Znamy ,,jedynki" do sejmu z naszego okręgu. Jest mała sensacja.

Jak już podawaliśmy, ,,jedynką" najmocniejszej partii w Polsce czyli Prawa i Sprawiedliwości będzie w naszym okręgu wyborczym Marek Kuchciński. Mimo zamieszania związanego z lotami samolotowymi marszałek sejmu prawdopodobnie utrzyma czołową pozycję na liście.

Karty wyłożyła też na stół podkarpacka Platforma Obywatelska. Dość sensacyjnie wygląda lista w stolicy Podkarpacia, gdzie stawkę otwiera popularny prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc, który ma być lokomotywą wyborczą ugrupowania. Pogłoski o starcie Ferenca krążyły od dawna, choć niektórzy nie dawali wiary, że PO dla jednego mandatu może zaryzykować oddanie Rzeszowa w ręce PiS-u. Nie wiadomo czy Ferenc, w przypadku elekcji, mandat przyjmie, ale tzw. dobrze poinformowani twierdzą, że Ferenc z powodów osobistych chce być bliżej Warszawy. Drugie miejsce na rzeszowskiej liście PO ma szef podkarpackiej PO Zdzisław Gawlik, a trzecie Krystyna Skowrońska, która musi ostro walczyć o mandat.

W okręgu krośnieńsko-przemyskim na ,,jedynce" znalazła się posłanka z Krosna Joanna Frydrych, a na dwójce przemyślanin Marek Rząsa. I to właśnie te dwa nazwiska mają zdecydowanie największe szanse na wzięcie dwóch mandatów przypadających PO z tego okręgu.

Jedynką PSL-u w naszym okręgu będzie związany z Jarosławiem wieloletni poseł Mieczysław Kasprzak.

Sensacyjnie zapowiada się ,,jedynka" Bezpartyjnych Samorządowców w okręgu krośnieńsko-przemyskim. Listę Bezpartyjnych wg nieoficjalnych informacji otwierać ma były generał Straży Granicznej Dominik Tracz. Bezpartyjni Samorządowcy to formacja oparta o prezydentów miast, głównie z Dolnego Śląska, która uzyskała dobry wynik w ostatnich wyborach samorządowych.

Nie są znane ciągle podkarpackie listy lewicowego bloku tworzonego przez Razem, Wiosnę Biedronia i SLD.
Z kolei Paweł Kukiz ,,domyka" negocjacje z Konfederacją. Jeśli rozmowy zakończą się sukcesem, wspólne ugrupowanie może na lidera okręgu krośnieńsko-przemyskiego wyznaczyć Roberta Majkę lub Andrzeja Zapałowskiego. Obydwaj są związani z Konfederacją, która w przeciwieństwie do KUKIZ'15, dysponuje strukturami terenowymi umożliwiającymi zebranie podpisów koniecznych do rejestracji list.

 

zdj.sejm.gov.pl, Paweł Kula


Naddniestrze w Przemyślu

W drodze do jasnogórskiego klasztoru w Częstochowie, zawitała dzisiaj (01.08) do Przemyśla 35 osobowa grupa Polaków z Naddniestrza. W podziękowaniu za sponsorowany przez Caritas Archidiecezji Przemyskiej poczęstunek w restauracji dworcowej, część naddniestrzańskich Polaków zaprezentowała koncert tradycyjnych polskich piosenek patriotycznych. Słuchaczami byli głównie penitencjariusze caritasowskiego domu spokojnej starości. Po koncercie poprosiliśmy o wypowiedzi kierowniczkę pielgrzymkowej grupy oraz dwóch znanych przemyślan utrzymujących kontakty z Polakami w Naddniestrzu.    

 

Natalia Sieniawska, z d. Krzyżanowska, prezes Towarzystwa Polskiej Kultury „Jasna Góra” w Naddniestrzu:

W tym roku obchodzimy jubileusz 15-lecia istnienia Towarzystwa Polskiej Kultury „Jasna Góra” w Naddniestrzu. Teraz jedziemy na pielgrzymkę właśnie do Częstochowy na Jasną Górę. Jesteśmy bardzo szczęśliwi z możliwości tego wyjazdu. Nasze dzieci co roku wyjeżdżają na letnie kolonie do Polski, a w tej pielgrzymce mogą wziąć udział dorośli i młodzież. Razem jest nas 35 osób. Dawno już takiego wyjazdu nie było. Umożliwił to nam Senat RP poprzez Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”.

Nasze Towarzystwo działa na terenie całego Naddniestrza i liczy ponad tysiąc zarejestrowanych członków. To w większości  mieszkańcy miejscowości Raszków, Swoboda Raszków, ale główna siedziba Towarzystwa znajduje się w stolicy Naddniestrza, w Tyraspolu. W ubiegłym roku w grudniu oficjalnie otworzyliśmy tam Centrum Kultury Polskiej „Jasna Góra”, a teraz pracujemy nad tym, żeby Dom Polski „Wołodyjowski” w Raszkowie został  oficjalnie otwarty. Dom został zakupiony nie przez nas, a przez gości z Polski, którzy przyjeżdżają do nas i których interesują losy Polaków z Naddniestrza. W szczególności pan Marek Pantuła. Jest on honorowym członkiem naszego Towarzystwa. Bardzo pomaga naszej organizacji, jest współautorem powstania Domu polskiego w Raszkowie i włożył duży wkład w ideę łączności Polaków z Naddniestrza z Polską. 

 

Marek Pantuła, założyciel Fundacji Humana Mundi:

5 lat temu zakupiliśmy parcelę 16-arową z domem przeznaczonym na Dom Polski w Raszkowie. To jest stary dom liczący ponad 100 lat z zapieckiem z czasów Marii Konopnickiej. Ja wybierałem ten dom, bo spodobał mi się. Jest tam taki staropolski duch i jest taki przytulny, ciepły. Dom został zakupiony za środki Polaków mieszkających w Polsce, z datków różnych ludzi dobrej woli. Musimy jeszcze go wyremontować. Brakuje nam na ten cel jeszcze około 10 tysięcy Euro. Po remoncie zrobimy uroczyste, oficjalne otwarcie. Jednakże Dom Polski już teraz spełnia wiele funkcji. Tam odbywają się spotkania z kultura polską, sztuką. Zapraszamy artystów, ludzi nauki i kultury z Polski, profesorów. Odbywają się prelekcje, wernisaże, koncerty. Stworzyliśmy też ogród sztuki.  I tam też będzie się odbywać blok naukowy, bo przyjeżdża kilku profesorów z Polski. Będą krótkie prelekcje właśnie na temat historii Polski. Myślę, że uda nam się oficjalnie otworzyć Dom Polski w Raszkowie już w przyszłym roku.

 

Rafał Kijanka, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Przemyślu:

Rok temu mieliśmy okazję pojechać z misją medyczną do Naddniestrza, do Raszkowa, tego Raszkowa sienkiewiczowskiego na Podolu. Ta inicjatywa była sponsorowana przez Senat RP. Mieliśmy okazję poznać Rodaków tam mieszkających i zrobić im badania profilaktyczne: „echo serca”, EKG, ogólne badania lekarskie. Byli też ratownicy medyczni, robiliśmy szkolenia z pierwszej pomocy. Było to bardzo fajne spotkanie. Mieliśmy okazję poznać zwyczaje tych Rodaków, zobaczyć jak bardzo są przywiązani do swoich korzeni polskich, jak bardzo są związani emocjonalnie z Polakami, jak kochają Ojczyznę, pięknie mówią po polsku i kultywują nasze wartości i tradycje. Dzisiaj natomiast fajnie się złożyło, że mogliśmy gościć naszych rodaków z Naddniestrza tutaj w Przemyślu.

 

(tekst i zdjęcia – jb)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

(„Naddniestrze” - to państwo  nie uznawane na arenie  międzynarodowej, obejmujące tereny położone na lewym brzegu Dniestru oraz prawobrzeżne miasto Bendery. Jest to pas ziemi o długości około 200 km i średniej szerokości około 12–15 km. 

2 września 1990 roku Naddniestrze ogłosiło deklarację niepodległości jako Naddniestrzańska Republika Mołdawska  ze stolicą w Tyraspolu. Jednakże jej suwerenność  uznały jedynie separatystyczne  republiki Abchazji i Osetii Południowej

Mimo to, Naddniestrze ma wszystkie atrybuty państwa. Kraj wybrał swojego prezydenta, premiera i parlament. Ma swoją flagę i walutę – naddniestrzańskiego rubla. Flaga Naddniestrza do 2000 roku pozbawiona była symboliki radzieckiej, obecnie jednak używa się flagi z sierpem i młotem, jak za czasów Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Na tutejszym uniwersytecie kształcona jest młodzież. Istnieją tu też wszystkie służby publiczne – milicja, wojsko, straż graniczna.

 Mimo podpisania stosownego traktatu w Stambule w 1999 roku, Rosja do tej pory nie wycofała stąd swoich sił zbrojnych,  a jedynie zredukowała je do około 1800 osób. Nawet jednak tak niewielka liczba żołnierzy rosyjskich zapewnia w praktyce istnienie państwowości Naddniestrza.

We wrześniu 2006 roku odbyło się tu referendum w kwestii niepodległości.  W referendum wzięło udział 78,6% uprawnionych do głosowania, z czego 97,2% opowiedziało się za dążeniem do niepodległości Naddniestrza. Przeciw było 1,9% głosujących. Jednakże zarówno Stany Zjednoczone, jak OBWE i UE nie uznały ważności referendum.)


Kapliczka na Słowackiego doczekała się remontu

Szum wokół kapliczki pod wezwaniem św. Jana Nepomucena powstał po tym, gdy w mediach społecznościowych pojawiły się w 2017 roku zdjęcia obiektu obitego deskami. Kapliczka, mimo że deski były przycięte porządnie, nie zachwycała i niektórym kojarzyła się z wiejskim wychodkiem. Okazało się, że nowy wygląd zabytku to dzieło mieszkańca, który mieszka w okolicy. Jednak, jak wyszło w trakcie dalszych ustaleń, wcale nie chciał on trwale zmienić wyglądu kapliczki, ani tym bardziej jej zdewastować. Wręcz przeciwnie, mężczyzna od wielu lat opiekował się kapliczką, przywoził do niej kwiaty, a obiekt zabezpieczył po prostu dlatego żeby się nie rozsypał- stan jego konstrukcji pozostawiał wiele do życzenia.

Kapliczka jest wpisana do rejestru zabytków. Prowadzenie remontu przy takim obiekcie bez odpowiednich zezwoleń, mimo nawet najszczytniejszych motywów, jest zakazane prawem. Na zabytku  jesienią 2017 roku pojawiła się informacja, że obiekt został poddany nieprawidłowym samowolnym pracom remontowym i zakazuje się ich dalszego wykonywania osobom nieuprawnionym oraz bez pozwolenia  Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Po dwóch latach od tamtych zdarzeń przy kapliczce wreszcie pokazała się ekipa remontowa. Jak widać na zdjęciu, robotnicy wytynkowali na nowo osłabioną konstrukcję i przemurowują szczyt budyneczku. Zakres prac wskazuje, że zapomnianemu zabytkowi mogła grozić rozsypka.

Podobno niedaleko od tego miejsca, gdzie stoi ten obiekt kultu, na uliczce Wapowskiego, stała inna, bardzo podobna kapliczka, która nie dotrwała  jednak do naszych czasów. Być może dzięki niefachowemu zabezpieczeniu i zwróceniu w ten sposób uwagi odpowiednich organów, samozwańczy opiekun spowodował, że władze miasta i nadzór konserwatorski zajęły się rozpadającym zabytkiem.


Dziś w rocznicę godziny ,,W" zawyją syreny

Dziś w Przemyślu o godzinie 17.00 usłyszymy dźwięk syren alarmowych. Przez trzy minuty w ten sposób miasto upamiętni powstańców warszawskich, którzy 75 lat temu ruszyli w bój przeciwko Niemcom.

Pod Pomnikiem Orląt Przemyskich odbędzie się apel harcerski zorganizowany przez Komendę Hufca ZHP Ziemi Przemyskiej.

Powstanie Warszawskie wybuchło 1 sierpnia 1944 roku i było akcją militarną skierowaną przeciw okupującym Warszawę Niemcom, a politycznie także przeciwko ZSRR. W wyniku wybuchu powstania zostało zniszczone miasto, a śmierć poniosło około 220 000 mieszkańców Warszawy. 

 

zdj.domena publiczna, UM Przemyśl

 


Powstaje centrum handlowe SMOK. Wkrótce otwarcie!

F. H. SMOK działa na rynku w branży odzieżowo - obuwniczej od wielu lat. W ostatnim czasie otwarta została galeria handlowa SMOK w Krośnie.

W naszych sklepach znajdziecie Państwo nie tylko towary importowane, lecz także wysokiej jakości polskie produkty. Od dłuższego czasu sklepy zaopatrywane są także w markową odzież i obuwie takich firm jak m.in.: 4F, PUMA,NIKE, REEBOK, ADIDAS. Z całą pewnością każdy znajdzie coś dla siebie i to w bardzo konkurencyjnych cenach.

Proponujemy Państwu wyłącznie asortyment, którego design oraz jakość wykonania stoją na najwyższym poziomie. Zakupione u nas ubrania i buty pozwalają poczuć się każdemu klientowi modnie i stylowo, ponieważ nasz towar jest starannie wyselekcjonowany w oparciu o najnowsze trendy.

W działalności naszej firmy stawiamy przede wszystkim na jakość i dobrą cenę, dzięki czemu udało nam się zdobyć zaufanie i sympatię wielu klientów.

Aktualnie kompletujemy zespół współpracowników do nowej galerii SMOK, która już wkrótce zostanie otwarta w Przemyślu przy ulicy Lwowskiej. Osoby zainteresowane pracą prosimy o przesłanie CV ze zdjęciem na adres smok.krosno@op.pl

 

Artykuł sponsorowany 


Przemyski poseł wyrasta na lidera znaczącego ruchu

 

Robert Majka, pochodzący z Przemyśla poseł Konfederacji, był organizatorem protestu pod siedzibą Polskiej Agencji Prasowej i Telewizji Polskiej jaki odbył się 19. lipca. Według Majki w Polsce stosuje się ,,cenzurę prewencyjną”, która uniemożliwia prezentowanie w mediach społeczeństwu poglądów odmiennych od poprawnych politycznie. Zdaniem posła, w Polsce istnieje m.in. blokada informacyjna na sprawy związane z wdrażaniem nowej technologii 5G.

Majka jako pierwszy z polskich polityków włączył się do kampanii przeciwko 5G. Po nim protesty zaczęli wspierać niektórzy posłowie KUKIZ’15. A jest to ruch rosnący w siłę z każdym dniem, w miarę rozprzestrzeniania się informacji w internecie i akcji ulicznych. Tworzą go młode osoby, które walczą o zablokowanie tzw. Megaustawy  (ustawy telekomunikacyjnej), ale niewątpliwie ,,twarzą" polityczną ruchu jest Majka, który wspierany jest przez stowarzyszenie Prawo do życia.

 

Miliardowy biznes

5G jest technologią komunikacji telefonii komórkowej, która ma polegać na przyspieszeniu działania internetu dzięki zastosowaniu bardzo gęstej sieci anten. Jednak w przeciwieństwie do używanej aktualnie technologii, nowa generacja radykalnie zwiększy moc pola elektromagnetycznego emitowanego przez anteny. A to właśnie nie podoba się przeciwnikom 5G, którzy nie godzą się na wystawianie ich ciał na duże dawki promieniowania przez 24 godziny na dobę. Jak twierdzą, zwłaszcza ciała dzieci i płodów w łonie kobiet są nieprzystosowane do zwiększonego promieniowania, które zdaniem protestujących powoduje choroby nowotworowe.

By wdrożyć 5G w Polsce, konieczne jest zwiększenie państwowych norm promieniowania elektromagnetycznego, bo dotychczasowe normy PEM były w Polsce zbyt rygorystyczne. Stąd projekt zwiększenia norm lansowany pod postacią Megaustawy przez Ministerstwo Cyfryzacji, któremu oponenci właściwie wprost zarzucają uleganie lobbingowi. Bo nie ma wątpliwości, że przyjęcie ustawy będzie nie tylko korzystne dla operatorów,  którzy zarobią na 5G miliardy, ale także dla rządu, który sprzeda częstotliwości dla operatorów. A to oznacza kolejne miliardy dla budżetu.  

Początkowo Majka z właściwą mu swadą 5G nazywał ,,planowanym ludobójstwem Polaków”, czym wywoływał drwiny kolegów z sejmowych ław. Jednak gdy na komisjach senackich porzucił retorykę ,,ludobójstwa”, a zaczął drążyć kwestie medyczne i prawne, sprawy zaczęły zmieniać obrót. Majce udało się  wydobyć osławiony, lecz niepublikowany  raport  Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi, który zaleca przeprowadzenie szerokich badań naukowych przed wprowadzeniem 5G w Polsce.

 

Sprzeciw Krakowa

Z całej awantury, w której bierze udział Majka wynika, że 5G ma być wprowadzone na terytorium Polski bez badań dotyczących ewentualnego oddziaływania na zdrowie ludzi. Ale oprócz osób, które obawiają się wzrostu zachorowań na raka, zaniepokojone są polskie samorządy- tzw. Megaustawa przewiduje bowiem, że operatorzy uzyskają przywilej bezpłatnego umieszczania swoich urządzeń na infrastrukturze miejskiej, takiej jak słupy, latarnie itp. Oznaczać to będzie utratę wpływów dla miast, a zarazem olbrzymie zyski dla firm telekomunikacyjnych. Stąd też rezolucja rady miejskiej Krakowa podjęta w ostatnich dniach, w której rajcy starej stolicy sprzeciwiają się zapisom ustawy. Oczywiście nie próżnuje też Majka, który złożył zapytanie do Prezydenta Miasta Przemyśla Wojciecha Bakuna o to, czy były prowadzone jakiekolwiek konsultacje pomiędzy rządem a władzami Przemyśla w tej sprawie.  

 

Głosowanie w Senacie

Kluczowe dla sprawy ma być głosowanie w Senacie, który aktualnie proceduje nad ustawą przesłaną z Sejmu. Tam też działają przeciwnicy ustawy, którzy przekonują senatorów do odrzucenia nowego prawa. Równocześnie posłowie z KUKIZ’15 i Robert Majka z Konfederacji nie ukrywają, że nie zamierzają składać broni i sprawę 5G będą poruszać w nadchodzącej kampanii wyborczej. Ponieważ jest to temat, który dotyczyć będzie wszystkich Polaków, sprawa 5G może być niemiłym zaskoczeniem dla uśpionych korzystnymi sondażami polityków PiS-u.

 

https://www.youtube.com/watch?v=KgaDh4uYJLo&fbclid=IwAR03XcOwGWEO3MkRnupxA5n7ab3m5EIyDv3gCW_C2Ku4sWA80zcwQdnm5R0

zdj.FB Prawo do życia

 

 

biw


Właściwości czosnku niedźwiedziego - zobacz, dlaczego warto się nim zainteresować

Łagodny i słodki w smaku czosnek niedźwiedzi pasuje do wielu dań, a przy tym zaskakuje swoimi właściwości leczniczymi. Roślina jest skarbnicą związków siarki, które wspomagają pracę układu sercowo-naczyniowego, a także skutecznie zwalczają bakterie i wirusy. Jak działa czosnek niedźwiedzi? Jakie jest jego zastosowanie?

Czosnek niedźwiedzi – występowanie

Czosnek niedźwiedzi rośnie w całej Europie. W Polsce głównie uprawia się go w Karpatach, Sudetach i na Pogórzu. Bardzo obficie występuje również na Pojezierzu Suwalskim i w Puszczy Białowieskiej. Obecnie roślina lecznicza jest objęta częściową ochroną. Mimo tego zalicza się do grupy roślin uprawnych – najwięcej upraw tej rośliny jest we Francji i w Niemczech.

Właściwości lecznicze czosnku niedźwiedziego

Moda na ekologię i zdrowy styl życia sprawia, że coraz częściej zwracamy uwagę na to, jakie zioła i rośliny przyprawowe stosujemy w naszej codziennej diecie. Jedną z nich jest czosnek niedźwiedzi, który stanowi bogactwo witaminy A, C i E, minerałów (siarki, manganu, żelaza i selenu). Liście i kwiaty czosnku niedźwiedziego zawierają również aminokwasy, flawonoidy i fitoncydy, które pobudzają krążenie krwi i hamują rozwój wirusów w organizmie.

Czosnek niedźwiedzi jest łagodny i słodki w smaku, ale również posiada wiele właściwości leczniczych. Roślina działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo, a zawarte w niej substancje pomagają obniżyć poziom szkodliwego cholesterolu. Ponadto wykazuje działanie przeciwgorączkowe, dzięki czemu będzie skutecznym lekarstwem na przeziębienie. Spożywanie liści czosnku w okresie wiosennym wspomaga pracę układu pokarmowego i wzmacnia nasz organizm.

Dzięki dużej zawartości związków siarki roślina chroni organizm przed działaniem wolnych rodników i zwalcza komórki nowotworowe. Będzie też pomocna w leczeniu schorzeń reumatycznych, gdyż ma pozytywny wpływ na rozwój chrząstek stawowych i ich regenerację. W dodatku posiada właściwości przeciwzapalne – łagodzi dolegliwości narządów ruchu.

Zastosowanie czosnku niedźwiedziego

Wszystkie części rośliny leczniczej są jadalne. Kwiaty czosnku niedźwiedziego mogą być wykorzystywane jako dodatek do sałatek, zup czy twarogów. Zbierane przed kwitnieniem liście czosnku można zjeść na surowo lub ugotować – bardzo dobrze smakują w połączeniu z serem żółtym lub jajkami. Wystarczy ugotować jajka na twardo, a ser zetrzeć na tarce, po czym dodać posiekane liście czosnku niedźwiedziego i śmietanę.

Jak przechowywać czosnek niedźwiedzi?

Termin ważności czosnku niedźwiedziego jest bardzo krótki, dlatego warto zadbać o jego odpowiednie przechowywanie. Najlepszym sposobem jest mrożenie liści posiekanych lub w całości. Możliwe jest też przygotowanie pesto lub zalanie liści oliwą, umieszczenie ich w pojemnikach i przechowywanie w lodówce.

Ryzyko zatrucia

Czosnek niedźwiedzi jest bezpieczny dla naszego organizmu. Mimo tego istnieje ryzyko zatrucia gatunkami (np. liśćmi konwalii majowej), które wyglądem przypominają czosnek niedźwiedzi. W związku z tym nie poleca się zbierania tej dziko rosnącej rośliny w pobliskich lasach.

Czosnek niedźwiedzi – warunki uprawy

Cebulki i nasiona tej rośliny dostępne są w wielu sklepach ogrodniczych, co pozwala na jej uprawę w przydomowym ogródku. Jest to o tyle ważne, że czosnek jest objęty częściową ochroną i bez odpowiedniego pozwolenia nie możemy go pozyskać w lasów.

Czosnek niedźwiedzi nie jest trudny w uprawy, gdyż jest odporny na niskie temperatury i nie wymaga stosowania zabiegów pielęgnacyjnych oprócz odchwaszczania i podlewania. Roślina preferuje stanowiska półcieniste lub cieniste. Bardzo dobrze będzie czuła się na glebie żyznej i wilgotnej o obojętnym odczynie pH.

Więcej informacji na ten temat znajdziesz w tym artykule fajnyogrod.pl/porady/czosnek-niedzwiedzi-zastosowanie-i-uprawa-w-warunkach-domowych-_rosliny-ogrodowe/.

 

Artykuł sponsorowany. 


Zbierali papierosy

Funkcjonariusze Straży Granicznej z Medyki i KAS z Przemyśla  zatrzymali dwóch mężczyzn, którzy usiłowali pozbierać wyrzucona kontrabandę. 1500 paczek przemytnicy wyrzucili z okien pociągu, a potem wieczorem zbierali je z pobocza kolejowego w okolicach ul. Ofiar Katynia. Wtedy właśnie zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy KAS.

Ponieważ papierosy nie miały polskich znaków akcyzowych, zatrzymanych mieszkańców powiatu przemyskiego czeka odpowiedzialność karno -skarbowa.

zdj.KAS


Strach przed zmianami

Internety pełne są memów głoszących: ,,nie bój się zmian", ,,nie bój się jutra". Pełno jest poradników, że ze zmian to trzeba korzystać, a nie bronić przed nimi. I tak dalej, i tak dalej. W tym wszystkim tylko jednych zmian mamy się bać, tylko jedne są przerażające, niechciane i mamy za WSZELKĄ CENĘ je zatrzymać. To zmiany klimatu. Uwaga, poniższy tekst zawiera treści powszechnie uważane za mało ekologiczne.

No właśnie, o co chodzi z tymi zmianami klimatu? Grozi nam, że wszystko się pozmienia, że będzie inaczej, wzrośnie poziom morza, że Świat zamieni się w pustynię, lub będzie wręcz przeciwnie. I co najważniejsze: powinniśmy zapłacić WSZELKĄ CENĘ by tego uniknąć. WSZELKĄ, czyli jaką? Zapewne bardzo wysoką. Tym bardziej trzeba straszyć, żeby ,,zatrzymać zmiany klimatu". Czy to w ogóle możliwe?

Nie każdy chce płacić

Po pierwsze są kraje, które tej ceny nie chcą płacić. Chiny i Indie to w przybliżeniu jedna trzecia populacji Świata. Im płacenie za ,,zatrzymanie zmian" jakoś jest nie w smak. Przeciwnie, zmieniają się dynamicznie, zwłaszcza Chińczyki. Ale nie tylko oni, taka Japonia, jeden z najbardziej zaawansowanych krajów świata, inwestuje w elektrownie węglowe. Całkiem sporo węgla palą też nasi zachodni sąsiedzi. Chętnych do płacenia "WSZELKIEJ CENY" nie ma zatem tak wielu. Ogromne gospodarki takie jak Indie czy USA w znacznym zakresie zasilane są węglem. Do tego dodajmy wszelkie inne paliwa kopalne. Rezygnacja z ich wykorzystana nie należy obecnie do zbyt realnych postulatów. Warto w tym miejscu wspomnieć, że zgodnie z prognozami z lat 80-tych ubiegłego stulecia, nasze zasoby paliw kopalnych wyczerpały się około 5 lat temu. Serio.

No właśnie, wróćmy do tej "wszelkiej ceny". Dużo mówi się np. o przejściu na samochody elektryczne, a mniej o tym jaki to będzie koszt. Także dla środowiska. Żeby wyprodukować akumulatory do tych aut potrzebujemy kobaltu, litu i niklu. Produkcja milionów pojazdów elektrycznych pociągnie konieczność zwiększenia wydobycia tych rzadkich surowców, wraz z całym negatywnym efektem dla środowiska. Aktualnie połowę światowego kobaltu dostarcza Kongo. Dość tanio, bo bez przejmowania się degradowanym środowiskiem i tym, że w kopalniach pracują dzieci. Na koniec pozostanie kwestia utylizacji zużytych akumulatorów pełnych szkodliwych substancji.

Zainwestować w wiatraki?

Czym zastępować paliwa kopalne? Jeżeli nawet prąd do auta elektrycznego pochodzi bardzo często ze spalania paliw kopalnych? Zresztą jakie są alternatywne możliwości? Energia z wiatraka bez dotacji jest niekonkurencyjna. Ba, w taki wiatrak trzeba włożyć sporo energii, żeby wyprodukować maszt, łopaty i turbinę. To wszystko też obciąża środowisko i nie można tego pomijać oceniając wpływ "czystej energii".

Niektórzy jednak uparcie pomijają. To nie koniec. Wiatraki ograniczają sposób zagospodarowania przestrzeni wokół. Pół biedy gdzieś na pustkowiach w Arizonie, ale np. Polska nie ma Arizony, ani nawet Kolorado. Jednak przy okazji masowych farm wiatrowych odkryto pewną niepokojącą właściwość. Wiatraki spowalniają wiatr. Serio. W sumie nie powinno to nikogo dziwić, to po prostu skutek praw fizyki. Turbina działa, bo przejmuje część energii wiatru, więc duża farma powoduje spowolnienie wiatru. Tyle, że to ma swoje konsekwencje. Po pierwsze dodawanie kolejnych wiatraków do farmy powoduje obniżenie wydajności poszczególnych turbin. Po drugie spowalnianie wiatru to nic innego jak zmienianie klimatu, nieprawdaż? Oczywiście dopóki energia z wiatraków to ułamki procenta naszej produkcji, albo niech tam nawet i kilka procent, to jeszcze nie jest bardzo niepokojące. Przy większej skali to zaczyna być problem. Niestety, pomimo, że ten problem wynika z najbardziej podstawowych praw fizyki, to naukowcy dopiero zaczynają go analizować, a prognozy co do skuteczności farm i ich wpływu na klimat diametralnie się rozjeżdżają. W skrócie: na tym etapie nie ma nic pewnego, poza stwierdzeniem, że wiatrak nie jest cudownym rozwiązaniem bez negatywnych skutków ubocznych dla środowiska.

Rzeka, wulkan i słoneczko

Są oczywiście inne opcje, można wykorzystywać energię górskich rzek, chociaż takich nie ma zbyt wiele w nizinnych krajach... energetyczne rzeki to opcja dla takich krajów mniej więcej jak Szwecja. W innych krajach już gorzej, bo ekolodzy nie bardzo tolerują budowę zapór wodnych. Można też korzystać z energii słonecznej, która zasadniczo jest całkiem niezła, szczególnie tam, gdzie nie ma zbyt wielu pochmurnych dni. Niestety średnie zachmurzenie Ziemi to ok. 70-80%. W tej średniej mieści się np. Polska. Tym bardziej WSZELKA CENA za walkę ze "zmianą klimatu" będzie musiała być wysoka. Pewien potencjał ma też geotermia, szczególe tam, gdzie energia termalna sama pcha się na powierzchnię. Tylko to nadal nie jest opcja dla wszystkich. Generalnie Islandia może mieć problem z głowy, ale już przesył energii z Islandii w inne miejsca, to wiecie...rozumiecie... Zresztą też okazuje się, że Islandczycy przeszacowali możliwości geotermii i trochę przeszarżowali z budową wielkich elektrowni.

Klimat na pewno się zmieni

Tylko czy walka o "zatrzymanie zmian" jest do wygrania? Historia pokazuje, że bez wpływu człowieka może dochodzić do zmian klimatycznych w skali upływu kilkudziesięciu lat. W skali stuleci takie zmiany są już niemal pewne. W skali tysiącleci mamy GWARANCJĘ dramatycznych zmian klimatycznych. W zasadzie to sukces naszego gatunku jest efektem dostosowywania się do niesamowitych zmian klimatycznych.

Obecnie akurat trafiliśmy na w miarę ciepły interglacjał, ale nasi przodkowie jeszcze kilkanaście tysięcy lat temu żyli w Epoce Lodowcowej. Właściwie trzymając się faktów trzeba powiedzieć, że my też żyjemy w Epoce Lodowcowej, tyle, że w okresie tymczasowego ocieplenia. Poprzedni taki okres trwał zaledwie 15 tysięcy lat, a nasz już ponad 11 tysięcy. Dzielił je trwający ponad 100 tysięcy lat okres zlodowacenia, w którym obszar dzisiejszego Trójmiasta pokryty był ponad kilometrową warstwą lodu. Nic fajnego, ale całkowicie bez związku z działalnością człowieka i to zarówno na etapie rozrostu jak i cofania się lądolodu. Trzeba sobie uświadomić, że nie mamy ani stabilnego klimatu, ani stabilnego Wszechświata, w którym wszystko chodzi jak w zegarku, gdzie Niebo i Ziemia są trwałe i niezmienne, że jeśli tylko nic nie zepsujemy, to wszystko trwać będzie wiecznie. No nie będzie. Co więcej, obecny klimat wcale nie jest optymalny dla życia. Znaczna część planety jest skuta lodem, a z powodu niskich opadów znaczne części kontynentów to pustynie. Po prostu jest zimno. Okresy najbardziej bujnego rozwoju życia, czy czas, w którym największa pustynia świata - Sahara była krainą bujnej roślinności, były cieplejsze. Obecnie wzrasta ilość opadów na Saharze, a na południu pustyni w ostatnich dziesięcioleciach zaczyna wracać roślinność. Ten fakt łączony jest ze wzrostem ilości CO2 w atmosferze.

No właśnie, ten "potworny dwutlenek węgla", CO2 też nie jest aż taki straszny, bo jest potrzebny roślinom. Bez CO2 w atmosferze nie ma życia. Tak to niestety wygląda i tak prawdopodobnie zakończy się życie na Ziemi, przez związanie CO2 w skałach na skutek zmiany przebiegu procesów zależnych od aktywności Słońca. Więcej CO2 to lepszy rozwój roślinności, a brak tego gazu to śmierć roślin. Więcej CO2 to także coraz bardziej opłacalne stosowanie technologii „wyłapującej” paliwo z powietrza. Serio jest taka technologia, opracowywana na potrzeby kolonizacji Marsa, którego atmosfera jest bogata w dwutlenek węgla. To nie jest tak, że stężenie tego gazu będzie tylko rosło, bo zarówno przyroda, jak i człowiek mogą mieć skuteczne sposoby na zagospodarowanie CO2 z atmosfery.

Zmiany, zmiany, zmiany...

Grożą nam niesamowite zmiany, na które obecnie kompletnie nie jesteśmy gotowi jako cywilizacja i jako gatunek. Kilka z nich może uderzyć z dnia na dzień. To mogą być zmiany aktywności Słońca, uderzenie komety albo wybuch superwulkanu. Proszę zauważyć, ze to rzeczy kompletnie niezależne od nas. Wystarczy, że wspomniany superwulkan zrobi superchmury, które na kilka lat ograniczą dostęp światła. Produkcja żywności i cała flora odczują to w sposób dramatyczny. Za tym masowo zaczną padać roślinożercy i drapieżniki. A nasza cywilizacja jaką ma odpowiedź na kilka lat drastycznego spadku ŚWIATOWEJ produkcji żywności? Co będziemy potrafili zrobić oprócz pozabijania się nawzajem?

To są takie "zagrożenia krótkodystansowe", które po prostu mogą znienacka znokautować naszą cywilizację. Tymczasem w skali długodystansowej wiadomo, że czeka nas np. powrót lodowców. No chyba, że celowo podgrzejemy atmosferę np. przy pomocy gazów cieplarnianych. Tylko kiedy i w jakiej ilości? Skoro posługujemy się niezbyt pewnymi prognozami zmian? Prognozami, w których co chwila okazuje się, że nie uwzględniono jakiegoś czynnika, np. że farma wiatrowa spowalnia wiatr, albo i czegoś jeszcze poważniejszego.

Jak na dłoni widać, że nie jesteśmy gotowi. Na całym świecie generalnie zużywamy zasoby na bieżąco: na rozdawnictwo socjalne, na nieprzyzwoicie rozbudowaną biurokrację, na rozrywkę w niespotykanej dotąd skali, na absurdalne państwowe inwestycje i oczywiście na wojny. Bardzo przypomina to błędy Rzymian na niedługo przed upadkiem cesarstwa, tylko technologia jest bardziej zaawansowana. Możliwości wszelkich sztabów kryzysowych wystarczają w najlepszym razie by reagować na powódź lub większe pożary lasów, ale i to jak widać przerasta często nasze możliwości. Duża powódź czy pożar i tak w skali planety są lokalne, a do pomocy sprowadza się służby z innych państw. To teraz pomyślcie, że problem choćby tej skali wystąpi w prawie wszystkich państwach na raz. Jesteśmy gotowi jako ludzkość? No chyba nie. A to nadal mały pikuś przy erupcji superwulkanu.

Bardzo, bardzo daleka przyszłość

Jeżeli zakładamy, że nasz gatunek jednak jakoś sobie poradzi z tymi "doraźnymi" zagrożeniami, to i tak biorąc pod uwagę prognozy zmian w dalekiej przyszłości, musimy brać pod uwagę, że Ziemia nie będzie się nadawała do życia. Nie tylko dla nas, tylko w ogóle. Nie z naszej winy, po prostu takie są bezwzględne zasady Wszechświata. Stąd spekulacje, że wysoko rozwinięte cywilizacje są nomadami, przemierzają kosmos w poszukiwaniu miejsc nadających się do życia. To nas czeka w dalekiej przyszłości? Jeśli się nie pozabijamy, jeśli pokonamy wszelkie inne wyzwania i zagrożenia po drodze, to w ostatecznym rozrachunku będzie właśnie tak: będzie trzeba opuścić nasz rodzimy Świat. Czy wobec takiej perspektywy odpowiedzialne jest dążenie do blokowania rozwoju, lub tworzenie złudzenia, że nasza planeta może istnieć sobie wiecznie, w niezmienionej formie?

Jakkolwiek jest ważne, żeby dbać o nasz komfort życia tu i teraz, o nasz komfort oddychania, spacerowania brzegami rzeki itp, to w dalekiej perspektywie będziemy zmuszeni do wyeksploatowania i opuszczenia naszego systemu planetarnego, a większość gatunków kwiatków, motylków, rybek itp. po prostu wyginie. Mało ekologicznie, prawda?

Co możemy zrobić?

Na pewno dobrze byłoby zrezygnować z "jednorazówek". Nie mam na myśli foliowych torebek, mówię o całej "jednorazowości" wokół: samochody, sprzęt AGD, telefony psujące się tuż po gwarancji etc. Obecnie jesteśmy zasypywani tanim badziewiem, które szybko wymaga wymiany na kolejne tanie badziewie. Z punktu widzenia producentów i sprzedawców jest to dobre. Nie opłaca się wyprodukować i sprzedać bezawaryjnego samochodu, który będzie służył choćby przez 30 lat. Z tego wynika wspominane marnowanie zasobów energetycznych i surowcowych, ale też niepotrzebne zanieczyszczenie. Tracimy jeszcze w jeden sposób: nie uczymy się produkować sprzęt niezawodny i trwały. Tymczasem wobec grożących nam niebezpieczeństw tak naprawdę potrzebujemy właśnie sprzętu niezawodnego i trwałego. I najlepiej łatwego w naprawie i podatnego na modernizacje. Konieczna jest zmiana oczekiwań konsumenta. Musimy bardziej cenić trwałość i niezawodność, a nie tylko patrzeć na niską cenę. Konieczna jest zmiana nastawienia producentów, zamiast sprzedawać coraz to nowsze modele, powinni oferować możliwość modernizacji.

Możemy ograniczyć marnowanie środków na bardzo wielu polach. Taki przykład: zamiast dawać 13 emeryturę można zlikwidować podatek od emerytur. Oszczędzamy wtedy na całej obsłudze poboru podatku i wypłaty świadczeń. Takich sytuacji można wymienić bardzo wiele. Marnujemy zasoby na zbędną biurokrację, z której nic nie wynika. Tymczasem środki powinny iść raczej w przygotowania na sytuacje kryzysowe. No co złego by było, gdyby dzięki zwiększeniu liczby ratowników skrócić czas dojazdu pogotowia czy straży pożarnej? Co złego byłoby w przygotowaniu "żelaznych" zapasów żywności, śpiworów czy namiotów? No nic... ale na razie kosmiczne środki idą w biurokrację. No właśnie, kosmiczne, a na dłuższą metę musimy szukać też "Planety B".

 

Piotr Dymiński


Linia 102 zaprasza kolekcjonerów na giełdę staroci.

Już jutro odbędzie się giełda staroci organizowana przez stowarzyszenie Linia 102. Miejscem targu będzie bocznica kolejowa u zbiegu ulic Mickiewicza i Konarskiego. Oprócz możliwości nabycia przedmiotów wydobytych z lamusa, organizatorzy zapewniają kawę z prowadzonej przez siebie kawiarenki w starym wagonie WARS-u.