PiS i Regia Civitas wpadły we własne sidła. LGBT i fundusze norweskie.

Deklaracja anty- LGBT, która miała być orężem Prawa i Sprawiedliwości i Regia Civitas przeciwko Platformie Obywatelskiej, stała się niespodziewanie bronią i tarczą PO, z którą, i Pis, i Regia Civitas mogą mieć poważne problemy.

26 sierpnia 2019 roku Rada Miejska w Przemyślu przyjęła oświadczenie sprzeciwiające się promocji i afirmacji ideologii tzw. ruchów LGBT. W dokumencie można przeczytać, że radni w trosce o dobro polskich i przemyskich rodzin, sprzeciwiają się narzucaniu nowych, demoralizujących standardów płynących ze środowisk LGBT. Autorzy pisma zauważają także, że ofensywa tęczowych ruchów jest zaplanowana i stanowi element inżynierii społecznej, która- w przekonaniu inicjatorów deklaracji-ma uderzyć w tradycyjny ład społeczny, oparty na podstawowej komórce społecznej jaką jest rodzina.

Przyjęcie oświadczenia było przedstawione jako wyraz troski o przemyskie szkoły i rodziny, jednak moment przyjęcia dokumentu wcale nie musiał być przypadkowy. Działo się to w okresie przed wyborami do parlamentu, w których Prawo i Sprawiedliwość szermowało retoryką tradycjonalistyczną i konserwatywną. Podgrzewanie kwestii LGBT było na rękę PiS-owi, który chętnie straszył wyborców Rafałem Trzaskowskim, kojarzonym z przychylnością dla tych środowisk. Także w Przemyślu debata na temat oświadczenia rady doprowadziła do polaryzacji stron, a lokalna PO trwale została ,,sklejona” z ruchem LGBT.

Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory do sejmu. Stare, dobre LGBT – a raczej strach przed nim- dało PiS-owi sukces także w batalii prezydenckiej, w której Andrzej Duda pokonał nieznacznie przywołanego już wyżej Rafała Trzaskowskiego.

Jednak od czasu wyborów parlamentarnych zaszły dwie rzeczy, które znacząco wpłynęły na kwestię LGBT i jej obecność w dyskursie politycznym. Otóż, po pierwsze, administracja Donalda Trumpa przekazała polskiej stronie sygnał, że nie życzy sobie, by w polskiej walce politycznej używano retoryki anty-LGBT. Po drugie, Norwegowie zapowiedzieli, iż miasta, w których przyjęto tzw. strefy wolne od LGBT, zostaną pominięte w konkursie o tłuste granty z funduszy norweskich.

Przemyśl tymczasem przystąpił do wyścigu o środki z funduszy norweskich. Realne szanse na zdobycie wielkich pieniędzy były raczej niewielkie, bo oprócz dobrego projektu, wniosek musi przejść przez polskie ministerstwo, a tam liczą się nie tylko wyniki, a przede wszystkim dobre relacje polityczne. Jednak ostrzeżenie Norwegów dotyczące deklaracji anty-LGBT dało szansę lokalnej PO na zdobycie poważnych atutów. 

9 listopada br. radni Platformy Obywatelskiej próbowali uchylić oświadczenie sprzed roku. Nieskutecznie, bo i tym razem w radzie zwyciężyli zwolennicy tradycyjnych wartości i przeciwnicy LGBT. Jednak nie o skutek tutaj chodzi, a o efekt propagandowy. Pozostawienie w obiegu prawnym oświadczenia anty-LGBT oznacza, że jeśli nawet wniosek do funduszy norweskich zostałby wysoko oceniony, pieniądze raczej ominą Przemyśl. A to już w prostej linii wiedzie do wyprowadzenia politycznej narracji ze strony PO, że miasto straciło 45 milionów złotych, bo radni PiS i Regia Civitas przyjęli dyskryminującą osoby LGBT uchwałę.

I taka narracja właśnie się w przestrzeni publicznej pojawiła. Ma szanse trafić na podatny grunt, ponieważ od wielu lat, przez obie strony politycznego sporu hodowany jest pogląd, że lokalny dobrobyt powinien opierać się na dotacjach unijnych, wielkich inwestycjach rządowych, a teraz także na grantach norweskich. I choć wielkie, a wręcz imponujące inwestycje takie jak obwodnice, remont dworca i zamku kazimierzowskiego nie przyniosły odwrócenia negatywnych trendów społeczno-gospodarczych w mieście, to przekonanie, że Przemyśl nie wydźwignie się z problemów o własnych siłach jest wśród elektoratu PiS i PO powszechne. 

Lokalne Prawo i Sprawiedliwość wraz z sojuszniczą Regią mają zatem poważny problem. Z jednej strony mogą być oskarżane o spowodowanie utraty grantu norweskiego, z drugiej zaś strony niedawna koalicja PO-Wojciech Bakun łatwo wytłumaczy brak pozytywnych zmian w mieście właśnie tą okolicznością.  

 

 

Błażej Wilk