Podkarpacka ,,seksafera”. Co wiemy na pewno

Ta sprawa wstrząsnęła społeczeństwem Przemyśla i polską opinią publiczną. Równocześnie jest tak niebywała i dziwna, że wielu ludziom w naszym mieście po prostu nie mieści się w głowie, że Andrzej Matusiewicz – poseł, adwokat, ojciec piątki dzieci, powszechnie uznawany przez mieszkańców Przemyśla, i to niezależnie od sympatii politycznych, za osobę o nieposzlakowanej opinii, może być głównym bohaterem skandalu obyczajowego. Andrzej Matusiewicz dzisiaj, zbliżając się do siedemdziesiątego roku życia, ze szpitalnego łóżka oddziału kardiologicznego walczy o swoją reputację. To na pewno ciężkie chwile w karierze przemyskiego posła. 

Ale po kolei.

11 marca Radio ZET, należące do grupy Agora (wydawca m. in. Gazety Wyborczej), publikuje  informację o zeznaniach byłego agenta CBA Wojciecha J., który poinformował o fakcie nadużywania władzy przez swoich przełożonych. Były agent ścieżką służbową zawiadomił premiera Mateusza Morawieckiego i szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernesta Bejdę o nieprawidłowościach w CBA, polegających na tuszowaniu sprawy skandalu obyczajowego i próbie przekupstwa informatora w zamian za oddanie kompromitujących materiałów. W rzekomą próbę przekupstwa zaangażowany miał być poseł Matusiewicz, który za pomocą swojego asystenta usiłował – wg radia ZET – wydobyć film z nagraniem stosunku seksualnego, który miał miejsce pomiędzy nieletnią prostytutka a prominentnym politykiem PiS-u w agencji towarzyskiej na Podkarpaciu w 2017 roku. Według byłego agenta CBA asystent posła Matusiewicza miał proponować ,,informatorowi”, który był w posiadaniu filmu, wysokie stanowisko w Straży Granicznej lub MSWiA w zamian za wydanie nagrania.

Rewelacjom radia zaprzeczyło CBA, podważając wiarygodność byłego agenta. Pojawia się wątek badań psychiatrycznych, którym miał być poddany. Swoje oświadczenie wydaje także Matusiewicz.

Ale ze strony mediów nadchodzą kolejne niewygodne zarzuty. Pojawia się stenogram  rozmowy w CBA, z której wynika, że przełożeni agenta nakłaniali go do wycofania zeznań. Oto fragment opublikowany na stronie Radia ZET, w którym oficer mówi do  agenta:

 ,,To znaczy z kimś od DOŚ [departament operacyjno- śledczy]. Stanęło na tym, że DOŚ-ka Pana przesłucha. Cel tego przesłuchania będzie taki, żeby Pan pewnym rzeczom, które Pan napisał, zaprzeczył. Jeżeli nie ma Pan przekonujących dowodów i tak dalej, to powinien Pan z pewnych stwierdzeń tam zawartych się wycofać, z tego względu, że inaczej może to być odebrane jako potwierdzanie nieprawdy, tak?”

Co więcej – już po oświadczeniach CBA, Matusiewicza i asystentów posła dementujących rewelacje Radia ZET – stacja publikuje nowy stenogram rozmowy, wg którego Centralne Biuro Antykorupcyjne negocjowało ,,wykup” rzekomo nieistniejącego nagrania. Warunki ,,wykupu” omawiano na spotkaniu w jednym z parków w Elblągu. Stamtąd prawdopodobnie pochodzi agent CBA, który rozpętał aferę.

Matusiewicz broni się, sugerując, że ktoś go chce skompromitować, być może ze względu na jego udział w pracach sejmowej komisji VAT-owskiej. Pojawiają się też głosy, że sprawa może mieć związek z postępowaniem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który bada prawidłowość zakupu przez Agorę Radia Zet. Jeśli wątpliwości UOKiK-u się potwierdzą, Agorze grozi gigantyczna kara ze strony UOKiK-u.

Co istotne, z materiałów opublikowanych w mediach wcale nie wynika, że to Matusiewicz miał mieć domniemany stosunek z nieletnią Ukrainką. Na to zwraca uwagę także poseł publikując kolejne oświadczenie na swojej stronie:

Biuro posła zwołuje na poniedziałek 18 marca konferencję, by w poniedziałek rano ją odwołać, powołując się na zły stan zdrowia A. Matusiewicza. We wtorek 19 marca w Fakcie i Radiu ZET pojawiają się nowe informacje – agent Wojciech J. miał mieć (wg Faktu i Radia ZET) nadzwyczajne uprawnienia nadane przez szefa CBA Ernesta Bejdę i miał – wg Faktu – badać wątki tzw. afery podkarpackiej i szukać haków na byłego szefa CBA Pawła Wojtunika.

Znamienne  jest, że 11 marca, czyli na samym początku sprawy, CBA zaprzeczyło informacjom byłego agenta, ale do tej pory nie zanegowało autentyczności nagrań, stenogramów i dokumentów, które pojawiły się w prasie. Jeśli ich prawdziwość nie zostanie podważona, agencja zostanie postawiona trudnym położeniu, bo z opublikowanych materiałów wyłania się obraz instytucji, która rzeczywiście mogła mieć udział w tuszowaniu sprawy obyczajowej, niezależnie od tego czy zarzuty są prawdziwe czy nie.

Co chciał powiedzieć poseł Matusiewicz, a nie powiedział z powodu złego stanu zdrowia? Od odwołanej konferencji posła mijają prawie dwa tygodnie i poseł nie zabrał głosu.

 Jedno jest pewne – o tej sprawie jeszcze będzie głośno.

 

bsw