„Rembrandt” z Krzywczy

Karol Palczak – to nazwisko staje się w polskim świecie sztuki coraz bardziej rozpoznawalne. Urodzony w 1987 roku, absolwent ASP w Krakowie (ukończył ją w roku 2015), zdobył Grand Prix w I Krakowskim Salonie Sztuki w roku 2018, a w listopadzie 2019 – Grand Prix w prestiżowej Bielskiej Jesieni. A zaczęło się w roku 2017 od krakowskiej Galerii ”Potencja”, gdzie po raz pierwszy został zauważony i doceniony. Nie interesuje go abstrakcja i sztuka konceptualna, lecz malarstwo figuratywne. Jest – jak mawia o sobie - „prostym chłopem’’ i natchnienie czerpie z natury. Stąd w jego twórczości tak charakterystyczne dla wiejskiego pejzażu dymy ognisk i spowite w nie postaci, zwierzęta gospodarskie, kolby kukurydzy czy portrety mieszkańców wsi przy ich codziennych zajęciach.

Co wyróżnia Pana twórczość na tyle, że został Pan dostrzeżony przez autorytety, takie jak choćby Piotr Rypson czy Anda Rottenberg, którzy zasiadali w jury Bielskiej Jesieni?

Trudno mi to samemu oceniać. Mogę jedynie powołać się na protokół Jury, gdzie padły określenia: autentyzm, sprawny warsztat, wyróżniająca technika i to, że opowiadam o wsi w sposób niedosłowny...

Na egzamin do krakowskiej ASP przytaszczył Pan namalowane na ciężkich dechach obrazy, zapakowane w parciane worki. Mówi Pan o sobie, że jest „prostym chłopem ze wsi”… A przecież skończył Pan elitarną uczelnię, do której w dodatku dostał się za pierwszym podejściem. Czy nie ma w tym odrobiny kokieterii?

Może i trochę jest… Nie żyję przecież z pracy na roli. Ale wykształcenie nie przekreśla tego, że wyrastam z tej ziemi i kocham naturę, wieś. Miasto męczy mnie i nudzi. Miasto jest dla ludzi, którzy mają pieniądze. Do Akademii dostałem się faktycznie za pierwszym podejściem – i to aż dwa razy, bo gdy zdawałem po raz pierwszy, nie miałem jeszcze matury. Musiałem ją zdać i dopiero wrócić. Bez egzaminu wstępnego oczywiście się nie obeszło.

Jak wygląda egzamin do Akademii?

Pierwszy etap to prezentacja własnych prac. Jeśli się go przejdzie, przystępuje się do malowania - martwa natura, akt. Etap trzeci to rozmowa kwalifikacyjna.

Czy miał Pan jakieś wcześniejsze przygotowanie plastyczne?

Byłem raczej samoukiem. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej i Gimnazjum w Krzywczy, poszedłem do Liceum Plastycznego w Jarosławiu. Ale je porzuciłem… Bo ja chciałem malować, a nie uczyć się teorii. Żeby mieć na to więcej czasu, przeszedłem jeszcze przez „gastronomik” i technikum mechaniczne. Ale to ciągle nie było to... Maturę zdałem w końcu w Liceum w Dubiecku.

Pamięta Pan swoje najwcześniejsze „dzieła” z dzieciństwa?

Namalowałem kiedyś na konkurs kopię „Stworzenia Adama”. Próbowałem też skopiować „Bitwę pod Grunwaldem”. Uważam, że wyszło całkiem nieźle, ale jakoś nie zostało docenione. Z plastyki miałem w szkole dwóję…

Trochę to dziwne, bo już podczas studiów w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, nazywano Pana ( i to bez żadnej ironii) „Rembrandtem z Bieszczad”. My wiemy, że miejsce, z którego się Pan wywodzi, to jeszcze nie Bieszczady, więc pozostańmy przy „Rembrandcie z Krzywczy”… Przy tej okazji spytam o Pańskie fascynacje sztuką dawnych mistrzów, szczególnie holenderskich.

Odpowiem krótko – jak się uczyć, to od najlepszych! Zresztą mam to do dziś, że tylko na te najwybitniejsze dzieła mogę patrzyć z przyjemnością. W innych – zwłaszcza własnych obrazach – widzę głównie błędy. Dlatego unikam ich oglądania.

Proszę powiedzieć, jak czuł się Pan, jako człowiek z tzw. prowincji, w tym dość specyficznym krakowskim, artystycznym światku, w którego łaski często niełatwo się wkupić…

Byłem trochę odludkiem, żółtodziobem, z innego środowiska. Ale w akademiku miałem przyjaciół. Nikt nie traktował mnie źle. Wszyscy byliśmy równi. Malarstwo to ciężki kawałek chleba. Ludzie poświęcają wiele i często niewiele z tego mają… Bo rzeczywistość bywa brutalna - jeśli nie osiągnąłeś czegoś w młodości, to przepadłeś. Niekiedy czują się samotni i zagubieni. Jest jeszcze rzecz zupełnie prozaiczna – farby są toksyczne i źle wpływają na układ nerwowy. Jedyne na co można liczyć, to wsparcie przyjaciół. Tak w ogóle, to lubię środowisko artystyczne, choć bywa ono dziwne. Czasem pojawia się zazdrość, ale jest i pozytywna rywalizacja. W każdym razie dziś nie jestem outsiderem – mam przyjaciół i jestem wśród swoich. Odnosi się to zwłaszcza do środowiska skupionego wokół Galerii Potencja. Utrzymuję też kontakty z niektórymi profesorami z ASP.

Postanowił Pan jednak pozostać w Krzywczy i tu tworzyć. Czy stąd – z tej ziemi, z tego krajobrazu wyrasta Pana talent? Czy tu znajduje Pan natchnienie?

Najlepiej maluje mi się właśnie tutaj. Obraz, żeby był prawdziwy, musi być stąd. Nie lubię awangardy, jest dla mnie nudna, nie lubię tworzyć w mieście…

Czy bywa tak, że żal Panu rozstać się z jakimś obrazem?

Oczywiście, że tak. Niektórych nie sprzedam nigdy. Kilku żałuję do dziś…

Powiedział Pan, że dobra farba staje się światłem. Ale by dojść do tego światła, trzeba się nieźle natrudzić. W Akademii spotkał Pan wielu znakomitych Mistrzów, jak choćby profesorowie Janusz Matuszewski czy Bogumił Książek, ale jednak z techniki malarstwa, tworzenia farb, musiał się pan samodzielnie dokształcać, poszukiwać na własną rękę…

Tak, to prawda - farba staje się światłem. Ale to wymaga pracy i poszukiwań. Krajowej literatury na temat tworzenia farb jest niewiele. Robię je najczęściej sam, bo tylko w ten sposób mogę osiągnąć w malarstwie zamierzone efekty. Najlepsze są te pigmenty, które zawierają minerały, szczególnie kamienie szlachetne i półszlachetne – maleńki słoiczek pigmentu kosztuje ok. 300 złotych. Do tego różnego rodzaju oleje… Ciągle eksperymentuję. Lubię farby olejne, bo jest w nich potencjał. Przy ich pomocy najlepiej można wyrazić piękno.

Maluje Pan tylko na płótnie?

Nie, jest jeszcze blacha. Nie trzeba jej gruntować, wystarczy trochę przygotować i potrzeć sokiem wyciśniętym z czosnku. Tak przygotowana jest bardzo gładka i nie wchłania tak mocno farby, na blasze widoczny jest mój każdy najdrobniejszy gest. Kiedyś malowano na ocynkowanych blachach np. portrety trumienne, dlatego są takie trwałe. Te obrazy też mogą tyle przetrwać.

Czy przygotowuje Pan obecnie jakąś wystawę?

Tak... Muszę namalować przynajmniej 30 obrazów. Do maja pozostało niecałe 5 miesięcy, więc maluję codziennie przynajmniej po 10 godzin. To, wbrew pozorom, ciężka i wyczerpująca praca. Ale muszę temu podołać, skoro dostałem od losu szansę. Aby utrzymać kondycję i przewietrzyć się od toksycznych oparów, terpentyny czy np. rtęci zawartej w farbach, muszę się relaksować na świeżym powietrzu: rąbię drzewo, uprawiam sport, również boks. Własnoręcznie też adaptuję starą stodołę na pracownię. Bo moja obecna, niewielka, mieści się na poddaszu domu.

Dostał Pan jakieś propozycje od lokalnych, podkarpackich galerii?

Jak do tej pory, nie. Współpracuję głównie z galeriami w Krakowie i Warszawie. A sam planuję zrobić wystawę w Krzywczy. Ale nawet gdyby moje obrazy nie wzbudzały zainteresowania – choć przecież maluję dla ludzi i cieszę się, że je kupują – i tak bym malował. Bo to moja pasja. Moje życie.

sa

Obrazy umieszczono za zgodą autora. 

 


Lucyna Podhalicz przestaje być wicewojewodą. Zastąpi ją Jolanta Sawicka.

Dzisaj Lucyna Podhalicz została odwołana przez premiera Mateusza Morawieckiego z funkcji zastępcy wojewody. 

Na wniosek wojewody podkarpackiej Ewy Leniart premier powołał na jej zastępcę przemyślankę Jolantę Sawicką.

Jolanta Sawicka (na zdj. po lewej) karierę rozpoczynała w Przemyślu. Z wykształcenia jest prawnikiem. W latach 2003 – 2015 pracowała w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Przemyślu. Od 2015 r. do 2016 r. była zastępcą naczelnika w wydziale kontroli UM w Przemyślu. Od 2016 do 2019 roku pełniła funkcję dyrektora Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Rolniczego w Rzeszowie.

 

zdj.UW w Rzeszowie

 


Zbliża się rozbudowa Podziemnej Trasy Turystycznej

W 2012 roku otwarto pierwszą część przemyskich podziemi - Piwnicę Artystyczną pod Niedźwiadkiem. Prace przy kolejnym odcinku prowadzone były do 2015 roku, a ich finansowanie pochodziło ze środków budżetu miasta oraz Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Wygląda na to, że to nie koniec rewitalizacji Podziemnej Trasy Turystycznej. 

Czytaj także: Podziemna Trasa Turystyczna w Przemyślu zostanie rozbudowana

Obecnie trwają postępowania przetargowe dotyczące planowanej rozbudowy Podziemnej Trasy Turystycznej. Zadanie to mają realizować wspólnie Urząd Miejski i Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej.

Otwarto już oferty. Na realizację inwestycji w części przypadającej na Muzeum wpłynęło ich 9. Najtańszy oferent zaproponował cenę 673,3 tys. zł a najdroższy 1 697 400 zł, inni oferenci natomiast - po ok. 700 tys. zł, 800 tys. zł, 900 tys. zł i ponad 1 mln zł. Muzeum przewiduje wydatek rzędu ok. 1,656 mln zł na prace obejmujące m. in. piwnice budynku Rynek 9 oraz wybrane pomieszczenia budynku przy ul. Serbańskiej 7, a także remont elewacji frontowych tych budynków.

Część projektu przypadająca na MNZP ma zamykać się kwotą 3 805 628 zł, przy czym dofinansowanie wyniesie 1 791 182 zł.
Miasto natomiast otrzymało 3 oferty od potencjalnych inwestorów zastępczych i obecnie trwa ich analiza. W marcu br. Urząd Miejski planuje ogłoszenie przetargu na wykonawców robót. Harmonogram modernizacji trasy podziemnej uległ pewnej zmianie, jednak przewiduje się, że nie zagrozi to dotrzymaniu terminu jej zakończenia, planowanego na wrzesień 2021 roku.

Całość prac związanych z rozbudową i modernizacją Podziemnej Trasy Turystycznej w Przemyślu pochłonie ponad 13 mln złotych, przy czym dofinansowanie w ramach projektu Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podkarpackiego na lata 2014–20 wyniesie 8 726 313 złotych.

Projekt zakłada przeprowadzenie prac adaptacyjnych i aranżacyjnych w budynkach i obiektach oraz utworzenie dalszej, podziemnej trasy turystycznej, która będzie obrazować podziemne miasteczko XVI i XVII - Złotego Wieku dla Przemyśla.

Jedną z atrakcji będzie możliwość przejścia odrestaurowanym dawnym kolektorem sanitarnym i dobudowanym łącznikiem wprost do Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej.

Z uwagi na realizację projektu od 1 stycznia do 31 marca 2020 r. Przemyskie Podziemia będą czynne od poniedziałku do niedzieli od 10.00 do 15.00 (ostatnie wejście 14.30).

 

 sa


Jaka jest sytuacja finansowa szpitala? Nie wygląda to dobrze.

Na ostatniej sesji sejmiku województwa przedstawiono oficjalny dokument, który ukazuje sytuację podkarpackich szpitali, w tym szpitala im. Ojca Pio w Przemyślu. Dokument podpisany przez członka zarządu województwa Stanisława Kruczka, dostarcza wiarygodnych informacji na temat zadłużenia przemyskiego szpitala, sytuacji finansowej i programu wyjścia z długów.

W związku z trudną sytuacją szpitali na Podkarpaciu samorząd województwa podjął działania naprawcze. W przypadku szpitala w Przemyślu sytuacja wygląda szczególnie źle. Spośród podkarpackich szpitali Przemyśl w zadłużeniu ustępuje tylko szpitalom rzeszowskim. Sposobem wyjścia z problemu ma być wzięcie kredytu restrukturyzacyjnego. Szpital właśnie jest w trakcie załatwiania takiego kredytu w państwowym Banku Gospodarstwa Krajowego. A potrzeba aż 93 milionów złotych, by szpital na Monte Cassino wyszedł na prostą. By uzyskać tak olbrzymi kredyt potrzebne jest odpowiednie zabezpieczenie, a tym może być obciążenie hipoteki nieruchomości będących w posiadaniu samorządu województwa. Z dokumentu wynika, że zastawem dla kredytu byłby przemyski szpital i nieruchomości w Rzeszowie, a także G2 Arena Centrum Kongresowo-Wystawiennicze w podrzeszowskiej Jasionce.

Przyczyną części problemów są – wg dokumentu- m.in. podwyżki wynagrodzeń wywalczone przez pracowników szpitala w wyniku protestów i  ,,strajków hybrydowych”.

Obecna sytuacja finansowa jest bardzo trudna. Ze względu na zaległości płatnicze dostawcy szukając sposobów na odzyskanie należności stosują blokady dostaw, zwłaszcza materiałów medycznych i leków-głosi dokument

Zobowiązania przemyskiej lecznicy na koniec 2019 roku wyniosły 126 milionów złotych, z czego zobowiązania wymagalne to ponad 24 miliony złotych. Załatwiany kredyt restrukturyzacyjny w BGK ma zaspokoić wierzycieli. Aktualnie szpital, by ratować sytuację i spłacać należności np. wobec ZUS, korzysta z kredytów i pożyczek komercyjnych, w tym, jak wynika z dokumentu, wziętych także w instytucjach spoza sektora finansowego.

W czwartek w sprawie przemyskiego szpitala odbędzie się w Przemyślu, organizowany przez opozycję, tzw. Okrągły stół .


Olimpiada integracyjna

Motto: Pragnę zwyciężyć - lecz jeśli nie będę mógł zwyciężyć, niech będę dzielny w swym wysiłku

Sportowych emocji, dobrej zabawy i rywalizacji fair play życzyli uczestnikom - prezydent Przemyśla Wojciech Bakun i dyrektor POSiR Greta Ostrowska, podczas otwarcia V Integracyjnej Olimpiady Sportowej, która odbyła się w przemyskiej hali sportowej,28 stycznia br.

Młodzi sportowcy występowali w parach łączących osoby z niepełnosprawnością z osobami wspomagającymi (9 par tworzyli rodzice ze swoimi dziećmi). Rozegrano 5 konkurencji: sprinterska jazda na czas na trenażerze rowerowym, bieg wahadłowy, odbijanie lotek ( gra na Leopardzie - maszynie do treningu badmintona), kręgle i rzut woreczkiem do celu.

Ideą Olimpiady było nie tylko rozbudzanie w dzieciach i młodzieży ducha sportowej rywalizacji, ale przede wszystkim zintegrowanie niepełnosprawnych ze środowiskiem ludzi nieobarczonych problemami zdrowotnymi, a także wytwarzanie głębszych więzi rodzinnych i społecznych – bo wśród kibiców, którzy licznie przybyli i gorąco dopingowali, byli rodzice i uczniowie szkół.

Do sportowej rywalizacji przystąpili uczniowie Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 1 w Przemyślu, trenujący uczestnicy olimpiad specjalnych oraz zawodnicy z Klubu Olimpiad Specjalnych ”Piąteczka” z Jasła. W sumie 100 uczestników. A wspomagali i kibicowali uczniowie ze Szkoły Podstawowej nr 14 im. Zjednoczonej Europy oraz Niepublicznej Szkoły Podstawowej im. Heleny Modrzejewskiej w Przemyślu.

Zawodnicy startujący w olimpiadach dla niepełnosprawnych składają przysięgę, która brzmi: „Pragnę zwyciężyć - lecz jeśli nie będę mógł zwyciężyć, niech będę dzielny w swym wysiłku”. I oni naprawdę czy to podczas treningu, czy rywalizacji, dają z siebie więcej, niż moglibyśmy oczekiwać - powiedział prezes UKS „Gladiator” Piotr Pająk, nauczyciel wychowania fizycznego w SOSW nr 1 w Przemyślu. - Warto dodać, że w naszym klubie „Gladiator” mamy sportowy program integracyjny dla dzieci i rodziców. I stąd właśnie wzięły się startujące w olimpiadzie pary rodzinne.
Chcę podkreślić i docenić wkład Fundacji PZU, która wspiera olimpiady integracyjne. Ta właśnie V Olimpiada, była zwieńczeniem realizowanego w naszym ośrodku półrocznego programu w ramach Projektu „Młodzi Niepełnosprawni - Sprawni z Fundacją PZU”.

Na podium V Integracyjnej Olimpiady Sportowej stanęły trzy pary: I - Bogdan Wojdyła (SOSW nr 1) - Wiktor Lach (SP nr 14), II - Adam Puchalski (SOSW nr 1) - Michał Bukład (SP im. H. Modrzejewskiej), III - Michał Kamiński (SOSW nr 1) - Gracjan Wachta (SP nr 14).
A wszyscy uczestnicy Olimpiady otrzymali medale i dyplomy, bo przecież „byli dzielni w swym wysiłku”. 

sa

Zdjęcia - A. Czereba, UM 


Wstąp do armii. Dobre zarobki, stabilne warunki i żołnierska przygoda.

 

,,Zostań żołnierzem Rzeczypospolitej" to kampania mająca na celu nakłonienie młodych Polaków do wstąpienia do służby wojskowej. W Przemyślu spotkaliśmy żołnierzy Wojskowej Komendy Uzupełnień w Jarosławiu, którzy przekonują, że zawód wojskowego to dobry wybór.

Wojskowi prowadzą swoją akcję w miejscach odwiedzanych przez młodych ludzi. We wtorek był to Plac Niepodległości, od środy żołnierze będą w okolicach sztucznego lodowiska przy ul. Sanockiej.

Major Damian Bytner w prosty i przejrzysty sposób przedstawia zalety wstąpienia do ,,woja". Wojsko Polskie to solidny, pewny pracodawca. Młody, początkujący żołnierz dostanie na starcie około 2500 złotych ,,na rękę", a potem, wraz z wysługą lat i awansami zarobki rosną. Do tego dochodzi dodatek mieszkaniowy, pozwalający się lepiej zagospodarować  żółnierzowi. Po 25 latach służby, wojskowy ma prawo do emerytury- w  wieku czterdziestuparu lat można się więc cieszyć dużą ilością wolnego czasu. Niebagatelnym motywem może być przygoda żołnierska dla tych, którzy cenią sobie adrenalinę w życiu.

Warto dodać, że w tym roku żołnierze Wojska Polskiego mają otrzymać podwyżki. Według danych Ministerstwa Obrony Narodowej średnie wynagrodzenie w WP wynosi 6100 złotych. Dobre perspektywy rysują się też dla tych żołnierzy, którzy posiadają wyższe wykształcenie i znają język angielski- przed nimi otwiera się ścieżka awansów oficerskich.    

Wojsko potrzebuje nowych żołnierzy. Kampania ma zachęcić młodych ludzi, by planując swoją przyszłość, wzięli pod uwagę możliwość bycia żołnierzem zawodowym, we wszystkich rodzajach sił zbrojnych (wojskach lądowych, specjalnych, lotnictwie, marynarce wojennej, obronie terytorialnej), w służbie zawodowej i w rezerwie oraz we wszystkich korpusach osobowych - szeregowych, podoficerów i oficerów. 

 

 


Czy paczki z Chin są monitorowane w Przemyślu?

Od wielu dni głównym tematem medialnym jest epidemia koronawirusa w chińskim mieście Wuhan. Według oficjalnych danych chińskich na tajemniczą chorobę zmarło ponad 100 osób, a około 5 000 choruje. Nieoficjalne relacje mówią o zaniżaniu przez chińskie władze liczby zachorowań, a chorych ma być ponoć 10 000 osób. Pierwsze zakażenie koronawirusem odnotowano też w Niemczech.

Natychmiast w przestrzeni medialnej pojawiło się zagadnienie bezpieczeństwa użytkowników chińskich platform zakupowych takich jak Alibaba czy Alieexpress. Portal Przemyski zwrócił się do podkarpackiej Krajowej Administracji Skarbowej z pytaniem o bezpieczeństwo i kontrolę przesyłek pocztowych przychodzących z Chin do Przemyśla.
Według Edyty Chabowskiej z podkarpackiej KAS, Podkarpacki Urząd Celno-Skarbowy w Przemyślu współpracuje w tej sprawie Państwowym Granicznym Inspektorem Sanitarnym w Przemyślu.

Zgodnie z obowiązującymi procedurami na stanowiskach pracy, które mogą być narażone na rozprzestrzeniania się zagrożeń epidemiologicznych stosowane są zabezpieczenia w postaci środków ochrony indywidualnej, odzieży i obuwia roboczego oraz zwracana jest szczególna uwaga na zachowanie zasad higieny - Edyta Chabowska, KAS.

Według aktualnej wiedzy KAS-u i Głównego Inspektora Sanitarnego koronawirus przenosi się drogą kropelkową. Konieczny jest zatem żywy nosiciel wirusa, ponieważ wirus nie ,,przeżyłby" długiej podróży w paczce z Chin bez odpowiedniej wilgotności i temperatury.

Osobną kwestią jest to, czy wirus może być przenoszony przez żywe zwierzęta przemycane z Dalekiego Wschodu. We wrześniu ub. roku informowaliśmy o przemycie egzotycznych zwierząt zatrzymanym na przejściu granicznym w Korczowej. Według informacji prasowych pierwotnym centrum zakażeń koronawirusem był targ z owocami morza w Wuhan.

Czytaj tu: Wielki przemyt egzotycznych zwierząt.

 

biw

zdj.il canva


Awantura w radzie miejskiej. Czy MZK grozi upadłość?

Zupełnie niespodziewany przebieg miała ostatnia sesja rady miejskiej, którą zdominowała niezaplanowana w obradach sprawa Miejskiego Zakładu Komunikacji. Wniosek o podjęcie rezolucji zaproponował radny Maciej Kamiński (PiS), który poinformował, że w ub. piątek w MZK odbyło się spotkanie pracowników z radnymi i prezydentem miasta, które wydawało się- zdaniem radnego- wielce niepokojące.

Według Kamińskiego MZK ma poważny problem finansowy, który może skończyć się upadkiem zakładu, w którym pracuje 137 pracowników. Kamiński poinformował, że zakład ma 3,5 miliona zadłużenia, dlatego zaproponował wszystkim radnym podjęcie rezolucji. Istnieje też-wg Kamińskiego- groźba konieczności zwrotu 20 mln złotych z powodu zerwania ciągłości projektu unijnego na rozwój transportu w mieście.

Kamiński wsadził kij w mrowisko. Propozycja radnego została skrytykowana przez przewodniczącą rady Ewę Sawicką, która zarzuciła swojemu zastępcy działanie z zaskoczenia i przedstawianie pomysłów bez uzgodnienia z szefową rady. Na odsiecz Kamińskiemu ruszył radny Janusz Zapotocki:

Byłem na tym spotkaniu i napawa mnie to wszystko obawą. Jeżeli MZK mówi, że jeśli do następnego tygodnia nie zostanie zapłacone 330 tysięcy złotych, to wierzyciel może złożyć wniosek o upadłość. A wtedy będzie już za późno- Janusz Zapotocki

Zaległość MZK to płatność za paliwo dla prywatnej spółki. Jednak prezydent Wojciech Bakun ripostował, że pod koniec 2018 roku łączna kwota przeterminowanych faktur na rzecz dostawcy paliw wynosiła prawie 2 miliony złotych, a teraz tylko 300 tysięcy.

Sytuacja pod koniec grudnia 2018 była znacznie bardziej tragiczna niż w tej chwili-Wojciech Bakun

Radny Kamiński przedstawił jednak szacunkowe wyliczenia MZK, według których, jeśli spółka nie zostanie wsparta kwotą około 400 tysięcy złotych to ,,może w niej być bardzo źle". Wojciech Błachowicz (PO) oczekiwał z kolei na przedstawienie przez prezydenta W. Bakuna sposobu w jaki spółka może uniknąć wniosku o ogłoszenie upadłości.

W dalszym ciągu dyskusji pojawiały się wzajemne oskarżenia radnych i prezydenta o manipulowanie faktami i ,,bicie piany". Pojawiła się też sugestia, że przedstawianie na forum rady rzekomo złej sytuacji MZK to możliwe zabiegi prywatnej konkurencji przewozowej.  Ostatecznie radny Kamiński wycofał się z pomysłu rezolucji ws. MZK, jednak zamiast tego zostanie zwołana specjalna sesja RM w tej sprawie.

Dyskusja wokół MZK trwała około 3. godzin. Opóźniło to zaplanowane wystąpienia przewodniczących rad osiedli. Jeden z nich, Henryk Hawryś z zarządu osiedla Przemysława, wyraźnie rozeźlony straconym czasem, zaproponował by sesje rady miejskiej zwoływać pod koniec tygodnia, bo jeśli są zwoływane w poniedziałki, to ,,od tego jałowego gadania" boli przez cały tydzień głowa.

 

zdj.A. Czereba,UM

uzi


Niekończące się problemy MZK. Czy będzie sesja nadzwyczajna?

O problemach przemyskiego MZK pisaliśmy już nie raz. Sytuacja robi się coraz poważniejsza, zakład - jak określają niektórzy radni - jest w dramatycznej sytuacji.

Czytaj także: 

Co będzie z autobusami linii nr 2 i 3 – pojadą czy nie?

Protestują w MZK

W poniedziałek 27 stycznia, po 3 godzinnej dyskusji podczas sesji Rady Miejskiej, radni zwrócili się do przewodniczącej Ewy Sawickiej o zwołanie nadzwyczajnej sesji RM, podczas której przyjęta miałaby zostać rezolucja w sprawie sytuacji w Miejskim Zakładzie Komunikacji sp. z o.o.

Jak wynika z przedstawionego projektu rezolucji, 24 stycznia w siedzibie MZK odbyło się spotkanie zorganizowane przez związki zawodowe, w którym udział wzięli przedstawiciele władz miasta, województwa, klubów radnych i władze spółki. Przedstawiono sytuację MZK - spółce może grozić upadłość, a zadłużenie to około 3,5 mln złotych. Istnieje także ryzyko zwrotu przez miasto środków pozyskanych z RPO 2014-2020 na rozwój transportu publicznego w kwocie około 20 mln złotych w przypadku niezachowania okresu trwałości projektu. Z informacji wynika także, że jeżeli spółka w najbliższych dniach nie spłaci części zadłużenia, może nastąpić początek procesu jej upadłości. 

W § 2 i 3 projektu rezolucji czytamy: 

Radni Rady Miejskiej (...) zwracają się do Prezydenta Miasta Przemyśla, który reprezentuje jedynego właściciela Spółki – Gminę Miejską Przemyśl - o dołożenie należytych starań, aby istniejące problemy zostały jak najszybciej i skutecznie wyeliminowane. Jednocześnie prosimy o znalezienie konkretnego rozwiązania, które przyczyni się do zażegnania obecnego kryzysu w MZK i uchronienia przed ewentualną likwidacją 137 miejsc pracy. Mając na uwadze fakt, że zakład pracy z ponad kilkudziesięcioletnią tradycją obsługuje mieszkańców naszego miasta i okolic w zakresie publicznego transportu zbiorowego musimy zrobić wszystko żeby ustabilizować sytuację zarówno teraz jak i na przyszłość w Miejskim Zakładzie Komunikacji w Przemyślu. Aktualne zadłużenie Spółki wynika wyłącznie z kosztów generowanych na świadczeniu podstawowego zadania spółki jakim jest zapewnienia publicznego transportu publicznego. (...)

Zobowiązuje się Prezydenta Miasta Przemyśla do podjęcia odpowiednich kroków w tym zakresie – w tym także rozważenia dokapitalizowania Spółki (...). 

Nadzwyczajna sesja odbyć ma się do 7 dni. 

 

am


Komediowa opowieść na scenie Zamku Kazimierzowskiego

16 lutego o godz. 18:00 zapraszamy na salę widowiskową Zamku Kazimierzowskiego w Przemyślu na spektakl “Miłość i Zdrada” w wykonaniu aktorów Teatru Nowego Nowy Sącz.

https://www.youtube.com/watch?v=1bJ-n79REP0

Spektakl w formie jednoaktowej, komediowej opowieści o relacjach damsko – męskich w reżyserii Krzysztofa Pomietło, na podstawie tekstu Lecha Orwicza – Brodzińskiego.

Uzdolniony pisarz nie może dokończyć swojego dzieła pt.: “Miłość i zdrada”. Za namową przyjaciela postanawia czerpać inspiracje ze swojego życia. Niespodziewanie bohaterami jego powieści stają się osoby z najbliższego otoczenia – żona, przyjaciółka, a także...nieznajomy

Reżyseria: Krzysztof Pomietło
Obsada:

  • Violetta Romul – Pomietło
  • Paweł Kowalczyk
  • Józef Więcławek
  • Gracja Niedźwiedź
  • Krzysztof Salawa

Bilety w cenie 50 zł normalny, 40 zł ulgowy do zakupu na kupbilecik.
Więcej informacji 793 397 984 oraz 506 205 595

 

 Artykuł sponsorowany