Przemyskie, a 4 mln trafiło do Rejonu Starosamborskiego na budowę obwodnicy Niżankowic, prowadzącej ku przyszłemu przejściu granicznemu.

Podczas gdy Starostwo Przemyskie zdołało już, poprzez firmę „Strabag”, przebudować   8,7 km drogi i rondo w Krównikach, jak również zbudować 4,2 km chodników o szerokości 2 m i 4 zatoki autobusowe, to partnerzy projektu po drugiej stronie granicy dopiero zaczynają budowę obwodnicy Niżankowic.

 

Na zdj. Tetiana Terlecka

 

Tetiana Terlecka, przewodnicząca Rejonowej Rady w Starym Samborze, usprawiedliwia późne rozpoczęcie budowy długą procedurą przetargową przy wyborze wykonawcy projektu. Zapewnia jednak, że obwodnica Niżankowic będzie wykonana przed końcem terminu przewidzianego w ramach partnerskiego projektu.

 (jb)


Wielkie perspektywy dla Przemyśla. Premier Morawiecki odwiedził nasze miasto.

 

We wtorek w Przemyślu przebywał premier Mateusz Morawiecki. Podczas swej wizyty szef rządu odwiedził Pomnik Zesłańców Sybiru i Ofiar Katynia w Przemyślu, spotkał się z mieszkańcami  i aktywem Prawa i Sprawiedliwości w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej oraz uczestniczył w konferencji prasowej na peronie dworca kolejowego.

To właśnie tam padły najistotniejsze zapowiedzi nowych inwestycji w Przemyślu, jakie mają zostać zrealizowane w przypadku utworzenia rządu przez Prawo i Sprawiedliwość. Premier obiecał utworzenie w Przemyślu wielkiego portu logistycznego PKP Cargo Terminale, który wykorzystywać będzie przygraniczne połozenie naszego miasta i m.in. łączyłby transport kolejowy z ruchem TIR-ów. Inwestycja ma dać kilkaset nowych miejsc pracy, w tym dla wysoko wyspecjalizowanej kadry.

Oprócz tego premier Morawiecki zapowiedział budowę zachodniej obwodnicy miasta w ramach projektu Sto obwodnic. Obwodnica miałaby odciążyć centrum miasta od ruchu ciężarowego i pobudzać ruch turystyczny.

Mateusz Morawiecki wskazywał, że o rozwiązaniach  dla rozwoju Przemyśla i Bieszczadów często dyskutował z marszałkiem Markiem Kuchcińskim.

Więcej w nagraniu.

 

https://www.youtube.com/watch?v=uooXMPL5_fk

 

Zdjęcie Krystian Maj, KPRM

Film KPRM  


Wicepremier Gowin na przemyskim Rynku

Na Rynku w Przemyślu odbyła się dzisiaj (8 października) konferencja prasowa wicepremiera Jarosława Gowina i prezydenta Przemyśla Wojciecha Bakuna, w towarzystwie kandydatki z listy PiS, Doroty Łukaszyk. Obaj panowie mówili o potrzebie przywrócenia Przemyślowi jego dawnego blasku i  wyższego statusu poprzez dodatkowy impuls do rozwoju.

 Wicepremier Gowin, dziękując prezydentowi Bakunowi za „deklarację zbieżności poglądów”, zapowiedział w przypadku wygrania wyborów i kolejnej kadencji rządu Zjednoczonej Prawicy, zdecydowaną pomoc dla Przemyśla m.in. poprzez deaglomerację i decentralizację części urzędów.

 Rzeczywiście uważamy, że takie miasta jak Przemyśl powinny mieć przywrócony swój blask, powinny na powrót stać się kołem zamachowym rozwoju Polski. I myślę, że w tych sprawach potrzebne jest połączenie wysiłków władz samorządowych na czele z prezydentem miasta i władz centralnych, polskiego rządu. Mówiąc krótko, Polska potrzebuje pomysłu na Przemyśl. Chcemy zadeklarować w imieniu rządu zjednoczonej prawicy, ale także w imieniu naszej kandydatki do Sejmu, pani Doroty Łukaszyk, że takie zadanie stawiamy sobie do wykonania i do zrealizowania w następnej kadencji – zapowiedział wicepremier Jarosław Gowin.

 Prezydent Bakun, spytany czy też popiera kandydatkę z listy Prawa i Sprawiedliwości, odpowiedział:

 Zawsze mówiłem, że my jesteśmy otwarci na współpracę ze wszystkimi. To znaczy, że my nie chcielibyśmy tworzyć żadnych sztywnych koalicji i chcemy działać dla dobra Przemyśla. I powiem tak, z każdym, kto wyraża chęć współpracy, i wyraża swoją wolę działania na rzecz miasta – będzie nam po drodze.

 Z  powyższych wypowiedzi nasuwa się oczywisty wniosek, że w przypadku kolejnej kadencji rządu Zjednoczonej Prawicy dojdzie we władzach Miasta Przemyśla do powstania nowej „stosownej” koalicji.

( jb)


Kto zostanie kierownikiem Biura Prezydenta Miasta?

 

2 października minął termin na składanie dokumentów do toczącego się konkursu na stanowisko kierownika Biura Prezydenta Miasta.

Od lipca bieżącego roku stanowisko jest wolne. Poprzednio tę funkcję sprawował Artur Komorowski związany z Regia Civitas i Robertem Chomą.  Wojciech Bakun postanowił powierzyć te zadania nowej osobie, która stanie się ,,prawą ręką" prezydenta.  

Do konkursu przystąpiły cztery osoby, które złożyły wymagane dokumenty. W przypadku jednej z osób z powodów formalnych odrzucono wniosek i do dalszej części konkursu zakwalifikowały się trzy osoby.  14 października przeprowadzone zostaną rozmowy z kandydatami. Funkcja szefa Biura jest odpowiedzialna i trudna- do zadań kierownika będzie należeć m.in. koordynowanie prac Biura, reprezentowanie Prezydenta Miasta Przemyśla i wykonywanie funkcji protokolarnych oraz organizacja spotkań i wizyt. 

 

 

 


Inauguracja roku akademickiego w PWSW

W poniedziałek 7 października br. odbyła  się inauguracja nowego roku akademickiego w przemyskiej Państwowej Wyższej Szkole Wschodnioeuropejskiej. Na 17 kierunkach studiów licencjackich, inżynierskich i magisterskich studiuje tu aktualnie ponad tysiąc studentów, z których jedna trzecia pochodzi z Ukrainy.

 PWSW liczy już sobie 18 lat. Powstała w 2001 roku, początkowo w dawnym pałacu książąt Lubomirskich na Bakończycach. W kolejnych latach wzbogaciła się o kolejne budynki. W tym roku PWSW przyjęła ponad 500 nowych studentów, w tym wielu z Ukrainy.

Alina Danylczuk z Chmielnickiego na Ukrainie, studentka pierwszego roku, wiąże swoje plany życiowe z Przemyślem i Krakowem:

 Jestem studentem z Ukrainy, a dowiedziałam się o Państwowej Wyższej Szkole w swojej sobotniej szkole. A ja na kierunku inżynieria kosmetyków i suplementów diety. Ten kierunek jest nowy w Państwowej Szkole i ja bardzo chciałam do niego dołączyć się. I na przyszłość dumam iść na magisterkę do Krakowa. Jeżeli tam uda mi się dołączyć do programu Erazmus, to bardzo chciałabym wyjechać do Czech i do Francji, bo kraje te słyną z kosmetyków.

 Dr

Paweł Trefler, rektor PWSW, wiąże udany tegoroczny nabór studentów z nowymi atrakcyjnymi kierunkami studiów:

Ten rok jest szczególny, ponieważ uruchomiliśmy nowe kierunki studiów, które cieszą się bardzo dużą popularnością. Wśród tych kierunków są także kierunki studiów magisterskich. I dużym sukcesem jest fakt, iż w tym roku rekrutacja jest o 60 procent lepsza, niż w roku ubiegłym. Wpływ na to miały właśnie te nowe kierunki studiów. Przede wszystkim studia licencjackie pielęgniarstwo, studia na kierunku również bezpieczeństwo trans-graniczne, informatyka w biznesie i studia magisterskie: stosunki transgraniczne i projektowanie graficzne. 

Na inaugurację nowego roku akademickiego przybyło wielu gości honorowych.

(tekst i zdjęcia – jb)  

 


Felieton wyborczy Piotra Dymińskiego-Bitwa o Sejm 2019: PSL

Pierwszy numer wylosowało Polskie Stronnictwo Ludowe. To szczęśliwy numer dla PSL, swego czasu właśnie z numerem "1" PSL osiągnęło niespodziewany, spektakularny wynik wyborczy w wyborach do samorządu. Równocześnie porażająca była liczba głosów nieważnych. Szczęśliwie wolne sądy uspokoiły obywateli, że wszystko było w porządku. Czy i tym razem "jedynka" będzie szczęśliwa?

PSL występuje jako "Koalicja Polska" w egzotycznym połączeniu z niedobitkami Kukiz'15. Koalicja z jednej strony egzotyczna, a z drugiej bardzo logiczna. PSL zginąłby w przedwyborczej koalicji z PO, tym bardziej bez sensu byłoby łączenie sił z SLD i Wiosną. Samodzielny start, przy wysokiej frekwencji, oznaczałby brak szans na przekroczenie progu. Podobnie jest z Kukiz'15. Eurowybory pokazały, że Paweł Kukiz stracił już zbyt wielu zwolenników i też nie pokona samodzielnie progu. Mamy zatem "koalicję z rozsądku", która skutkuje z jednej strony jeszcze większym rozpadem w Kukiz'15, a z drugiej pewnymi niesnaskami w PSL (choćby dlatego, że trzeba było oddać część dobrych miejsc na listach). Wyraźnie widać, ze te elektoraty nie sumują się w 100%, ale szanse na pokonanie progu są przy wspólnym starcie dość duże. Wbrew sondażom nie mam przekonania, że jest to pewne.

Programowo PSL przedstawia całkiem atrakcyjną ofertę, np. dobrowolny ZUS dla przedsiębiorców, czy wzrost nakładów na służbę zdrowia. Jest też coś dla seniorów, np. emerytura bez podatku. Kosiniak-Kamysz, jako lider PSL, całkiem sprawnie lokuje swoje ugrupowanie w "centrum", jako zdroworozsądkowa alternatywę dla POPiSowej wojny politycznej. To może zaprocentować. Nie jest jednak przesądzone, że się uda.

Sam PSL, jak wspomniałem, nie miałby dużych szans na pokonanie progu. Otwarte zostaje pytanie ile "procentów" do wyniku może dodać Paweł Kukiz. Jeżeli trwa przy nim przynajmniej co dziesiąty wyborca z wyborów prezydenckich 2015, to Koalicja Polska może zrobić wysoki wynik, a sam Kukiz'15 może zdobyć mandaty nie tylko z "jedynek". Tak może być w naszym przemysko-krośnieńskim okręgu, gdzie Paweł Kukiz miał wysokie poparcie, a jego komitet odniósł wyraźny sukces nawet w ubiegłorocznych wyborach samorządowych, czego skutkiem jest prezydentura Wojciecha Bakuna.

Sojusz Kukiza z PSL spotkał się jednak z taką falą krytyki, że tych wyborców może być znacznie mniej. Jeżeli został zaledwie 1/100, to ludzie "od Kukiza" mogą mieć marne szanse na mandaty. Ba! Cała Koalicja Polska może być nadal pod progiem!

Wynik PSL w tych wyborach to duża zagadka właśnie z powodu trudności przewidzenia zachowania resztek wyborców Kukiza. Druga kwestia to to, na ile wyborcy traktują PSL jako formację wiarygodną. Pamiętamy przecież powiedzenie, że wybory zawsze wygrywa koalicjant PSL. I tu jest pytanie, jeżeli od PSL będzie zależała koalicja, będą woleli sojusz  z PiS czy z PO? Pamiętamy też, że "emerytura bez podatku" już była głosowana w Sejmie. Pierwszy raz jako pomysł poparty przez PiS, a odrzucony przez PO i ...PSL. Czy zatem wyborcy wierzą w obietnice PSL? Czy wyborcy Kukiza uwierzą, że PSL poprze Jednomandatowe Okręgi Wyborcze? Śledząc opinie w Internecie widać, że raczej nie wierzą. Równolegle Paweł Kukiz reaguje nerwowo i wybuchowo na krytykę czy sugestie, że sam nie wierzy w obietnice PSL, ze dał się oszukać. Taka nerwowość nie sprzyja zachowaniu resztek elektoratu. Tymczasem sam Kosiniak-Kamysz może pozyskać innych wyborców, właśnie poprzez kreowanie PSL na "rozsądne centrum". To działanie ukierunkowane zarówno na tych, którzy nie zagłosują na PiS, ale daleko im do Platformy i na tych, którzy na pewno nie zagłosują na PO (ani lewicę), ale nadal im daleko do PiS. PSL ma być takim komitetem "w sam raz", nie za bardzo radykalnym w jakimkolwiek kierunku. I zdolnym do koalicji ze wszystkimi, oczywiście.


Ważne terminy dla wyborców, którzy chcą głosować poza miejscem zamieszkania.

Jeśli przebywasz poza miejscem swojego zamieszkania, to do wtorku możesz się dopisać do spisu wyborców w dowolnej gminie w Polsce.

By zagłosować  w wybranym przez siebie lokalu wyborczym w gminie, na obszarze której będziemy przebywać w dniu wyborów, a nie jest się mieszkańcem tej gminy, trzeba złożyć pisemny wniosek o dopisanie do spisu wyborców. Taki wniosek należy złożyć w siedzibie gminy w której chcemy zagłosować. Na przykład, jeśli pochodzimy z Przemyśla, ale przebywamy w Krakowie i najbliższą niedzielę także spędzimy w Krakowie, a równocześnie chcemy oddać głos w wyborach, należy się udać do urzędu miasta w Krakowie, by dopisać się do spisu wyborców.

Jeśli posiadamy profil zaufany możemy także się dopisać przez stronę obywatel.gov.pl.

We wniosku należy podać: imię (imiona), nazwisko, imię ojca, datę urodzenia, nr PESEL, a także adres zamieszkania oraz adres czasowego przebywania.

Do piątku 11 października w urzędzie gminy (gdzie jest się ujętym w spisie wyborców) można też pobierać zaświadczenie o prawie do głosowania. Na jego podstawie można głosować w dowolnym lokalu wyborczym na terytorium Polski i za granicami kraju. Dlatego jeśli 13 października będziemy podróżować, a koniecznie chcemy zagłosować, potrzebne nam będzie takie zaświadczenie.

Jeśli nawet w ostatniej chwili wyborcy zmienią się plany i nie wyjedzie poza miejsce zamieszkania, to na podstawie zaświadczenia będzie mógł zagłosować w komisji, w której zwykle głosuje. Konieczne jednak będzie posiadanie przy sobie zaświadczenia.

 

red