Radny Hayder kontratakuje

Na poniedziałkowej sesji rady miejskiej doszło do mocnej wymiany zdań pomiędzy byłym wiceprezydentem miasta Grzegorzem Hayderem a aktualnym prezydentem Wojciechem Bakunem.

Podczas swojego wystąpienia G. Hayder zapytał o to, czy komitet wyborczy KUKIZ' 15 podczas jesiennych  wyborów samorządowych posiadał zezwolenie Zarządu Dróg Miejskich na umieszczanie materiałów reklamowych w pasie drogowym. Chodzi o tzw. potykacze, które były bardzo popularne podczas kampanii. Prezydent Wojciech Bakun, odpowiadając na pytanie radnego Haydera, zwrócił uwagę, że szef kampanii KUKIZ’15 wielokrotnie zwracał się do Zarządu Dróg Miejskich o zgodę na postawienie materiałów i zawsze spotykał się z pokrętnymi odmowami. W. Bakun zarzucił niekompetencję pracownikom ZDM, która uniemożliwiała prowadzenie komitetowi KUKIZ’15 normalnej kampanii, ale zastrzegł, że jego komitet posiada rezerwę finansową, gdyby doszło do naliczenia przez ZDM zaległej opłaty. Radny Hayder nie wziął wyjaśnień Bakuna za dobrą monetę i zażądał przedstawienia potwierdzonej kopii podania o zgodę na zajęcie pasa drogowego złożonego do ZDM. Jak stwierdził, według jego wiedzy takiego wniosku nie było.

Grzegorz Hayder powoli wyrasta na lidera opozycji w radzie. Być może na coraz ostrzejsze wystąpienia radnego ma wpływ to, że z inspiracji środowiska KUKIZ’15 grozi mu wygaszenie mandatu. Wyciągnięcie ewentualnych nieprawidłowości w prowadzeniu kampanii przez komitet KUKIZ’15 może stanowić obronę przed utratą mandatu. Z drugiej strony, jeśli potwierdzi się wersja prezydenta Bakuna, oznaczać to będzie, że ZDM pod kierownictwem Jacka Cieleckiego naraziło budżet miasta na straty finansowe z tytułu nieosiągniętych korzyści.

Nie jest to pierwsza sprawa dotycząca prawidłowości prowadzenia kampanii wyborczej samorządowej w Przemyślu. Głośno o możliwych nadużyciach było kilka lat temu, gdy Daniel Stołowski zarzucił środowisku Roberta Chomy (z którym związany jest Grzegorz Hayder) wykorzystanie miejsc reklamowych udostępnionych nieodpłatnie przez przedsiębiorcę, którego firma nierzadko wygrywała przetargi miejskie. Zdaniem Stołowskiego doszło w tamtym przypadku do praktyki korupcyjnej, co jednak nie znalazło potwierdzenia w prowadzonym z zawiadomienia Stołowskiego śledztwie.