Radni nie obniżyli sobie diet. Przemyśl tonie a administracja będzie droga jak była

Niestety przemyska rada miejska odrzuciła proponowany przez radnego Wojciecha Błachowicza (PO) projekt uchwały, obniżający diety dla radnych o 10 procent. Smutne jest też to, że głosowanie nad uchwałą zostało przesunięte na sam koniec sesji budżetowej, kiedy na sali nie było już dziennikarzy. Za obniżką uposażeń radnych był jedynie sześcioosobowy klub Platformy Obywatelskiej.

Radny Wojciech Błachowicz proponując symboliczną obniżkę diet argumentował, że radni którzy lekką ręką podnoszą przemyślanom podatki od nieruchomości, powinni także zastanowić się na potrzebą wprowadzenia oszczędności w przemyskiej administracji.

Skoro w budżecie Przemyśla brakuje środków, które trzeba dodatkowo i przymusowo pozyskać od mieszkańców miasta, obniżenie diet byłoby sygnałem, że radni czują solidarność z przemyślanami i także są skorzy do poświęceń. Niestety wszystkie, kluby z wyjątkiem PO, zagłosowały przeciw i to w sytuacji, w której po czteroletniej przerwie znów zacznie działać Kancelaria Rady Miejskiej. Jej pojawienie się w urzędzie zwiększy koszty o kilkaset tysięcy złotych i tak jednego z najdroższych magistratów w mieście.

Sama obniżka diet nie spowodowałaby uzdrowienia finansów miejskich. Jednak wykazałaby, że radni z troską podchodzą do problemu, jakim są koszty przemyskiej administracji. Mielibyśmy nadzieję, że władza faktycznie weźmie się za reformowanie miasta. Zwłaszcza teraz, kiedy problemy rozwojowe naszego kraju, właśnie u nas są widoczne w dwójnasób, kiedy w najbiedniejszym powiecie grodzkim w Polsce, jakim jest Przemyśl, marazm  pogłębia się coraz bardziej z każdym rokiem, a szans na jakąkolwiek poprawę nie widać. Działanie rady przypomina ostatnie chwile Titanica. Statek tonie a orkiestra gra w najlepsze.

Piotr Gdula