Ceny parkingów w górę. Są takie pomysły.

Podczas gorących dyskusji na temat powołania Parku Kulturowego Starego Miasta w Przemyślu, zupełnie nieoczekiwanie okazało się, że władze miasta poważnie myślą o podniesieniu cen parkingów miejskich. Mówił o tym radny KUKIZ’15 Mirosław Majkowski i Tomasz Leszczyński, także z KUKIZ’15. Słowa o pomyśle podniesienia opłat za parkowanie padły dwukrotnie: podczas przedostatnich i ostatnich konsultacji z mieszkańcami w sprawie parku.

Choć nie jeszcze żadnej oficjalnej informacji o planach podniesienia cen, wypowiedzi radnych M. Majkowskiego i T. Leszczyńskiego na ten temat się pojawiły, a dodać trzeba, że są to radni bliscy prezydentowi W.Bakunowi. Podniesienie cen ma zwiększyć rotację na miejscach parkingowych, tak aby uwolnić okupowane godzinami stanowiska. Ograniczenia w dostępności miejsc parkingowych i ruchu prywatnych aut ma rozwiązać m.in. nowa komunikacja miejska ze swoimi elastycznymi biletami czasowymi.

Czytaj tu: Gorące dyskusje na temat Parku Kulturowego.

Jednocześnie podczas ostatnich dyskusji w ramach konsultacji dotyczących parku kulturowego w Przemyślu wyszło na jaw, że około stu karnetów uprawniających do tańszego parkowania najprawdopodobniej posiadają urzędnicy miasta. Jeśli okazałoby się to prawdą, to możliwa jest sytuacja, w której za brak miejsc parkingowych w centrum odpowiada lokalizacja wydziałów UM w ścisłym centrum. W trakcie konsultacji wokół parku kulturowego pojawiały się głosy ze strony przedsiębiorców, że rozwiązaniem problemu z braku miejsc parkingowych jest wyprowadzenie biur UM z centrum miasta do innej lokalizacji i koncentracja wszystkich wydziałów w jednym, bardziej peryferyjnym miejscu.

Boje o ceny parkingów w mieście prowadzili kilka lat temu przemyscy kupcy, którzy wywalczyli wprowadzenie opłaty w wysokości jednego złotego za półgodzinne parkowanie. Protestowali skutecznie też przeciwko likwidacji parkingu na Placu Rybim i sprzedaży go firmie specjalizującej się w budowie galerii handlowych.

 

(red)


Czy przemyska Starówka będzie Parkiem Kulturowym?

Kolejne spotkanie w sprawie powstania Parku Kulturowego w obrębie Starego Miasta w Przemyślu, przyniosło więcej wątpliwości i pytań, niż odpowiedzi.

W gościnnej sali Miejskiej Biblioteki Publicznej spotkanie prowadziła Julia Olech-Nowak z Wydziału Architektury UM, a wspierał ją Mirosław Majkowski, radny miejski i zarazem inicjator pomysłu podporządkowania przemyskiej Starówki zasadom Parku Kulturowego. Stosunkowo mała liczba obecnych na spotkaniu osób wydawała się świadczyć o raczej niewielkim zainteresowaniu tą sprawą ze strony przemyślan. Tym niemniej, dyskusja okazała się bardzo emocjonalną.

Prowadząca spotkanie poinformowała, że wprawdzie Rada Miasta przyjęła uchwałę o przystąpieniu do wstępnych prac przygotowawczych w kwestii Parku Kulturowego, ale nie przesądza to o realizacji tego pomysłu w Przemyślu. Oznacza to natomiast potrzebę konsultacji tej propozycji z mieszkańcami miasta. Zaproponowała zarazem skoncentrowanie się na problemie uporządkowania reklam, większość których obecnie powstaje nielegalnie i nie jest kontrolowana.

Tymczasem, jednym z elementów Parku Kulturowego są właściwe reklamy, wyróżniające się estetyką, stosownym rozmiarem i odpowiednim umiejscowieniem. Nie znaczy to, że szyldy i reklamy mają nadawać Starówce wygląd jakby skansenu z dawnych wieków. Mogą być nowoczesne, kreatywne, ale estetyczne, niekrzykliwe i dostosowane do charakteru danego budynku.

W ramach głosów dyskusyjnych z sali, Grażyna Stojak, była konserwator wojewódzki , poparła kierunek nowoczesności reklam tam, gdzie prawo tego nie ogranicza. Nie chciałaby, żeby ulice Franciszkańska i Kazimierzowska stały się jakby 19-wiecznym skansenem. Uporządkowanie reklam w stosunku do całej pierzei budynków jest mało realne, bo poszczególni właściciele budynków niekoniecznie zechcą finansować  taka wspólną koncepcję reklam. Każdy budynek trzeba traktować indywidualnie, ale potrzebna jest ingerencja w wygląd elewacji budynków na Starym Mieście.

Bardziej zasadniczą kwestią, zdaniem Grażyny Stojak, jest powołanie miejskiego zespołu kompetentnego do zajmowania się tymi kwestiami. Oprócz wiceprezydenta, w takim zespole powinien znaleźć się miejski konserwator zabytków, architekt miejski oraz specjalista od reklamy. Problem jednak w tym, że aby Park Kulturowy dobrze funkcjonował i nie był uciążliwy dla właścicieli budynków, to miejski konserwator zabytków powinien otrzymać od konserwatora wojewódzkiego odpowiednie kompetencje do podejmowania decyzji dotyczących takiego obszaru miasta. Powstanie Parku Kulturowego w Jarosławiu nie powiodło się w dużym stopniu właśnie z powodu uciążliwości związanych z tym, że władze miasta mogły wydawać tylko opinię, z którą o decyzję trzeba było starać się u konserwatora wojewódzkiego.

Jeden głos sali kwestionował potrzebę nowoczesnego wyglądu szyldów i reklam. Domagał się raczej poszanowania dla zabytkowego charakteru budynków i ich modernistycznych, secesyjnych czy eklektycznych elewacji.

Nie wszyscy uczestnicy rozumieli, czy i jakie korzyści może dać miastu Park Kulturowy. Odpowiadając, radny Majkowski zauważył, iż na przemyskiej Starówce nie ma estetycznych szyldów i reklam, bo nie ma komu tego pilnować, a właśnie Park Kulturowy zadbałby o wygląd Starówki, zwiększając szanse na rozwój turystyki w mieście. Wprowadzenie Parku Kulturowego ułatwiłoby też pozyskiwanie zewnętrznych środków finansowych. Wtórował mu jeden z młodych uczestników spotkania, argumentując, że takie miasta jak Kraków czy Kazimierz Dolny nad Wisłą, dzięki wprowadzeniu Parku Kulturowego dostatnio żyją z bardzo rozwiniętej turystyki.  

W tym momencie zareagowało z sali dwóch przedsiębiorców i mieszkanka ze Starego  Miasta. Ta ostatnia była zatrwożona konsekwencjami wprowadzenia Parku Kulturowego w takich właśnie miastach jak Kraków czy Kazimierz Dolny. Tam, jak wiadomo, podporządkowanie Starówki dla potrzeb turystów spowodowało dużą uciążliwość dla codziennego życia stałych mieszkańców i w konsekwencji konieczność ich wyprowadzenia się z centrum miasta. Z kolei przedsiębiorcy wyrażali obawę, że Park Kulturowy spowoduje dodatkowe utrudnienia dla ich nieruchomości. Pytali, czy są badania potwierdzające, że powstanie parku Kulturowego pomaga miastu i jego stałym mieszkańcom? Ich zdaniem przykłady Krakowa i Kazimierza Dolnego nie są właściwe, bo te miasta i bez Parku Kulturowego przyciągały rzesze turystów. Należałoby raczej przyglądnąć się Parku Kulturowemu w Krośnie.  Argumentowali, że najważniejsi są ludzie, a nie reklamy. Ingerencja Parku w wygląd elewacji zmusi właścicieli do inwestowania  w wygląd swoich budynków, a nie każdego na to stać. Ponadto, większość budynków jest własnością prywatną i miasto nie będzie mogło wesprzeć ich finansowo. Miasto chce uczyć właścicieli i przedsiębiorców jak powinny wyglądać ich nieruchomości, a tymczasem większość tych budynków Starówki, które są w złym stanie, jest własnością właśnie miasta.

 Przedsiębiorcy narzekali na nieuporządkowane centrum miasta, choć miasto i bez parku Kulturowego dysponuje narzędziami w celu poprawy sytuacji. Podawano przykład zatłoczonego samochodami terenu wokół przemyskiej archikatedry, co wygląda tak, jakby katedra stała na parkingu. I nikt nie zwraca na to uwagi, a krytykuje się mieszkańców ulic Franciszkańskiej i Kazimierzowskiej, że chcą dojeżdżać samochodami do swoich mieszkań. Sygnalizowano też problemy z brakiem miejsca na składowanie śmieci do odbioru w kamienicach Starówki, jak również z brakiem miejsc parkingowych, z których wiele przeznaczonych jest dla urzędników miejskich.

Radny Mirosław Majkowski odniósł się do problemu z parkowaniem i zaproponował zwiększenie opłat dla parkujących na Starym Mieście, ale z wyjątkiem mieszkańców Starówki. Natomiast w przekonaniu Julii Olech-Nowak,  Park Kulturowy mógłby rozwiązać problem ze składowaniem śmieci.

Głos zabrał również radny Jerzy Krużel, przewodniczący Komisji Kultury. Jego zdaniem najważniejsze aktualnie problemy przemyskiej Starówki w perspektywie zmierzania do wprowadzenia parku Kulturowego, to składowanie śmieci do odbioru, palenie węglem, jak również konieczność przekazania kompetencji decyzyjnych konserwatorowi miejskiemu przez konserwatora wojewódzkiego. Przy czym konserwator miejski to powinien być zespół fachowców, a nie jedna osoba.  – I jeżeli tych spraw się nie rozwiąże, to nie ma sensu zakładać Parku Kulturowego – stwierdził radny Krużel.     

Spotkanie podsumowała Julia Olech-Nowak. Jej zdaniem boimy się rzeczy, których nie znamy. Wprowadzanie parku Kulturowego na siłę  nie ma sensu, i dlatego właśnie organizowane są spotkania i dyskusje.      

 

(notował – Jacek Borzęcki)   


Niebezpieczny plac zabaw.

Jak informuje nasz Czytelnik, na placu zabaw na Zniesieniu jedno z urządzeń do zabaw posiada poważną usterkę. Chodzi o pomost zjeżdżalni dla dzieci- kilka szczebli konstrukcji jest wyłamanych i grozi to tym, że dojdzie tam do nieszczęśliwego wypadku. Czytelnik pisze, że jego dziecku za każdym pobytem na placu wpadała noga w dziurę pomiędzy szczeble nóżka.

Sprawa niby drobna, ale zakończyć się może poważnym złamaniem. Sygnały o tym placu otrzymywaliśmy już wcześniej, ale, i tu bijemy się w piersi, nie trafiły na stronę naszego portalu. Dlatego teraz przyłączamy się do apelu Czytelnika by ktoś z urzędników pilnie zajął się sprawą.

 

(red)


Obelisk ku czci bohaterskiego księdza-żołnierza

Towarzystwo Przyjaciół Przemyśla i Regionu  upamiętniło obeliskiem na cmentarzu wojskowym w Przemyślu bohaterskiego podpułkownika ks. Józefa Panasia. Ten były kapelan Legionu Wschodniego i II Brygady Legionów Polskich z okresu Pierwszej Wojny Światowej, po zajęciu w listopadzie 1918 roku przez wojska ukraińskie prawobrzeżnej części Przemyśla, zorganizował młodych przemyślan do obrony Zasania, a w szczególności mostów i magazynów broni. Brał następnie czynny udział w walkach o Przemyśl i Lwów. W kwietniu 1940 roku został zamordowany przez NKWD we Lwowie. Nieznane jest miejsce jego pochówku.

W uroczystości wzięli udział przedstawiciele miejskich, gminnych i wojewódzkich władz samorządowych, służb mundurowych, a także wojsko z pocztem sztandarowym i kompanią honorową, uczniowie i harcerze oraz liczni mieszkańcy. Poświęcenia obelisku dokonał sufragan archidiecezji przemyskiej, ks. biskup Stanisław Jamrozek.  

Zasługi bohatera, wcześniej w grodzie nad Sanem mało znane, dopiero od ubiegłego roku, dzięki Towarzystwu Przyjaciół Przemyśla i Regionu, są szerzej upowszechniane wśród przemyślan.

Bohaterski ksiądz pochodzący z Odrzykonia, właśnie w Przemyślu ukończył Liceum i Seminarium Duchowne, a mimo to, nie ma tu ulicy swego imienia. Przed dziesięcioma laty z wnioskiem o nadanie jednej z przemyskich ulic imienia ks. ppłk Józefa Panasia bezskutecznie występował Marek Kulpa. Jak mówi: „wtedy rozmawiałem z wieloma osobami, ale nikt o księdzu Panasiu nic nie wiedział i udało mi się zebrać pod wnioskiem tylko 19 podpisów”.   

 W przemyskiej uroczystości wzięła udział delegacja z rodzinnego  miasta księdza Panasia, w tym także jego krewni. W Odrzykoniu ma on swoją tablicę pamiątkową i ulicę swego imienia. Barbara Guzek, prezes Stowarzyszenia Odrzykoniaków i krewna ks. Józefa Panasia z goryczą przyznaje, że w innych polskich miastach jest on praktycznie nieznany.

-Został on faktycznie pominięty w polskiej historiografii. I on sam jakby przepowiedział swój los, bo mottem jego pamiętników były słowa z „Kordiana” Juliusza Słowackiego:  „Imienia mego nie stanie po mnie, tylko echo”. To echo, proszę państwa, ciągle brzmi w Odrzykoniu.

Powstanie obelisku autorstwa przemyskiego rzeźbiarza Mariana Szajdy, zostało wsparte finansowo, oprócz środków własnych Towarzystwa, przez IPN w Warszawie oraz samorząd województwa podkarpackiego. Piotr Pilch, wicemarszałek woj. Podkarpackiego, podkreślał zasługi duchownego dla Polski i w szczególności dla Przemyśla.

 -To jest wielki dzień dla Przemyśla, dla całego naszego regionu. Postać ks. płk Panasia nie jest dobrze znana, i dlatego musimy mówić o tym wielkim polskim patriocie, dzięki któremu Przemyśl i Ziemia Przemyska należą do Polski. 

Towarzystwo Przyjaciół Przemyśla i Regionu odznaczyło repliką „Gwiazdy Przemyśla” szereg nagrobków osób walczących o polskość Przemyśla i Ziemi Przemyskiej. Wydało też książkę ze spisem nagrodzonych przed laty tym honorowym odznaczeniem.

-Jedną z osób odznaczonych „Gwiazdą  Przemyśla” był ks. pułkownik Józef Panaś. Otrzymał on też takie wielkie odznaczenia, jak „Krzyż Obrony Lwowa” i Krzyż „Virtuti Militari”, dwukrotnie zresztą. Jest to wyjątkowa postać, która zasługiwała na to, żeby Towarzystwo upamiętniło ją obeliskiem i żeby Przemyśl o niej pamiętał – mówi Bogusława Pieczyńska, prezes Tow. Przyjaciół Przemyśla i Regionu.

Do upamiętnienia  ks. Józefa Panasia przyłączyło się Pierwsze Liceum im. Juliusza Słowackiego w Przemyślu, które zobowiązało się dbać o stan obelisku, a także uczyniło swego maturzystę z 1907 roku patronem jednej z licealnych sal lekcyjnych.

(tekst i zdjęcia – jb)


Przemyśl wymiera. Niepokojące dane GUS-u.

Podkarpacie jest najlepszym miejscem do życia w Polsce, przynajmniej jeśli brać pod uwagę przeciętną śmiertelność mieszkańców regionu. Główny Urząd Statystyczny podał dane za rok 2017 dotyczące śmiertelności w Polsce, jej przyczyn i rozłożenia geograficznego. Okazało się, że najniższa śmiertelność jest w województwie podkarpackim, a miastem gdzie umiera najmniej ludzi jest Rzeszów- 769 osób na 100 tys. mieszkańców. Na drugim, niechlubnym końcu ogólnopolskiej klasyfikacji znalazła się Łódź, w której rocznie (2017) umiera 1449 ludzi 100 tys. mieszkańców.

Fatalnie wyglądają statystyki w przypadku Przemyśla. O ile w Krośnie umiera rocznie 869 osób na statystyczne 100 tys. mieszkańców, a w Tarnobrzegu 859 osób, to w Przemyślu występuje statystyczna anomalia i alarmująco wysoki poziom zgonów-1102 osób na 100 tys. mieszkańców. Z materiałów GUS-u bezpośrednio nie wynika co może być przyczyną bardzo wysokiej -na tle reszty Podkarpacia-umieralności.

To co nasuwałoby się jako pierwsza możliwa przyczyna zgonów w Przemyślu to niski poziom opieki medycznej w miejscowych placówkach zdrowia. Kolejnym podejrzanym mógłby być smog powodujący szereg schorzeń. Prawda jest jednak bardziej prozaiczna, co wyjaśnił nam Marek Tomczyk z rzeszowskiego oddziału Głównego Urzędu Statystycznego. Wg M. Tomczyka Przemyśl ma wyjątkowo niekorzystną strukturę demograficzną: dużo ludzi starszych i relatywnie małą ilość młodych osób. Występuje zjawisko ucieczki młodych osób do innych miast, w tym do Rzeszowa. Gdy w mieście brakuje młodych ludzi, którzy dochowują się potomstwa, zaczyna spadać liczba ludności, a starsze roczniki niejako ,,odpowiadają” za wysoką umieralność.

Badanie GUS-u dotyczy śmiertelności i nie wyjaśnia przyczyn masowej ucieczki młodych ludzi z naszego miasta. Wskaźniki przekonują bowiem, że młodzi z Przemyśla uciekają chętniej niż młodzież z innych powiatowych miast województwa. Dla przykładu śmiertelność w Stalowej Woli, a więc mieście bardzo podobnym do Przemyśla pod względem potencjału ludnościowego wyniosła 939 osób na 100 tys. mieszkańców.

Badanie wykonano w 2017 roku, a więc przed dojściem W. Bakuna do władzy w naszym mieście. Kolejne badania w następnych latach pokażą czy nowemu prezydentowi udało się zatrzymać negatywny trend.


Lewica przedstawiła kandydatów. Przemyśl potraktowany po macoszemu.

 

Na konferencji prasowej zorganizowanej w Przemyślu Lewica, czyli ugrupowanie tworzone przez Sojusz Lewicy Demokratycznej, Wiosnę Roberta Biedronia i Razem, przedstawiła nazwiska kandydatów, którzy walczyć będą o  mandat poselski. Listę Lewicy w naszym okręgu otwierać będzie Łukasz Rydzik z Oleszyc, który prowadził konferencję i przedstawiał zarysy programu. O Rydziku pisaliśmy już szerzej w kontekście podobieństwa jego nazwiska z ojcem Tadeuszem Rydzykiem z Torunia.

Czytaj tu: Łukasz Rydzik. Kolejne komitety przedstawiły kandydatów.

Na drugim miejscu na liście Lewicy znalazł Gabriel Zajdel z Krosna, który podczas konferencji podkreślił swoje związki z Przemyślem-tu zaczynał swoją zawodową karierę jako dziennikarz w lokalnym radio.

Na trzeci miejscu znalazła się  Monika Mackiewicz-Rossmanith z Sanoka, która jest nauczycielem filozofii i etyki.

Co ciekawe dopiero na czwartym miejscu Lewica wystawia kandydata z Przemyśla- największego miasta w tym okręgu wyborczym, ale również ośrodka miejskiego, który boryka się z największymi problemami demograficznymi i utratą funkcji miejskich. Kandydatem Lewicy z Przemyśla ma być Janusz Jagustyn- były radny miejski i szef Związku Nauczycielstwa Polskiego w Przemyślu.

O macoszym traktowaniu przez Lewicę Przemyśla może świadczyć jeszcze jeden drobny, ale znamienny fakt. Na oficjalnej stronie ugrupowania, prezentującej kandydatów z naszego okręgu wyborczego znalazły się zdjęcia tylko pierwszej trójki: Rydzika z Oleszyc, Zajdla z Krosna i Mackiewicz-Rossmanith z Sanoka. Zdjęcia reszty kandydatów, w tym Jagustyna, nie zostały umieszczone.

Jak powiedział Rydzik, Przemyśl dużo stracił na rzecz Rzeszowa i zadaniem Lewicy będzie decentralizacja urzędów czyli przenoszenie centralnych instytucji z Warszawy do mniejszych miast. Oprócz tego Lewica zamierza powalczyć o wyższe zarobki dla średniego personelu medycznego, prawa pracowników i ekologię. Lewicowcy liczą na co najmniej dwa mandaty z Podkarpacia.


Potrącenie rowerzysty na Dworskiego. Kiedy powstaną bezpieczne ścieżki?

Dziś, po godzinie 12-tej doszło do potrącenia rowerzysty na ulicy Dworskiego przy skrzyżowaniu z ulicą Konarskiego. W zdarzeniu brał udział kierowca samochodu dostawczego na podprzemyskich numerach rejestracyjnych. Na miejscu pracowała ekipa z Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu. Ulica Dworskiego jest niebezpieczna dla rowerzystów ze względu na dużą szybkość nadjeżdżających aut.  

Tymczasem Przemyśl bierze udział w prestiżowym konkursie Rowerowa Stolica Polski. W konkursie, który polega na ,,wykręcaniu" przez lokalnych rowerzystów kilometrów rejestrowanych przez dedykowaną aplikację biorą udział 23 miasta Polski:  Biała Podlaska, Białystok, Metropolia Bydgoszcz, Chorzów, Gniezno, Gorzów Wielkopolski, Grudziądz, Inowrocław, Jastrzębie – Zdrój, Kielce, Koszalin, Leszno, Łomża, Mielec, Nowa Sól, Olsztyn, Ostrowiec Świętokrzyski, Płock, Przemyśl, Suwałki, Świętochłowice, Toruń, Włocławek. Jak piszą organizatorzy na stronie konkursu:

Chcemy wspólnie propagować aktywny wypoczynek i turystykę rowerową, promować jazdę rowerem, jako alternatywny środek transportu oraz wdrażać ideę smart city w miastach

Ciężko jednak poważnie myśleć o mieście przyjaznym dla rowerzystów czy nawet o byciu Rowerową Stolicą Polski w sytuacji, gdy w Przemyślu nie są budowane nowe ścieżki rowerowe, w centrum miasta właściwie ich brak, za to często dochodzi do potrąceń rowerzystów przez samochody. 


Nici z planów Piotra Bakuna. PKW odmówiła rejestracji...

Informowaliśmy kilka dni temu o próbie startu w wyborach parlamentarnych Piotra Bakuna z komitetu Skuteczni Piotra Liroya Marca. Wskazywaliśmy na możliwe celowe działanie kandydata polegające na wykorzystaniu zbieżności nazwisk z popularnym prezydentem Przemyśla i zdyskontowanie tego faktu w wyborach parlamentarnych.

Czytaj tu: Bakun wystartuje do Sejmu?

Z informacji jakie dotarły do nas z Państwowej Komisji Wyborczej w Krośnie wynika jednak, że właściwie pewne jest, iż z planów startu Piotra Bakuna nic nie wyjdzie. Komitet Liroya Marca nie zebrał wymaganych podpisów, a nawet pojawiły się zarzuty, że na listach poparcia rapera znaleźli się nieboszczycy. Oczywiście nie oznacza to, że Piotr Liroy Marzec wiedział o procederze fałszowania podpisów zmarłych osób na swoich listach poparcia. Niewykluczone jest, że niektóre osoby zbierające podpisy samodzielnie dopuściły się fałszerstw, a nawet celowo sabotowały zbiórkę. Komitety wyborcze nie mają bowiem technicznej możliwości sprawdzenia spływających do centrali podpisów pod kątem ich prawdziwości.

Nie ulega jednak wątpliwości, że przynajmniej na Podkarpaciu Liroy i Piotr Bakun totalnie się skompromitowali. Okazało się bowiem, że pełnomocnik Liroya, Piotr Bakun, nie był… pełnomocnikiem ugrupowania. I to także było powodem odmowy rejestracji komitetu.

Dokładnie rzecz ujmując Bakun był pełnomocnikiem dwóch komitetów wyborczych naraz: KWW Bezpartyjni Polacy i KW Skuteczni Piotra Liroya Marca, a prawo możliwość bycia pełnomocnikiem więcej niż jednego komitetu wyklucza. Ponieważ Bakun był pełnomocnikiem zupełnie innego komitetu wyborczego, tym samym nie mógł zgłosić listy podpisów do rejestracji. W uchwale wydanej przez Okręgową Komisję Wyborczą w Krośnie czytamy:

Po rozpoznaniu zgłoszenia Okręgowa Komisja Wyborcza w Krośnie stwierdziła, iż Piotr Stanisław Bakun jest pełnomocnikiem wyborczym KOMITETU WYBORCZEGO WYBORCÓW BEZPARTYJNI POLACY. Państwowa Komisja Wyborcza przyjęła zawiadomienie o utworzeniu tego komitetu wyborczego uchwałą nr 99/2019 r. wydaną w sprawie ZPOW-601-11/19. Zgodnie z art. 96 Kodeksu wyborczego można być pełnomocnikiem wyborczym lub pełnomocnikiem finansowym tylko jednego komitetu wyborczego. Powyższa regulacja stanowi przeszkodę w reprezentowaniu dwóch różnych komitetów wyborczych przez tą samą osobę, niezależnie od tego, czy osoba ta pełni funkcję pełnomocnika wyborczego, czy też została upoważniona do konkretnych czynności podejmowanych w imieniu komitetu wyborczego. Osoba zgłaszająca listę działa bowiem na podstawie umocowania udzielonego przez pełnomocnika wyborczego. Z, powyższych względów upoważnienie udzielone Piotrowi Stanisławowi Bakunowi przez pełnomocnika wyborczego należało uznać za bezskuteczne, a tym samym nie był on osobą uprawnioną do zgłoszenia listy kandydatów na posłów. Do godziny 24.00 w dniu 3 września 2019 r. lista kandydatów na posłów nie została zgłoszona do Okręgowej Komisji Wyborczej w Krośnie przez inną osobę uprawnioną do dokonania tej czynności.


Obsceniczne napisy w centrum. Wątpliwa wizytówka miasta.

Podcień pod budynkiem przy ulicy Dworskiego 18 to, od dawien dawna, miejsce problemowe. Choć jest to centrum miasta, to przechodnie idąc tamtędy przyspieszają kroku. Przyczyna jest powszechnie znana- pod podcieniem gromadzą się grupki młodzieży związanej z subkulturą kibicowską. Ściany podcienia są często upstrzone niewybrednym graffiti, a podłoże systematycznie jest zanieczyszczone niedopałkami, śliną, a nierzadko moczem. Pojawiały się pomysły, by zainstalować porządny monitoring, a nawet by wykwaterować mieszkanie na parterze kamienicy i założyć tam posterunek Straży Miejskiej. Od lat jednak nikt nie jest w stanie poradzić sobie z kłopotliwym podcieniem- okazuje się, że grupki młodzieży w dresach są trwalsze niż kolejne ekipy rządzące miastem.

Przez to miejsce przechodzą codziennie tysiące pieszych. W pobliżu jest ruchliwy przystanek, a miejsce jest na szlaku prowadzącym m. in. do szkół podstawowych i średnich. W godzinach popołudniowych najczęstszym widokiem są grupki idącej szkolnej młodzieży. Z ważnych instytucji znajdujących się w najbliższym otoczeniu wymienić można na przykład Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 2 czyli tzw. Szaszkiewiczówkę, biuro poselskie i kancelarie notarialne.

Tymczasem od jakiegoś czasu tj. co najmniej kilkunastu dni fragment muru zapisany jest wulgarnymi treściami. Napis wykonano sprejem i ewidentnie ktoś kto przelał swoje uczucia do wrogiego klubu na ścianę budynku to kibol piłkarski. Miejsce jest tak eksponowane, że niemożliwe jest by napisu nie zauważyli patrolujący ulice strażnicy miejscy czy urzędnicy miejscy przemieszczający się chodnikami miasta. Jednak najwidoczniej nikomu nie przeszkadzają treści na kamienicy zarządzanej przez miejską spółkę Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej sp. z o.o, bo napis istnieje w sobie w najlepsze.


Tablica ku czci UPA w Radrużu

 

Przed kilkoma dniami na zabytkowym cmentarzu grekokatolickim, obok słynnej cerkwi w Radrużu koło Horyńca, pojawiła się nowa tablica ku czci członków Ukraińskiej Powstańczej Armii. Napis na tablicy jest wyłącznie w języku ukraińskim. A oto tłumaczenie napisu w języku polskim: „Tu spoczywają żołnierze Ukraińskiej Powstańczej Armii, polegli w walce za wolną Ukrainę, wieś Radruż 1946 r. Wieczna o nich pamięć.”

Tablica została wklejona w puste miejsce po dawnej tablicy na nielegalnie wzniesionym przed kilkoma laty pomniku. Tablica owa, usunięta później przez nieznaną osobę, wymieniała z nazwiska pięciu bojowników UPA z Radruża, jako rzekomo tu pochowanych.

Nieczynny zabytkowy cmentarz jest własnością Muzeum Kresów w Lubaczowie. Dyrektor Muzeum, Tomasz Róg, przypomina, że „symbolika UPA i jakiekolwiek upamiętnienia dotyczące tej formacji, uznawanej w Polsce za zbrodniczą, są nielegalne”. Wyklucza on możliwość pozostawienia na cmentarzu tej tablicy i pomnika. Uważa jednak, że najlepszym wyjściem z sytuacji byłoby przeprowadzenie ekshumacji, która sprawdziłaby, czy rzeczywiście pomnik kryje mogiłę członków UPA, czy jest tylko ich symbolicznym upamiętnieniem.

Dyrektor rzeszowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej , Dariusz Iwaneczko, nie przesądza czy dojdzie do przeprowadzenia ekshumacji, ponieważ decyzję w tej sprawie może podjąć tylko centrala IPN w Warszawie. Popiera on jednak ten pomysł. Gdyby okazało się, iż pod pomnikiem znajdują się szczątki członków UPA, to – jak mówi – „należałoby je przenieść na normalny cmentarz i dokonać pochówku zgodnie z zasadami chrześcijaństwa, czyli krzyż, imię i nazwisko oraz daty urodzin i śmierci, jeśli udałoby się je ustalić, ale bez jakiejkolwiek gloryfikacji zbrodniczej formacji”.

Starosta lubaczowski, Zenon Swatek, ma dobre relacje z partnerskim Jaworowem na Ukrainie. Przyznaje, że nie chciałby żadnych zadrażnień ze stroną ukraińską, bo – jak mówi – „nam też zależy na upamiętnianiu naszych miejsc na Ukrainie”. Podkreśla jednak, że tutaj wszelkie upamiętnienia muszą być dokonywane zgodnie z polskim prawem, i że „nie możemy zgodzić się z tym, aby na naszym terenie upowszechniać treści związane z nacjonalizmem i faszyzmem”.

Zdaniem Marka Kulpy, przed dwoma laty organizatora rozbiórki nielegalnego pomnika ku czci UPA w Hruszowicach, sprawa nielegalnych upamiętnień UPA w Polsce nie została do tej pory rozwiązana. W istocie właściciel terenu, na którym powstaje nielegalne upamiętnienie, powinien albo je zalegalizować, albo po prostu rozebrać. Skoro jednak – jak mówi – do tej pory ani organy państwa polskiego, ani właściciele gruntów nie potrafili rozwiązać kwestii tych nielegalnych upamiętnień, to „ponownie strona społeczna będzie musiała zabrać głos w tej sprawie”.

Zauważmy, że to nowe upamiętnienie UPA w Radrużu dokonało się akurat w momencie, gdy nowy prezydent Ukrainy zapowiada zniesienie obowiązującego od dwóch lat zakazu polskich ekshumacji na terytorium jego państwa. Komuś za wschodnią granicą taka perspektywa najwyraźniej nie odpowiada.

Tekst i zdjęcia – Jacek Borzęcki