Przemyślanka zaatakowała ochroniarza marketu gazem. Jest w rękach policji
Policja zatrzymała 31 letnią przemyślankę, która dziś rano w markecie sieci Lidl, dokonała kradzieży, a następnie przy próbie zatrzymania zaatakowała ochroniarza sklepu gazem pieprzowym.
Dziś rano, niedługo po otwarciu, do sklepu Lidl na ulicy 29 Listopada w Przemyślu weszła kobieta, która zamiast zakupów, dokonała kradzieży kosmetyków. Został jednak przy tym zauważona za pomocą monitoringu. Kiedy mieszkanka Przemyśla próbowała przekroczyć linię kas, pracownik ochrony dokonał próby zatrzymania jej. Jak poinformowała nas sierż. szt. Marta Fac, rzecznik prasowy przemyskiej policji, kiedy kobieta została poproszona do udania się do pomieszczenia ochrony, użyła wówczas gazu pieprzowego. Pomimo tego, ochroniarz przy pomocy jednego z klientów, nie dopuścił do opuszczenia przez nią sklepu i przekazał ją w ręce wcześniej już wezwanych policjantów. Cała sytuacja rozgrywała się bardzo szybko i dynamicznie.
Wskutek ataku, poszkodowani zostali ochroniarz sklepu oraz kasjerka, która znalazła się w zasięgu rażenia chmury gazu. Obydwoje zostali opatrzeni przez ratowników karetki pogotowia. Ich stan nie wymagał jednak hospitalizacji.
Przeciwko agresywnej przemyślance trwa postępowanie zmierzające do postawienia zarzutu kradzieży rozbójniczej, za co groziłoby jej od roku do 10 lat pozbawienia wolności.
Przemyski schron - obiekt z potencjałem
Lektura ostatnich tekstów opublikowanych na łamach Portalu Przemyskiego skłoniła mnie do napisania własnego artykułu. Wpływ miały głównie teksty Mirosława Majkowskiego, w których apelował on między innymi o uruchomienie wyobraźni i dostrzeżenie szans rozwoju dla miasta.
Chciałbym też odnieść się do wspomnianej przez niego idei tworzenia z Przemyśla turystycznej perły Podkarpacia na przykładzie jednej z miejskich atrakcji turystycznych, jaką jest S.K.O.C [Schron Kierowania Obroną Cywilną]. Po pierwszej wizycie byłem zachwycony tym miejscem i postanowiłem, z naiwną jeszcze wtedy myślą, pomagać przy promowaniu tego obiektu, by nie tylko utrzymał się, ale też rozwinął. Nic odkrywczego w stwierdzeniu, że taki obiekt turystyczny potrzebuje po prostu turystów, by móc nadal funkcjonować. Tego typu miejsca w mieście, to nie tylko atrakcje dla zwiedzających, ale też jednocześnie, a może przede wszystkim, „przedsiębiorstwa”, które muszą zarabiać na swoje utrzymanie.
Każdy z nas, nie tylko pasjonaci, ale też zwyczajni „klienci”, ma niewielki, lecz nie pozbawiony znaczenia, wpływ na opinię o tym miejscu. Osobiście uważam, że S.K.O.C jest miejscem mającym niesamowicie ogromny potencjał, trzeba tylko posłużyć się wyobraźnią i umieć to dostrzec.
Dlaczego jednak ktokolwiek miałby promować schron i do kogo adresuję ten tekst? Nie ma co się łudzić, że sama idea „ratowania” miasta i chęć jego rozwoju wystarczą, by ktoś zajmował się tym zagadnieniem dłużej niż kilka dni, dlatego chciałbym przedstawić kilka, nazwijmy to, korzyści. Co prawda nie pojawi się tu kusząca wizja zarabiania milionów na schronie, ale pracę przy nim można potraktować jako pewnego rodzaju inwestycję w siebie. Większość moich rówieśników (oraz ja sam) jest na etapie poszukiwania własnego miejsca, własnej drogi, po prostu pomysłu na siebie, bo to albo studia dobiegają ku końcowi, albo poszukuje się dobrej pracy, niektórzy snują śmielsze plany o własnej działalności. Wszystkim jednak bez wątpienia brakuje cennego doświadczenia i to niezależnie od tego w ilu barach czy kawiarniach pracowali lub ile korporacyjnych produktów sprzedali przez telefon.
Taki „schronowy wolontariat” mógłby znakomicie świadczyć o osobie, że szuka ona możliwości zdobycia doświadczenia na własną rękę, ma pewne pomysły nie tylko na siebie, ale też wychodzi poza swoje własne interesy. Potrafi też poświęcić czas na rzeczy, które wykraczają poza wbicie „levelu” w ulubionej grze, wypróbowania swojej głowy w pobliskiej knajpie czy udostępnienia na swoim profilu w portalu społecznościowym kolejnego śmiesznego filmiku. Nie chcę nikogo potępiać - warto po prostu mieć pewne kwestie na względzie, gdy pracodawca zacznie nas oceniać podczas starań o lepszą, może nawet wymarzoną, pracę. Dla nikogo nie jest zaskoczeniem, że rekruterzy korzystają z mediów społecznościowych, jako źródła informacji o potencjalnych pracownikach. Inicjatywa, kreatywność, zaangażowanie, otwartość na zmiany - takimi hasłami próbujemy zareklamować swoją kandydaturę, jednak otrzymają one znacznie mocniejszy wydźwięk poparte konkretnymi działaniami.
Tak więc to może być jednym z powodów do promowania schronu, choć pośród korzyści są oczywiście te, których bezpośrednio nie da się przeliczyć na pieniądze np. płynące z możliwości odkrycia nowej pasji, poznania nowych ludzi, którzy mogą być zainteresowani naszymi działaniami, czy nawet wypromowania przy okazji własnej marki, jeśli ktoś miałby też ambicje stać się osobą rozpoznawaną. Tu jedynym ograniczeniem jest jedynie własna pomysłowość - wierzę, że jej Wam nie brakuje. Przy tym wszystkim na swój sposób cieszy to, że, być może właśnie dzięki naszemu działaniu, miejsce staje się coraz bardziej rozpoznawane i jest o nim coraz głośniej - jak wspomniałem wcześniej: głos każdej osoby ma, wbrew pozorom, spore znaczenie.
Identyczne zalety mogą płynąć przecież z pracy przy innych przedsięwzięciach, ale pora wrócić tu do potencjału przemyskiego schronu. Nie ukrywam, że jest to jedno z moich ulubionych miejsc w mieście i to świadczy o powodach zainteresowania tym obiektem, z czasem jednak zacząłem myśleć o nim jako o miejscu, które może znacznie podnieść atrakcyjność miasta i pomóc w rozszerzeniu oferty turystycznej.
Już w tej chwili jest to wyjątkowe miejsce, które zachwyca nie tylko pasjonatów takich jak ja, ale też ludzi będących w różnym wieku i z rozmaitymi zainteresowaniami, jednak to grono największych „fanów” zdecyduje się na powrót do tego miejsca. Przyciągnięcie nowych zwiedzających i zachęcenie do powracania w to miejsce musi się odbywać oczywiście nie tylko poprzez dokładanie kolejnych eksponatów. Nie wiem jak dalekosiężne plany mają panowie z Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej, ale możliwości jest naprawdę sporo.
W największej sali schronu zwiedzającym jest prezentowany krótki film wprowadzający w kontekst historyczny. Dlaczego nie spróbować zorganizować seansu, na którym pokazywane by były inne tego typu filmy, albo np. kroniki filmowe? Kto wie, może nawet dałoby się stworzyć z tego wydarzenie cykliczne. Prócz filmów można organizować prezentacje, wykłady oraz spotkania z autorami książek. W końcu taki schron z czasów zimnej wojny byłby wspaniałą scenerią do zaprezentowania powieści utrzymanej w konwencji postapokaliptycznej, a tego typu tytuły wciąż się ukazują i mają niemało sympatyków. Może się wydawać, że tamta sala nie pomieści zbyt wielkiej ilości osób, ale widywałem zorganizowane spotkania z autorami w niewielkich księgarniach, dlatego przedstawiłem ten pomysł.
Warto też pamiętać, że cały obiekt obejmuje ponad 170m2 i tu możemy konkurować śmiało z Warszawą - obiekt Alfa to 150m2. Schron przystosowany był do możliwości pełnienia w nim wielogodzinnej służby - jest kuchnia, toalety i prysznic oraz izby sypialne, więc dałoby się, po godzinach zwiedzania, udostępniać go na nocleg. To już może bardziej dla pasjonatów, choć sądzę, że znalazłoby się sporo chętnych, a wbrew pozorom zmieści się tam niemała grupka ludzi. Zgoda, nie będzie tu skali, z jaką mamy do czynienia w kopalniach w Wieliczce czy Bochni, ale sceptykom chciałbym wskazać dla porównania Hobbitówę, która cieszy się niemałą popularnością. Poza tym, warto posłużyć się też przykładem wspomnianego obiektu Alfa: można go wynająć do wykonania sesji fotograficznej, lub jako scenerię do nakręcenia filmu.
Ponadto organizowane są warsztaty dla dzieci, a nawet gry sytuacyjne - u nas przecież to wszystko też może się odbywać. Na początek warto po prostu informować znajomych o tym miejscu poprzez media społecznościowe - sporo ludzi na pewno chciałoby odwiedzić schron, ale zwyczajnie o nim jeszcze nie wie (często nawet pojedyncza opinia potrafi skłonić do przyjazdu w dane miejsce) - a dalej do głowy mogą przyjść kolejne pomysły. Może któryś z nich będzie przy okazji tym na własną przyszłość? Wystarczy zacząć od wyobraźni. Kto wie co przyniesie miastu, a tym samym nam wszystkim, ta droga, więc dlaczego by nią nie pójść?
Piotr Dzoć
fot. Marcin Kawecki (schron.webfabryka.pl)
Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.
Przemyśl, jakiego wielu z Was nie zna. Tak wyglądało nasze miasto w latach siedemdziesiątych [Galeria zdjęć]
Zapraszamy do zobaczenia galerii zupełnie unikalnych zdjęć Przemyśla wczesnych lat siedemdziesiątych, autorstwa Jerzego Słupeckiego. Musicie przyznać, że miasto nasze wygląda pięknie, niezależnie od epoki i ustroju.
no images were found
fot. Jerzy Słupecki
Zawodnik przemyskiego klubu wicemistrzem Polski w badmintonie. Gratulujemy!
W trakcie trwających w Lubinie Międzynarodowych Mistrzostw Polski U-17 w badmintonie, deblowym wicemistrzem polski został Patryk Kordek młody zawodnik UKS Aktywna Piątka.
Na mistrzostwach, trwających od 15 do 18 lutego, Patryk z klubu UKS Aktywna Piątka grał z partnerem Łukaszem Cimoszem z klubu Chojnik Jelenia Góra. Para wygrywała kolejne spotkania, aby polec dopiero w finale z rosyjską parą Georgii Karpov/Alexander Nikulin.
Patryk Kordek trenowany jest przez przez trenera i długoletniego propagatora badmintona w Przemyślu Dariusza Stańkę.
fot. www.przemysl.pl
Nie dewastujcie Przemyśla hotelem na Rybim Placu. Przecież można zupełnie inaczej
Przy pierwszym moim blogowym artykule chciałem na wstępie powitać wszystkich czytelników Portalu Przemyskiego. Korzystam z okazji, aby raz jeszcze powrócić do wciąż gorącego tematu Rybiego Placu i podzielić się moimi przemyśleniami w sprawie jego zagospodarowania. Może od razu przejdę do sedna. W miejscu Rybiego Placu powinien powstać cudowny plener muzealny. Plener z odkopanymi ruinami żydowskiej dzielnicy i innymi bezcennymi pozostałościami, które tam zalegają.
Plener z odkopanymi ruinami Starej Synagogi. Prawdziwy plener muzealny. Z prawdziwego zdarzenia. Z trawnikiem do spędzania wolnego czasu i kulturalnego wypoczynku. To tam w lecie odbywałyby się koncerty, spotkania, odczyty, wystawy i cała masa innych wydarzeń według pomysłu i chęci. Wzdłuż ulicy Jagiellońskiej można odkopać średniowieczne mury miejskie, jako symboliczne zamknięcie tego pleneru. I to właśnie dzięki takim działaniom, turyści w końcu będą chcieli przyjeżdżać do Przemyśla i zachwycać się jego historią. Zagospodarowanie placu można poprzedzić międzynarodowym konkursem architektonicznym, a do samych prac wykopaliskowych zorganizować międzynarodowy wolontariat pod kierownictwem najlepszych profesorów.
Ten cudowny plener archeologiczny i muzealny spięty z Muzeum Narodowym, stanowiłby prawdziwą jakość i ewenement w skali świata. Dzięki takim działaniom, Przemyśl mógłby trafić na okładki renomowanych i branżowych pism na całym świecie.
Aby takie zagospodarowanie Rybiego Placu odniosło pożądany skutek, cały ten teren trzeba przekazać Muzeum Narodowemu Ziemi Przemyskiej. Trzeba dać Muzeum działkę, która jest Everestem marzeń archeologicznych i bezprecedensowym potencjałem muzealnym w kontekście turystycznego potencjału Przemyśla. Taki brak precedensu wynika z jedynego w Europie zderzenia kultur i religii w jednym mieście. Tu nie trzeba nic wymyślać. Tu wszystko jest. Trzeba tylko z prawdziwym szacunkiem i prawdziwą ambicją dla ważnej sprawy postawić wszystko na jedną kartę.
Wszystko z szacunku dla 1000 - letniej historii Przemyśla. Przemyśl dla Żydów to "Mother City". Przemyśl dla Rusinów - Ukraińców to "Miasto Graniczne". W Przemyślu dla Polaków zaczynają się Kresy. Są cerkwie prawosławne i greckokatolickie, synagogi i kościoły. Przemyśl to Jerozolima Europy. Przemyśl jest unikatem w skali całego świata. Gdzie są jeszcze miasta, które mają 1000 lat historii i takie kulturowo religijne zderzenie? No gdzie?
Tymczasem przemyska administracja wymyśla nam wszystkim na podstawie kosmicznych analiz jakiś hotel w ścisłej konserwatorskiej "strefie zero". I w tą strefę włażą z buciorami urzędnicy, aby dla jakiegoś doraźnego i wydumanego pomysłu biznesowego, dewastować najbardziej cenny archeologicznie, kulturowo i historycznie obszar przemyskiego osadnictwa. To już nawet nie jest smutne. To jest otchłań rozpaczy. Musimy mieć świadomość, że takich „fajnych”, miłych i pięknie położonych miast jak Przemyśl są setki, ale żadne miasto nie ma takiej historii. Jak można tego nie widzieć i chcieć to niszczyć, degradować, burzyć, dewastować i poniewierać?
Tysiąc lat historii Przemyśla urzędnicy miejscy chcą zwieńczyć swoim bełkotliwym pomysłem. Z jednej strony administracja bez pomysłów i zupełnie żadnych kompetencji, a z drugiej strony tysiąc lat Przemyśla. Połóżmy te dwie rzeczy na wagę! Odnoszę wrażenie, że przemyska paranoja osiągnęła poziom krytyczny. Czy "włodarz" Nowego Jorku, Paryża, Warszawy, Radymna, Kazimierza czy Acapulco decyduje lub pyta się mieszkańców czy potrzebny jest hotel w mieście? Litość i trwoga. Ja nie wiem, gdzie żyję. Naprawdę. Czy w urzędzie miejskim nie ma ani jednej osoby, która choć raz była gdzieś w świecie? To wszystko jest po prostu koszmarem lub koszmarkiem raczej. Czeka nas smutek i upokorzenie. A hotel? Niech będzie, ale gdzie indziej. Natomiast wszystko w obrębie starych murów miejskich niech stanie się zakazaną strefą dla tworów architektonicznych z pogranicza obłędu i chęci zysku.
Pozdrawiam wszystkich ludzi dobrej woli. Cium.
Obywatel Miasta Przemyśla.
Krystian Rachwał
Poglądy wyrażone w tekstach pisanych w ramach blogu Portalu Przemyskiego są osobistymi poglądami autorów i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji. Blogi ukazujące się na naszych łamach mają na celu umożliwienie mieszkańcom Przemyśla podzielenia się własną wiedzą, doświadczeniami oraz opiniami na temat miasta i spraw jego dotyczących.
Ugoda sądowa korzystnym sposobem na rozwiązanie sporu z dłużnikiem!
Zatory płatnicze i brak woli regulowania zobowiązań przez dłużników to zmora dla wielu przedsiębiorców. Kiedy nierzetelny kontrahent ucieka od płatności decydujemy się na skierowanie sprawy na etap postępowania sądowego. Niestety spory sądowe są niezwykle czasochłonne i sporo kosztują. Innym sposobem na dojście do porozumienia jest tzw. ugoda sądowa, która pozwala na zdecydowanie szybsze rozwiązanie sporu. W dalszej części artykułu przybliżymy wady i zalety tego aktu prawnego.
Porozumienie z dłużnikiem możliwe też w sądzie
Skierowanie sprawy do sądu nie zamyka drogi do polubownego rozwiązania sporu. Złożenie pozwu nie jest czynnością, od której nie ma odwrotu, gdyż wierzyciel nadal może próbować dogadać się z dłużnikiem. Warto podkreślić, że procedura cywilna przewiduje nawet specjalny tryb postępowania pojednawczego, który obejmuje skierowanie do sądu wniosku o wezwanie dłużnika do próby ugodowej. Ogromną zaletą tej formy rozwiązania sporu są koszty, który wynoszą jedynie 40 zł. Niestety to od woli nierzetelnego kontrahenta zależeć będzie pomyślność procedury, gdyż zgodnie z literą prawa nie ma on obowiązku stawić się na posiedzenie. Po takim zachowaniu wierzyciel może obarczyć kosztem postępowania ugodowego dłużnika w późniejszym pozwie. Wielu przedsiębiorców korzysta też z próby ugodowej, gdyż jest to dobry sposób na przerwanie terminu przedawnienia roszczenia. Dzięki niej nie utracimy prawa do dochodzenia należności i zyskamy dodatkowy czas na zebranie materiału dowodowego.
Ugoda z dłużnikiem w toku procesu
Próba ugodowa to niejedyny sposób na uzyskanie porozumienia z dłużnikiem. W trakcie procesu sąd będzie zachęcał strony do ugodowego rozwiązania sporu. Sąd po ustaleniu stanowisk stron na pierwszej rozprawie i zakresu okoliczności spornych będzie nakłaniał do polubownego rozwiązania sprawy. Należy podkreślić, że ugoda sądowa nie jest wyrokiem tylko umową, która obejmuje wzajemne ustępstwa. Sąd, by ugoda była ważna musi ją zaakceptować, zatwierdzić i wydać postanowienie o umorzeniu dalszego postępowania. Ugoda obejmuje następujące roszczenia:
-
zobowiązania z niewykonanych umów
-
zobowiązania powstałe z czynów niedozwolonych
-
zobowiązania z prawa spadkowego
-
z prawa rodzinnego np. sprawowanie władzy rodzicielskiej
Przedmiotem ugody sądowej nie może być:
-
prawo niemajątkowe
-
roszczenia z zakresu ubezpieczeń społecznych
-
prawa, które nie podlegają swobodnej decyzji stron np. prawo rodzinne - rozwód
Przed skierowaniem sprawy do sądu warto rozważyć, czy ugoda nie będzie dobrym sposobem na rozwiązanie sporu z dłużnikiem. Wierzyciele mający wątpliwości powinni skorzystać z porady kancelarii prawnej. Doświadczony prawnik po przeanalizowaniu sprawy doradzi, czy ugoda jest dobrym rozwiązaniem. Pamiętajmy, że rozwiązując spór polubownie oszczędzamy czas, nerwy i pieniądze przeprowadzenie na prowadzenie sporu sądowego z dłużnikiem.
Walczył o Przemyśl i Westerplatte, umarł w katowni UB. Tragiczne losy majora Mieczysława Słabego
Skomplikowane, wyboiste, a zarazem tragiczne były drogi życiowe wielu Polaków, żyjących w ubiegłym wieku, którzy za kraj swój oddali wszystko co najcenniejsze, włącznie z życiem. Niesprawiedliwie i niegodnie wobec wielu z nich ojczyzna się odpłaciła. Taki też życiorys miał przemyślanin Mieczysław Słaby, którego droga życiowa powiodła na Westerplatte, gdzie w stopniu kapitana pełnił posługę lekarską, a potem przez niemiecki stalag aż do ubeckiej katowni.
Mieczysław Słaby urodził się w Przemyślu 9 grudnia 1905 r. Ojciec jego pracował na kolei, gdzie był konduktorem. Rodzina Słabych mieszkała na Zasaniu, na ul. Bednarskiej (dziś jest to ulica Rodziewiczówny, boczna ulicy Rogozińskiego). W domu, oprócz najmłodszego Mieczysława, był jeszcze Franciszek, Wilhelm oraz Waleria. Siedmioletni Mietek naukę rozpoczął w nieistniejącej już szkole powszechnej na ulicy Bema. Kilka dni po wybuchu
I Wojny Światowej, Państwo Słabi przeprowadzili się na rok do czeskiej Pragi. Po odbiciu Przemyśla przez wojska austriackie i niemieckie z rąk rosyjskich, powrócili do miasta dość zniszczonego i wygłodniałego.
Mieczysław wraz z braćmi, jeszcze przed Wielką Wojną zaangażował się mocno w działalność skautowską, a po odzyskaniu przez Polskę niepodległości - harcerską. W Przemyślu aktywność ta miała dodatkowe znaczenie. W listopadzie 1918 roku rozpoczęły się walki polsko ukraińskie, w które także zbrojnie, zaangażowały się drużyny harcerskie. Wielu młodych przemyślan oddało wtedy swoje życie. Mieczysław, mający 12 lat, z racji swojego wieku zbrojnie nie walczył, jednak działając w oddziałach zaopatrzeniowych dosłużył się odznaczenia „Gwiazda Przemyśla”.

Po nastaniu okresu pokoju, przyszły bohater spod Westerplatte, a wtedy 15 letni uczeń gimnazjum, włączył się w działalność, założonego przez m.in. brata Franciszka Słabego, Harcerskiego Klubu Sportowego „Czuwaj” Mimo młodego wieku grał tam w pierwszym składzie, a także działał we władzach klubu. W 1924 r. drużyna w której grali bracia Franciszek i Mieczysław Słaby, zdobyła mistrzostwo ZHP.
Rok później Słaby rozpoczął studia lekarskie we Lwowie, a po ich zakończeniu związał swój los z armią, pełniąc służbę lekarza wojskowego. W sierpniu 1939 roku Mieczysław Słaby już w stopniu kapitana, przybywa do składnicy wojskowej na Westerplatte. Wyposażenie medyczne jakie tam zastał, było na alarmująco niskim poziomie. Brakowało narzędzi medycznych, środków opatrunkowych, medykamentów, a przede wszystkim stołu operacyjnego. Skład-nicę od Polski oddzielało Wolne Miasto Gdańsk. Wszystkie zamówienia musiały więc być więc przez Gdańsk odprawiane.
A właśnie zamówiony sprzęt medyczny, został tuż przed wybuchem wojny zarekwirowany. Kiedy pierwszego września Westerplatte znalazło się pod ostrzałem z pancernika Schleswig - Holstein, a na broniących się żołnierzy spadł z nieba grad bomb, dla kapitana Słabego nadszedł tydzień, w ciągu którego musiał zdać największy w swoim dotychczasowym życiu egzamin z bohaterstwa i kunsztu lekarskiego. Wszystkie relacje ocalałych obrońców świadczą że, Mieczysław Słaby ten egzamin zdał. Bowiem przyszło mu ratować życie żołnierzy w warunkach niesamowicie prymitywnych, gdzie niebotycznym problemem było nawet utrzymanie w czystości ran. Rannego porucznika Pająka, któremu wybuch rozerwał podbrzusze, Słaby operował na żywo, bez użycia środków znieczulających, używając nożyczek kosmetycznych jako spinaczy porozrywanych mięśni. Jak przyznali potem zszokowani niemieccy lekarze, jemu i wielu innym rannym doktor Słaby uratował życie.

Po siedmiu dniach walk Westerplatte skapitulowało. Obrońcy trafili do obozów jenieckich.
Z racji braku lekarzy, Słabego odesłano do obozu dla podoficerów w Prusach Wschodnich (dziś większość terenów na których był umieszczony obóz, znajduje się po rosyjskiej stronie granicy). W obozie przebywał do końca wojny. Znający bardzo dobrze język niemiecki kapitan Słaby pracował tam w obozowym szpitalu. W trakcie pobytu w niewoli nabawił się choroby wrzodowej, która kilka lat później przyczyniła się do jego śmierci.

Po zakończeniu wojny Mieczysław Słaby powrócił do rodzinnego Przemyśla. Jako zawodowy oficer, a dodatkowo lekarz, został natychmiastowo zmobilizowany z przydziałem do Wojsk Ochrony Pogranicza, a rok później awansowany do stopnia majora. Przyjmował także cywilnych pacjentów w ubezpieczalni społecznej, był lekarzem szkolnym w Szkole Handlowej. W nielicznych wolnych chwilach pomagał swoim kolegom w szpitalu miejskim.
W tym czasie wraz z siostrą i ojcem przeprowadził się do mieszkania przy ul. Św. Józefa. Z tego właśnie mieszkania, 1 listopada 1947 r, major Mieczysław Słaby został poproszony przez żandarmów o stawienie się w jednostce przy ulicy Mickiewicza. Eskortujący go gazik, zawiózł go jednak do siedziby In-formacji Wojskowej, mieszczącej się w willi Frenkla na ulicy Dworskiego (do niedawna siedziba ING Banku Śląskiego). Został tam poinformowany że jest aresztowany w związku z podejrzeniem o współpracy z organizacją Wolność i Niepodległość.

O aresztowaniu nie została poinformowana rodzina majora, która do-wiedziała się o tym dzień później z informacji obiegowych, jakie rozeszły się po Przemyślu. Mieczysław Słaby jako bohater z Westerplatte był wtedy w mieście bardzo znaną i popularną osobą, aresztowanie go, pozostawiło w mieście ogromny oddźwięk.
Słaby był przetrzymywany w przemyskim areszcie przez miesiąc. Śledztwo przeciwko niemu toczyło się przy pomocy bardzo brutalnych metod, jakimi słynął ówczesny stalinowski terror. Codziennością było bicie np. butelkami po nerkach. 1 grudnia 1947 r. major został przewieziony do Krakowa i osadzony w kamienicy na ul. Józefitów. Po aresztowaniu jego stan zdrowia dramatycznie się pogorszył. Jeszcze w Przemyślu dała znów o sobie znać, zaleczona choroba wrzodowa. W marcu 1948 r stan zdrowia majora pogorszył się na tyle że został przewieziony do Szpitala Wojskowego. Niestety już za późno. 15 marca Mieczysław Słaby zmarł. Został pochowany w bezimiennym grobie na Cmentarzu Wojskowym w Krakowie. Położenie mogiły udało się ustalić, gdyż jedna
z pielęgniarek, czuwających przy Słabym w jego ostatnich dniach życia, zbiła i postawiła krzyż z wypalonym imieniem i nazwiskiem oraz datą śmierci.
Aresztowanie majora Słabego było konsekwencją obciążających go zeznań zatrzymanego wcześniej szefa wywiadu wojskowego organizacji Wolność i Niepodległość, Kazimierza Sochańskiego o pseudonimie "Kulesza". W trakcie prowadzonego przez Informację Wojskową śledztwa także Mieczysław Słaby przyznał się do stawianych mu zarzutów tj. udzielania WiN tajnych informacji, wystawiania sfałszowanych zaświadczeń lekarskich członkom tej organizacji. Jednak na bazie informacji, zebranych przez przemyskiego historyka p. Zenona Andrzejewskiego, nie wydaje się jednak prawdopodobne, aby Słaby faktycznie podjął współpracę z niepodległościową konspiracją. Całą okupację przebył w niewoli, nie miał więc szansy nawiązać wtedy żadnych znajomości wśród członków ruchu oporu. Tym samym nie mógł więc ufać nikomu, kto się podawał za przedstawiciela podziemia i oferował mu współpracę. Wiedział także, że jako przedwojennemu oficerowi, nowa władza nieustannie spogląda mu na ręce. Zwłaszcza że, jak to już był wcześniej wspomniane, Słaby był człowiekiem powszechnie znanym i wszelkie jego działania konspiracyjne byłyby łatwe do wykrycia. Zeznania, pod którymi podpisał się w trakcie śledztwa, są napisane niewprawną polszczyzną, pełne są błędów gramatycznych
i stylistycznych. Takimi przymiotami cechowały się, wcześniej sfabrykowane przez śledczych wojskowych zeznania, których podpisanie było wymuszane biciem i torturami. Maltretowani więźniowie, często nie wytrzymywali prowadzonych w ten sposób przesłuchań i podpisywali ostatecznie wszystko co im do podpisania podstawiano.
Pytanie dlaczego „Kulesza” wskazał na Słabego do dzisiaj pozostaje bez odpowiedzi. Należy przypuszczać że śledztwo w jego sprawie było prowadzone tymi samymi metodami. Ale do dziś nie wiadomo czy obciążenie majora Słabego było sfabrykowane przez UB i wymuszone w trakcie śledztwa, czy też “Kulesza” sam podał jakieś nazwisko, załamując się pod presją przesłuchań.
Po śmierci majora Mieczysława Słabego władze PRL, usiłowały także zniszczyć pamięć o nim. Siostrze Walerii uniemożliwiono przetransportowanie zwłok do Przemyśla. Nazwisko Słabego do 1956 r. było niemal zakazane. Później jeśli musiało pojawić się publicznie, to tylko w kontekście obrony Westerplatte. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku przyznano, że Słaby został aresztowany w skutek "nieszczęśliwego zbiegu okoliczności". Dopiero w latach osiemdziesiątych Zenon Andrzejewski zaczął otwarcie pisać
o śledztwie najpierw w 1981 r. na łamach „Wrocławskiego Tygodnika Katolickiego” a w roku 1988 „Polityki”. Zwłok majora nigdy do Przemyśla nie sprowadzono. Leży
w odnowionej mogile na cmentarzu w Krakowie.
Dziś imię majora nosi stadion sportowy "Czuwaju" oraz szkoła medyczna w Gdańsku. Gdańsk oraz Przemyśl posiadają także ulice majora Mieczysława Słabego.
Piotr Gdula
Autor, pisząc powyższy artykuł, posiłkował się książką "Lekarz z Westerplatte" Krzysztofa Zajączkowskiego, źródłami dostępnymi w domenie publicznej oraz własnymi ustaleniami.
Przemyska Straż Pożarna bogatsza o nowe stanowisko kierowania i wóz rozpoznawczy [zdjęcia]
We wtorek 31 stycznia w Komendzie Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Przemyślu, miała miejsce uroczystość przekazania lekkiego samochodu ratowniczo - rozpoznawczego, a także oddania do użytkowania Stanowiska Kierowania Komendanta Miejskiego PSP.
W uroczystościach udział wzięli między innymi Prezydent Miasta Przemyśla Robert Choma, Starosta Przemyski Jan Pączek, Zastępca Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego PSP w Rzeszowie bryg. Daniel Dryniak, Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Robert Bal oraz Komendant Miejski PSP bryg. Adam Sosnowski.

Inwestycje były możliwe dzięki staraniom staraniom Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego PSP, Wojewody Podkarpackiego oraz miejscowych samorządów – Miasta Przemyśla i Powiatu Przemyskiego.
Lekki samochód ratowniczo - rozpoznawczy jest to pojazd operacyjny, mogący przewozić drobny sprzęt ratowniczy oraz gaśniczy.

Stanowisko Kierowania Komendanta Miejskiego PSP jest kluczowe przy przyjmowaniu, kwalifikowaniu oraz przekazywaniu zgłoszeń alarmowych. Dzięki niemu jest także możliwa sprawne koordynacja działań ratowniczych.
fot. KM PSP PRZEMYŚL
Więcej zdjęć na stronie Państwowej Straży Pożarnej w Przemyślu
Kasyno w Przemyślu do likwidacji? Tak zdecydowali radni z prawicy
AKTUALIZACJA 8 luty 2017!
________________
Jak okazuje się, przyszłość istniejącego kasyna na ulicy Lwowskiej w Przemyślu nie jest zagrożona. Głosowanie przemyskiej rady miejskiej z 30 stycznia 2017 roku dotyczyło zupełnie nowego wniosku innego przedsiębiorcy, planującego otworzenie drugiego kasyna w tej samej lokalizacji. Ofiarą dezinformacji padły wszystkie ważne lokalne media, nie wykluczając Portalu Przemyskiego. Media jednak nie są ofiarą jedyną. Więcej na temat przeczytacie Państwo w dniu jutrzejszym.
Kasyno gry mieszczące się w Przemyślu przy ul. Lwowskiej nie otrzyma dalszej koncesji na działalność. Przemyscy radni wydali negatywną opinię o jego lokalizacji.
Na Podkarpaciu istnieją dwa kasyna, w Przemyślu i Stalowej Woli, w sprawie trzeciego obecnie toczy się postępowanie w kwestii udzielenia koncesji. O taką koncesję niebawem będzie musiało się ubiegać również kasyno w Przemyślu. Aby mogło ją uzyskać Ministerstwu Finansów właściciel musi przedstawić pozytywną opinię rady gminy. Dlatego też z wnioskiem o jej udzielenie spółka Bookmacher Sp. z o.o. wystąpiła do przemyskiej Rady Miejskiej.
Przemyscy radni obradowali w miniony poniedziałek, a punkt dotyczący wydania opinii o lokalizacji kasyna gry mieszczęcego się przy ul.Lwowskiej do porządku obrad wprowadzono tego samego dnia.
"Wskazana w opiniowanym wniosku lokalizacja kasyna mieści się w budynku z wejściem od ul.Lwowskiej. Jest to ciąg komunikacyjny, z którego korzystają liczni mieszkańcy, w tym niepełnoletni. W pobliżu planowanej lokalizacji kasyna gry znajdują się ponadto bloki zamieszkałe m.in. przez rodziny z dziećmi w wieku przedszkolnym i szkolnym ( osiedle przy ul.Lwowskiej i Ofiar Katynia )" - tak brzmi uzasadnienie uchwały wydającej opinię negatywną, którą poparło ośmiu radnych.
Nim jednak uchwałę oddano pod głosowanie, wypowiedziało się dwóch radnych.
Kasyno jest czymś co daje jakąś możliwość, ale nikogo do niczego nie zmusza. Można do niego wejść lub nie. Jeżeli chcemy być miastem turystycznym, a nie tylko "kanapkowym", do którego turyści przyjeżdżają na pół dnia ze swoimi kanapkami, to nigdy nie będziemy mieli z tego korzyści (...) Nie mogę się pogodzić z argumentacją, która pada na tej sali – w projekcie uchwały – która mówi, że to jest blisko ciągów komunikacyjnych. W takim rozumieniu, to wszystko jest w takim położeniu. To jest jakiś paradoks, dewocja. Lokalizacja jest bardzo neutralna, przy głównej trasie, która pozwala jakby bardziej przejezdnym skorzystać. Nie widzę żadnego zagrożenia ani dla młodzieży ani dla pozostałych mieszkańców Przemyśla, poza oczywiście korzyściami, jakie są z punktu widzenia takiego,że ktoś może tutaj zaglądnąć, może skorzystać z pewnych atrakcji tego miasta, przy okazji jeżeli lubi pójść do kasyna i zagrać. Oczywiście można pozamykać wszystkie kasyna, przybytki uciech, można wszystko polikwidować, tylko dobrze wiemy, że natura człowieka jest taka, że spowoduje to rozwiniecie się szarej strefy. Ubolewam, że projekt uchwały poparł prezydent miasta, nie rozumiem tego. Proszę żeby tego typu uchwały zakazujące komukolwiek w tym mieście działalności po prostu nie zdarzały się, bo nie przystoją nam jako radzie – powiedział radny PO Wojciech Błachowicz.
Osobiście nie przekładam biznesu na tego typu działalność i cieszę się, że za chwilę ta uchwała uzyska pozytywną opinię, która zatrzyma kontynuację działalności tego typu instytucjom w naszym mieście – powiedział radny PiS Wiesław Morawski.
Zgodnie z art. 35 pkt 15 ustawy o grach hazardowych, wniosek o udzielenie koncesji na prowadzenie kasyna gry, powinien zawierać pozytywną opinię rady gminy o lokalizacji kasyna gry. Negatywna odrzuca możliwość wydania koncesji, a pozytywna nie wiąże organu właściwego do jej wydania.
Anna Fortuna
Fot. Wikimedia Commons
Klasycznie ale modnie. Gdzie w Przemyślu mogą się ubrać mężczyźni [artykuł sponsorowany]
Klasyka w męskich strojach nigdy nie wyjdzie z mody. Strój eleganckiego mężczyzny to nie tylko garnitur, ale także cała reszta, która go uzupełnia, czyli koszula, krawat, pasek, buty i inne akcesoria.
Wszystko to znajdziemy na stoisku firmy EL – Żbik w C.H. "Szpak".
Utarło się, że zakupy są zdecydowanie domeną kobiet. Mężczyźni, gdy już nadchodzi ten moment, że i oni muszą uzupełnić swoją garderobę, najchętniej starają się to zrobić szybko, nie tracąc czasu. Takim miejscem, które im to umożliwi i pozwoli ubrać się od stóp do głów, jest filia rzeszowskiej firmy El-Żbik mieszcząca się już od 18 lat w Centrum Handlowym."Szpak".
Oferowane przez nas garnitury są wykonane z bardzo dobrych materiałów i dodatków. Stawiamy przede wszystkim na polskie marki, takie jak np. Casino czy też Grott. Produkowana przez nich odzież dostosowana jest zawsze do najnowszych światowych trendów mody, a przy tym zachowuje jednocześnie wysoką jakość i konkurencyjne ceny – mówi kierowniczka stoiska El-Żbik w C.H."Szpak" pani Marta Ostafińska.
To właśnie tam znajdziemy zarówno garnitury ślubne jak i wizytowe. Idealnie skrojony garnitur z krótką marynarką zapinaną na jeden lub dwa guziki, o wąskim kroju, jest bez wątpienia odzwierciedleniem zarówno elegancji i swobody. Wysokiej jakości wykończenia, delikatna faktura powierzchni materiałów i wysokoskrętna przędza. Kolory takie jak granaty, szare melanże, antracyty, są z pewnością dobrym wyborem.

Na stoisku firmy El-Żbik panowie znajdą świetne marynarki z wełny i bawełny. Obowiązujące trendy, w przypadku marynarek koncentrują się na różnorakich fakturach tkanin i wysokogatunkowych wykończeniach.
W ofercie są dostępne pełne rozmiary od 164 cm do 194 cm, a także drobne przeróbki krawieckie.

Nieodłącznym elementem garnituru jest koszula. Od lat firma współpracuje z marką Gatsby i włoską Paolo Bertolucci. Dominują stonowane desenie, jednolite struktury i mini wzorki. Nowością są wyróżniające się kolorystycznie kołnierzyki typu kent czy button-down, z kontrastowymi przeszyciami. Dostępne modele to fasony slim i regular.

Dopełnieniem całości jest oczywiście modny krawat lub mucha w przeogromnej kolorystyce i w wielu wzorach. Polecamy krawaty z kolekcji odpowiadających najnowszym trendom, w unikalnych kolorach i wzorach od firmy Adam, która szyje je ręczne z tkanin sprowadzanych z Włoch. Żakardowe pokryte teflonem, świetne w wiązaniu – zachwala pani Marta Ostafińska.
Jeśli chodzi o okrycie jesienno-zimowe, stawiamy na nowoczesny płaszcz o awangardowym kroju, modelu slim-fit, w kolorach czerni, granatu i szarości i ciekawej fakturze materiału.

Do całości u pani Marty dobierzemy bardzo dobrej jakości buty skórzane firmy Faber. Mamy też swetry, bieliznę, skarpety, paski, rękawiczki, spinki do mankietów. Polecam także bardzo dobrej jakości, z 2 letnią gwarancją walizki oraz teczki i saszetki. Nasze ceny są konkurencyjne, panowie zawsze znajdą tu promocje, często też organizujemy kiermasze – do odwiedzania stoiska El-Żbik zachęca pani Marta ze sklepu El-Żbik.










