Dymisja wiceprezydenta Przemyśla Wojciecha Błachowicza
Wiceprezydent Przemyśla Wojciech Błachowicz złożył rezygnację. Jego odejście jest podyktowane zamiarem startu w jesiennych wyborach samorządowych na prezydenta miasta.
Dymisja Błachowicza, likwiduje konflikt interesów, jaki paraliżowałby przemyski magistrat, w sytuacji, kiedy prezydent miasta i jego zastępca są przeciwnikami w pojedynku wyborczym. Z drugiej strony wprowadza zagrożenie rozpadu i tak już dość wirtualnej koalicji PO – Regia Civitas. W najbliższą środę rozstrzygną się losy przewodniczącego Rady Miasta Przemyśla, kojarzonego z Platformą Jana Bartmińskiego. Prawdopodobnie jego potencjalne odwołanie zakończy rządzącą Przemyślem koalicję. W tej sytuacji Robert Choma byłby zmuszony do jakiejś formy porozumienia z radnymi PiS i SLD, którzy wspólnie złożyli wniosek o odwołanie Bartmińskiego.
W tej sytuacji, rezygnacja Wojciecha Błachowicza, wyprzedzająca i tak raczej pewne odwołanie go przez prezydenta, może być sygnałem skierowanym do prezydenckiego obozu: Chcecie spokoju do jesieni? Pozostawcie Bartmińskiego na stanowisku.
fot. UM (www.przemysl.pl)
Relacja z Dni Otwartych w przemyskiej PWSW. Galeria
8 maja w Przemyślu, w Państwowej Wyższej Szkole Wschodnioeuropejskiej odbył się Dzień Nauki. Impreza została zorganizowana już po raz piąty. Pomimo braku sprzyjającej aury uczestniczyli w niej tłumnie zarówno uczniowie szkolni, przedszkolaki jak i mieszkańcy miasta.
Rektor uczelni prof. dr hab. inż. Krzysztof Knapik rozpoczął Dzień Nauki stawiając pierwszą kreskę na obrazie, który wspólnie tworzyli wszyscy uczestnicy imprezy.
Każdy kto przybył na Dzień Nauki mógł znaleźć dla siebie coś ciekawego. Dla najmłodszych przygotowano konkurs plastyczny.Starsi mogli się sprawdzić ze znajomości mapy czy też pisząc dyktando. Przybyłych gości zabawiano pokazami tanecznymi, kabaretem. Chętni mogli wziąć udział w warsztatach m.in.: rzeźbiarskich, grafiki 2D i 3D, nauki pisania cyrylicą i hiraganą.
Korzystając z okazji w tym dniu swoje oferty edukacyjne przedstawiły szkoły ponadgimnazjalne z Przemyśla i Jarosławia.
Honorowy patronat nad Dniem Nauki objął Marszałek Województwa Podkarpackiego, Starosta Powiatu Przemyskiego, Wójt Gminy Przemyśl, Prezydent Miasta Przemyśla, Wojewódzkie Kuratorium Oświaty w Rzeszowie oraz poseł do Parlamentu Europejskiego Tomasz Poręba.
fot. Tomasz Bielański
Czy koalicja w Radzie Miejskiej Przemyśla przetrwa do wyborów?
W najbliższą środę zaważą się losy Przewodniczącego Rady Miasta Przemyśla Jana Bartmińskiego, który za swój gwizd na trzeciomajowych obchodach może stracić swoją funkcję. Bartmiński, który nie należy do Platformy Obywatelskiej, jest jednak członkiem klubu PO w radzie. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że w koalicji popierającej prezydenta Roberta Chomę trzeszczy, tak więc otwartym pytaniem jest, jak w środę zagłosują radni Regia Civitas.
Jednym z punktów zapalnych jest zbliżający się termin wyborów samorządowych. Naturalnym kandydatem PO na prezydenta miasta byłby jej przewodniczący Wojciech Błachowicz. Problem w tym, że jest on obecnym wiceprezydentem, tak więc podwładnym Roberta Chomy. Start ich obydwu, stworzyłby niezręczną sytuację w pracy magistratu. Rozwiązaniem problemu, byłoby zapewne poszukanie przez Platformę innego kandydata. Nikt, jednak, w kręgu PO nie kwapi się do startu w wyborach.
Po ewentualnym zakończeniu koalicji, Regia Civitas miałaby spory problem z większością w radzie miasta. Możliwym rozwiązaniem byłaby współpraca z radnymi PIS jak i SLD. Brzmi to nieprawdopodobnie? Wniosek o odwołanie Jana Bartmińskiego złożyli solidarnie radni właśnie tych dwóch klubów. Zwłaszcza tych ostatnich, ciężko podejrzewać o szczególną sympatię do obrażonego gwizdem przewodniczącego posła Solidarnej Polski Mieczysława Golby.
Batalion Czołgów w Żurawicy świętował. Dzień otwartych drzwi. Galeria
11 maja 1996 roku 1 Batalion Czołgów w Żurawicy otrzymał sztandar. Dziś odbyło się święto XXI rocznicy tego wydarzenia.
W wydarzeniu tym wziął udział m.in. prezydent Przemyśla Robert Choma oraz dowódcy innych służb mundurowych. W trakcie uroczystości wręczono odznaczenia państwowe oraz wyróżnienia za wzorową służbę żołnierzom batalionu. Po oficjalnej części do godzin popołudniowych miało miejsce dzień otwartych drzwi, w trakcie których każdy mógł zwiedzić jednostkę. Odbył się szereg prezentacji wyposażenia oraz wyszkolenia żołnierzy.
Część oficjalna - zdjęcia Rafał Porada
Parady i prezentacje - zdjęcia Piotr Gdula
Wojna, którą przegraliśmy dwa razy
Przez wiele lat Polska znajdowała się w kręgu państw socjalistycznych będąc krajem satelitarnym ZSRR. To właśnie w Moskwie ustalono, że dniem święta zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami będzie 9 maja, choć akt kapitulacji Niemiec podpisano już dzień wcześniej.
Jak wiemy z historii II Wojna Światowa rozpoczęła się od niemieckiego ataku na Polskę w dniu 1 wrześnie 39. Dzięki nowoczesnemu stylowi walki zwanego blitzkriegiem (wojną błyskawiczną) Niemcy w krótkim czasie pokonali słabą militarnie Polskę dochodząc go ustalonej w pakcie Ribbentrop-Mołotow linii na Sanie, a nawet czasem ją przekraczając jak w przypadku Lwowa. Kampania wrześniowa trwała od 1 września do 6 października, kiedy to całkowicie ustały działania militarne polskich jednostek. Po wielu latach wreszcie odkłamano historię stawiając zarzut równoległego rozpoczęcia wojny przez Związek Radziecki. Przypomnijmy, że Armia Czerwona przekroczyła nasze wschodnie granice 17 września 39 dokonując zbrojnej agresji bez wypowiedzenia wojny. Oficjalne tłumaczenie Stalina było identyczne jak obecnie W. Putina w sprawie aneksji Krymu.. Twierdził, że nie jest to agresja tylko prewencyjna obrona ludności rosyjskiej. Tak oto Polska poniosła pierwszą porażkę w tej wojnie, pozostawiona na pastwę agresorów mimo wielu podpisanych gwarancji oraz układów militarnych z krajami zachodniej Europy.
Wojna obrała innego wymiaru, gdy dotychczasowi sojusznicy stali się wrogami. W 1941 roku Hitler zaatakował ZSRR dokonując wielu zwycięstw nad słabszą armią radziecką. Kiedy Stalin poczuł, że jego kraj upada utworzono polskie jednostki wojskowe pod znakiem orła, który po wschodniej stronie świata stracił z głowy koronę. To właśnie, to wojsko złożone z byłych sybirskich zesłańców, ramię w ramię z żołnierzem rosyjskim przemierzyło cały szlak bojowy, by pod koniec kwietnia 1945 zdobyć Berlin. Tak oto odnieśliśmy zwycięstwo nad niemieckim okupantem. Niestety, zwycięstwo było tylko pozorne, bo jak się okazało ponad naszymi głowami mocarze państw podpisali nowy pakt oddając Polskę pod władanie Stalina. Wówczas przegraliśmy wojnę drugi raz…… Okupacja radziecka w Polsce trwała aż do 1989 roku, kiedy to ostatnie jednostki radzieckie stacjonujące w Polsce na zasadzie wojsk okupacyjnych opuściły teren naszego wolnego państwa. Dopiero po 89 roku Polska rozpoczęła „powolną odbudowę” z powojennych pozostałości już bardziej w sferze mentalnej niż fizycznej.
Dziś już nie obchodzimy tak hucznie rocznicy zwycięstwa, bo, czy ósmy, czy dziewiąty maj kojarzy nam się bardziej z ponowna klęską niż spektakularnym zwycięstwem..
Wypadek w Zadąbrowiu koło Przemyśla
We wtorek, 6 kwietnia w Zadąbrowiu doszło do wypadku drogowego. Policja z Przemyśla wyjaśnia okoliczności zajścia zdarzenia.
Około godziny 11, 27-letni kierowca forda transita nie ustąpił pierwszeństwa mężczyźnie przechodzącemu na przejściu dla pieszych i potrącił go. 83-letni mieszkaniec powiatu przemyskiego w wyniku upadku został poważnie ranny i przewieziony do szpitala.
Kierowca, będący mieszkańcem Krakowa był trzeźwy.
Od maja łatwiej cudzozeimcom w Polsce
Od 1 maja zostały wprowadzone zmiany dla cudzoziemców przebywających na terenie Polski. Wydłużeniu uległo zezwolenie na pobyt stały, pracę czy też naukę. Zmiany mają na celu dostosowanie polskich przepisów prawa do regulacji unijnych oraz mają stanowić systemową zmianę zgodną z polską polityką migracyjną.
Pobyt czasowy cudzoziemców został wydłużony z dotychczasowych 2 lat do 3, a wniosek o takie zezwolenie będzie można złożyć w dowolnym czasie podczas swojego legalnego pobytu. Do tej pory wniosek taki musiał zostać złożony co najmniej 45 dni przed końcem legalności pobytu.
Obcokrajowcy studiujący w naszym kraju otrzymają pierwsze zezwolenie na pobyt czasowy na okres 15 mc. Studenci kontynuujący naukę na kolejnym roku otrzymają zezwolenie na okres do 3 lat, do tej pory był to rok. Cudzoziemcy będący absolwentami polskich uczelni szukający u nas pracy będą mogli się ubiegać o pobyt czasowy do 1 roku.
Przyznawane będzie też jedno zezwolenie na pobyt i pracę. Nie będzie już konieczne posiadanie prawnie potwierdzonego zajmowania mieszkania.
Cudzoziemiec, który nie otrzyma zezwolenia na pobyt albo je utraci będzie miał 30 dni na opuszczenie kraju,a oczekując na decyzję SG w sprawie opuszczenia terytorium za uiszczeniem np.: zabezpieczenia pieniężnego nie będzie musiał przebywać w ośrodku strzeżonym.
Straż graniczna będzie udzielać ochrony humanitarnej lub zgody na pobyt tolerowany w przypadku osób związanych z więzami rodzinnymi w Polsce lub też sytuacją w kraju pochodzenia.
Ustawa wprowadza również nowe zapisy w kwestii m.in.: prowadzenia działalności gospodarczej, wydawania zezwoleń dla ofiar handlu ludźmi.
Pzemyska afera z gwizdem w tle
Przemyśl od kilku dni żyje własną i swoistą aferą „Whistlegate”. Zamieszani są w nią poseł Solidarnej Polski Mieczysław Golba oraz przewodniczący przemyskiej rady miejskiej Jan Bartmiński. Cała draka miała miejsce na wzgórzu zamkowym, gdzie trzeciego maja obchodzone były uroczystości kolejnej rocznicy uchwalenia naszej pierwszej konstytucji. Po skończonym przemówieniu posła Golby, który z zapałem, to przestrzegał zebranych przed jakimkolwiek pomaganiem nowym władzom Ukrainy, to straszył przed banderowcami, szerząc wizje palonych wsi oraz ujawniając ukraińską piątą kolumnę w Sejmie, radny Bartmiński skwitował całą wypowiedź krótkim, acz soczystym gwizdem.
Afera nie wybuchła nagle, ona powoli rozkwitła. Gorące dyskusje na forach internetowych, podchwycili dziennikarze, na końcu politycy. Wczoraj pisały już o tym gazety oraz lokalne portale, a stowarzyszenie o politycznych zapędach „Dolina Sanu oraz sam poseł Golba wzywali Jana Bartmińskiego do ustąpienia z funkcji przewodniczącego Rady Miejskiej. Można, by, podgwizdując pod nosem, powiedzieć, że jakie miasto taka afera. Jednak sprawa dotyczy kwestii dużo poważniejszych. Nie tak dawno temu rzecznik ukraińskiego Prawego Sektora Andrij Tarasenko marzył sobie publicznie o włączeniu Przemyśla i Hrubieszowa do Ukrainy. Duża, wtedy, część naszych rodaków, zwłaszcza tych z terenów „zagrożonych”, uznała, że słowa te są wyrazem postawy wszystkich Ukraińców. Po tej wypowiedzi nic już nie było takie, jak wcześniej. Momentalnie powróciły zabliźnione pretensje i antagonizmy. Cała sprawa była dodatkowo podsycana przez media i polityków prawicowych, od zawsze widzących w przeciętnym Ukraińcu krwawego banderowca (wyjątkowy umiar i wstrzemięźliwość w tej sprawie zachowują działacze Prawa i Sprawiedliwości).
Nie wiem, ile procent Ukraińców chciałoby podbicia Przemyśla, tak samo nie wiem, ile Niemców pragnęłoby odzyskać Wrocław i Szczecin, a Czechów Śląsk Cieszyński. Jednak chciałbym przypomnieć, że straszenie nas państwem, które w tym właśnie momencie doświadcza rozbioru niemal połowy swojej powierzchni, którego szczątkowa armia nie potrafi poradzić sobie z paramilitarnymi ugrupowaniami, jest dość cyniczne, ale także nieco zabawne.
Zagrożeniem dla Przemyśla nie jest inwazja Ukraińców, tylko ich nieobecność w mieście. Od, kiedy na Ukrainie rozpoczęła się rewolucja, pełznąca w kierunku wojny domowej, kolejni ukraińscy konsumenci, handlowcy, klienci zaczęli mocno ograniczać przyjazdy do Przemyśla, niektórzy wręcz z przyjazdów zrezygnowali zupełnie. Z powodu gigantycznego krachu Hrywny, Polska stała się dla nich, po prostu za droga. Cierpią na tym lokalne firmy, którym nagle zniknął spory lub nawet przeważający kawałek przychodu. Kiedy za parę miesięcy, o ile sytuacja na Ukrainie się nie unormuje, firmy te zaczną się likwidować lub restrukturyzować, zwalniając przy tym rzeszę swoich pracowników, może inaczej popatrzymy na obecność ukraińską w Przemyślu. A powinna być ona oparta na dobrosąsiedztwie i wzajemnym zaufaniu. To jedyna szansa dla naszego miasta i regionu.
I nie patrzmy z lękiem na Ukraińca, który z zachwytem rozgląda się po Przemyślu. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto, choć raz nie śnił o Lwowie, powracającym do polskiej macierzy. A przecież wiadomo, że rzecz jest to nierealna.
Piotr Gdula
Kolej wiedeńska, a przemyski dworzec
Kolej Wiedeńska słynęła z doskonałej regularności. Pociągi przybywały do stacji przeznaczenia z czasem rozkładowym, nie było nawet mowy o tak charakterystycznych naszym czasom spóźnieniach.
Potwierdzeniem tego faktu może być zdarzenie mające miejsce podczas wizytacji miasta przez Cesarza Franciszka Józefa. Ten przyjechawszy do Przemyśla pociągiem po przybyciu wyjął złoty zegarek na łańcuszku i spojrzał na godzinę. Okazało się jednak , że czas przyjazdu nie zgadzał się o pięć minut! Cesarz bez wahania wyrzucił zegarek przez okno będąc w stu procentowym przekonaniu, że zegarek się zepsuł….
Austriacki zaborca uważał Galicję za integralną część cesarstwa. W tym zaborze nie można było spotkać się z takimi zjawiskami jak germanizacja, czy rusyfikacja w innych zaborach. Polacy posiadali nawet delegatów w austro-węgierskim sejmie. Autonomia Polaków była rozwinięta. Nic, więc dziwnego, że cesarstwo postanowiło zadbać o rozwój gospodarczy regionu. Postawiono, między innymi na rozwój kolejnictwa. Tak oto w połowie XIX wieku ruszyły prace nad kolejnymi etapami budowy torów i dworców. Ten przemyski oddano 1859 roku, jednak nie był to dokładnie ten budynek, który oglądamy dzisiaj. Obecny kształt dworca został nadany mu podczas rozbudowy 1895 roku. Wówczas postanowiono, że będzie on repliką dworca wiedeńskiego. To założenie spowodowało, że dworzec zyskał charakter pałacowy z bogatymi sztukateriami oraz malowidłami najwyższej klasy. Linia kolejowa łącząca Przemyśl z resztą Galicji zachodniej powstała w 1860 roku i kończyła etap budowy od strony Przeworska. Budowa, jednak się nie zakończyła, lecz trwała dalej, bo już rok później oddano do użytku odcinek do Lwowa liczący 97,6 km. W późniejszym czasie postanowiono o budowie odcinka łączącego Przemyśl z Budapesztem. Tak powstał odcinek prowadzący przez Chyrów do Zagórza, a następnie tunelem Łupkowskim na druga stronę Karpat. Po ponownej regulacji granic część tej trasy pozostała po stronie ZSRR, jednak na podstawie umowy transgranicznej nadal nią jeździły polskie pociągi. Przejazd do Ustrzyk Dolnych stanowił nie lada atrakcję dla turystów poszukujących stachurowskiej „Siekierezady” lub miłośników wędrówek po połoninach. W latach 80 pociąg łączony z wagonów towarowych i kilku osobowych wyruszał z Przemyśla w kierunku Niżankowic, by bez kontroli paszportowej przekroczyć granicę. Tam cały skład był dokładnie przeszukiwany przez radzieckich pograniczników często z psami. Po tej „odprawie” żołnierze stawali na schodkach wagonów broniąc w ten sposób wyjścia. Zimą stawali w przedsionkach utrudniając dostęp do toalet co w ciągu pięciu godzin jazdy stanowiło pewną trudność… Podczas jazdy zabronione było nawet otwarcie okna, a już wyrzucenie czegoś przez okno powodowało poważne problemy. Następny przystanek, to już przejście graniczne przed Krościenkiem. Tam po kolejnej kontroli żołnierze opuszczali pociąg. Linia ta obecnie została wyłączona z ruchu, gdyż ukraińska strona zażądała wysokich opłat tranzytowych.
W ostatnich latach przemyski dworzec przeszedł gruntowną odnowę, która przywróciła mu stan świetności czyniąc go kolejną lokalną atrakcją. Czego jeszcze możemy sobie życzyć? Chyba tylko tego byśmy jak cesarz wyrzucali zegarki, gdy spóźni nam się pociąg…….
Dokładnie 75 lat temu Polacy powiedzieli Hitlerowi: - Nie!
Dziś mija 75 rocznica słynnego wystąpienia w sejmie Rzeczypospolitej ministra Józefa Becka.
Podczas tego wystąpienia wygłosił on słynne słowa, które zadecydowały o polityce Polski wobec agresywnych Niemiec. Cyt. „Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenną. Tą rzeczą jest honor.” W sejmie rozbrzmiewały głosy aplauzu. Jednak słowa te miały skutkować martyrologią narodu polskiego. Oznaczały, że polityka obierze nurt nieustępliwości bez względu na potencjalne następstwa.
Minister Beck jak nikt inny wyraził ducha narodu polskiego wobec narastającego zagrożenia. Była to riposta na przemowę A, Hitlera z dnia 28 IV 1939r.










