Zmarł Karol Modzelewski. Legendarny opozycjonista miał związki z Przemyślem

W niedzielę zmarł Karol Modzelewski - legendarny opozycjonista okresu PRL-u, więzień polityczny, dysydent a równocześnie znakomity mediewista, profesor nauk humanistycznych i członek Polskiej Akademii Nauk.

Jeszcze jako student wraz z Jackiem Kuroniem skierował w 1964 krytyczny ,,List otwarty do partii", w którym zarzucał PZPR odejście od idei socjalizmu. Z powodu listu został usunięty z uczelni i skazany na 3,5 roku więzienia. Był także inicjatorem protestów studenckich na Uniwersytecie Warszawskim w marcu 1968 roku. W czasach PRL spędził w więzieniu łącznie 8,5 roku.

To Modzelewski wymyślił nazwę ,,Solidarność” dla Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych. Był też pierwszym rzecznikiem prasowym związku. Oprócz działalności politycznej pozostawił po sobie dorobek naukowy i dużą spuściznę książkową, za którą był nagradzany m.in. literacką nagrodą Nike. W 2017 roku nakładem wydawnictwa Iskry ukazała się ,,Polska Ludowa” - książka-wywiad z Modzelewskim i Andrzejem Werblanem znakomicie przybliżająca realia polityczne całego okresu PRL z punktu widzenia opozycjonisty (Modzelewski) i ówczesnego decydenta (Werblan).

Profesor Modzelewski miał, co powszechnie nie jest znane, związki z naszym miastem. Jego żona - dziennikarka i pisarka Małgorzata Goetze - dorastała w Przemyślu, uczęszczając do I LO przy ulicy Słowackiego. Modzelewski lubił Przemyśl, gdzie chętnie spotykał się ze znajomymi i młodzieżą. W 2015 na zaproszenie dyrekcji I LO i Gimnazjum Stowarzyszenia Absolwentów I LO Karol Modzelewski wygłosił wykład dla uczniów pt. "Barbarzyńska Europa".

Zdjęcie wyróżniające: slowak.edu.pl


Prokuratura zajmie się ,,sądem nad Judaszem". Narodowcy zapowiadają reakcję

Sprawa tzw. sądu nad Judaszem to temat który zelektryzował wszystkie krajowe media, a także stał się przedmiotem komentarzy i opinii międzynarodowych instytucji. Małe miasteczko, znane do tej pory z unikatowej drewnianej zabudowy stało się głośne na świecie za sprawą kontrowersyjnej zabawy ludowej polegającej na inscenizowanej egzekucji Judasza.

Brutalna ,,zabawa”

Dla przypomnienia: w Wielki Piątek grupa mieszkańców Pruchnika brała udział w obrzędzie sądu nad Judaszem polegającym na wywieszeniu płóciennej kukły, obijaniu jej kijami, a na samym końcu jej podpaleniu i wrzuceniu do rzeki Mleczki. Rzecz w tym, że kukła miała atrybuty stereotypowego Żyda z przedwojennych litografii- wielki garbaty nos, pejsy i jarmułkę. Sprawę nagłośnił pochodzący z Przemyśla dziennikarz Ekspresu Jarosławskiego Hubert Lewkowicz, a w reakcjach po upowszechnieniu informacji przez krajowe media pojawiły się zarzuty o antysemicki charakter obyczaju z Pruchnika.
Oświadczenie potępiające sąd nad Judaszem wydał Światowy Kongres Żydów, a także minister MSWiA Joachim Brudziński. Głos zabrał też Episkopat Polski jednoznacznie krytykując praktyki mieszkańców Pruchnika - Kościół jednoznacznie wyraża dezaprobatę wobec praktyk, które godzą w godność człowieka. Kościół katolicki nigdy nie będzie tolerował objawów pogardy do członków jakiegokolwiek narodu, w tym do narodu żydowskiego – brzmiał komunikat bp. Rafała Markowskiego, przewodniczącego Rady ds. Dialogu Religijnego i przewodniczącego Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem Konferencji Episkopatu Polski.

Narodowcy biorą w obronę ,,judaśników”

Ale pojawiły się głosy biorące w obronę uczestników inscenizacji. Obyczaj sięga 17. wieku, kiedyś był powszechny w całej południowej Polsce, ale tylko w okolicach Jarosławia przetrwał do naszych czasów. Mieszkańcy Pruchnika kategorycznie też odrzucają oskarżenia o antysemicki podtekst ,,zabawy”. Ale to właśnie z powodu ,,judaszków” wybuchały zamieszki antysemickie w dawnych czasach- władze zaborcze w 19. wieku obawiając się pogromów ludności żydowskiej zakazywały tego typu rozrywek na ziemiach polskich.
Sprawą zajęła się prokuratura z Jarosławia, a na jej polecenie policja przesłuchuje świadków zdarzenia. Są już postawione pierwsze zarzuty, m.in. zarzut nieostrożnego obchodzenia się z ogniem. Wiele wskazuje, że jeśli prokuratura zajmie się na poważnie sprawą, to przesłuchiwani będą nie tylko mieszkańcy miasteczka, ale i dzieci uczestniczące w zdarzeniu. I to wywołało reakcję Ruchu Narodowego, którego lider Robert Winnicki zapowiedział reakcję na działanie prokuratury. Narodowcy – według słów Winnickiego- są w kontakcie z uczestnikami zajścia i zapewnią pomoc prawną osobom, które są –jak to ujął poseł- prześladowane z absurdalnych powodów.

 

Zdjęcie wyróżniające: sąd nad Judaszem - Pruchnik, 1938r.


Istotne zmiany w rozkładzie jazdy MZK Przemyśl

Od 1 maja br. rozkład jazdy autobusów na linii 5 i 14 ulegnie zmianie. Wybrane kursy do miejscowości Ujkowice będą przebiegać trasą przez ulicę Wysockiego. Tego dnia zostanie również zlikwidowana linia nr 17 relacji Przemyśl - Ujkowice.
Dodatkowo, świąteczny kurs linii nr 2 o godzinie 21:26 z przystanku Monte Cassino - Szpital Wojewódzki zostanie wydłużony do przystanku Ofiar Katynia - Pętla.
Przypominamy, iż od 19 kwietnia 2019 roku autobus linii 29 kursuje zgodnie z obowiązującym rozkładem jazdy. Tymczasowy przystanek na ulicy Sarbiewskiego został zlikwidowany.

Nowy rozkład jazdy dostępny jest na stronie MZK Przemyśl

rozkład.mzk.przemysl.pl

Zdjęcie: przemysl.pl


Przedłuża się sprawa wypadku w Leszczawie

We wtorek odbyła się kolejna rozprawa ukraińskiego kierowcy, Mykoly L., odpowiedzialnego za tragiczny wypadek autokaru, który rozbił się latem w sierpniu 2018 roku w Leszczawie Dolnej. Zginęły w nim trzy osoby, a wiele z nich do tej pory zmaga się z problemami zdrowotnymi oraz traumą. Portal Przemyski opisywał wydarzenia z Leszczawy w materiale z 22 marca zwracając uwagę na niewyjaśnione aspekty sprawy.

Zeznaje wdowa

Według relacji Tamary Palashchuk, wdowie po jednej z ofiar, autokar, którym się poruszali podróżni nie był w najlepszym stanie; z powodu padającego we Lwowie deszczu, do środka pojazdu przedostawała się woda, o czym zawiadomiła kierowcę. W autobusie jechał drugi kierowca - oskarżony, który po postoju na stacji benzynowej przed przejściem granicznym, usiadł za kierownicą. Niepokój kobiety budziła pilotka wycieczki, która pospieszała kierowcę, twierdząc, że musi dogonić pozostałe autokary. Pechowy autobus wyjechał jako ostatni z trzech lub czterech, które podróżowały do Budapesztu. Zdaniem świadka tamte autokary poruszały się inną trasą.

Czytaj także: https://www.portalprzemyski.pl/smierc-na-zakrecie-rozprawa-w-sadzie-okregowym/

Według zeznań, bezpośrednio przed wypadkiem pasażerowie nie usłyszeli pisku hamulców ani opon oraz nie odczuli gwałtownego hamowania. „Wydawało mi się, że autobus zjechał z asfaltu na pobocze wysypane tłuczniem, a potem autobus zaczął koziołkować” – powiedziała Tamara Palashchuk.

Według świadka, na fotelach autobusu nie było pasów bezpieczeństwa.

,,Uważam, że to było bardzo nieodpowiedzialne, żeby jechać tam z taką prędkością, w autokarze było dużo ludzi, były też dzieci. Nie mogę zrozumieć, jak można było wieść tyle ludzi i zepsuć och życie. Wiele z tych osób jest kalekami”- komentowała Tamara Palashchuk . Dodała również, że po pierwszej rozprawie udała się na miejsce tragedii i stwierdziła, że jest tam dużo znaków ostrzegawczych.

Bez środków do życia

Firma ubezpieczeniowa do tej pory nie wypłaciła wdowie żadnego odszkodowania. Pani Tamara otrzymuje rentę na dziecko z tytułu utraty żywiciela rodziny w kwocie 1400 hrynien, co po przeliczeniu na złotówki daje kwotę ok. 210 złotych. Poszkodowana podnosiła dodatkowo to, że z powodu kontuzji odniesionej w wypadku nie może aktualnie pracować.

Pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej Tamary P., mecenas Tomasz Zawada złożył wniosek o zadośćuczynienia od oskarżonego w wysokości 200 tys. złotych.

Droga była oznakowana, autokar był sprawny- twierdzą świadkowie.

,,Zakręt śmierci” był odpowiednio oznakowany- potwierdził inny świadek, ówczesny dowódca zastępu OSP w Birczy, który został wezwany na miejsce zdarzenia.
Kolejny ze świadków, funkcjonariusz Straży Granicznej z przejścia drogowego w Krościenku, który w dniu wypadku kontrolował pechowy autokar zeznał, że nie stwierdził nieprawidłowości. Według niego kierowca posiadał wszystkie wymagane dokumenty, a autobus wyglądał na sprawny. Podczas zeznania nie mógł przypomnieć sobie więcej szczegółów.

Obrońca oskarżonego wystąpił z wnioskiem o przesłuchanie w kolejnych świadków; jednego z uczestników wypadku oraz biegłego z zakresu mechaniki samochodowej. Ma ono na celu wyjaśnienie nieścisłości oraz niedomówień dostrzeżonych przez obronę. Sąd przychylił się do wniosku. Kolejna rozprawa wyznaczona została na 4 czerwca.

 

 

Zdjęcie: zbiory własne


Ukraina - nasz sąsiad - ma nowego prezydenta. Kim jest Wołodymyr Zelenski?

41- letni Wołodymyr Zelenski pochodzący z miasta Krzywy Róg został w niedzielę nowym prezydentem Ukrainy. To co powszechnie wiadomo o życiu Zelenskiego to to, że pochodzi z rodziny ukraińskich Żydów, studiował prawo na Kijowskim Narodowym Uniwersytecie Ekonomicznym, a karierę zrobił jako aktor komediowy.

Zelenski uzyskał status megagwiazdy ukraińskiej rozrywki rolą w "Słudze narodu". To ukraiński serial komediowy z rodzaju political fiction, opowiadający o nauczycielu historii, który zostaje prezydentem kraju. Główny bohater Vasiliy Petrovich Goloborodko publikuje w sieci krótki spot, w którym krytykuje wszechobecną w polityce państwa korupcję oraz uwikłanych w nią polityków. Nagranie stało się hitem i dzięki niemu, Goloborodko wygrywa wybory na prezydenta. Profetyczny serial odniósł wielki sukces na Ukrainie-dość powiedzieć, że odcinki umieszczone na YouTube mają po kilkanaście milionów odsłon.

Zelenski, i o tym mówi się wprost, choć on sam temu zaprzecza, cieszy się poparciem Ihora Kołomojskiego. Kołomojski to jeden z najbogatszych Ukraińców, oligarcha posiadający szereg biznesów, w tym sieć mediów z popularną telewizją 1+1 na czele. Kołomojski jest postacią co najmniej barwną –zdeklarowany Żyd wspierający ochotnicze bataliony w Donbasie i neobanderowskie ugrupowanie Prawy Sektor. Zasłynął z płacenia za każdą głowę prorosyjskiego ,,zielonego ludzika”. Toczyły się przeciw niemu także dwa postępowania prokuratorskie, w których podejrzewano go o zlecenie zabójstwa. Co istotne, Kołomojski jest skonfliktowany z Petrem Poroszenko, i jest osobą której najbardziej mogło zależeć na pozbawieniu władzy dotychczasowego prezydenta.

Spytaliśmy młodego Ukraińca, który mieszka i pracuje w Przemyślu o to dlaczego wygrał Zelenski. Siergiej, bo tak ma na imię sympatyczny chłopak, twierdzi, że niechęć do Poroszenki była tak duża, że ktokolwiek by wystartował spoza politycznego establishmentu Ukrainy ten osiągnąłby sukces. Ponieważ zrobił to Zelenski, to on zgarnął pulę. Według Siergieja, Ukraińcy także nie ufali Julii Tymoszenko- według nich obciążają ją zarzuty o przekręty finansowe.

Zelenski podczas II tury wyborów zdobył głosy poparcia prawie trzech czwartych obywateli. Jest to najwyższy wynik uzyskany w blisko trzydziestoletniej historii ukraińskiej demokracji. Specjaliści tłumaczą ten wielki sukces młodego polityka zmęczeniem Ukraińców dotychczasową sceną polityczną kraju, korupcją i brakiem efektów reform Poroszenki. Zwraca się uwagę na udaną kampanię polityka opart głównie na Instagramie, która zmobilizowała młodych Ukraińców. Zelenski nie bawił się w polityczną agitację i utarczki, tylko wrzucał do internetu dużo zdjęć i filmików. Na jego sukces pracowali także popularni youtuberzy.

Mieszkający w Polsce Ukrainiec Igor Isajew, który prowadzi bloga dotyczącego bieżących spraw ukraińskich zauważa, że:

 

„Poroszenko zrobił akcent na ukraińskim konserwatyzmie, z oddzielonym od Rosji językiem, Cerkwią i armią. Był typowym establishmentem, który jest od dawna w polityce i sam w sobie jest oligarchą — choć w trakcie kadencji jego majątek akurat się kurczył.
Zełenski — to Kukiz, ale bardzo ukraiński. Zrobił kampanię antyestablishmentową. W ukraińskim populizmie nie ma miejsca na wartości konserwatywne — odwrotnie, ten populizm jest bardzo socjalistyczny: niskie ceny, wyższe pensje, równy dostęp. Co prawda, nikomu dotąd w Ukrainie nie udało się takich postulatów zrealizować — dziwnie byłoby, gdyby to zrobił Zełenski. Ma mało czasu do „półmetka” — w moim odczuciu, do czasu wyborów parlamentarnych 27 października. Po tym będzie miał tylko pod górkę. Jego wyborca nie będzie długo się zastanawiać, odwracając się w stronę kolejnego antyestablishmentowca.”

 

Zdaniem wielu obserwatorów Zelenski to typowy populista deklarujący niechęć do tradycyjnej polityki. Nowy prezydent chce środkami pokojowymi zakończyć wojnę w Donbasie, unika też jednoznacznych deklaracji w sprawie wstąpienia Ukrainy do NATO. Pozostaje też pytanie czy pozwoli sobie na samodzielność, czy pozostanie pod wpływem Ihora Kołomojskiego.  A ten ostatni, co właśnie udowodnił, ma duże umiejętności w pozbawianiu władzy krnąbrnych prezydentów.

 

Link do serialu "Sługa narodu"

https://www.youtube.com/watch?v=GZ-3YwVQV0M&list=PLo5S49RAgCb5QsIIaoLdO56bed7CFJAr-&fbclid=IwAR3SOt8DE6p5waoP2odBGq4nScRJoGkPhY-uEXsrPDS8j284bkKDKg9KNZU

Zdjęcie: www.instagram.com/zelenskiy_official/


Turcy na granicy

Dzięki współpracy polskich i ukraińskich funkcjonariuszy Straży Granicznej zatrzymano na gorącym uczynku pięciu obywateli Turcji zamieszanych w nielegalne przekroczenie granicy.

Polscy pogranicznicy zwrócili uwagę na podejrzanie zachowującego się mężczyznę, który ukrywał się w zaroślach przy granicy państwa. Funkcjonariusze SG w Medyce powiadomili o tym swoich odpowiedników z Oddziału Państwowej Służby Granicznej Ukrainy w Mościskach, a ci zatrzymali czterech obywateli Turcji, którzy poruszali się w stronę Polski, usiłując pieszo przekroczyć zieloną granice i spotkać się z oczekującym na nich kolegą, który po zatrzymaniu także okazał się Turkiem.
Turek, który organizował przerzut, usłyszy zarzuty prokuratora.

Zdjęcie: materiały prasowe Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej


Betoniarka na granicy

Dziś we wczesnych godzinach porannych na przejściu granicznym w Medyce zatrzymano skradziony samochód ciężarowy.

47-letni obywatel Ukrainy próbował przewieźć pojazd marki Iveco na teren tego kraju. Z ustaleń funkcjonariuszy Straży Granicznej wiadomo, iż ciężarówka ta była poszukiwana w kilkudziesięciu krajach za sprawą zgłoszonej w Rumunii kradzieży. Jej wartość szacuje się na 110 tys. złotych.
Oprócz prób przemycania całych samochodów prawdziwą plagą jest proceder przemycania kradzionych części i podzespołów pojazdów.

Zdjęcie: www.bieszczadzki.strazgraniczna.pl


Zakłócenie ukraińskiej procesji. Zapadł wyrok

W środę w przemyskim sądzie 20 mężczyzn, którzy latem 2016 roku zakłócili religijną procesję Ukraińców, otrzymało wyroki skazujące.

26 czerwca 2016 grupa młodych mężczyzn związana z polskimi środowiskami kibicowskimi zakłóciła przemarsz religijnej procesji panachydy z katedry greckokatolickiej na cmentarz Strzelców Siczowych w Pikulicach.

Oskarżeni usłyszeli wyroki od 6 do 14 miesięcy ograniczenia wolności, które mają być wykonane w formie nieodpłatnych prac na cele społeczne. Na wysokość wyroków wpływ miało dotychczasowe sprawowanie się oskarżonych, z których na odczytaniu wyroku stawiło się jedynie kilku. Sąd zasądził także nawiązkę pieniężną na rzecz jednego z pokrzywdzonych uczestników procesji.

Sędzia Edyta Kołacz w uzasadnieniu wyroku wskazała, że rozumie motywy oskarżonych, którzy wskazywali na kwestie historyczne, ale zachowanie oskarżonych w dniu 26 czerwca 2016 było - zdaniem sądu - niedopuszczalne, ponieważ naruszało konstytucyjne prawo do manifestacji uczuć religijnych i wypełniało znamiona złośliwego zakłócenia aktu religijnego.

Na sali była obecna m.in. Maria Tucka, wiceprzewodnicząca Związku Ukraińców w Polsce, która w komentarzu dla Portalu Przemyskiego stwierdziła, że w Wielkim Tygodniu wybacza sprawcom. Na pytanie czy uważa wyrok za sprawiedliwy odpowiedziała, że nigdy nie spodziewała się, że coś takiego spotka ją w mieście, w którym mieszka od dzieciństwa.

Z kolei poproszony o komentarz Andrzej Zapałowski stwierdził, że kierownictwu Związku Ukraińców w Polsce niezwykle zależało, by procesji użyć do manifestacji politycznej i w tym celu - według wiedzy Zapałowskiego - ściągano Ukraińców m.in. z Mościsk, by złożyć hołd żołnierzom UPA na cmentarzu w Pikulicach. W Przemyślu nie ma żadnych napaści na tle religijnym ani na Ukraińców, ani na Żydów, czego najlepszym przykładem jest spokojnie obchodzone Święto Jordanu- przekonuje Zapałowski.
Skazani, reprezentowani przez adw. Dariusza Żero, zapowiedzieli apelację od wyroku.


Władze miasta uczciły pamięć ofiar Katynia i katastrofy smoleńskiej

Wczoraj, 10 kwietnia, Prezydent Wojciech Bakun oraz Przewodnicząca Rady Miejskiej Ewa Sawicka oddali hołd 96. ofiarom katastrofy smoleńskiej, która miała miejsce dokładnie 9 lat temu. Tego dnia, oprócz pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich, zginęło wielu ważnych polityków i przedstawicieli władz.
Prezydent oraz Przewodnicząca Rady Miejskiej złożyli kwiaty przy tablicy upamiętniającej ofiary katastrofy.
Następnie wraz z innymi delegacjami złożyli wieńce i zapalili znicze przy pomniku Zesłańców Sybiru i Ofiar Katynia oraz przy grobie katyńskim, znajdującym się na Cmentarzu Starym. Oddali tym samym cześć ofiarom zbrodni katyńskiej.

Zdjęcia: UM, Agata Czereba


Pomagali w przemycie. Odpowiedzą przed sądem

36 osób, w tym 12 polskich funkcjonariuszy Służby Celnej, usłyszy zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej szmuglującej wyroby tytoniowe z Ukrainy do Polski. Akt oskarżenia wpłynął już do Sądu Okręgowego w Przemyślu.
Przemytnicy, w tym 19 obywateli ukraińskich, przewozili ukryte w różnych częściach pojazdów kartony z papierosami. Nabywali je u siebie w cenach hurtowych (jedna paczka papierosów to ok. 20 hrywien = 2,40 zł), aby zarobić na ich sprzedaży w Polsce. Przestępcom pomagało 12 celników, którzy uprzedzani byli o tym, które samochody mają przepuścić bez kontroli. Często porozumiewali się między szmuglującymi za pomocą wcześniej ustalonego hasła. Łapówka za jeden karton wynosiła od 3 do 4 złotych, którą skorumpowani funkcjonariusze odbierali w tzw. bezpiecznych miejscach - były to m.in. przemyskie parkingi lub okolice cmentarza w Medyce.
Szacuje się, że od października 2011 do czerwca 2014 roku przemytnicy przewieźli około 930 tysięcy paczek papierosów. Straty Skarbu Państwa mogły wynieść nawet 17 mln złotych.
Byłym funkcjonariuszom Służby Celnej grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności za przestępstwa korupcyjne i 5 lat więzienia za przemyt wyrobów akcyzowych.