Depczemy po piętach tym, co są na wyższych piętrach. „Eroes”, przemyski hip-hop najwyższej próby

Wielu nas nie lubi i krytykuje na starcie, bo nie boimy się mówić co myślimy otwarcie tak sami o sobie w kawałku „Reasumując” mówią Komar i Najduch – chłopaki z Przemyśla tworzący hip – hopową grupę EROES. Pomimo, że grup takich w naszym mieście nie brakuje, to właśnie oni na tle pozostałych wyróżniają się swoimi tekstami, w których udowadniają, że odbiorcom można przekazać coś więcej niż tylko same epitety i zwykłe rymowanki.

Grupę EROES mogliśmy ostatnio usłyszeć podczas przemyskich juwenalii, wcześniej na Dniach Ulicy Kazimierzowskiej, w Japie czy też dawnym Singu, gdzie odbył się jeden z ich pierwszych koncertów (2004 r.). Koncertowali też m.in.: w Rzeszowie, Jarosławiu, Ustrzykach, na festiwalu hip – hopowym w Głogowie, Kraśniku, Lublinie. Każdy ich występ, to również promowanie naszego miasta, tutaj też powstają ich klipy. EROES, to Komar (Grzesiek) z Winnej Góry i Najduch (Damian) z Kazanowa – „Pozytywnie zakręceni” – dla których hip hop jest sposobem na wolny czas, wyrażenie samego siebie, czego upust dają grając zarówno wspólnie jak i solo.

Dlaczego hip – hop ?

KomarWychowywaliśmy się na tej muzyce. Zaczęło się od małolata, gdy w IV klasie podstawówki wymieniłem się z kumplem kasetą Backstreet Boys za “Alboom” Liroya. To była dobra wymianka. Z czasem zacząłem śledzić co się dzieje w tym gatunku.Na głośnikach latalo WYP3, Molesta, ZIP Skład jak I lokalne ekipy jak ZJS Fundament, DPS, Aglo czy Mgła. W gimnazjum zacząłem pisać pierwsze teksty, do szuflady. Jakoś tak naturalnie to przyszło. Pierwsze nagrywane kawałki, to liceum. Muzyka zawsze mi towarzyszyła, nie wyobrażam sobie życia bez niej, nawet jeśli to co robię miałoby pozostawać tylko dla mnie. Miałem to szczęście, że na swojej drodze spotkałem wiele osób, które miały podobne spojrzenie na zajawkę przez co wszystko szło ciągle do przodu. Jest to styl życia, sposób na rozładowanie emocji I pozostawienie czegoś po sobie.

er

NajduchMoja przygoda z hip-hopem zaczęła jak miałem 11-12 lat. Wychowywałem się na Kazanowie, czyli w miejscu, w którym hip-hop, wtedy aż kipiał. Było mnóstwo raperów, b-boy’i, skaterów, a bloki i klatki czy mury szkoły, aż świeciły od rozmaitych wrzutów i tagów grafficiarzy. Ja, miałem to szczęście, że mój brat był wtedy raperem i b-boyem i zabierał mnie ze sobą wszędzie, gdzie to tylko było możliwe, a w domu prócz rapu nie było słychać nic innego. Mieliśmy także kanciapę w swojej klatce, w której przewijało się kilkadziesiąt osób, także wojny z sąsiadami były na porządku dziennym. Pomijając już taniec, to przemyski rap stał wtedy na bardzo wysokim poziomie, wyższym niż obecnie – według mnie. Nasza ówczesna scena była jedną z lepszych w Polsce z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę, także miałem na kim się wzorować i kogo podpatrywać. Przełomowym momentem był 2004 rok, kiedy to mój brat wraz z Komarem i Kreską założyli EROES, do którego miałem przyjemność też należeć. Wówczas w skład tej szerokiej grupy wchodzili nie tylko raperzy, ale także b-boye, raiterzy i najbliżsi zajawkowicze.

Początki grupy, to ?

Komar Kolektyw ludzi, który w 2004 roku założył starszy brat Najducha, Nucek. Była to grupa kumpli, którzy codziennie spotykali się na Kazanowie, pod drzewem na kwadracie. Jedni rapowali, drudzy malowali graffiti inni tańczyli. Rycerze EROES, rycerze okrągłego stołu, taka blokowa struktura. Pierwsze kawałki nagrywaliśmy u Nucka w domu, u innych kumpli, jeden miał mikrofon inny konsolę. Później sami organizowaliśmy sprzęt. Z czasem jednak ludzie zaczęli się rozjeżdżać i tak pozostaliśmy we dwóch.

Najduch –Kiedyś było lepiej, ludzie inaczej podchodzili do tego. Teraz jest dużo osób, które rapują przez co dobre rzeczy są spychane i ciężko też się przebić. Ale nie ma co sie oglądać na innych i trzeba robić swoje.

fot.Juliusz Bachta
fot. Juliusz Bachta

Gracie razem, ale i też osobno …

NajduchZgadza się, poza tym, że wspólnie gramy, to każdy też działa osobno. We wrześniu mamy nadzieję ukończyć nagrywanie wspólnego albumu, które trwa stanowczo za długo. Warstwa tekstowa jak I muzyczna jest praktycznie zamknięta. Ukaże się on pod tytułem „Local heroes”, a jej radiową premierę będzie można usłyszeć w niedzielnej Audycji Rapcentrum.

NajduchNiedawno wypuściłem swoją trzecią solową płytę, pierwsza ukazała się w 2007 r. Jeszcze pod pseudonimem ‚Jajo eroes’.

KomarMoja druga solówka planowana jest na wrzesień I będzie nosiła tytuł „Orient Express”. Będzie to podróż przez różne etapy w moim życiu, co myślę da się wyczuć po jej przesłuchaniu. Na dniacvh ukase się pierwszy singiel promujący. Budżet na płytę wynosi 0 zł, ale w miarę możliwości własnych I pomocy dobrych ludzi staram się, żeby wszystko było zrobione na jak najwyższym poziomie.

Chociaż widać po waszych wspólnych kawałkach, że się dogadujecie, to jednak solowe są całkiem odmienne. Najduch idziesz w stronę tematów politycznych, a Ty Komar jakbyś od nich uciekał…

NajduchDlaczego w stronę polityki ? Trudno powiedzieć, interesuję się polityką od dziecka, a z nią jest tak, że im się ktoś bardziej w nią wgłębia tym bardziej jest wkurwiony. Przepraszam, ale trudno użyć innego słowa. Frustracja narasta i na szczęście dla mnie znalazła upust w muzyce. Słuchanie muzyki wycisza mnie, wprawia w odpowiedni nastrój, natomiast granie i tworzenie daje mi satysfakcję, pozwala się wyżyć, wygadać i rozładować emocje. Kawałek, który najbardziej opisuje moje podejście to „Inaczej” i „Vita Nova”, ale utożsamiam się z każdym swoim numerem, gdyby było inaczej, to bym ich nie nawinął.

1619656_785523381489545_245662852904295668_n

Komar – Może nie tyle co unikam, tylko po swojemu gryzę temat. Swoje zdanie mami nie boję się go mówić na głos, ale nie udzielam się politycznie. Żyję sobie tu i teraz. Pracuję, łazikuje, rozmawiam z ludźmi. Lubię wśród nich przebywać, obserwować ich zachowania w danej sytuacji co potem staram się przenieść w tekskty, Dużo miejsca poświęcam również na własne przeżycia zarówno dobre jak I złe, na których w większości właśnie oparta będzie nadchodząca płyta. Odbiorcami naszych tekstów są ci którzy się z nimi identyfikują.

Nie nazywają się artystami, to dla nich zbyt duże słowo. Ich marzeniem byłoby zagrać na dużym festiwalu i móc więcej koncertować po Polsce. Póki co są na dobrej drodze ku temu, idę po szczeblach, jestem coraz wyżej (fragment „W imieniu króla”).

Rozmawiała Anna Fortuna