Radny Hayder kontratakuje

Na poniedziałkowej sesji rady miejskiej doszło do mocnej wymiany zdań pomiędzy byłym wiceprezydentem miasta Grzegorzem Hayderem a aktualnym prezydentem Wojciechem Bakunem.

Podczas swojego wystąpienia G. Hayder zapytał o to, czy komitet wyborczy KUKIZ' 15 podczas jesiennych  wyborów samorządowych posiadał zezwolenie Zarządu Dróg Miejskich na umieszczanie materiałów reklamowych w pasie drogowym. Chodzi o tzw. potykacze, które były bardzo popularne podczas kampanii. Prezydent Wojciech Bakun, odpowiadając na pytanie radnego Haydera, zwrócił uwagę, że szef kampanii KUKIZ'15 wielokrotnie zwracał się do Zarządu Dróg Miejskich o zgodę na postawienie materiałów i zawsze spotykał się z pokrętnymi odmowami. W. Bakun zarzucił niekompetencję pracownikom ZDM, która uniemożliwiała prowadzenie komitetowi KUKIZ'15 normalnej kampanii, ale zastrzegł, że jego komitet posiada rezerwę finansową, gdyby doszło do naliczenia przez ZDM zaległej opłaty. Radny Hayder nie wziął wyjaśnień Bakuna za dobrą monetę i zażądał przedstawienia potwierdzonej kopii podania o zgodę na zajęcie pasa drogowego złożonego do ZDM. Jak stwierdził, według jego wiedzy takiego wniosku nie było.

Grzegorz Hayder powoli wyrasta na lidera opozycji w radzie. Być może na coraz ostrzejsze wystąpienia radnego ma wpływ to, że z inspiracji środowiska KUKIZ'15 grozi mu wygaszenie mandatu. Wyciągnięcie ewentualnych nieprawidłowości w prowadzeniu kampanii przez komitet KUKIZ'15 może stanowić obronę przed utratą mandatu. Z drugiej strony, jeśli potwierdzi się wersja prezydenta Bakuna, oznaczać to będzie, że ZDM pod kierownictwem Jacka Cieleckiego naraziło budżet miasta na straty finansowe z tytułu nieosiągniętych korzyści.

Nie jest to pierwsza sprawa dotycząca prawidłowości prowadzenia kampanii wyborczej samorządowej w Przemyślu. Głośno o możliwych nadużyciach było kilka lat temu, gdy Daniel Stołowski zarzucił środowisku Roberta Chomy (z którym związany jest Grzegorz Hayder) wykorzystanie miejsc reklamowych udostępnionych nieodpłatnie przez przedsiębiorcę, którego firma nierzadko wygrywała przetargi miejskie. Zdaniem Stołowskiego doszło w tamtym przypadku do praktyki korupcyjnej, co jednak nie znalazło potwierdzenia w prowadzonym z zawiadomienia Stołowskiego śledztwie.


Ruch to zdrowie

Blisko 300 biegaczy wystartowało w niedzielę 17 lutego w kolejnej edycji Zimowej Karpackiej Piątki, organizowanej przez Przemyski Klub Biegacza. Impreza rozpoczęła się na Rynku, następnie uczestnicy przebiegli Grodzką, Kmity, Alejami XXV Drużyny Strzeleckiej, by dotrzeć do Parku Zamkowego, a potem Zamkową i Fredry na Rynek, gdzie zlokalizowana była meta. Piękna pogoda sprzyjała imprezie, a uczestnikom dopisywał dobry humor.

KamK

no images were found


Rozmawiali o Karpatach

Przez dwa dni weekendu w krasiczyńskim zamku odbywała się konferencja zorganizowana przez Marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego pod hasłem Europa Karpat. W wydarzeniu wzięli udział specjaliści, samorządowcy i politycy z wielu krajów m.in. Polski, Rumunii, Ukrainy, Czarnogóry, Węgier, Słowacji, USA i Rosji. Uczestnicy w trakcie dwudniowych obrad wymieniali poglądy w czterech panelach dyskusyjnych, a poruszano m.in. zagadnienia deficytu demokracji w naszej części Europy, koncepcji regionu karpackiego, wzmocnienia międzynarodowych więzi gospodarczych.

Sporo słów poświęcono także koncepcjom rozwoju turystyki opartej na wielokulturowości i nowych technologiach. Istotną kwestią związaną z rozwojem ekonomicznym regionu karpackiego była tematyka powstania drogi Via Carpatia, która w założeniu ma spajać kraje Europy Wschodniej na osi północ-południe i połączyć na odcinku polskim m.in. takie miasta jak Białystok, Lublin i Rzeszów.

Szersza relacja z konferencji Europa Karpat ukaże się w osobnym materiale Portalu Przemyskiego.

Zdjęcia P. Kula, www.sejm.gov.pl


Internet nie wybacza. Burza po wpisie marszałka Ortyla.

Jednym z ulubionych tematów internautów w Polsce są  tzw. „wrzutki” zdjęć jedzenia w publicznych szpitalach. Na podobny pomysł wpadł Dariusz Iwaneczko, szef rzeszowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, były wiceprezydent Przemyśla i polityk od wielu lat związany z PiS. Na swoim profilu Iwaneczko umieścił zdjęcie śniadania, które dostał w szpitalu, z ironicznym podpisem: ,,English breakfast w wydaniu polskiej służby zdrowia”. A że nie było to angielskie śniadanie, jasno było widać na zdjęciu. Zamiast bekonu, jajek, fasolki i tostu na talerzu leżały dwie małe kromki chleba, masło i serek. Zdecydowanie za mała porcja dla rosłego mężczyzny jakim jest Iwaneczko.

Wpis skomentował Władysław Ortyl, marszałek województwa podkarpackiego, który jest  odpowiedzialny za podkarpacką służbę zdrowia. W. Ortyl zażartował pod wpisem Iwaneczki, że ,,w szpitalu leczymy a w restauracji gościmy” (pis. oryg.). I to był początek burzy medialnej.

Temat od razu podjął przemyski poseł Platformy Obywatelskiej Marek Rząsa, który na swoim profilu facebookowym ostro skomentował żart Ortyla. Posypały się komentarze, między innymi taki: ,,Misiek  w więzieniu ma lepsze żarcie” (chodzi tu o skazanego szefa krakowskich kiboli).  Wpis Rząsy zauważyły krajowe media, w tym telewizja TVN 24, i o mało wybrednym żarcie Ortyla dowiedziały się miliony telewidzów. A sam poseł Rząsa zapowiedział szerszą dyskusję na temat jedzenia w szpitalach. Wyżywienie w służbie zdrowia, zwłaszcza  w przemyskim szpitalu wojewódzkim, to ,,konik” Rząsy, który często atakował dyrektora tej placówki za różne niedociągnięcia. I być może będzie to główny temat  nadchodzącej kampanii wyborczej posła, który w zagadnieniach szpitalnych czuje się dobrze. Znany jest m.in. z tego, że sprowadził czołowych polityków PO do przemyskiego szpitala podczas ubiegłorocznego strajku pielęgniarek.

Dariusz Iwaneczko w kolejnym swoim wpisie próbował zbagatelizować temat pisząc, że cała ,,sprawa śniadaniowa” została rozdmuchana sztucznie i jest nadużywana do ,,różnych dywagacji”, a śniadanie było wystarczające. Komentarz polityka Prawa i Sprawiedliwości nie zmienia faktu, że za sprawą jego zdjęcia rozgorzała na powrót dyskusja o wyżywieniu w szpitalach, a on sam przysporzył swoim wpisem problemów własnej partii. Nam jedynie wypada mieć nadzieję, że efektem medialnej burzy po wpisach Iwaneczki i Ortyla będzie poprawa warunków w polskich szpitalach.


Niedopuszczalny stan czystości miejskich chodników

Otrzymaliśmy sygnał wraz ze zdjęciami od czytelnika dotyczący czystości chodników w ścisłym centrum miasta. Zdjęcia zostały wykonane w ostatnią niedzielę. W okolicy ruchliwego przejścia dla pieszych na Placu na Bramie leżały setki niedopałków i śmieci. Jest to miejsce, prze które przechodzą turyści idący od strony dworca kolejowego do historycznego centrum - zauważa czytelnik. Jeśli to ma być wizytówka miasta turystycznego, to gratuluję pomysłu - czytamy w e-mailu nadesłanym do redakcji.

Odcinek chodnika między przejściem dla pieszych a początkiem ulicy Franciszkańskiej jest najruchliwszym miejscem miasta. Jak zauważa czytelnik, na tym krótkim odcinku traktu pieszego często widać nieestetyczne potykacze reklamowe, żebraków, a nierzadko wyrzucone na trotuar śmieci.

Zapewne przyczyną zanieczyszczonego chodnika na Placu na Bramie jest nie tylko to, że nie jest sprzątany przez weekend, ale także niska kultura niektórych mieszkańców miasta i przyjezdnych, którzy mylą chodniki ze śmietnikami. To zadanie dla straży miejskiej, by egzekwować właściwe zachowania przechodniów - podsumowuje czytelnik.


Harrison Ford też tak zaczynał. Zostań statystą.

W Przemyślu odbędzie się casting na statystów do filmu „Ziuk. Młody Piłsudski’’, który jest realizowany przez telewizję publiczną. Producenci poszukują osób w wieku 16 - 80 lat. Chętni mogą zgłaszać się w sobotę 23 albo w niedzielę 24 lutego w godzinach  10:00-13:00 oraz 14:00-18:00 w Przemyskim Centrum Kultury i Nauki  ZAMEK.

https://www.youtube.com/watch?v=lrhZILt3gVA

W serialu nasze miasto wciela się w Wilno z okresu zaboru rosyjskiego.  Ulice przemyskiej starówki nie zostały dotknięte dużymi zmianami, dlatego filmowcy chętnie lokują na nich sceny filmów historycznych. Dla Przemyśla jest to bezpłatna możliwość pokazania swoich walorów turystycznych szerokiej publiczności.


Turniej Skrzatów

W hali przemyskiego POSiR przy ul. Mickiewicza odbył  się piłkarski Turniej Skrzatów rocznika 2012. Zorganizowany został przez szkółkę piłkarską Duma Przemyśla, działającą przy Polonii Przemyśl. W turnieju wystąpiło 6 drużyn - z Jarosławia, Żurawicy, Przemyśla i Krasiczyna.  Mimo młodego wieku zawodników nie brakowało emocji i sportowej rywalizacji. Mali adepci futbolu z wielkim zaangażowaniem rywalizowali w każdym meczu. Poniżej galeria zdjęć z wydarzenia.

KamK

no images were found


Polityka po przemysku. Poseł kontra radny.

Poważne zwarcie w środowiskach przemyskiej prawicy. Gorąco na  linii radny Zapałowski - poseł Majka.

Poseł niezależny Robert Majka (na zdjęciu po prawej) ostro wypowiedział się na temat działalności Andrzeja Zapałowskiego. Poszło o rzekome insynuacje Zapałowskiego pod adresem Majki.

Robert Majka został posłem po tym, jak Wojciech Bakun zwolnił miejsce w Sejmie po zwycięskich wyborach na stanowisko prezydenta Przemyśla. Majka mandat poselski przyjął, jednakże nie wstąpił do klubu  Ruchu Kukiz'15. Paweł Kukiz pod koniec 2018 roku deklarował, że nie chce, by Majka uczestniczył w jego projekcie politycznym.

Poseł Majka znany jest z bezkompromisowych wypowiedzi.  Jeszcze zanim został posłem, domagał się m.in. ujawnienia informacji o  dawnych agentach SB pracujących w przemyskim urzędzie miejskim. Już jako poseł zajął się m.in. ostrzeganiem przed skutkami stosowania technologii 5G, która ma przynieść społeczeństwu rewolucyjne zmiany.

W wyemitowanym niedawno wywiadzie dla telewizji internetowej NTV poseł Majka zaatakował  Zapałowskiego. Według posła Zapałowski deprecjonuje działalność sejmową Majki i kwestionuje wartość jego interpelacji poselskich. Majka twierdzi, że Zapałowski tworzy insynuacje na jego temat i robi to nie od dziś. Na uwagę redaktora telewizyjnego, że ,,ten pan z tytułami (chodzi o dr hab. A. Zapałowskiego) może mieć problemy intelektualne ze zrozumieniem tego powiązania", poseł Majka odpowiada ,,że nie chce się na temat tego pana (tj. Zapałowskiego) dłużej wypowiadać".

O jakie powiązanie chodzi? Poseł Robert Majka podniósł sprawę związku  między wdrożeniem technologii 5G, a słynną w środowiskach prawicowych ustawą nr 1066, która dopuszcza interwencję zagranicznych służb porządkowych na terenie Polski. Zdaniem posła Majki technologia 5G może być wykorzystywana do tłumienia demonstracji w Polsce, a to wiążę się z przytoczoną ustawą. A pogląd o niebezpieczeństwach związanych z ustawą 1066 jest na prawicy popularny. Na przykład, według  znanego publicysty Maxa Kolonko, za wprowadzeniem ustawy 1066 stoi rząd niemiecki. W ten ton uderza również poseł Majka, który twierdzi, że w swoich interpelacjach porusza rzeczy tak ważne, że aż skierowano na niego zaplanowany atak medialny, m.in. ze strony gazety Fakt, która -jak podnosi Majka - jest w rękach niemieckich.

Telewizja NTV jest telewizją internetową. Na You Tube NTV posiada kanał, który ma blisko 150 tys. abonentów.  W NTV pojawiają się m.in. audycje propagujące różne teorie spiskowe, ale także niezależne analizy poważanych ekspertów finansowych.

https://www.youtube.com/watch?v=eYwu-BEflXk&t=474s

 

Zdjęcia z domeny publicznej przemysl.pl (A. Czereba).


Premier i minister MSWiA w Huwnikach

Premier Mateusz Morawiecki odwiedził w sobotę jednostkę Straży Granicznej w podprzemyskich Huwnikach. Szef rządu podziękował pogranicznikom za ciężką służbę dla kraju, zwiedził pas graniczny RP z Ukrainą i spotkał się z patrolem funkcjonariuszy SG. Mateusz Morawiecki podkreślił zasługi Straży Granicznej w walce z przemytem i stanie na straży interesów budżetu państwa. Z kolei towarzyszący Morawieckiemu podczas wizyty minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński powiedział, że Straż Graniczna chroni nie tylko granic Polski, ale i całej Europy.

Premier rządu zapowiedział nowe inwestycje i zakupy sprzętu na potrzeby pograniczników. Do Huwnik trafi między innymi nowy, specjalistyczny śmigłowiec patrolowy Airbus Helicopters H-135, który wspomoże będące na wyposażeniu oddziału wysłużone śmigłowce Kania, budowane jeszcze na bazie radzieckich Mi-2.

I właśnie helikoptery zwróciły największą uwagę internautów i wywołały najwięcej komentarzy. Towarzyszący Morawieckiemu minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński przyleciał do Huwnik nowiutkim policyjnym śmigłowcem S-70i Black Hawk, produkowanym przez należące do Amerykanów zakłady PZL w Mielcu. Przypomnijmy, że dwa śmigłowce S-70i Black Hawk zostały zakupione na potrzeby operacji antyterrorystycznych, a koszt takiej maszyny wraz z pakietem towarzyszącym wynosi około 70 mln złotych. Z kolei premier Morawiecki przybył na miejsce rządowym helikopterem PZL W-3 Sokół w wersji salonka VIP. Koszt przelotu jednego helikoptera na trasie Warszawa-Huwniki-Warszawa to wydatek około 10 tysięcy złotych. Premierowi i ministrowi towarzyszyli wojewoda podkarpacki Ewa Leniart, wiceminister Krzysztof Kozłowski i komendant Straży Granicznej generał Tomasz Praga.

 

Zdjęcia z www.bieszczadzki.strazgraniczna.pl, www.gov.pl


Od lewej: sekretarz gminy Leszek Urban i wójt Mariusz Śnieżek - fot. fredropol.pl

Dziwne okoliczności inwestycji pod Fredropolem

W tle zmowa milczenia, samowola budowlana i bierność nadzoru budowlanego.

W miejscowości Młodowice Osiedle w gminie Fredropol powstaje maszt telefonii firmy P4, operatora marki Play. Oburzenie mieszkańców budzi to, że budowla powstaje blisko zabudowań mieszkalnych. Teren na którym powstaje inwestycja jest prywatny i należy do właściciela spod Warszawy, który kilkanaście lat temu wykupił miejscowy PGR. Jednak zgodę lokalizacyjną na kontrowersyjną budowę wydał wójt Mariusz Śnieżek.

Nikt nic nie wiedział

Wysoki na 55 metrów maszt zdominuje małą miejscowość, ale także będzie widoczny w krajobrazie z wielu kilometrów. Sąsiedzi nieruchomości, na której powstaje inwestycja, o niczym nie wiedzieli, bo właściciel terenu wydzielił geodezyjnie malutką działkę, na której ma stanąć budowla. W ten sposób uniknął administracyjnego wymogu zawiadomienia sąsiadów i ich ewentualnych protestów.
Ale nie to jest zastanawiające w tej sprawie. Zwyczajowo o ważnych dla wsi sprawach wójt zawiadamia mieszkańców wsi poprzez wywieszenie ogłoszenia na tablicy przed świetlicą wiejską i zwołanie zebrania. To naturalne, mieszka tam dużo starszych osób, które nie korzystają z internetu i mają problem ze sprawdzaniem ogłoszeń w odległym o dwa kilometry Fredropolu. Tym razem takiego ogłoszenia nie było. Co więcej, wójt Mariusz Śnieżek, w trakcie kilkumiesięcznego okresu procedowania inwestycji, o niczym nie wspomniał sołtysowi wsi Janowi Borowskiemu, ani radnemu Łukaszowi Mirowskiego. Dopiero, gdy we wsi pojawiły się ciężkie betoniarki zaniepokojeni mieszkańcy zaczęli stawiać pytania.
Redakcja „Portalu Przemyskiego” zwróciła się z pytaniem do wójta dlaczego w tak ważnej sprawie w życiu mieszkańców wsi jak budowa masztu nie zwołano zebrania. Na to pytanie nie otrzymaliśmy odpowiedzi, wójt jedynie zapewnił, że społeczność była zawiadamiana przez urząd gminy prawidłowo. Postanowiliśmy się temu przyjrzeć. Okazuje się, że niektórych obwieszczeń gminnych w ogóle nie ma na tablicy ogłoszeń, zawiadomienie o budowie masztu na stronie internetowej gminy ,,wisiało" za krótko, a na przykład wymagane prawem transmisje z posiedzeń rady gminy są prowadzone praktycznie bez dźwięku(!). Posiadamy także pisemną relację jednego z mieszkańców, który twierdzi, że zwrócił się do sekretarza gminy Leszka Urbana o informację ws. budowy masztu w grudniu 2018 roku. Urban, który jest od wielu lat prawą ręką Śnieżka i jego zaufanym człowiekiem, stwierdził, że nic nie wie o tej sprawie. Rzecz w tym, że decyzję o lokalizacji inwestycji kilka miesięcy wcześniej z upoważnienia wójta podpisał sekretarz gminy czyli właśnie... Leszek Urban.

Samowolka

Prace związane z budową masztu toczą się na dwóch działkach, jednak pozwolenie na budowę dotyczy tylko jednej z nich. Na drugiej działce prace wykonywane są bez pozwolenia. Co więcej, część prac była prowadzona z użyciem koparek, a pikanterii dodaje sprawie to, że działo się to na działce, na której znajduje się stanowisko archeologiczne i do której przylega zabytkowa aleja parkowa wpisana do podkarpackiego rejestru zabytków. A w wyniku prac doszło już do uszkodzenia stuletnich drzew, co może stanowić przestępstwo uszkodzenia zabytku.
Gdy mieszkańcy wsi zaczęli zawiadamiać urzędy o samowoli, w sprawę włączył się Podkarpacki Wojewódzki Konserwator Zabytków, który wstrzymał prace polegające na budowie przyłącza energetycznego do masztu, a także zwrócił się do wójta o wznowienie postępowania, czyli o uzgodnienie inwestycji z Wojewódzkim Urzędem Ochrony Zabytków. Jednak wykonawca prac przyłączeniowych nie tylko nie zaprzestał robót, ale kontynuował je w pośpiechu, zaś wójt odmówił konserwatorowi zabytków ponownego rozpatrzenia sprawy.
Ale wątpliwości co do roli wójta się na tym nie kończą. Redakcja „Portalu Przemyskiego” dotarła do dokumentu, podpisanego przez wójta M. Śnieżka i dyrektora oddziału PGE Dystrybucja Mariusza Kuńca, z którego wynika, że wójt wiedział, że planowane prace mogą uszkodzić zabytkową aleję, a mimo to zaakceptował przebieg przyłącza. Wójt Śnieżek spytany o to przez nasz portal, odpowiedział, że ewentualną winę ponosi inwestor czyli PGE, a nie on.

Inspektor nadzoru przymyka oko

O samowoli został zawiadomiony Kazimierz Bartczak, który jest powiatowym inspektorem nadzoru budowlanego. Bartczak nie odniósł się merytorycznie do zawiadomienia i nie wstrzymał robót. W rozmowie z „Portalem Przemyskim” stwierdził, że nie ma własnych ustaleń w sprawie. Według naszych informacji, mieszkańcy ponownie zawiadomili Bartczaka o prowadzeniu prac bez zezwolenia, dostarczając zdjęcie z placu budowy świadczące o samowoli. Do chwili publikacji tego materiału Kazimierz Bartczak nie ustosunkował się do sprawy. Redakcja „PP” zadała pisemnie pytania K. Bartczakowi o przyczyny jego bezczynności, jednak do dziś nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.

Raport NIK

Kilka lat temu praktykom operatorów telefonii komórkowych przyjrzała się Najwyższa Izba Kontroli. Według niej, nagminnym działaniem operatorów jest bezprawne zwiększanie mocy nadajników, w skrajnych przypadkach nawet o 800%. A to może być szkodliwe dla zdrowia ludzi. Pracując nad tym materiałem nasza redakcja wyszła z założenia, że wójt gminy powinien znać raporty NIK-u, i w sposób dokładny badać dokumenty przedstawiane mu przez operatora ubiegającego się o lokalizację. Okazało się jednak, że choć w umowie P4 (Play) z właścicielem terenu w Młodowicach Osiedlu jest zapis zezwalający na zwiększenie mocy nadajników, nie wzbudziło to żadnych obiekcji ze strony wójta.

W czyim interesie?

Czyje interesy reprezentuje wójt - pytają mieszkańcy - czy nasze, czy raczej operatora telefonii i właściciela działki, na której stawiany jest maszt i który zarobi na dzierżawie duże pieniądze? Z każdym dniem pojawiają się nowe wątpliwości; czy na działce na której budowany jest maszt można było w ogóle zlokalizować inwestycję? Według prawników zaangażowanych w sprawę wiele wskazuje że nie. I czy w całej sprawie nie mamy do czynienia z zaplanowanym omijaniem prawa przez inwestora i ukrywaniem przed społeczeństwem planów budowy stacji - pytają ludzie, którzy kwestionują decyzję wójta i zarzucają rażące naruszenie prawa.

Państwo teoretyczne

Przygotowując ten materiał rozmawialiśmy z dziesiątkami ludzi-mieszkańcami kilku wsi, urzędnikami, osobami walczącymi z samowolą operatorów. Dla wielu z nich jest jasne, że podczas procesu wydawania zgody lokalizacyjnej organ wydający zgodę, tzn. wójt, w ogóle nie badał faktycznych okoliczności sprawy, a oparł się na oświadczeniach inwestora, które, co wykazują protestujący, odbiegają od stanu faktycznego. Przyczyn postępowania wójta nie znamy, jednak w wyniku zaniedbań urzędniczych powstaje obiekt techniczny, który ma inne oddziaływanie i właściwości niż deklarowane w dokumentacji projektowej. I może nie byłoby szokujące, że projektanci przedstawiają naciągane projekty, nadzór budowlany przymyka oko, a roboty toczą się z naruszeniem prawa, gdyby chodziło o budowę stodoły lub domu mieszkalnego. Jednak w tym przypadku mamy do czynienia z obiektem, który może znacząco oddziaływać na życie i zdrowie wielu ludzi.
Dobrego samopoczucia urzędników nie zmąciła też okoliczność, że kilka kilometrów od granic NATO i UE powstaje stacja nadawczo-odbiorcza wyposażona w anteny firmy Huawei, która jest oskarżana w wielu krajach o montowanie w swych urządzeniach aparatury szpiegowskiej. Mimo tego organy państwa nie kontrolują budowy stacji pod Fredropolem, i choć są zawiadamiane o nieprawidłowościach, nie chcą jej kontrolować. Ponieważ mieszkańcy wsi zapowiadają protesty i interwencje u lokalnych parlamentarzystów, do sprawy zapewne niebawem wrócimy.

Fot. fredropol.pl