Dokąd na wakacje? Kierunek Przemyśl - Bułgaria
I znów mamy wakacje. Wielu z nas już wyruszyło we wcześniej zaplanowane kierunki, by plażować lub zdobywać szczyty gór. Jest, jednak zapewne grupa osób, który znudziły się polskie, marudne klimaty, więc obierają kierunek południowy.
Wakacje zagraniczne wiążą się, jednak z koniecznością pokonania iluś problemów, które w przypadku wyprawy nad Bałtyk nie występują. Tu musimy z wielką precyzją zaplanować wszelkie szczegóły wyprawy tak od strony logistycznej, jak i finansowej.. Pierwszym krajem, który weźmiemy na celownik jest Bułgaria. Ten pokomunistyczny kraj ponownie zaczyna się cieszyć popularnością wśród polskich i nie tylko turystów. Z Polski mamy dwie główne możliwości możliwości dojazdu. Pierwsza to przejazd przez Słowację, Węgry, Rumunię i wreszcie Bułgaria. Ta trasa charakteryzuje się dobrymi drogami. Jednak ta opcja jest dużo dalsza i bardziej kosztowna. Co na to wpływa? Otóż poruszając się po drogach w krajach Unii jesteśmy zmuszeni do wykupu winiet uprawniających do poruszania drogami w danym kraju, winiety te są ważne na określony czas – w zależności od ceny. Koszt winiet w krajach, które podałem, to od kilku do kilkunastu euro. Oczywiście, w drodze powrotnej wykupujemy je ponownie –, chyba że wykupiliśmy droższą opcję przy wjeździe, która obejmuje również nasz powrót. Kolejnym ważnym minusem tej trasy są ceny paliw, które u naszych południowych sąsiadów bywają wyższe od naszych, zwłaszcza gdy płacimy w euro. Stosunek oficjalnego przelicznika jest dla nas bardzo nieopłacalny.. Jednak jadąc tą trasą musimy być na to przygotowani szczególnie, gdyż dotarcie do upatrzonej Bułgarii jest znacznie dalsze od trasy, która opiszę jako następną.
Alternatywą dla drogi przez kraje unii jest przejazd przez Ukrainę. W tym przypadku musimy pamiętać o ważnych paszportach oraz zielonej karcie dla naszego pojazdu. Bez niej też możemy wyruszać w kierunku przejścia granicznego z Ukrainą ale będziemy musieli nabyć ją po wyższej cenie już przy przejściu. Jak wiemy ceny paliw na Ukrainie są znacznie niższe niż u nas, więc zaraz po przekroczeniu granicy warto zatankować ”po korek” i oczywiście dotankować przed wjazdem do Rumunii .Tu oczywiście winietka i pędzimy doskonałymi drogami na południe. W Rumunii ichniejsza policja uwielbia urządzać polowania na zagranicznych rajdowców, więc zalecam ostrożność w naciskaniu gazu… Dojazd do granicy bułgarskiej zajmie nam jakieś kilkanaście godzin. Teraz naszedł moment na decyzję dokąd właściwie zmierzamy. Możliwości generalnie są dwie. Możemy zamieszkać w okolicach Warny lub udać się bardziej na południe, np. poniżej Burgas. Jeśli poczujemy się zmęczeni podróżą wybierzemy północną część Bułgarii. Dawne komunistyczne kurorty kuszą znów nowym blaskiem hoteli i kwater, jednak tym, którzy pomyślą, że pozostając np w Złotych Piaskach, czy Słonecznym Brzegu zaoszczędzą trochę grosza na paliwie muszę donieść, że zaraz stracą na cenach kwater, w restauracjach lub zwykłych zakupach. To jest miejsce , w którym za wygodę krótszej podróży sporo należy zapłacić w kosztach pobytu. Pomijam już zapchane plaże w towarzystwie średnio zamożnych Niemców.
Co zatem proponuje nam południe Bułgarii? Głównie niskie ceny pobytu. Bywało, że za apartament z klimatyzacją, satelitą i dwiema sypianiami płaciłem po 30 euro za dobę. To taniej niż na naszym Helu. Restauracje kuszą daniami obiadowymi w cenach takich, że zawczasu kupione chińskie zupy wróciły w bagażniku do Polski. Plaże są znacznie mniej oblegane przez turystów, a cena, choćby samego piwa jest dwukrotnie niższa niż na północy kraju. Ile drogi musimy nadłożyć, by dojechać na południe? W zależności od miejscowości, którą wybierzemy będzie to pomiędzy 200, a 300 km, więc wcale nie tak daleko.
Ciepłe morze, piękna opalenizna i prawdziwy wypoczynek są tymi rzeczami, po które najczęściej jedziemy na wakacje, a udając się do Bułgarii mam gwarancję, że te wszystkie rzeczy staną się naszym udziałem na 100%.
Marek Niedźwiecki
XVII Manewry Szwejskowskie w Przemyślu [Galeria]
Przedstawiamy galerię zdjęć autorstwa Mariana Gduli z tegorocznych Manewrów Szwejkowskich które odbyły się w ostatni weekend w Przemyślu.
fot. Marian Gdula
Poważny wypadek na ul. 3 Maja w Przemyślu. Ranny motocyklista
W piątek około godziny 20 w Przemyślu na skrzyżowaniu ulic 3 Maja oraz Opalińskiego doszło do poważnego wypadku drogowego, z udziałem motocykla marki Suzuki oraz samochodu osobowego Dacia Duster. W wyniku kolizji obrażenia poniósł motocyklista, który został przetransportowany do szpitala
Z wstępnych ustaleń przemyskiej policji wynika, że wypadek zdarzył się wskutek wyjechania Dacii z drogi podporządkowanej i uderzenia w jadący ulicą 3 Maja motocykl. Siła kolizji była na tyle duża, że motor sunął po jezdni kilkanaście metrów, niszcząc przy tym znaki drogowe, znajdujące się na wysepce obok skrzyżowania.
Po zajściu, odcinek ulicy 3 Maja wokół skrzyżowania z ul. Opalińskiego był nieprzejezdny do godziny 22. Policjanci zorganizowali objazdy
Fot. Piotr Gdula
Hełmy i kamizelki dla ukraińskiej armii. Jak w Medyce mrówki pomagają ratować życie
Trwający od pół roku kryzys polityczny na Ukrainie, który przerodził się na wschodzie kraju w regularną wojnę domową, w bezlitosny sposób ujawnił niedostatki ukraińskiej armii. Formacja ta przez ponad dwadzieścia lat trwała w głębokim niedofinansowaniu i jeszcze na początku tego roku, nawet wizualnie wyglądała jak skansen poprzedniej epoki. Pamiętamy słynne telewizyjne migawki pokazujące kolumnę archaicznie umundurowanych ukraińskich żołnierzy nie chcących poddać bazy lotniczej na Krymie, kiedy w raz z rozwojem wydarzeń nagle zobaczyliśmy, że w Donbasie po stronie ukraińskiej walczy już zupełnie inne wojsko. Wojsko, które przypomniało sobie do czego służy karabin lecz także współcześnie ubrane w kevlarowe hełmy i kamizelki kuloodporne. W jaki sposób przeszło ono tak nagłą metamorfozę? A najważniejsze skąd wzięło się to teraźniejsze umundurowanie? Odpowiedź? Stąd, z podprzemyskiej Medyki. Przenoszą je pojedynczo dzielni mieszkańcy Lwowa, Drohobycza, Mościsk.
Informacje o mrówkach przenoszących hełmy i kamizelki pojawiają się w polskich mediach już niemal od miesiąca. My postanowiliśmy sprawdzić jak wygląda taki proceder z bliska i dlaczego zwykli ukraińscy obywatele muszą niemal szmuglować przez granicę tylko po jednym komplecie ochronnego umundurowania .
W środowy wieczór dostaliśmy wiadomość, że właśnie do Medyki przyjechała kolejna grupa wolontariuszy. Udałem, więc w okolice przejścia z aparatem i zawieszoną na szyi legitymacją prasową. Wiedziałem, że ochotnicy są nieufni, nie bardzo rozumią polskie przepisy, dlatego nie są pewni legalności całej akcji i z tego powodu niekoniecznie będą chcieli rozmawiać.
Z punktu widzenia unijnych i polskich przepisów hełmy i kamizelki kuloodporne to uzbrojenie, którego przewóz przez zewnętrzne granice UE wymaga zezwolenia ministra gospodarki. W przeciwieństwie, jednak do broni aktywnej, każdy może sobie przewieść lub przenieść na Ukrainę po jednej komplecie jako osobistą ochronę. Dlatego, kiedy polscy pogranicznicy na początku czerwca zatrzymali i nie przepuścili kilku samochodów załadowanych umundurowaniem, Ukraińcy wzięli się na sposób i zorganizowali woluntariuszy, którzy w workach bądź bezpośrednio na sobie, pojedynczo przenoszą hełmy i kamizelki
Kiedy wysiadłem z auta w pobliżu bazaru dochodziła godzina dwudziesta druga. Pomimo tak późnej pory ta część Medyki tętni życiem. Niemal wszystkie sklepy są otwarte, a ludzie nieustannie coś kupują, coś przenoszą. Pod tym względem Medyka może nieco przypominać śródziemnomorskie kurorty.
Pierwszą grupkę dostrzegłem zaraz przy wyjściu z bazaru. Akurat kończyła się kontrola ich bagażu przez Służbę Celną. Lustracja szybka, bo ekwipunek skromny. Zielone parciane worki, w każdym jeden hełm, jedna kamizelka oraz płyty ochronne do niej. Towar to nietypowy, lecz całkowicie legalny, więc celnicy szybko i przyjaźnie kończą tu swoją pracę. Pomimo że przedstawiłem się i wyjaśniłem, że reprezentuję przemyski portal oraz gazetę, zgodnie z moimi oczekiwaniami, ludzie faktycznie wyrażali pewien niepokój i spory brak zaufania. Niby wiedzą, że nikt im tu krzywdy nie robi, towaru nie rekwiruje, mimo to wolą nie robić wokół siebie rozgłosu. Jednak jest ktoś, kto zebrał się na odwagę i zgodził się porozmawiać. To Andriej, lekarz ze Lwowa. Mówi, że on sam już sam jest za stary, aby iść się bić, ale chłopakom, którzy tam giną, to pomocy nie odmówi. - Ja mam we Lwowie masę pracy jako lekarz i czasu też nie za wiele, ale wiem co to jest rana postrzałowa i wiem, że dzięki temu co dziś tu robię, może jakiś nasz chłopak uniknie śmierci lub zranienia.
Mijają nas umundurowane dziewczyny, które machają nam przyjaźnie. Pomyślałem, że skoro mam tak udany początek, pójdę na bazar, skąd Ukraińcy wynoszą wojskowe ekwipunki.
W tylnej części targowiska stoi grupa młodych mężczyzn rozmawiających cicho po ukraińsku i dość nerwowo się zachowują. Widok uzbrojonej w aparat postaci spowodował, że grupka zbiła się w jeszcze bardziej ciasny krąg. Tu już nie było widać tak przyjaznej jak przed bazarem atmosfery. Widząc niechęć, czekających na coś ludzi, postanowiłem przynajmniej z daleka zrobić zdjęcie. To nie był dobry pomysł. Z grupy w moim kierunku wyskoczył najwyższy z mężczyzn. Grzecznie, lecz w widocznym napięciem zaczął przepytywać. Skąd jestem, kogo reprezentuję, dlaczego im robię zdjęcia? Ma człowiek rację, nie pytałem czy mogę. Przedstawiam się i emocje lekko tonują się. Dowiaduję się od niego, że tu jest tak nerwowo, gdyż czekają na busa, który przywiezie im kolejną partię ekwipunku do przetransportowania przez granicę. I boją się, że większa ilość, bądź co bądź, wojskowego wyposażenia wzbudzi niepotrzebne zainteresowanie polskich służb. Wszędzie widzą tajniaków i nawet do mnie nie są ostatecznie przekonani, nawet pomimo że wręczyłem im egzemplarz naszej ukraińsko języcznej gazety Vorota. Kiedy, w końcu do jednego bazarowych zaułków zajeżdża dostawczy samochód, ochotnicy grzecznie, lecz stanowczo proszą, abym nie szedł tam z nimi.
Z rozmów z polskimi pogranicznikami później dowiedziałem się, że Ukraińcy są trochę przewrażliwieni i ostrożni aż do granic absurdu. Dopóki samochód z umundurowaniem znajduje się na terenie Polski, wszystko jest legalne i nie ma powodów do jakiejkolwiek interwencji. Gdyby polskie służby miały podstawy, mogłyby zatrzymać każdy transport budzący wątpliwości. Przekonanie Ukraińców, że odbiór worków w skrytości medyckiego bazaru, chroni ich przed okiem polskich władz jest dość naiwne.
Z bazaru udałem się, więc po terminal pieszy z myślą, że uda mi się tam z kimś porozmawiać. Pierwszą grupą okazali się być moi "znajomi" Ukraińcy z targowego placu. Jak się czytelniku domyślasz, nie mieli już ochoty na konwersację. Dużo rozmowniejsi okazują się być wolontariusze z kolejnych grup. Całkiem bez skrępowania opowiadają, że kamizelki i hełmy kupowane są głównie w Niemczech i Hiszpanii, choć polski sprzęt też zdąża się nosić. Dziennie przenoszą do kilkuset kompletów. Potwierdzają, że punkty, gdzie odbierają umundurowanie to miejsca wrażliwe i mogą pojawić się nerwy, gdyby chcieć do nich dotrzeć. Polakom są strasznie wdzięczni za wsparcie, za życzliwość. Z dużo większą rezerwą podchodzą do Niemców i Francuzów. Czują, że rządy tych państw po cihu sprzyjają Rosjanom. Jednak polskich służb starają się unikać.Pamiętają, że kiedy trwał Majdan wozili umundurowanie busami, wszystko stanęło kiedy Putin wszedł na Krym. - Wiemy, że to Moskal jest odpowiedzialny, że teraz musimy to nosić pojedynczo, ale dobrze że i tak wasi nam na to pozwalają. - mówią. Zachęcony otwartością adwersarzy, wchodzę szerzej na tematy polityczne. Pytam, jak oceniają Poroszenkę jako nowego prezydenta, czy nie boją się, że ostatecznie za namową Niemiec zdecyduje się przehandlować Donieck za spokój. W odpowiedzi słyszę – On jest tylko politykiem. A nad nim jest naród. Jak się sprzeniewierzy woli narodu, to go naród sprzątnie. Ot tak, wziiuu... - tu mój rozmówca wykonuje adekwatny gest ręką – jak poprzednio Janukowycza, czy w dawnych czasach zdradliwych hetmanów.
Kiedy wracałem do Przemyśla przemknęło mi przez głowę że na naszych oczach z masy homo sovieticus tworzy się dumny i charakterny naród. Szkoda, że my nie mamy już w sobie tej iskry.
Piotr Gdula
Przemyska Noc na Iwana Kupały
„Noc na Iwana Kupała” – to święto, które już na stałe wpisało się w krajobraz imprez kulturalnych miasta i co roku przyciąga swoich wiernych fanów oraz nowych miłośników tradycji, obrzędów, ukraińskiej kuchni, muzyki i tańców.
Święto odbędzie się 5 lipca 2014 r. w zakolu rzeki San przy hotelu „Accademia”.
Rozpoczęcie imprezy o godzinie 16:00. Wystąpią zespoły taneczne i wokalne z Polski, Ukrainy i Słowacji. Kulminacyjnym momentem święta będzie inscenizacja obrzędu kupalskiego. Gwiazdą wieczoru będzie zwariowany zespół punkowo-rockowy „Ot Vinta” z Równego (Ukraina). Ponadto w programie tradycyjne potrawy kuchni ukraińskiej, kramy z rękodziełem oraz atrakcje dla dzieci.
Impreza odbędzie się dzięki wsparciu Ministra Administracji i Cyfryzacji, Marszałka Województwa Podkarpackiego oraz Prezydenta Miasta Przemyśla.
Przemyskie amazonki znowu nie zawiodły
Ostatni weekend w Gliniku Zaborowskim znowu ożywił się tętentem koni. Odbyły się tam Zawody Regionalne, w trakcie których ziemię przemyską reprezentowały zawodniczki z UKJ Fort Łuczyce.
W pierwszym dniu zawodów w konkursie do 105 cm Edyta Wajda na klaczy Capitta zajęła 5 miejsce, a w konkursie do 110 cm zajęła miejsce czwarte (na 31 startujących). W drugim dniu ta sama para ta w konkursie do 100 cm zajęła pierwsze miejsce (38 startujących). Drugą zawodniczką reprezentującą podprzemyski klub była Małgorzata Wajda na klaczy Dumka. Młoda 5-cioletnia klacz debiutowała w konkursach do 110 cm. W konkursie tym para zajęła szóste miejsce a w konkursie do 100 cm zajęła miejsce drugie.
fot. Barbara Gaweł
Tłumy na spotkaniu z Januszem Korwinem Mikke w Przemyślu [Galeria Zdjęć]
Galeria zdjęć z piątkowej wizyty Janusza Korwina Mikke w Przemyślu
IV Piłkarskie Wtorki
„IV Piłkarskie wtorki na Orliku” to turniej piłkarski, który ma na celu zorganizowanie podczas wakacji cyklicznych meczy piłkarskich odbywających się na boisku Orlik 2012 w Przemyślu oraz na terenie powiatów przemyskiego, jarosławskiego oraz przeworskiego. Przedsięwzięcie skierowane jest szczególnie do dzieci oraz młodzieży, pochodzących z rodzin będących w trudnej sytuacji materialnej czy życiowej, zagrożonych patologiami społecznymi.
Poprzez organizację tego turnieju, chcielibyśmy maksymalnie wyeliminować sytuacje, gdzie ulica staje się miejscem spędzania wolnego czasu często rodząc różnego rodzaju patologie. Zorganizowane w ubiegłym roku ”Piłkarskie wtorki” pokazały, że wystarczy zaangażowanie i zainteresowanie dorosłych, aby zachęcić dzieci i młodzież do aktywnego spędzania czasu. Pragniemy poinformować, że honorowy patronat nad imprezą objęli: Andrzej Biernat, Minister Sportu i Turystyki, Marek Rząsa, Poseł na Sejm RP, Władysław Ortyl, Marszałek Województwa Podkarpackiego Robert Choma Prezydent Miasta Przemyśla, Maria Dubrawska – Lichtarska, Burmistrz Przeworska, Wiesław Pirożek, Burmistrz Miasta Radymno oraz wójtowie gmin: Bircza, Fredropol. Dubiecko oraz Orły.
Organizatorzy: Biuro Poselskie Marka Rząsy Posła na Sejm RP, Klub Uczelniany AZS Kolegium Nauczycielskiego w Przemyślu.
Czas trwania: turniej odbywa się w każdy wtorek w lipcu i sierpniu, na Orlikach w Przemyślu, Przeworsku, Radymnie, Dubiecku, Birczy, Fredropolu oraz Orłach planowane zakończenie: 26.08. 2014 r.
Lao Che zagrało rewelacyjny koncert na przemyskim Rynku
Lao Che to jeden z najlepszych, najoryginalniejszych i jednocześnie jeden z najbardziej porywających zespołów powstałych w ostatniej dziesięciolatce. Dziwi, więc fakt, że na wczorajszy koncert zespołu na przemyskim rynku, wcale dzikie tłumy przemyślan nie przybyły.
Poprzedni raz twórców "Powstania Warszawskiego" widziałem na żywo trzy lata temu w rzeszowskim Live Clubie. W wypadku tak kreatywnego bandu, oglądać koncerty w tak dużych odstępach czasu, to tak jak oglądać dwa różne zespołu. Występ sprzed trzech lat to pokaż ciężkiego rocka graniczącego wręcz z metalowym brzmieniem. Nic to , że koncert promował album „Prąd Stały, Prąd Zmienny”, który zapowiadał nowe elektroniczne brzmienie zespołu. Po tych kilku latach, ewolucja zespołu jest już widoczna i na scenie. Wczorajszy przemyski koncert to pokaz crosoverowego grania w najlepszym stylu. Łączenie stylów, od dawna było znakiem rozpoznawczym Lao Che. W Przemyślu mogliśmy posłuchać, mocnych rockowych wykonań jak Hydropiekłowstąpienie, a także numerów bardzo elektronicznych jak „Idzie Wiatr”. Przemyskim występem grupa pokazuje, mimo ciągłych muzycznych poszukiwań, jest w fenomenalnej i wciąż bardzo świeżej formie.
Jednakże koncert ten pokazuje, że muzyka ciut bardziej ambitna od melodyjnych dokonań w stylu IRY znajduje w Przemyślu coraz mniejszą widownię. Koncert, pomimo że był darmowy, zebrał zaledwie kilkaset osób, dużo mniej niż płatny występ w Rzeszowie, o którym pisałem powyżej. Nie mnie oceniać, czy to wina złego rozpropagowania imprezy, czy też ogólny trend w społeczeństwie, który wskazuje, że odtąd Rynek będzie ożywał na Zbigniewie Wodeckim itp. Jednak zachęcam władze miejskie, aby nie zaprzestawały promowania dobrej i ambitnej muzyki.
Może powrócą jeszcze czasy, że na takie granie przemyślanie będą przybywali ochoczo, jak na koncert Fisha w 1997 roku, który, pomimo że odbył się w strumieniach ulewnego deszczu zapełnił całą taflę przemyskiego Rynku
Korwin Mikke w Przemyślu - relacja ze spotkania
Dawno już nie było w Przemyślu takich tłumów na spotkaniu z politykiem jakie przybyły na spotkanie z liderem Nowej Prawicy Januszem Korwinem Mikke. Odbyło ono się w sali konferencyjnej w Hotelu Accademia w piątkowy wieczór.
Wysoka frekwencja na spotkaniu dość mocno kontrastowała z kilkukrotnie niższą, w trakcie ostatniej wizyty Korwina Mikke w Przemyślu, która miała miejsce trzy lata temu. Czy zadziałała magia dziesięciu procent, czy to faktyczne rozczarowanie obecną rzeczywistością? Myślę, że ludzie chcący zmian stanowili zdecydowaną większość, jednak na sali było widać także osoby, która do niedawna były kojarzone z zupełnie innymi biegunami politycznymi.
Treść prelekcji, z jaką przyjechał do Przemyśla Janusz Korwin Mikke nie różniła się od większości podobnych wydarzeń z udziałem przywódcy KNP. Polityk ten słynie z niezmienności poglądów, często kontrowersyjnych dla współczesnego mieszkańca Europy, tak więc, jeśli ktoś spodziewał się jakiś zmian światopoglądowych lub wolt politycznych wyszedł z sali zawiedziony. W przeciwieństwie do absolutnej większości uczestników wydarzenia, którzy co raz nie skąpili Mikkemu gromkich braw.
Janusz Korwin Mikke przemówienie zaczął od podkreślenia degradacji wolnych ludzi, którzy zamieszkiwali Europę 100 lat temu w bezwolnych niewolników, bezkrytycznie oddanym swoim panom, jakimi stały się dla swoich obywateli współczesne państwa. Upadek kultury europejskiej jest widoczny na każdym kroku. W wielu wypadkach współczesne społeczeństwa cofnęły się o 4000 lat. Np. wychowanie koedukacyjne młodzieży lub zakaz kary śmierci, zdaniem Korwin Mikke cofają nas do epoki wspólnot plemiennych.
Państwo jako właściciel swoich obywateli, bojąc się ich buntu, wychowuje nas w kulturze wykluczającej wszelkie przejawy agresywności. Dzisiejsi mężczyźni nie potrafią powiedzieć nie, stanąć w obronie słabszego lub kobiety. Wraz z agresywnością, która jest czynnikiem gwarantującym rozwój, odebrali ludziom dumę i honor. Rozwinięciem tego strachu przed obywatelem jest zakazanie mu posiadania broni.
W tym momencie przemówienia ktoś przerwał przemową okrzykiem – Mamy broń – na co Janusz Korwin Mikke odparował, że zdaje sobie sprawę, że wielu Polaków posiada ukrytą broń, która zwłaszcza na pograniczu może być przydatna.
Inne czynniki zabijające kulturę europejską - zdaniem prezesa – to pochwała głupoty połączona z systematycznym ogłupianiem młodych pokoleń, czego skutki widoczne są, choćby po wynikach tegorocznych matur oraz rozpasanie seksualne jako kolejny bezpiecznik chroniący władzę przed buntem. A czym ono jest większe tym mniejszy jest przyrost naturalny.
Tym tematem prezes przeszedł do jednego z największych problemów dręczących Polskę. Pierwszym z nich jest kwestia ubezpieczeń społecznych, zwłaszcza emerytalnych, które spowodowały, że ludzie przestali się mnożyć. Po pierwsze, wysokie składki, jakie państwo zabiera nam na finansowanie ZUSu rujnują budżety domowe. Po drugie, państwo wypłacaniem emerytur zastąpiło rodziny wielodzietne, które były formą zabezpieczenia starości. W ten sposób ludzie nie potrzebując licznego potomstwa stopują przyrost naturalny. Obecne próby ratowania sytuacji poprzez ustanowienie becikowego polityk uznał za poniżające.
Innym gigantycznym zjawiskiem współczesnej Europy, które niszczy nasz kontynent są zdaniem lidera Nowej Prawicy dotacje unijne. Dotacje likwidują wolnorynkową konkurencję a tym samym rozwój, zabijają ducha walki. Ludzie są uczeni do brania, a nie zarabiania. Mentalność ta jest już tak zakorzeniona, że nawet dwóch liderów głównych ugrupowań obecnych w Sejmie, przekrzykiwało się, ile można wyciągnąć pieniędzy z Brukseli. - Kraj Żebraków – podsumował Mikke.
Żaden kraj, który odnotowywał wysokie wzrosty gospodarcze nie pobierał dotacji wspomagających gospodarkę. Przykładem tu są Chiny, które w latach osiemdziesiątych były wielokrotnie biedniejsze nawet niż ówczesna Polska, a dziś dzięki niskim podatkom i ciężkiej pracy budują lotniskowce i rakiety balistyczne, mają broń nuklearną, wysłali lądownik na księżyc, a za 6 lat poślą misję na Marsa. Chiny bez zewnętrznych dotacji budują ok 10 tysięcy km autostrad rocznie w czasie, kiedy na Podkarpaciu Polska nie jest w stanie dokończyć 30 kilometrowego odcinka od Przeworska do Rzeszowa. Sytuację tę prezes w bardzo emocjonalny sposób nazwał skandalem.
Europa według Janusza Korwina Mikke jest trupem, gdzie nie ma ani wzrostu gospodarczego ani demograficznego. Powodem są jedne z najwyższych podatków na świecie. Państwa, które odbierają w ten sposób olbrzymie kwoty swoim obywatelom, wkładają je później w irracjonalne projekty, takie jak walka z globalnym ociepleniem. Jest to zdaniem prezesa KNP celowe, aby w ten sposób w całej Unii Europejskiej wprowadzić zasadę zerowego wzrostu (zero growth). Odpowiedzialni są za to przywódcy UE, którzy w większości wywodzą się ze środowisk skrajnie lewicowych, jeśli nie komunistycznych.
W tym całym dość ponurym obrazie pojawiają się dwie jaskółki nadziei. Pierwsza, to wycofanie się niemal wszystkich państw pozaeuropejskich z traktatu klimatycznego z Kioto. Podcięło to ideologicznie skrzydła idei zero growth, zastopowało też dalszy pogłębianie się struktur unijnych. Drugie światełko w tunelu to wzrost niezadowolenia większości społeczeństw europejskich, widzących rozwój na świecie i stagnację w Europie.
W dalszej części spotkania Janusz Korwin Mikke odpowiadał na pytania publiczności. Zebranych ciekawiło jaki jest stosunek prezesa do polityków obecnie zasiadających w Sejmie. Jak się można spodziewać nie jest ono najlepsze. Porównał ich do szefów gangów, którzy opanowali Polskę. Nawet język, ujawniony w ostatniej aferze taśmowej przypomina język środowisk przestępczych.
Było pytanie o emerytury i jak wyglądałoby finansowanie obecnych emerytów po zniesieniu przymusu ubezpieczeń społecznych. Tu lider KNP odpowiedział, że emerytury będą zasilone środkami z podatku VAT oraz kwotami uzyskanymi z prywatyzacji. Przyznał, że temat emerytur to jedyny problem, który uważa za poważny i trudny do naprawienia. Przyczyną tego jest celowe skonstruowanie systemu ubezpieczeń społecznych w taki sposób, aby nie było można z niego już wyjść.
Warto przytoczyć także pytanie co KNP zamierza zrobić dla młodych ludzi jako autorów sukcesu Polski. Lider Nowej Prawicy odparł, że nie zamierza nic robić dla żadnej grupy społecznej. Wszystkie rozwiązania, jakie proponuje będą miał charakter całościowy. Po za tym ludzie młodzi mają tę naturalną mądrość, która momentalnie pozwoli doskonale odnaleźć się w kraju wolnych ludzi, gdyż nie są jeszcze skażeni socjalistycznym myśleniem a dużo wiedzy o świecie czerpią z internetu, a nie ogólnopolskich stacji telewizyjnych.
Już przy końcu spotkania do głosu doszedł były wicemarszałek województwa podkarpackiego i był działacz PSL Tadeusz Sosnowski, który gorąco wezwał prezesa Nowej Prawicy do tworzenia struktur na Podkarpaciu w związku ze zbliżającymi się wyborami do samorządu. - Nie może kler rządzić Przemyślem - krzyknął na koniec Sosnowski
Na sam finał przemówienia Janusz Korwin Mikke wezwał zebranych, aby stali się pionierami, ruchu wolnościowego. - Elementarne rzeczy trzeba naprawić. To, że w całej Europie jest tak samo wszystko spieprzone, to nie znaczy,że my musimy iść tą samą drogą. Ktoś musi w Europie być pierwszy Dlaczego, to nie mamy być my?
Piotr Gdula












