Rzeź podprzemyskich lasów? Sprowadzono kombajn do wycinki.
Aktywiści inicjatywy Dzikie Karpaty alarmują, że w nadleśnictwie Krasiczyn trwa wycinka drzew za pomocą kombajnu leśnego o wysokiej wydajności. Maszyna nazywana harvester ( ang. żniwiarz) została-jak wynika z komunikatu Dzikich Karpat-sprowadzona przez Lasy Państwowe w okolice Krasiczyna niedawno. Aktywistom udało się wykonać dokumentację fotograficzną pracy kombajnu.
W opinii przyrodników, maszynowa wycinka drzew pogłębia problemy ekologiczne podkarpackich lasów. Ciężkie pojazdy rozjeżdżają glebę, tworząc koryta, którymi szybko odpływa woda. Powoduje to jałowienie lasu i erozję ziemi. Harwester jest w stanie wyciąć-według informacji medialnych -nawet 200 drzew dziennie.
Użycie harwesterów stało się zarzewiem protestów społecznych w 2017 roku na terenie Puszczy Białowieskiej. Tam ekolodzy, ale także lokalna społeczność, sprzeciwili się użyciu kombajnów w pracach leśnych. Po blokadzie maszyn przez aktywistów, Lasy Państwowe wycofały się z części wycinek. Po całej akcji, sąd uniewinnił blokujących prace leśne aktywistów.
Dzikie Karpaty informują, że lasy Podkarpacia to relikt dawnej puszczy karpackiej o wyjątkowych walorach przyrodniczych. Tymczasem harwester wycina drzewa, w koronach których mogą gniazdować ptaki i inne zwierzęta. Prawo jednak pozwala Lasom Państwowym na wycinkę w okresie lęgowym.
Łukasz Synowiecki z Dzikich Karpat liczy, że Lasy Państwowe się opamiętają i wycofają harwestera z Podkarpacia. Oprócz argumentów ekologicznych, wskazuje, że harwester to zagrożenie dla lokalnych społeczności, w których bardzo wiele osób pracuje w lesie i utrzymuje z tej pracy rodzinę. Kombajn automatyzuje wycinkę, więc tradycyjni drwale i pilarze staną się wkrótce zbędni. Lasy Państwowe dotychczas chętnie przedstawiały się jako solidny pracodawca dla lokalnych mieszkańców, teraz jednak- w opinii Synowieckiego- pokazały, że interesuje je tylko zysk.
Aktywiści nie planują na razie blokad maszyny, ale przyglądają się sytuacji. Zastanawiają się też, na jakiej zasadzie prawnej harwester pojawił się w leśnictwie Kupna- w BIP-ie Lasów Państwowych nie znaleźli na razie żadnych informacji na ten temat. Harwestery to maszyny niezwykle drogie i każda godzina przestoju ich pracy oznacza duże straty finansowe dla właściciela. Na razie kombajn pracuje w młodym lesie, jednak jeśli maszyna zostanie skierowana do starszych drzewostanów, pojawienia się blokad nie można wykluczyć.

B.Wilk
Grzegorz Braun w Przemyślu
„Przybywam tutaj do Państwa w celach bardzo poważnych, bardzo politycznych, to nie jest spotkanie klubu dyskusyjnego, to nie jest klub gawędziarza” – zapowiedział poseł Grzegorz Braun na samym początku spotkania w hotelu „Accademia” z kilkudziesięcioma młodymi przemyślanami. Byli wśród nich członkowie Ruchu Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej, także sympatycy partii politycznej Grzegorza Brauna, czyli „Korony Polskiej”, jak również wolnościowej partii „KORWiN”. Słowem, byli to zwolennicy federacyjnej partii „Konfederacja Wolność i Niepodległość”, a zarazem sympatycy jednego z jej liderów, znanego reżysera i scenarzysty, także nauczyciela akademickiego i publicysty.
Po prawie godzinnym przemówieniu, pan poseł rozdał publiczności kartki do zapisywania pytań. Jednocześnie poprosił kamerzystę „Portalu Przemyskiego” o wyłączenie kamery, żeby – jak argumentował – „zachować w części przynajmniej tego spotkania jego ekskluzywny charakter, bo jeżeli wszystko można pokazywać w Internecie, to po co przychodzić na jakieś spotkania”.
Rozumiem, że była to prośba do mego partnera z kamerą, a nie do mnie siedzącego w pierwszym rzędzie z dyktafonem w ręku. W końcu uczestniczyłem w tym politycznym spotkaniu nie jako zwolennik Konfederacji, tylko jako dziennikarz, a więc nie mógłbym zachować tej „ekskluzywności” tylko dla siebie. Przeto pozwolę sobie streścić lub przytoczyć odpowiedzi pana posła Grzegorza Brauna na najciekawsze – moim zdaniem – pytania.
Kwestia inwigilacji Konfederacji
Tu pan poseł odwołał się do artykułu: „Służbami w Konfederację” z najnowszego numeru dwutygodnika „Najwyższy Czas”, którego autorzy zapewniają, iż posłowie „Konfederacji”, w tym także poseł Grzegorz Braun, byli obiektem co najmniej dwóch spraw operacyjnego rozpracowania przez służby specjalne. Otóż, w działaniach pod kryptonimem „Sputnik” próbowano szukać w tym politycznym ugrupowaniu rosyjskich agentów, a pod kryptonimem „Tęcza” sprawa dotyczyła inwigilacji środowisk homofobicznych w Polsce. W tym miejscu pan poseł zauważył, że „jeżeli w tej jednej służbie aż dwie sprawy operacyjnego rozpracowania, no to myślę, że inni nie gorsi, też tam nad nami pracują. Żarty, żarty, ale podobno w grę wchodzą nielegalne praktyki, czyli np. zlecanie podsłuchu bez sankcji sądowej, prokuratorskiej, na podstawie takich zleceń fejkowych, czyli podsłuchujemy niby przypadkowe numery, niby nie wiedząc do kogo się dodzwonimy, albo też w ramach ćwiczeń dla adeptów w Służbie wyznaczane są takie zadania, że kogoś tam się słucha.” Poseł Braun przyznał zarazem, że inwigilowano go również za czasów rządów PO-PSL, o czym dowiedział się post-factum. Wówczas w sprawie pod kryptonimem „Cmentarze” figurantami mieli być właśnie Grzegorz Braun i Stanisław Michalkiewicz. ABW sprawdzała, czy przypadkiem jacyś prowokatorzy nie planują zbeszczeszczenia cmentarzy żołnierzy sowieckich w Polsce, co mogłoby niekorzystnie wpłynąć na ówczesne bardzo poprawne stosunki Polski z Rosją. Te historie poseł Braun podsumował stwierdzeniem, że „każdy pretekst jest dobry, żeby przeciwnika politycznego nielegalnie inwigilować”.
Jakie plany Konfederacji wobec telewizji rządowej?
Poseł Braun pochwalił tu autora pytania za określenie tej telewizji jako „rządowej”, a nie nazwanie jej „publiczną”. Dla posła jest to bowiem „kurwizja, czyli telewizja Jacka Kurskiego”. Jego zdaniem, nie ma szans na przebicie się przez propagandę w TVP. I stąd wniosek, że „TVP trzeba zaorać. Trzeba wystawić na przetarg te różne gmachy bezużyteczności publicznej. I trzeba zacząć uczciwie. (…) Katolicka nauka nie pochwala przyjmowania takiej logiki, że cel uświęca środki. Jeśli nawet byłby to cel święty, to osiąganie go niegodziwymi sposobami jest niegodziwe i nie może prowadzić do niczego dobrego”. Poseł zauważył jednak, że oprócz telewizji rządowej są media internetowe: „zasięgi telewizji prawdziwie niezależnej … hurtem już przewyższają to, co osiąga telewizja reżimowa w badaniach oglądalności. I dzięki temu w ogóle Konfederacja istnieje. Ale oczywiście jest potrzebne, żeby była telewizja władzy, żeby rząd dysponował tym narzędziem do tego, żeby komunikować kiedy chce i co chce. To jest potrzebne. W Rzeczypospolitej Polskiej to jest wskazane, żeby władza miała takie możliwości, ale jest zawsze niewskazane, żeby władza monopolizowała jakąś dziedzinę. U nas monopolizuje de facto, to znaczy skoro wydaje koncesję na nadawanie telewizji, no to może ją też odebrać, i już parę razy była taka sytuacja, że to się ważyło. Ojcami założycielami tego porządku, ładu, kto był? No, nieboszczycy Jaruzelski czy Kiszczak, prawda? Oni jeszcze zaprowadzali ten „ład w eterze”. Już nie bezpośrednio, ale przez swoich ludzi. Przypomnijmy, założyciel telewizji WSI-24 (poseł Braun tak nazywa telewizję TVN-24), pan Walter, był osobistym listem rekomendowany przez Jerzego Urbana jeszcze Wojciechowi Jaruzelskiemu jako tak zdolny propagandzista, że trzeba go promować. To przypomniałem tutaj, żeby nie było, że ja tylko nad tą „kurwizją” się pastwię, i że tylko tutaj widzę problemy. Notabene, WSI-24 (czyli TVN-24), razem z całym koncernem, to dzisiaj nie jest żadna tam, jak niektórzy usiłowali mówić w tej kampanii. To nie Niemcy nam robią , tylko to na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych mają siedziby Zarządy właścicielskie tych mediów post-peerelowskich. Pani ambasador Mosbacher nie przypadkiem groziła palcem wszystkim, którzy by się chcieli zamachnąć na wolne media w Polsce. Wolne media, ale niektóre ani nie płacą tutaj podatków – patrz: media społecznościowe, które mają siedzibę np. w Kalifornii…”. Poseł zarzucił tym największym mediom społecznościowym anonimowe stosowanie cenzury: „Oni się tak tłumaczą, że to Wy zamieszczacie co chcecie; że to ludzie są dostarczycielami zawartości, a oni tylko utrzymują taki słup ogłoszeniowy. To nie jest prawda, bo cenzurują. Cenzorem polsko-języcznego facebook’a jest - z woli właścicieli amerykańskich- francuska rządowa agencja prasowa AFP. Występuje jako miarodajny cenzor polskiego facebook’a. I w związku z tym jest to sytuacja, w której nawet gdybyśmy mieli pieniądze, wolę, siłę, i chcielibyśmy się procesować z kimś, to my nawet nie wiemy, w której stajni stoi ten koń, z którym mielibyśmy się kopać. I to Rzeczpospolita Polska musi zmienić!.”
W tym miejscu pan poseł odniósł się do gościnnej wypowiedzi obecnego na spotkaniu prezydenta miasta Przemyśla, Wojciecha Bakuna, który postulował wzmocnienie pozycji samorządów w Polsce: -„Tak, jest samorząd. Oczywiście Polska ma piękne tradycje samorządności. Ziemie polskie rozkwitały przez wieki wcale nie podciągnięte pod wspólny mianownik we wszystkich dziedzinach. Po prostu, ludzie są różni. Jedni wolą mieszkać nad morzem, a drudzy w górach, i mają różne upodobania. I nie ma żadnego powodu, żeby wszędzie wszystko było tak samo urządzone. Ale są sprawy, w których samorząd nie da rady. I od tego mamy państwo. Mamy mieć Najjaśniejszą Rzeczpospolitą, która nas czy to w sprawach obronności, w sprawach informacji, dezinformacji, reprezentuje i nie pozwala łobuzom monopolizować polskiego rynku. (…) My na co dzień też potrzebujemy, żeby państwo, Rzeczpospolita Polska, nas broniła przez łobuzami, którzy np. chcą nas okraść, skoczyć na kasę pod pretekstem roszczeń.”
Ocena zachowania ambasador Mosbacher
Poseł Braun nie zawahał się wyrazić tu swoją negatywną opinię, zresztą nie tylko wobec pani ambasador USA:
-Myślę, że pani ambasador Mosbacher, tak jak wcześniej pani ambasador Azari (ambasador Izraela w Polsce do sierpnia 2019), czy tak jak dzisiaj ambasador Ukrainy, pan Deszczycia, myślę, że ci ludzie, z różnych przyczyn, ale jednak ma to pewien wspólny mianownik, no po prostu złamali nawet nie niepisane zasady, tylko pisane konwencje międzynarodowe, które powinny obowiązywać wszystkich dyplomatów. I dyplomacja to jest taka sztuka, w której najważniejsza jest zasada wzajemności. Jeżeli pozwalamy sobie robić takie rzeczy , gospodarzyć na naszym terytorium ambasadorom obcych państw, to się potem nie dziwmy. Dlatego też pani ambasador Mosbacher, czy ambasador Deszczycia, powinni zostać pilnie wezwani do tego, żeby opuściwszy terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w aktualnych granicach, udali się do swoich stolic na konsultacje. To jest taka delikatna formuła. Język dyplomacji nie wymaga awantur...
Media podały, że PiS chciałby przywrócić 49 województw
Komentując tę medialną informację, poseł Braun stwierdził, że „Prawo i Sprawiedliwość” po prostu zastanawia się, „jak by to zrobić, żeby żadnych kolejnych wyborów nie przegrać? No bo to jest rekord świata, żeby mieć pełnię władzy, wszystkie narzędzia władzy w ręku przez 5 lat i doprowadzić do tak daleko posuniętej niepewności rezultatu wyborów. Doprowadzić do takiej desperacji polskich patriotów spod bardzo różnych znaków, żeby nie być pewnym tego, czy prezydencki kandydat tej formacji doczeka się reelekcji. Czy 49 województw to byłby dobry pomysł? Pamiętam, kiedy Edward Gierek wprowadził te 49 województw, wcześniej było 17. Jak tylko z Katowic pojechał na pierwszego sekretarza PZPR do Warszawy, to zrobił wszystko, żeby mu nie wyrósł konkurent. I był to pomysł na to, jak zdegradować kolegów pierwszych sekretarzy wojewódzkich. I teraz motywacja Prawa i Sprawiedliwości jest dokładnie taka sama. To znaczy z jednej strony ten nowy podział terytorialny byłby pretekstem do tego, żeby szybciej przeprowadzić wybory, jeżeli PiS sobie wyliczy, że mu się to opłaca. Z drugiej strony, w ciągu tych ostatnich kilkunastu lat na funduszach europejskich wyrośli bardzo baronowie wojewódzcy. To znaczy Sejmiki Wojewódzkie, marszałkowie, bo oni dzielą duże konfitury. I na ile jestem w stanie się w tym połapać, to także taki efekt miałoby zwiększenie liczby województw, że ci wielcy dzisiaj baronowie, tak o dwa czy trzy numery by zmaleli. To jest taka gra polityczna…”
Jaki ustrój przewiduje Pan dla Polski?
-Ja chciałbym powrotu Polski do pełni jej formy dziejowej, najlepszej, i namawiam Państwa, żebyście się modlili o podniesienie i utrzymanie Korony Królestwa Polskiego. Ja nie jestem demokratą wierzącym. W tej sprawie jestem niewierzącym-praktykującym. Biorę udział w grze demokratycznej w myśl takiej zasady, że nie trzeba rzecz oddawać walkowerem. Ale jak mnie kto pyta, to tak uważam, że demokracja to jest ustrój niegodziwy i oszukańczy w tak znacznym stopniu, że ja osobiście wolałbym umrzeć raczej jako poddany, niż jako obywatel. Bo obywatel to ktoś, kto musi się obywać bez wszystkiego co najpiękniejsze, i do życia indywidualnego, narodowego, państwowego najbardziej potrzebne. Ale program Korony jest: na dziś, na jutro, na pojutrze. Dziś - przede wszystkim obronić się. Jeśli ktoś będzie pytał o mój monarchizm, to na specjalne życzenie publiczności mogę godzinami, do białego rana, o tym opowiadać. Ale to nie jest w tej chwili moja największa troska. Moja największa troska dziś, w 2020 roku, jest taka, żeby Polska była, a potem zróbmy wszystko, żeby nam wydobrzała. Na dziś zagadnienie jest takie, czy Ona w ogóle przetrwa? I chodzi tutaj nie tylko o zagrożenia wojenne, czy zagrożenia finansowe, ale po prostu o zagrożenie wrogim przejęciem za długi. To jest perspektywa bardzo realna. Przypomnę, że wiosną tego roku zadłużaliśmy się miliard dziennie. Pod pretekstem walki z korona wirusem, z mniemaną pandemią, rząd zatrzymał gospodarkę, zamroził funkcjonowanie państwa, doprowadził do katastrofy społeczno-ekonomicznej. No i, jak to zwykle u socjalistów, pośpieszył na pomoc. Bo socjalizm to jest system, w którym się bohatersko zwalcza problemy, które się samemu stworzyło”.
W dalszej wypowiedzi pan poseł wskazał na zagrożenie demograficzne: „Poza tym Polska jest zagrożona na tym poziomie zupełnie elementarnym, biologicznym, ponieważ Polska się zwija demograficznie. Polaków za mało się rodzi, a za dużo umiera lub wyjeżdża. I trend jest taki, że w przyszłości, za kilkanaście lat, jeśli utrzymałyby się aktualne trendy, to wejdziemy w strefę bez odwrotu. Bo nawet bez wojny, bez jakiejś katastrofy większej, będzie się walić piramida finansowa ZUS. Będzie się zwiększać radykalnie liczba biorców systemu, przy malejącej liczbie ciężko pracujących i zdolnych do tego, by zadbać o siebie. I Polska zejdzie ze sceny dziejowej bez zaborców czy okupantów. I to jest bardzo realne niebezpieczeństwo…”
Dodajmy tu, że w innym miejscu swojej wypowiedzi pan poseł podobny los wieszczy Francji i Niemcom, o których to krajach wyraził się, że „to wszystko zdycha. Niemcy to mówią, że najtwardsi państwowcy, patrioci niemieccy, o których nawet w mediach w innych krajach i nawet w Niemczech piszą, że to straszni faszyści są, niektórzy z nich mówią: my nie mamy głowy żeby myśleć o odzyskaniu Wrocławia czy Opola, dlatego, że my mamy problem kalifatu nadreńskiego, czy zjednoczonych emiratów meklemburskich. (…) Francja? W tym roku widziałem filmik, jak tańczą Arabowie i cieszą się z wyboru swego mera podparyskiej miejscowości. To jest zaorane. Doktryny wymieszania się ras skutkują tam katastrofą społeczną. Polska jest rajem na Ziemi, bo nie napytała sobie tego typu problemów”.
Jakie zmiany konstytucyjno-ustrojowe chciałby Pan wprowadzić?
-To wszystko trzeba odchudzić i skrócić. 460 posłów w Sejmie? To jest kompletny absurd. Dlatego, że to jest mnogość zapewniająca pełną anonimowość. A więc brak odpowiedzialności za jakiekolwiek decyzje. Z Waszego Okręgu nr 22 wybraliście 12 posłów, których nawet nie znacie. (…) Senatu nie likwidować dlatego, że jest to piękny relikt dawnej Rady Królewskiej, ale odchudzić przynajmniej o połowę. Posłów jest moim zdaniem trzy razy za dużo. I tak samo cała administracja, spółki zależne, spółki Skarbu Państwa. Zarządy firm miejskich i spółki zależne od miasta. Nawet jeśli to robią najpoczciwsi ludzie, no to okazja czyni złodzieja. Poza tym, to jest taki ciężar biurokracji, że normalny kraj tego nie uniesie. No i Polska nie unosi…”
Czy jesteśmy w stanie pozbyć się PO-PiS-u?
-Co do PO-PiS-u, to tam zdarzają się całkiem normalni, z pozoru całkiem fajni Polacy. To nie w tych ludziach najczęściej jest problem. Problem jest taki, że PiS trzeba poddać destalinizacji od góry. (…) Bo kłopot będzie, jak się to wszystko zawali. Bo będzie to konwulsja dla całego państwa, i będzie to „wieloryb gnijący na plaży”. Polski nie zrobimy na Księżycu. Mamy ją zrobić tutaj i teraz. Mamy ją uratować. Więc nie możemy iść do akcji politycznej, która z góry jakąś grupę wyklucza od dalszego zaangażowania, eliminuje z życia publicznego. Nie możemy takiego błędu popełniać, bo siły nasze zbyt skromne. Chyba, że jak tu wszyscy siedzicie, nagle wszyscy wstąpicie do „Korony”, to może zmienię zdanie w tej sprawie.
Czy wybory prezydenckie zostały sfałszowane?
-Na pewno protesty wyborcze mają swoje podstawy. Na przykład historia Jeżowego, gdzie delegowana przez Konfederację członkini Komisji Wyborczej została usunięta z tej Komisji, bo nie chciała założyć maseczki. Powoływała się na to, że sam minister mówił, że jak ktoś nie może, to nie musi. Ale w żadnym wypadku nie należy się cieszyć z wykorzystywania ewentualnych zasadności części protestów wyborczych, wykorzystywanych do kołysania państwem po to, żeby np. rozpętać jakiś Majdan, np. w jakimś dużym mieście z udziałem młodych-wykształconych z dużych miast. A to jest scenariusz, który może być grany latem czy jesienią bieżącego roku. Należy się więc stanowczo przeciwstawić takim prowokacjom.
Co Pan sądzi o pseudo-ekologicznych ugrupowaniach takich jak „Greenpeace”?
-Nic dobrego. One wykorzystują emocje młodych ludzi po to, żeby prowadzić lobbing na rzecz jednych korporacji przeciwko drugim. I prowadzą działalność polityczną, która na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oznacza kwestionowanie suwerenności państwa polskiego.
Kwestia Lwowa i Polaków na Ukrainie
-Lwów to było jedyne prawdziwie europejskiego formatu miasto na mapie Rzeczypospolitej Polskiej do II Wojny Światowej. Lwów to było miasto, z którym żadne inne nie może się równać. Ważne, żeby Polacy o tym pamiętali, ale jednocześnie żeby nie pozwolili nikomu wykorzystywać naszego sentymentu do „kołysania łódką”. Żeby Polacy nie pozwolili innym wybrać momentu, w którym nasze sentymenty miałyby zadziałać, bo wtedy działają przeciwko nam. Chodzi o to, żebyśmy sami panowali nad sobą w wymiarze osobistym i państwowym. Miejmy pamięć tak długą, jak to tylko możliwe, ale nie bądźmy pamiętliwi. Nie pozwalajmy, aby ta pamięć uruchomiła w nas odruchy na poziomie „psa Pawłowa”. Trzeba najpierw panować nad sobą w każdym calu. Trzeba mieć najpierw poważne państwo, i wtedy wszystkie rzeczy można rozwiązać, także problemy w stosunkach polsko-ukraińskich. Można powiedzieć, że stosunki polsko-ukraińskie to jest jeden wielki problem. To, że od 4 lat nie można tam szukać i nie można po katolicku pochować szczątków ofiar ludobójstwa ukraińskiego na Polakach. Nawet nie można powiedzieć: „cisza nad tą trumną”, bo ci Polacy bez żadnych trumien, nie wiadomo gdzie zakopani. A na co czekają Ukraińcy? Po prostu czekają, aż wymrą ci Polacy, którzy wiedzą mniej więcej pod którym lasem, na jakim polu świeczkę czy krzyż należy postawić?
Na koniec chciałbym zauważyć, że pan poseł Grzegorz Braun wprawdzie przeglądał wszystkie karteczki z pytaniami, ale do mojej, którą wręczyłem mu osobiście, nie był łaskaw się odnieść. W tej sytuacji pozostaje mi podzielić się refleksją, że skoro niedawny wynik wyborczy kandydata Konfederacji nie różni się w istotny sposób od wcześniejszego wyniku tego ugrupowania w wyborach do Sejmu RP, przeto trudno traktować poważnie ogłoszenie przez pana Krzysztofa Bosaka wielkiego sukcesu tej formacji w ostatnich wyborach. Nie musimy więc chyba poważnie traktować marzeń pana posła Brauna o „ratowaniu Polski przez wprowadzenie ustroju monarchicznego”. I wprawdzie trzeba przyznać, że demokracja jest ustrojem bardzo niedoskonałym, ale zarazem nikt przy zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, iż – jak do tej pory – ludzkość nie wymyśliła ustroju bardziej sprawiedliwego i bardziej chroniącego przed ewentualną ograniczonością lub tyranią monarchy, jakże znaną z kart historii.
(tekst i zdjęcie – Jacek Borzęcki)
https://www.youtube.com/watch?v=MS_UgFZt9GM
Lubisz pomagać? Nie czekaj-zostań wolontariuszem Szlachetnej Paczki w Przemyślu!
W Przemyślu, jak i innych miastach całej Polski, ruszył nabór wolontariuszy oraz liderów kolejnej edycji projektu Szlachetna Paczka - programu społecznego, który od lat wspiera najbardziej potrzebujące rodziny, osoby samotne, chore oraz seniorów.
W ubiegłym roku, dzięki pracy wolontariuszy wsparcie otrzymało ponad 14,5 tysiąca rodzin z całego kraju, a łączna wartość przekazanych paczek sięgnęła niemal 46 mln zł. W samym Przemyślu udało się pomóc 50-ciu rodzinom, które otrzymały wsparcie w postaci żywności, odzieży, środków czystości, opału na zimę, sprzętu AGD a nawet nowego dachu.
Szlachetna Paczka to jeden z najbardziej rozpoznawalnych projektów społecznych w naszym kraju. Jednak wbrew pozorom, nie zajmuje się tylko i wyłącznie robieniem paczek. Cała akcja opiera się na współpracy Darczyńców z Wolontariuszami, którzy szukają rodzin w potrzebie i niosą im konkretną pomoc.
Dlaczego warto zostać wolontariuszem?
Aby Paczka mogła nadal działać w naszym regionie, potrzebni są wolontariusze, bez których potrzebujące osoby nie dostaną szansy na lepszą przyszłość.
Jak mówi Iza Domszy, ubiegłoroczna Liderka Paczki i jednocześnie wieloletnia wolontariuszka, która w 2009 r. zapoczątkowała wraz z bratem tę ideę w naszym mieście:
Wolontariat niesie ze sobą wiele wyzwań, możliwości rozwoju i pomocy tym, którzy potrzebują wsparcia. Obecnie jesteśmy w szczególnej sytuacji ze względu na stan epidemiczny w Polsce oraz w sytuacji kryzysowej związanej z powodzią w okolicznych miejscowościach powiatu przemyskiego. Wiele osób pozostało bez pracy, straciło dorobek życia. Często są to osoby, które podejmują na co dzień walkę o swoje rodziny. W Paczce cieszy mnie to, że jako wolontariusz pomagam im stoczyć tę walkę. Wszyscy razem dążymy do zwycięstwa…
Kiedy idziesz do obcej rodziny, widzisz jak żyje, jak niewiele posiada, jak jest jej ciężko, ale mimo tego - jest tak radosna, uśmiechnięta i liczy się dla niej każdy gest, rozmowa z tobą, to zaczynasz inaczej patrzeć na świat. Poza tym w Paczce poznajesz tylu wspaniałych ludzi, którzy na co dzień zajmują się tysiącami innych rzeczy, a potrafią znaleźć czas dla ciebie czy też rodzin, z którymi się spotykają. Dzięki Paczce w rejonie Przemyśla i okolic stworzyły się przyjaźnie na lata.
Wspólny czas, który przywraca wiarę w ludzi…
Początki Paczki w Przemyślu nie były łatwe, ponieważ w inicjatywę niesienia pomocy innym włączyło się zaledwie 4 wolontariuszy. Jednak z roku na rok coraz więcej osób kierowało swoje zainteresowanie ku Paczce-były to zarówno osoby prywatne, jak również większe i mniejsze firmy z Przemyśla i okolic, które do tej pory rokrocznie są Darczyńcami i zawsze można na nich polegać.
Obecnie, oprócz wolontariuszy poszukuje się także lidera całego zespołu, który będzie działał podczas dwudziestej już edycji projektu. Jak wspomina Iza, wieloletnia liderka Paczki w Przemyślu:
Z każdym rokiem liderowania w Paczce nabierałam doświadczenia, zdobywałam nowe umiejętności organizacyjne, interpersonalne, przełamywałam swoją nieśmiałość. Dzięki byciu liderem nauczyłam się współdziałać z ludźmi, w pewnym sensie kierować nimi, wspierać w codziennych problemach. Paczka uwrażliwiła mnie jeszcze bardziej na ludzi. Wolontariuszem chyba będę już zawsze, natomiast chciałabym zachęcić do zgłoszeń na lidera w Przemyślu. Ktoś nowy dzięki paczce może się rozwinąć, wskazać nowe horyzonty działania…
Tak stojąc z boku i patrząc na lata wstecz w pamięci mam wspaniałe, piękne i wzruszające chwile, ale także czas pełen wyrzeczeń. Czas, który zaowocował taką wersją mnie, którą jestem teraz.
Jak dołączyć do Paczki?
Aby zostać wolontariuszem lub liderem Szlachetnej Paczki należy wejść na stronę www.superw.pl , wypełnić krótki formularz zgłoszeniowy oraz skontaktować się z lokalnym koordynatorem projektu i odbyć szkolenie wdrożeniowe on-line.
Nie czekaj, dołącz do Paczki już dziś!

Katarzyna Prokopowicz
Przedsiębiorcy kwestionują potrzebę powołania parku kulturowego.
Na 28 lipca zaplanowana jest kolejna runda konsultacji w sprawie utworzenia w Przemyślu parku kulturowego. To jedna z przewidzianych prawem form ochrony zabytkowego krajobrazu miasta. W założeniach, przemyski park kulturowy ma rozwiązać problem tandetnych reklam, ruchu aut na starówce i zagadnienia składowania odpadów komunalnych. Jak wskazują autorzy projektu, szpecące miasto reklamy i szyldy to jedna z barier rozwoju turystyki w mieście.
Pojawił się już wstępny projekt przepisów, które miałyby obowiązywać w przyszłym parku kulturowym. Znalazły się w nim jednak zapisy, które nie podobają się przedsiębiorcom działającym w starej części miasta. Oprócz ograniczenia ruchu samochodowego, projekt zakłada m.in. usunięcie w krótkim czasie szpecących reklam i zakaz budowania czegokolwiek w granicach przyszłego parku.
O sprzeciwie wobec parku kulturowego czytaj TU. Nic o nas bez nas...
Eligiusz Rybienik ze Przemyskiego Konwentu Miejskiego otwarcie sprzeciwia się zapisom projektu i polemizuje z ideą parku w sferze publicznej. Zarzuca pomysłodawcom gigantomanię i woluntaryzm, zarazem twierdząc, że większość z zakładanych celów można osiągnąć bez powoływania parku kulturowego. Równocześnie wskazuje na brak analiz ekonomicznych i przestrzega, że utworzenie parku kulturowego będzie kłopotem dla przedsiębiorców, mieszkańców i właścicieli nieruchomości z przemyskiej starówki.
W czerwcu tego roku w Urzędzie Miejskim odbyło się spotkanie z zespołem opracowującym „Kierunki i zakres wytycznych dla ochrony i kształtowania krajobrazu Parku Kulturowego Starego Miasta Przemyśla”. Zespół składający się z dwóch osób: Pani M. Rymar Miejskiego Konserwatora Zabytków w Krośnie, która szefuje bliźniaczemu Parkowi w Krośnie i Pan Ł. Stachurski. W trakcie dyskusji zapytałem ile pieniędzy w ubiegłym roku pozyskało Krosno ze środków unijnych i innych dzięki powołaniu Parku Kulturowego, oraz o ile wzrosła liczba turystów w Krośnie od czasu powołania tegoż Parku. Niestety Pani Konserwator takich danych nie znała. W końcu 14 czerwca na posiedzeniu zespołu ds. Powołania Parku, gdy kolejny raz zapytałem o źródło wiedzy o wzroście środków oraz liczby turystów padła odpowiedź Przewodniczącego: Takich danych nie ma, żadne badania nie były przeprowadzane, ale my wiemy i wierzymy że tak będzie
-Rybienik na swoim profilu FB.
Spotkanie dotyczące przyszłości projektowanego parku kulturowego odbędzie się 28 lipca w Przemyskiej Bibliotece Publicznej.
biw
Ciemna strona cyberprzestrzeni
Komputery, smartfony, tablety – coraz częściej stają się nieodłącznymi elementami naszego życia – życia osób dorosłych, ale także dzieci i młodzieży. Zwłaszcza teraz, w dobie nauczania zdalnego, kiedy codzienny dostęp do Internetu, a tym samym portali społecznościowych typu Facebook, Instagram jest na wyciągnięcie ręki młodego człowieka, trzeba być bardzo czujnym i uważnym, aby nie popaść w uzależnienie i nie dać się wciągnąć w ciemną stronę cyberprzestrzeni.
Młodzi ludzie korzystają z łatwo dostępnych informacji, gier, portali społecznościowych, nawiązują nowe znajomości. Mogłoby się wydawać, że technologia informacyjna, a tym samym, nieunikniona cyfryzacja naszego życia, to nic złego. Niestety – istnieje także ciemna strona cyberprzestrzeni. Jak pisze w swojej książce „Cyberchoroby” prof. Manfred Spitzer, niemiecki psychiatra, neurobiolog i badacz mózgu: Uznaje się, że tablety w przedszkolu, smartfony i konsole do gier w szkole oraz laptopy, najpóźniej w piątej klasie, sprzyjają właściwemu rozwojowi dzieci. To zrozumiałe. A jednak przy okazji nie zauważamy, że dzieci i młodzież wyjątkowo łatwo wpadają w uzależnienie. Dorośli, których mózgi osiągnęły już dojrzałość, są w stanie oprzeć się substancjom czy zachowaniom prowadzącym do uzależnień. Dzieci takiej zdolności nie mają. One „wciągają się w cyfrowe technologie”. Trudno nie zgodzić się ze słowami niemieckiego lekarza, ponieważ nawet te najmłodsze dzieci spędzają coraz więcej czasu przy komputerze, stając się łatwym celem dla cyberprzestępców. Nie zdając sobie do końca sprawy z zagrożenia, podają swoje prywatne dane zupełnie obcym osobom. Rozmawiają z ludźmi, których nie widziały nigdy na oczy, ale to im nie przeszkadza w przesłaniu zdjęć z ostatnich wakacji lub zabawy na podwórku. Prawdziwą znajomość zamieniają na wirtualną, wierząc, że po drugiej stronie komputera siedzi ich rówieśnik, ktoś, kto jest życzliwy, miły i uczciwy. Niestety, prawda, wygląda często zupełnie inaczej.
Korzystanie z Internetu daje duże poczucie anonimowości. Oprócz szerzącej się fali „hejtu”, coraz bardziej popularnego sposobu wyrażania opinii, negatywnych emocji, obrażania innych, da się zauważyć, że technologia informacyjna to świetne narzędzie wykorzystywane wśród przestępców. Jak mówi podkomisarz, Marta Fac, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu:
Zgłoszeń związanych z przemocą i cyberprzestępczością jest bardzo dużo. Ta przestępczość cały czas się rozwija. Przede wszystkim są to takie formy, jak oszustwa internetowe, groźby, kradzieże danych osobowych, wszelkie formy „hejtu”, zniesławianie, kopiowanie własności intelektualnych, włamania na konta bankowe i konta portali społecznościowych, wykorzystywanie zdjęć i filmów w sieci oraz pornografia dziecięca. Niestety cyberprzemoc dotyczy przede wszystkim dzieci(…). Dzieci robią w sieci, co chcą. Należy je uczulić, aby nie podawały danych przez Internet, bo robią to nagminnie. Jako rodzice interesujmy się tym, na jakie strony wchodzą nasze dzieci, z kim rozmawiają(…). Możemy blokować nieodpowiednie strony i mieć rękę na pulsie. Cyfryzacja naszego życia dotyka coraz młodsze osoby. „Hejtowanie” stało się zjawiskiem tak powszechnym, że często zapominamy, iż jest to przestępstwo, w dodatku najczęściej zgłaszane na policję przez rodziców nieletnich. Znieważanie, obelgi, wulgaryzmy, nękanie przez smsy, również takie, które są wysyłane z bramek internetowych, obraźliwe wpisy na portalach społecznościowych, podszywanie się pod kogoś, poniżanie, nagrywanie filmów ośmieszających i wrzucanie ich do sieci – wszystkie te odmiany „hejtu” są przestępstwem – mówi Marta Fac.
Wszystkie takie zdarzenia, wszelkie przejawy cyberprzemocy, nękania, prześladowania, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży, należy zgłaszać policji. Można zabezpieczyć posiadane materiały lub zasięgnąć informacji pod odpowiednim numerem telefonu, infolinii. Policja nie pozostaje bierna, oprócz prowadzenia dochodzeń, poszczególni specjaliści z Wydziału Prewencji KMP w Przemyślu prowadzą specjalne pogadanki w szkołach na terenie całego powiatu przemyskiego. Podczas wywiadówek odbywają się szkolenia, w ramach których policjanci uświadamiają rodzicom, na jakie zagrożenia w cyberprzestrzeni są codziennie narażane ich dzieci oraz jak ważna jest rola dorosłych – rodziców i opiekunów we wdrażaniu zasad bezpiecznego korzystania z Internetu.
Pamiętajmy, że nawet najlepszy komputer i najwspanialsze znajomości na portalach społecznościowych nie zastąpią nam prawdziwych, głębokich relacji z drugim człowiekiem. Mając setki znajomych na Facebook’u czy Instagramie, możemy nadal czuć się samotni, co słusznie zauważa cytowany wcześniej niemiecki badacz i psychiatra: Wraz z rosnącą cyfryzacją naszego życia, intensywnie szerzą się niezadowolenie, depresja i osamotnienie.
Katarzyna Prokopowicz
Petycja ws. przyłączenia do Ukrainy to żart niepełnosprawnego dziecka.
Po tym jak sprawa petycji internetowej dotyczącej przyłączenia Podkarpacia i Lubelszczyzny do Ukrainy zainteresowała polityków, o niewybrednym żarcie stało się głośno w Polsce. O petycji zaczęły pisać media, w tym także Portal Przemyski, ponieważ jej treść została odebrana jako obraźliwa nie tylko przez mieszkańców dwóch wschodnich województw, ale i Ukraińców znających język polski. Sprawa wpisała się również w nowe i widoczne zjawisko społeczne, czyli obrażanie się wyborców R. Trzaskowskiego na wyborców A. Dudy za przegrane wybory prezydenckie. Zamiast mieć pretensje do sztabowców i samego kandydata, że nie udało się im przekonać do siebie wyborców ze wschodu, niektórzy wyborcy R. Trzaskowskiego zaczęli w internecie postponować mieszkańców Podkarpacia, Lubelszczyzny i Podlasia.
Okazało się jednak, że petycja za przyłączeniem Podkarpacia do Ukrainy to najprawdopodobniej niefortunny żart 15-letniego chłopca z Sosnowca. Roztrzęsiona matka chłopaka zadzwoniła do Portalu Przemyskiego tłumacząc się za syna, który według jej słów, petycję założył dla żartu. Chłopak przeprasza także wszystkich tych, którzy poczuli się obrażeni postulatem petycji. Poniżej tekst przeprosin (zachowana oryginalna pisownia).
Witam was wszystkich serdecznie, w ciągu ostatnich 2 dni na mediach społecznościowych zauważyłem spore reakcje jak i również mocne oburzenie na petycje którą stworzyłem, z tego powodu chciałbym odpowiedzieć na wszystkie zarzuty i reakcje wywołane przez tą petycje.
Na początek chciałbym przeprosić wszystkich mieszkańców województwa Podkarpackiego i Lubelskiego którzy poczuli się oburzeni lub skrzywdzeni przez stworzoną petycje, chciałbym też przeprosić osoby innych narodowości oraz polityków którzy również poczuli się przez to źli, zdaje sobie sprawe z tego ile przez to mogłem urazić Polaków.
Chciałbym zacząć od tego iż petycja którą stworzyłem miała na celu mieć jedynie charakter humorystyczny i żartobliwy, nie chciałem przez nią oficjalnie obrazić ludzi o innych poglądach politycznych (większość żartów i tekstów które w ostatnim czasie atakowały polityke PiS również w większości są tworzone dla żartów, i tym samym miała być moja petycja).
Ale niestety zauważyłem iż cała sytuacja zaszła za daleko i rozpoczęło się istne zamieszanie, mnóstwo ludzi zaczęło to udostępniać, a następnie wielu znanych ludzi jak i polityków zaczęło to komentować, doprowadziło to do tego że powstały akcje w celu pomocy Podkarpaciu i Lubelskiemu, a nawet zaczęto robić do mnie pozwy do prokuratury.
Jestem dość przerażony i załamany sytuacją jaka się wydarzyła w ostatnim czasie, tworząc tą petycje nie zdawałem sobie sprawy z konsekwencji która może mieć miejsce, jest mi również przykro że niektóre osoby wzięły tą petycje do takiego stopnia że podpisując się pod tym zaczęli jeszcze atakować innych, i to jeszcze gorzej ode mnie.
Jest mi bardzo wstyd za takich ludzi, to właśnie przez to nadal jesteśmy podzieleni politycznie w naszym kraju.
Jeszcze raz chciałbym przeprosić was wszystkich za tą petycje (czyli wszystkich ludzi o innych poglądach, narodowościach itp.) jest mi bardzo przykro ilu ludzi wzięło to do siebie, czego mocno żałuje.
Obiecuje iż petycja w ciągu następnych paru godzin zostanie przeze mnie usunięta, chciałbym też przeprosić ludzi którzy z tego powodu już próbowali złożyć wnioski do prokuratury, chce żebyście wiedzieli że nie chciałem mieć złych intencji, bardzo przepraszam.
Narazie chciałbym żeby to ogłoszenie zobaczyło jak najwięcej ludzi i mediów którzy o tym poinformują
Mam nadzieje że przeprosiony zostaną dobrze odebrane i zrozumiane, ponieważ nie zależy mi na tworzeniu konfliktów (w razie czego przepraszam jeżeli popełniłem w tym wszystkim jakieś błędy ortograficzne).mac
Matka przesłała także zaświadczenie lekarskie o niepełnosprawności chłopaka.
Na tym właściwie należałoby sprawę zakończyć i o wszystkim zapomnieć. Nie kończy się jednak problem kraju, w którym podzieleni i skłóceni przez polityków obywatele, zamiast rozmawiać ze sobą, wzajemnie się wyzywają.
B. Wilk
Pracownik PWiK zarażony koronawirusem
15-go lipca Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna poinformowała Zarząd Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Przemyślu o potwierdzonym przez badania zarażeniu koronawirusem jednego pracownika Zakładu Uzdatniania Wody. Wczoraj, niestety, prezes Zarządu PWiK, pan Mariusz Kwaśny, nie miał czasu na udzielenie informacji w tej sprawie. Natomiast dzisiaj informacja widnieje na stronie internetowej PWiK. Zarażony pracownik znajduje się pod opieką personelu medycznego. Według zaleceń Sanepidu, dwaj inni pracownicy, którzy mieli z nim bezpośredni kontakt, zostali skierowani na kwarantannę.
Prezes PWiK, Mariusz Kwaśny, wyjaśnił dzisiaj (16 lipca) Portalowi Przemyskiemu, że Zarząd nie miał wcześniej świadomości o stanie zdrowia zarażonego pracownika, ponieważ od kilku nie był on w pracy. Dokładniej mówiąc, brygady w PWiK pracują naprzemiennie, i akurat brygada, do której należał zarażony pracownik, nie pracowała od kilku dni. Pan prezes wyjaśnił, że w ogóle część pracowników PWiK niejako wykonuje umowę o pracy przebywając w domu, poprzez gotowość do świadczenia pracy. Zgodnie ze stanowiskiem Światowej Organizacji Zdrowia, korona wirus SARS-CoV-2 nie rozprzestrzenia się poprzez systemy wodociągowe. Prezes Kwaśny stanowczo stwierdził, że jakkolwiek można zrozumieć zatroskanie mieszkańców, to fakt zarażenia pracownika PWiK-u korona wirusem nie stanowi żadnego zagrożenia dla przemyskiego systemu wodociągowego i dla jakości wody pitnej.
(jb)
Pożar mieszkania przy ulicy Tarnawskiego.
Trzy zastępy Straży Pożarnej uczestniczą w akcji pożaru mieszkania przy ulicy Tarnawskiego. Do zapłonu doszło w jednym z mieszkań znajdujących się w budynku dawnej szkoły odzieżowej. Na miejscu pracuje też ekipa Policji i Pogotowia Ratunkowego.
zdj.nad.
Koronawirus w PWiK? Dyrekcja odpowie jutro.
Rankiem na profilu społecznościowym facebook pojawiła się informacja, że w przemyskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji sp. z o.o. stwierdzono zakażenie koronawirusem u jednego z pracowników.
W Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji sp. z o.o. nie uzyskaliśmy odpowiedzi, która mogłaby potwierdzić lub zdementować krążące pogłoski. Sekretariat PWiK dzisiaj nie udziela informacji na ten temat, natomiast poinformowano nas, że odpowiedź uzyskamy dopiero jutro.
Zakład w specjalnym komunikacie zapewnia, że w oparciu o dane z WHO, nie ma możliwości skażenia wody pitnej wirusem. Tłoczona do wodociągów woda jest zabójcza dla wirusa i nie ma on szans na przeżycie w sieci. Podobnie, w przypadku awarii odcinka sieci wodociągowej, po naprawie rury są dokładnie myte i dezynfekowane.
Jest petycja ws. przyłączenia Podkarpacia i Lubelszczyzny do Ukrainy. To za Dudę.
W internecie pojawiła się petycja w sprawie przyłączenia Podkarpacia i Lubelszczyzny do Ukrainy. Z krótkiego opisu wynika, że powodem ,,pozbycia się dziczy" ma być fakt, że mieszkańcy tych dwóch województw masowo poparli w ostatnich wyborach Andrzeja Dudę. Ma to, w domyśle, powodować, że wymienione województwa nie zasługują na pozostawanie w granicach modernizującej się Polski i powinny zostać oddane Ukrainie.
Choć petycja nie robi wielkiej furory w sieci-do tej pory podpisało ją kilkaset osób-natychmiast została dostrzeżona przez mieszkańców Podkarpacia, którzy czują się ostatnio obrażani za swój wybór polityczny przez kolegów z większych miast, którzy głosowali na Rafała Trzaskowskiego. Niezadowoleni z treści petycji są także Ukraińcy, mieszkający z wyboru w Polsce. Aktywista społeczności ukraińskiej, Igor Isajew, pisze, że petycja obraża go, stawiając Ukrainę jako symbol państwa niecywilizowanego. Co gorsza-zauważa Isajew, który głosował na Trzaskowskiego-obraźliwe komentarze pisze Polska ,,otwarta i demokratyczna".
Część komentarzy pod petycją ma wydźwięk, którym teoretycznie mogłaby się zainteresować prokuratura. Z drugiej strony, ciężko podobne petycje traktować poważnie, a wpisy internautów pokazują skrajne rozżalenie porażką Rafała Trzaskowskiego u wyborców spoza województw podkarpackiego i lubelskiego.
uzi










