Możesz ich wesprzeć w kryzysie
„Nie pozwolę ci się zamknąć” to ogólnopolska kampania Krajowej Izby Gospodarczej realizowana w ramach projektu KIG #SolidarnizBinzesem. Jej celem jest popularyzacja idei finansowego wsparcia mikro- i małych przedsiębiorstw, którym grozi upadłość.
Chcesz pomóc sklepom, warsztatom, zakładom, pracowniom w twojej okolicy? Martwisz się, że nie będą w stanie przetrwać kwarantanny? Dołącz do kampanii „Nie pozwolę ci się zamknąć” - apeluje Krajowa Izba Gospodarcza, wskazując, że obecny kryzys wywołany przez koronawirusa, uderzy w pierwszej kolejności w najmniejszych przedsiębiorców. Grozi im zamknięcie zakładów i redukcja etatów.
„Mikroprzedsiębiorcy" to ogólne określenie pewnej grupy społecznej na rynku pracy. Ale to przecież również bardzo konkretna – dla każdego z nas – pani fryzjerka, która od lat dba o nasze włosy, nasza ulubiona osiedlowa cukiernia, gdzie wpadamy po ciastka do kawy, szewc, który od lat naprawia nam nasze buty. Kropla drąży skałę. Jeśli każdy z nas już dziś wesprze choćby jeden taki zakład czy punkt gastronomiczny, to mamy naprawdę szansę zrobić coś ważnego dla tych ludzi i uratować niejeden zakład przed zamknięciem. A i my sami skorzystamy – bo gdy kryzys wywołany wirusem się skończy – nadal będziemy mogli cieszyć się ich pracą i korzystać z ich usług. Dlatego zachęcamy – w miarę możliwości w tej trudnej dla nas wszystkich sytuacji – do zaangażowania w „Nie pozwolę ci się zamknąć” lub w inne akcje pomocowe skierowane do mikroprzedsiębiorców. – Ewa Janus-Khouri, p.o. Dyrektora Biura Komunikacji Krajowej Izby Gospodarczej.
Właśnie teraz kluczowe jest solidarnościowe działanie. Możesz dołączyć do akcji, przekazując wybranym przez siebie zakładom zaliczkę na poczet przyszłej usługi oraz zachęcając do udziału w akcji w mediach społecznościowych - namawia KIG i instruuje, jak pomoc skonkretyzować.
W ramach akcji „Nie pozwolę ci się zamknąć” wystarczy przekazać właścicielowi swojego ulubionego salonu fryzjerskiego, kawiarni czy pizzerii, itp. wsparcie finansowe w postaci zaliczki. Wpłacona dziś kwota pomoże mu pokryć bieżące koszty działalności, natomiast realizacja usługi nastąpi, gdy stan epidemii zostanie oficjalnie zniesiony i przywrócone zostanie pełne funkcjonowanie punktów usługowo-handlowych.
Cała akcja opiera się na wzajemnym zaufaniu i kontakcie klienta z mikroprzedsiębiorcą. KIG nie pośredniczy w tej relacji, ale wskazuje, jak można pomóc. Wszystko o akcji jest na stronie www.kig.pl. Tam chętni do podjęcia wyzwania znajdą wszelkie wskazówki związane z formalnościami, których należy dopełnić, by nasz gest dobrej woli był obarczony jak najmniejszym ryzykiem. Wszak sytuacja jest nowa, nietypowa i skutki proponowanych rozwiązań mogą być wróżeniem z fusów. Czasami jednak lepiej podjąć ryzyko, niż nic nie robić. Ale decyzję każdy podejmuje sam.
sa
Zielony Rynek. Czy spór o targowisko ma drugie dno?
Trzech radnych miejskich: Maciej Kamiński, Janusz Zapotocki i Robert Bal złożyło interpelację do prezydenta W. Bakuna o ograniczenie do minimum handlu na przemyskich targowiskach, w tym na Zielonym Rynku. Radni zwrócili w swej interpelacji także uwagę na kwestie związane z dezynfekcją miejsc handlu na zieleniaku.
Natychmiast po upublicznieniu treści interpelacji po mieście poszła fama, że radny Maciej Kamiński chce zamknąć popularny Zielony Rynek. Spytany przez Portal Przemyski M. Kamiński wyjaśnił, że nie do końca został dobrze zrozumiany. W przesłanym oświadczeniu radny podkreśla, że zależy mu jedynie na wymuszeniu podjęcia odpowiednich działań sanitarnych na miejskich targowiskach.
O stanowisko zwróciliśmy się też do przedstawicieli Przemyskiej Kongregacji Kupieckiej. Zdaniem jej wiceprezesa - M. Dębickiego - PKK miała wpływ na postawę M. Kamińskiego. Jak pisze Dębicki: ,,w rozmowie z panem Radnym Maciejem Kamińskim ustalono, iż 19 marca radny powinien spotkać się z przedsiębiorcami (...) i rozwieje wątpliwości związane z napięciem jakie narosło wokół sprawy. (...) Pan Kamiński spotkał się pojedynczo z kupcami, z którymi podjął dialog, podkreślając, iż nie dąży do zamknięcia targowisk, w tym „Zielonego Rynku”.
Także zdaniem prezesa Przemyskiej Kongregacji Kupieckiej - Ryszarda Miłoszewskiego - zamykanie Zielonego Rynku jest bezcelowe, ponieważ na placu zakupy robi kilka razy mniej osób niż w konkurencyjnych marketach. Sprzeciw wobec pomysłów zamknięcia Zielonego Rynku ze strony Przemyskiej Kongregacji Kupieckiej może nieco zaskakiwać, ponieważ organizacja podczas ostatnich wyborów samorządowych wizerunkowo wspierała kandydata Prawa i Sprawiedliwości Janusza Hamryszczaka, a M. Dębicki startował do rady miejskiej z tej samej listy co Maciej Kamiński.
Ciągle jednak pojawiają się apele o zamknięcie Zielonego Rynku i płyną one głównie ze strony środowisk przychylnych Prawu i Sprawiedliwości. Dzieje się to mimo coraz częściej pojawiających się informacji, że to właśnie zakupy na wolnym powietrzu, gdzie jest przewiew i nasłonecznienie, są najbezpieczniejsze w czasie epidemii. Według specjalistów dzieje się tak, ponieważ na otwartych przestrzeniach aerozol, w którym unosi się wirus, jest najszybciej przewiewany. Najszybciej też wirus traci swoją zdolność zakaźną na przedmiotach wystawionych na działanie słońca. O najnowszych odkryciach naukowców i korzystnym działaniu otwartych przestrzeni piszą mainstreamowe media m.in. Onet. Wątpliwe jest zatem, by tych doniesień nie znali pracownicy SANEPiD-u.
Dlaczego zatem istnieją naciski na zamknięcie targowiska, mimo iż prawdopodobnie jest to najbezpieczniejsze miejsce do robienia zakupów spożywczych, a wstrzymanie handlu może oznaczać koniec dla kilkudziesięciu mikrofirm? Przyczyna może być znacznie bardziej prozaiczna niż względy epidemiologiczne.
Zielony Rynek to dość istotny punkt na mapie zaplecza politycznego Wojciecha Bakuna, a zamknięcie targu byłoby uderzeniem w kupców, którzy grupują się m.in. wokół Przemyskiego Stowarzyszenia Kupieckiego kierowanego przez Ryszarda Paję. Przemyskie Stowarzyszenie Kupieckie to organizacja popierająca prezydenta. Podobnie jak Przemyska Kongregacja Kupiecka działa na terenie targowiska, a ich prezesi prowadzą osobiście działalność gospodarczą na zieleniaku. Jednak podczas gdy Przemyska Kongregacja Kupiecka bliższa jest PiS-owi, to Przemyskie Stowarzyszenie Kupieckie sympatyzuje z Wojciechem Bakunem, który według Krajowego Rejestru Sądowego jest członkiem zarządu tego stowarzyszenia. Na Zielonym Rynku słychać często głosy, że Przemyskie Stowarzyszenie Kupieckie cieszy się szczególnymi względami prezydenta.
Nie można wykluczyć, że właśnie pod wpływem głosów kupców Wojciech Bakun wstrzymuje się z decyzją o zamknięciu Zielonego Rynku. W. Bakun używa zresztą zdroworozsądkowej argumentacji, wskazując, że nie ma żadnych zasadniczych różnic pomiędzy marketami a placami handlowymi.
Działający w Przemyskim Stowarzyszeniu Kupieckim Maciej Guzik otwarcie twierdzi, że sprawa jest rozgrywką polityczną pomiędzy prezydentem Bakunem, a tymi, którzy chcą mu utrzeć nosa. Tyle że - według Guzika - ,,my, kupcy jesteśmy piłką kopaną". Handlowcy wskazują, że nie wszystkie miasta zamknęły targowiska, a pod wpływem Agrounii minister rolnictwa Jan Ardanowski zaapelował do samorządów o niezamykanie targowisk i ryneczków.
Na prośbę radnego Macieja Kamińskiego załączamy jego pełne oświadczenie przesłane do naszej redakcji:
Na samym początku wyjaśnię, że pisma skierowane do Pana Prezydenta są prośbą o rezygnację z wszelkich opłat od wszystkich Naszych Przedsiębiorców na okres, który będzie do tego potrzebny i podjecie działań, które umożliwią bezpieczną działalność naszym kupcom na bazarze i Zielonym Rynku.
Na pierwszym miejscu w tej chwili jest bezpieczeństwo Naszych Mieszkańców. W tym przypadku trzeba zrobić wszystko, aby podjąć wszelkie działania, które pomogą uniknąć najgorszego scenariusza, dotyczącego w tym przypadku Zielonego Rynku i bazaru. Rozmawiałem bezpośrednio z kupcami, a także widziałem jaka jest sytuacja na tych terenach i po przeanalizowaniu sytuacji należy im pomóc. Ta pomoc powinna być ze strony właściciela terenu w postaci: dezynfekcji ciągów komunikacyjnych, stołów, ławek i etc. oraz dostarczenia potrzebnych środków czystości, odpowiednich oznakowań, informacji,czy też umożliwienia korzystania z bieżącej wody. Na dany moment kiedy podjąłem interwencję, to osoby tam sprzedające oznajmiły mi, że takiej sytuacji nie było i nie ma w chwili obecnej, a przypomnę, że już takie podobne zabiegi podjęto o wiele wcześniej w wielu miejscach w mieście m.in.:
w instytucjach publicznych, punktach handlowych, w jednostkach medycznych etc. W związku z powyższym zwróciłem się do Pana Prezydenta z konkretnymi pytaniami ( w załączeniu).
Uważam, że dbanie o czystość, higienę, przeprowadzenie dezynfekcji, dostęp do bieżącej wody tam gdzie jej nie ma, stosowanie się do powszechnych procedur obecnie zmniejszy ryzyko zachorowania. W moim przekonaniu Władze Miasta powinny w tym pomóc. Natomiast po rozmowach, które przeprowadziłem z kupcami, uzyskałem odpowiedź, że niestety podejmują działania tylko z własnej inicjatywy. Uważam, że jak wszędzie powinno się wdrożyć odpowiednie procedury, tak aby nie przeszkodziło to kupcom w handlu, ale też zagwarantowało wszystkim bezpieczeństwo. Faktycznie na tych obiektach nie ma zbyt dużego ruchu i osób kupujących, dlatego powyższe działania ze strony właściciela terenu powinny zminimalizować ryzyko zachorowań Mieszkańców, a kupcom umożliwić handel w bezpiecznych warunkach.
Uważam, że rezygnacja ze strony Władz Miasta z wszelkich opłat od Naszych przedsiębiorców, będzie dobrym ruchem, ponieważ, to kolejna pomoc Naszym Przedsiębiorcom. Dlatego taka prośba została skierowana do Pana Prezydenta, mając również na uwadze opłatę targową .
Ubolewam nad tym, że jako radny staram się pomagać, wspierać, monitorować i być w obecnej sytuacji dyspozycyjny i pomagać wszystkim, kto tylko się zwróci o pomoc, a niestety jestem pomawiany, obwiniany i obrażany przez niektóre osoby, które powinny współpracować i działać na rzecz Naszych Mieszkańców! Jest to bardzo przykre, ale to tylko pokazuję postawę niektórych osób. Cieszy fakt, że zarówno przedsiębiorcy i mieszkańcy z którymi rozmawiałem podchodzą do sprawy ze zrozumieniem i chętnie współpracują, za co bardzo im dziękuje i w dalszym ciągu oferuję swoją pomoc.Maciej Kamiński
Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Przemyślu
B.Wilk
Dobra wiadomość - 2 osoby wyzdrowiały!
Dziś podajemy dobrą wiadomość - dwie osoby - kobieta i mężczyzna - zarażone koronawirusem, które przebywały w jednoimiennym szpialu zakaźnym w Łańcucie WYZDROWIAŁY.
Szczegóły będą znane o godzinie 15:00 - w łańcuckim szpitalu wypowie się profesor Andrzej Cieśla.
Szpital w Łańcucie jest głównym szpitalem na Podkarpaciu zajmującym się pacjentami z koronawirusem. Decyzją Rządu RP i Ministra Zdrowia jest jedną z 19 lecznic w Polsce, które w całości zostały przekształcone w jednoimienne - zakaźne.
Zdjęcie wyróżniajace - canva.com
Kolejny trudny dzień na przemyskim dworcu kolejowym - FILM
Dzisiaj (25 marca) po południu po raz kolejny wyjechały z Przemyśla na Ukrainę dwoma specjalnymi pociągami setki ukraińskich obywateli. Zanim wsiedli do pociągów, ukraińscy przybysze z całej Polski godzinami koczowali na przemyskim dworcu kolejowym i przed budynkiem dworca. Niektórzy musieli tu czekać od wczoraj. Tym razem Policja i Straż Miejska nie pozwalała im opuszczać przydworcowego placu i zapuszczać się do centrum Przemyśla w celu robienia zakupów czy zwiedzania miasta.
Na ten zakaz wychodzenia z placu przydworcowego na ulice miasta skarżył się 21-letni Daniel, który z kolegami przyjechał do Przemyśla z Chorzowa. Stracił pracę w jednej z tamtejszych firm, która z powodu epidemii zwolniła połowę zatrudnionych Ukraińców. Czekając na specjalny pociąg do Kijowa chciał wyjść na miasto i kupić kebaba, bo nie wziął ze sobą nic do jedzenia.
Komendant Straży Miejskiej w Przemyślu, Jan Geneja, wyjaśnił powody nie wypuszczania obywateli ukraińskich z okolicy dworca kolejowego na ulice miasta. W sytuacji epidemii koronawirusa obowiązuje zakaz poruszania się po mieście bez ważnej potrzeby. Ukraińscy podróżni mogą zrobić zakupy w pobliskim sklepie spożywczym. Muszą oczekiwać na pociąg w najbliższej okolicy dworca ze względu na bezpieczeństwo swoje, jak i mieszkańców Przemyśla.
Dla niektórych ukraińskich podróżnych, zwłaszcza starszych wiekiem, dużym problemem był fakt, że kasy biletowe na dworcu nie sprzedawały biletów na specjalny pociąg do Kijowa. Bilet można było kupić tylko przez Internet, a nie każdy dysponował smartfonem i dostępem on-line do swego konta bankowego. W tej sytuacji jedni pomagali drugim. Tak jak np. Andrij Janienko, który dzień wcześniej przyjechał do Przemyśla z dalekiego Pucka. Widząc grupę swoich rodaków zmartwionych brakiem biletu na pociąg, zakupił dla nich przez Internet 18 biletów.
Nie wszyscy mieli takie szczęście i z kolejki do odprawy paszportowej wyłączono kilkudziesięciu Ukraińców z powodu braku biletu. Musieli czekać aż do zakończenia odprawy paszportowej dla posiadaczy biletów. Jedną z tych oczekujących w niepewności osób była dość podeszła wiekiem Larysa. Przebywała z dłuższą wizytą u córki w Warszawie. Gdy kończyła jej się ważność wizy, akurat zamknięto granice w Polsce i na Ukrainie z powodu zagrożenia epidemią koronawirusa. Dowiedziawszy się o możliwości wyjazdu na Ukrainę specjalnym pociągiem, przyjechała do Przemyśla, ale bez biletu. Tu powiedziano jej, że jeśli nie uda jej się dostać miejsca w pociągu, to może zostać deportowana.
Na szczęście dwaj konsule ukraińscy załatwili z załogą UZ „Intercity” zgodę i wszyscy „bezbiletowcy” zostali wpuszczeni do pociągu. W sumie pierwszym popołudniowym pociągiem wyjechało na Ukrainę 601 ukraińskich obywateli, a podobna liczba drugim dzisiejszym pociągiem specjalnym. Wice-konsul Konsulatu generalnego w Krakowie, Wasyl Michajluk, podkreślał dobrą współpracę nie tylko z załogą pociągu, ale przede wszystkim ze Strażą Graniczną RP i polskimi władzami.
https://www.youtube.com/watch?v=Om7DRVgD-EA&feature=emb_title
(tekst – jb, film, zdjęcie - bk)
Czytaj i fotografuj
Kolejny konkursowy pomysł na przezwyciężanie tzw. domowej nudy, która wkrada się w codzienne życie w czasach epidemii i ograniczonych możliwości towarzystkich, podsuwa Przemyska Biblioteka Publiczna. Wraz z przemyskim oddziałem Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich zaprasza do udziału w piątej edycji konkursu fotograficznego #rodzinneczytanie.
Konkurs adresowany jest do młodzieży ze szkół podstawowych (klasy 6-8) i ponadpodstawowych oraz dorosłych mieszkańców miasta i powiatu przemyskiego. Ma on na celu promowanie książki i czytelnictwa, zwrócenie uwagi na rodzinne czytanie - tak istotny aspekt budowania więzi międzypokoleniowych, jak również propagowanie sztuki fotografowania jako formy wyrazu artystycznego.
Wszystko oczywiście odbywa się zdalnie, bez konieczności wychodzenia z domu. Zdjęcia i kartę zgłoszenia, która jest do pobrania TU, należy przesłać do 30 kwietnia 2020 r. na adres e-mail: konkurs@biblioteka.przemysl.pl, wpisując jako temat wiadomości „konkurs fotograficzny”.
Istotne informacje i szczegóły dostępne są w Regulaminie na stronie internetowej biblioteki.
Zdjęcie wyróżniające - canva.com
Koronawirus w powiecie. Test w Przemyślu potwierdził zakażenie
U kobiety z powiatu przemyskiego (z gminy Dubiecko) wykryto koronawirusa. Test wykonano w szpitalu wojewódzkim w Przemyślu, skąd chora zostanie przewieziona do szpitala zakaźnego w Łańcucie.
Rano służby prasowe Wojewody Podkarpackiego przekazały informację, iż badania laboratoryjne potwierdziły kolejne 4 przypadki zakażenia koronawirusem SARS-COV-2 w województwie podkarpackim. Niestety jeden z nich dotyczy powiatu przemyskiego.
Chora jest osobą w sile wieku i czuje się dobrze. Po pojawieniu się u niej objawów choroby wywoływanej przez koronawirusa zgłosiła się do szpitala w Przemyślu, gdzie wykonano test z wynikiem pozytywnym. Obecnie nie wiadomo, czy zarażona kobieta mieszkała sama, czy też przebywała w domu z rodziną.
Jak dotąd badania laboratoryjne potwierdziły 43 przypadki zakażenia koronawirusem w województwie podkarpackim. Jedna osoba zmarła.
Większość zarażonych koronawirusem przechodzi chorobę w sposób łagodny, natomiast szczególnie zagrożeni są zarażeni w starszym wieku z przewlekłymi chorobami.
Szpital w Łańcucie to jedna z 19 lecznic w Polsce, które w całości zostały przekształcone w jednoimienne - zakaźne.
Nowe ograniczenia w przemieszczaniu się i w pracy Urzędu Miejskiego
We wtorek 24 marca br. premier Mateusz Morawiecki poinformował o konieczności wprowadzenia w Polsce kolejnych zasady, które mają zapewnić większe bezpieczeństwo przed rozprzestrzenianiem koronawirusa SARS-CoV-2 w naszym kraju.
Od wtorku (24 marca) do 11 kwietnia br. obowiązuje:
- zakaz wychodzenia z domu poza koniecznymi sytuacjami (gdy idziemy do pracy, sklepu, na spacer z psem, do apteki);
- zakaz poruszania się w towarzystwie więcej niż jednej osoby (zakaz nie dotyczy rodzin);
- w środkach komunikacji publicznej można zajmować tylko co drugie miejsce siedzące;
- w obrzędach liturgicznych (m.in. w mszach świętych i pogrzebach) może uczestniczyć do pięciu osób - do wskazanego limitu nie są wliczane osoby sprawujące te obrzędy.
Wszyscy, którzy złamią jeden z powyższych zakazów, muszą liczyć się z karami pieniężnymi (nawet do 5 tysięcy złotych).
Po ogłoszeniu powyższych postanowień, wiele osób zaczęło się zastanawiać, czy swobodnie można będzie wyjść na spacer do parku lub lasu, pobiegać czy jeździć na rowerze, bez narażania się na karę. Jak podaje strona rządowa gov.pl:
Przepisy odnoszą się do niezbędnych codziennych potrzeb. Do takiej kategorii można zaliczyć spacer czy wyjście do lasu, ale z zachowaniem ograniczeń odległości oraz limitu przemieszczających się osób (maksymalnie dwie osoby, z wyłączeniem rodzin). Zalecamy, aby ograniczać tego typu wyjścia do niezbędnego minimum.
Ograniczenia dotyczą natomiast placów zabaw, które są miejscem gromadzenia się różnych osób, a tym samym wysokiego ryzyka zakażenia.
oraz
Przepisy pozwalają wychodzić z domu m.in. w celu realizacji niezbędnych codziennych potrzeb. Do takiej kategorii można zaliczyć np. jednorazowe wyjście w celach sportowych. Należy jednak pamiętać o zachowaniu odpowiedniej odległości od innych oraz o tym, że powinniśmy uprawiać sport w grupie maksymalnie dwuosobowej (nie dotyczy to jednak rodzin).
Możliwość wyjścia na spacery czy bieganie dotyczy tylko i wyłącznie osób, które nie są objęte kwarantanną!
Również od wtorku 24 marca do 11 kwietnia br. włącznie Urząd Miejski w Przemyślu będzie zamknięty dla interesantów. Osoby, które mają do załtwienia sprawy urzędowe, proszone są o kontakt telefoniczny.
Wykaz numerów telefonów znajduje się TU.
Zdjęcie wyróżniające - www.gov.pl
Przemyskie place zabaw i siłownie zewnętrzne zostają zamknięte
W trosce o zdrowie mieszkańców miasta władze Przemyśla podjęły decyzję o zamknięciu do odwołania placów zabaw i siłowni plenerowych w związku z rosnącym zagrożeniem epidemicznym.
Nastąpił ten moment, w którym powinniśmy zdecydowanie poważniej potraktować wszelkie wytyczne dotyczące izolacji i nienarażania siebie ani swoich bliskich na zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2. Niestety zdarzają się jeszcze takie osoby, które zapominają, że niezbyt rozsądnym pomysłem jest zabawa z dzieckiem na placu zabaw, czy ćwiczenia na siłowni… Pamiętajmy, że koronawirus utrzymuje się na różnych powierzchniach, takich jak: plastik, drewno, szkło czy metal od dwóch godzin do nawet dziewięciu (!) dni. Przez ten czas utrzymuje on zdolność zarażania” – czytamy w komunikacie rzecznika UM. - 24 marca br. wszystkie takie obiekty miejskie zostaną oznaczone odpowiednimi tabliczkami, informującymi o zakazie przebywania na placu albo/i siłowni.
Pytamy, jak widzą to mamy dzieci, korzystające zwykle ze swoimi pociechami z placów zbaw.
- To zupełnie zrozumiałe w tej sytuacji – mówi pani Beata, mama trzyipółletniego Alexa. - Jakiś czas temu szukałam placów rzadziej uczęszczanych, jak na przykład ten w parku na Lipowicy. Ale potem w ogóle zrezygnowałam. Przecież dziecko jest wszystkiego ciekawe... dotyka, wkłada paluszki do buzi... Jeśli już ktoś naprawdę musi wyjść, to raczej trzeba poszukać mało uczęszczanych miejsc i zabrać dziecko np. na hulajnogę... Widywałam mamy z dziećmi na placach, ale też miejsca takie były oblegane przez młodzież, zwłaszcza gdy była ładna pogoda…
- Jeszcze w niedzielę widziałam w parku na Lipowicy, gdy tamtędy przejeżdżałam, dzieci i dorosłych korzystających z urządzeń, które tam się znajdują. Uważam, że to nieodpowiedzialne, bo te urządzenia nie są odkażane – powiedziała pani Sabina, mama dzieci w wieku 8 i 9 lat, która wybrała opcję siedzenia z dziećmi w domu i poświęcenia tego czasu wspólnej nauce oraz zabawom domowym.
sa
Zdjęcie wyróżniające - canva.com
Rozbicie szajki na Podkarpaciu
Ośmiu członków przestępczej grupy może mieć problemy z zachowaniem wolności. Do Sądu Okręgowego w Przemyślu wpłynął właśnie akt oskarżenia przeciwko fałszerzom dokumentów.
Od 2017 roku prowadzone było śledztwo przeciwko 6 Polakom i dwóm Ukraińcom, którzy zajmowali się skupowaniem dokumentów , odsprzedażą ich cudzoziemcom, którzy następnie, posługując się tymi dokumentami, nielegalnie przekraczali granicę i legalizowali swe pobyty w Wlk. Brytanii.
Załatwienie sprawy- zaopatrzenie w ,,lewy” dokument i przerzut- kosztowało nawet 3 tys. dolarów ( około 12 tys. złotych).
Grupa była wyspecjalizowana- jedni członkowie zajmowali się przerzutem, inni organizacją dokumentów, kolejni pozyskaniem klienta. Prawdopodobną przyczyną wykrycia szajki była wpadka na granicy ,,klientów” przestępców. Teraz kierownictwu gangu grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
Ewakuacja Ukraińców. Egzamin oblany?-OPINIA
Tematem, który zelektryzował nasze miasto były okoliczności przejazdu kilku tysięcy Ukraińców wracających do swojej ojczyzny pociągami via Przemyśl. Prezydent Wojciech Bakun, w emocjonalnym wpisie na FB, zarzucił bliżej nieokreślonym władzom i ambasadzie Ukrainy skandaliczne prowadzenie ewakuacji Ukraińców na wschód.
Dla osób mniej zorientowanych: Ukraińcy pracujący w Niemczech, Polsce i w Czechach w obawie przed koronawirusem, ale i także z powodu likwidacji miejsc pracy, masowo wracają do swoich domów. W związku z tym, w wyniku porozumienia pomiędzy rządami Polski i Ukrainy, 20 marca rozpoczęła się akcja podstawiania specjalnych pociągów z Przemyśla.
Ukraińcy w czwartek zaczęli pojawiać się w dużych grupach w Przemyślu, by wsiąść do pociągów mających odjechać w piątek. Setki z nich, zmęczonych wielogodzinną podróżą, ruszyły ,,w miasto” w poszukiwaniu czynnych barów i sklepów z jedzeniem. Przemieszczali się po ulicach w sporych grupach, przesiadywali w poczekalni dworcowej, stali też w grupkach w okolicach dworca.
Wszystko to odbywało się bez zabezpieczenia policji i innych służb państwowych. Oburzenie prezydenta Bakuna wywołało nie tylko to, że akcja była niezabezpieczana przez służby i mogła nieść zagrożenie epidemiologiczne, ale także to, że ambasada Ukrainy zbyt późno poinformowała UM o akcji. Ambasada odpowiedziała W. Bakunowi na FB, a cała sprawa, choć nie expressis verbis, nabrała zabarwienia etnicznego.
W sobotę sytuacja przy dworcu - dzięki gorączkowym zabiegom radnych - została tymczasowo opanowana, a ukraińskie pociągi odjechały. Zaraz po tym przemyski internet rozgrzał się od wzajemnych oskarżeń o zaniedbania i indolencję. Rzecz jednak w tym, że za całą sytuację winę ponoszą wszystkie strony.
Jakoś to będzie
Akcję przewozu organizowała ukraińska ambasada w Polsce, która na swojej stronie nie umieściła odpowiedniej informacji w widocznym miejscu. Placówka informowała o ewakuacji przez swój FB i to tylko w języku ukraińskim. Niestety, po dotarciu Ukraińców do Przemyśla, zostali oni bez opieki - koczującym nie zapewniono wsparcia logistycznego w postaci informacji czy prowiantu ze strony ambasady Ukrainy, która dysponuje możliwościami, jakie jej daje posiadanie honorowego konsulatu w Przemyślu.
Uderza też całkowity brak służb państwowych na miejscu zdarzeń. Nawet jeśli uznać, że nie było zagrożenia epidemiologicznego, to sam fakt wzmożonego przepływu kilku tysięcy ludzi powinien postawić te służby w stan gotowości. Warto zauważyć, że policja potrafi eskortować na piłkarskie mecze kibiców przez kilkaset kilometrów, a w Przemyślu w obliczu nadzwyczajnych okoliczności całkowicie nie zauważyła problemu.
Rzecznik wojewody, pytana o brak zabezpieczenia ewakuacji, ograniczyła swoją odpowiedź do stwierdzenia, że ,,wszelkie działania związane z organizacją wyjazdu obywateli Ukrainy na Ukrainę realizuje Ambasada Ukrainy w Polsce. Nie możemy zabronić Ambasadzie organizowania takich wyjazdów".
Z kolei przedstawiciele miasta twierdzą, że o planach przerzucenia kilku tysięcy Ukraińców przez Przemyśl dowiedzieli się dopiero w czwartek po południu (w okolicach godziny 14-tej). Jednak informacje o ewakuacji były dostępne w przestrzeni medialnej już co najmniej dwa dni wcześniej. Największy polski portal internetowy Onet napisał o sprawie 18-go marca, w środę w godzinach południowych. Ale już kilka dni wcześniej lokalne media informowały o rosnącym tłumie Ukraińców w okolicach dworca.
20 marca rano prezydent Bakun umieścił swój wpis na FB. Jak zapewnia, proponował pomoc i zaprowiantowanie Ukraińców, jednak ,,nie było z kim rozmawiać”. Naturalne jest zatem pytanie, dlaczego tej pomocy nie udzielił, skoro mógł się spodziewać, że z innej strony ta pomoc nie nadejdzie? Równocześnie 20 marca pracownik wydziału zarządzania kryzysowego w UM stwierdził, że miasto nie ma żadnych możliwości logistycznych i dlatego nic nie mogło zrobić. Widać tu sprzeczność w wypowiedziach urzędników. Jak się jednak okazało 24 godziny później, wystarczyły siły straży miejskiej i kilkadziesiąt metrów taśmy odgradzającej, by sytuację opanować.
Pospolite ruszenie zamiast instytucji
Ponoć w urzędzie miasta jest sztab kryzysowy powołany na czas epidemii. Jeśli rzeczywiście taki sztab działa, to jego pierwszorzędną funkcją powinno być pozyskiwanie i analiza informacji o możliwych zagrożeniach i dobranie odpowiednich środków do potrzeb.
Co gorsza, okazało się, że zamiast instytucji i procedur przewidzianych na czas kryzysu, bezpieczeństwo miasta opiera się na doraźnej akcji kilku radnych i ich kolegów, którzy ryzykując zakażeniem starali się opanować sytuację. W dobie koronawirusa jedni ochotnicy zajmują się dworcem, inni ochotnicy zgłaszają się do akcji robienia zakupów starszym osobom. Piękne to i chwalebne, tylko po co są instytucje miejskie?
Czy obowiązkiem miasta było zabezpieczenie ewakuacji Ukraińców przez Przemyśl? Na pewno obowiązkiem było przewidzenie tego, że służby ambasady i państwa mogą zawieść. Była to też okazja, by zamiast połajanek i nerwowych konferencji prasowych, pokazać miasto od dobrej strony- przygotować strefę wokół dworca, dostarczyć wodę i ciepłe posiłki. Będąc w trudnej sytuacji poza granicami własnego kraju, każdy z nas za taką pomoc byłby wdzięczny.
Błażej Wilk











