Zamienił stryjek siekierkę na kijek. Spór Pączka z Bakunem o bibliotekę

Spore poruszenie wywołał ostatni spór prezydenta Wojciecha Bakuna ze starostą powiatu przemyskiego Janem Pączkiem o zasady finansowania biblioteki powiatowej, której rolę na mocy porozumienia pełniła dotychczas Przemyska Biblioteka Publiczna. Ustawa nakłada bowiem na powiat obowiązek prowadzenia biblioteki i przemyski starosta partycypował w kosztach działania przemyskiej placówki kwotą 11 tys. złotych rocznie.

Wszystko działało dopóki prezydent Bakun nie zwrócił uwagi na poważną dysproporcję w nakładach ponoszonych przez starostwo a rzeczywistymi kosztami obsługi czytelników powiatowych. A te wynoszą około 30% z kwoty 2,4 mln złotych, jakie pochłania prowadzenie biblioteki w Przemyślu. Bakun poprosił starostę Pączka, by ten się ,,bardziej” się dołożył i zaproponował kwotę 150 tysięcy. Starosta odmówił i wykonał unik przenosząc powiatową bibliotekę do Krasiczyna.

Widzieliśmy przyszłą bibliotekę powiatową

Biblioteka mieści się w budynku gimnazjum w Krasiczynie.  Składa się z dwóch większych sal, są też dwie malutkie salki pomocnicze. Sala czytelni to pomieszczenie o powierzchni około 20 m kw, ze stołami i krzesełkami dla dzieci, wypożyczalnia jest podobnej wielkości, w której znajdują się 4 stanowiska komputerowe i kilka regałów na książki. Innych sal, które mogłyby zostać przystosowane dla potrzeb biblioteki, nie ma. Nie ma więc możliwości lokalowych, by w tych pomieszczeniach powstała biblioteka powiatowa z prawdziwego zdarzenia.

Równie skromnie, przy zasobach i możliwościach przemyskiej biblioteki, wygląda ,,księgozbiór krasiczyński”. 17 000 tytułów to mało w porównaniu z 70 tysiącami książek w gmachu głównym w Przemyślu, a prawie nic jeśli chcielibyśmy zestawić tę liczbę, doliczając książki znajdujące się we wszystkich filiach biblioteki (ich łączna suma to 270 000).

Nie wiadomo, ile będzie musiał wydać starosta Pączek, ale musiałyby to być wielkie pieniądze, by choć trochę zniwelować różnice pomiędzy placówkami. Dla zobrazowania sytuacji wystarczy podać, że biblioteka przemyska otrzymała w 2018 roku od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego ok. 30 tys. zł dotacji i wydała ponad 133 tys. na zakup nowych książek. Posiada też mediatekę z 14 stanowiskami komputerowymi, zasobnym zbiorem filmów, muzyki, gier planszowych i komiksów oraz wypożyczalnię dla dzieci. Prowadzi również realną działalność kulturalną – odbywają się spotkania autorskie, odczyty i prelekcje. W zeszłym roku miało tam miejsce prawie 700 imprez, w których uczestniczyło blisko 20 tys. osób. Przemyska biblioteka jest po prostu ważnym centrum kulturalnym regionu.

Droga przez mękę

Kuriozalnie wygląda też kwestia komunikacyjna. Jadąc na przykład z Rybotycz czytelnik musi najpierw dojechać do Przemyśla (czas około 1 godziny), poczekać na przesiadkę i dostać się do Krasiczyna (kolejne 20 minut jazdy). Łatwo policzyć, że na samą drogę należy poświęcić 2 godziny i 40 minut, a doliczając przesiadki podróż zajmie około 4 godzin. Koszt biletu na tej trasie w dwie strony to ok. 20 zł.

Papier wszystko przyjmie

Według raportu opublikowanego przez Bibliotekę Narodową poziom czytelnictwa w Polsce spada. W 2018 roku aż 63% ankietowanych nie przeczytało ani jednej książki. Tymczasem wiele wskazuje na to, że manewry starostwa z przeniesieniem biblioteki powiatowej tylko pogłębią problem czytelnictwa w naszym regionie. Dodatkowo – na co wskazuje dyrektor przemyskiej placówki Maciej Waltoś – przeniesienie biblioteki powiatowej do Krasiczyna zerwie długoletnią współpracę merytoryczną Przemyśla z bibliotekami gminnymi.

Formalnie starostwo wypełnia wymogi ustawy, na papierze więc wszystko wygląda prawidłowo. Starosta przenosząc bibliotekę  sprytnie uniknął ponoszenia większych nakładów przez powiat na czytelnictwo, ale przede wszystkim sprowadził realną perspektywę wykluczenia czytelniczego i marginalizacji gminnych bibliotek. I choć w gorącym sporze wokół biblioteki powiatowej używano nawet terminologii sportowej, to jedynym ,,wykiwanym” w tej sprawie może być powiatowy czytelnik. 

 

zb,bsw