Jak pokazać twierdzę Przemyśl Europie

W niedzielę 19 października fort XII Werner w Żurawicy był prawdziwie oblężony przez turystów z Włoch, Niemiec i Austrii. Jak to się stało, że w przeciągu 1 dnia fort zwiedziło ponad 500 osób? Poniżej publikujemy wywiad z Pauliną Kwaśniewską przedstawicielką organizacji ,,Deina” zajmującą się promocją Euroregionów i organizatorką zwiedzania fortu Werner w Żurawicy. Więcej informacji na stronie biura: www.fajnyprzemysl.pl

W jaki sposób Państwa organizacja zachęca młodzież do tego typu imprez?

Aktywizacją młodzieży we Włoszech zajmują się głównie urzędy miasta, uzyskujące fundusze z Unii Europejskiej po czym przesyłają propozycję projektu do szkół na terenie całego kraju. Następnie każdy z urzędów czeka na odzew od zainteresowanych projektem jednostek edukacyjnych. Tak też było i w tym przypadku. To był wyjątkowy projekt, którego celem było pokazanie młodzieży horroru wojny i uświadomienie im jak wielka jest to tragedia. Licealiści we Włoszech niewiele wiedzą na temat wydarzeń związanych z I wojną światową. Historia i nauka historii coraz częściej spada na dalszy plan a dzięki projektom takim jak ten młodzież ma okazję „uczestniczyć” w wydarzeniach, posłuchać o tym co się wtedy działo od osób, które posiadają ogromną wiedzę na ten temat.

Ilu przewodników i tłumaczy z Krakowa potrzebnych było do obsługi turystycznej?

W pierwszych dniach wycieczki młodzież zwiedzała obiekty militarne Twierdzy Kraków, biuro turystyczne z Krakowa udostępniło swoich przewodników, którzy oprowadzali po obiektach w języku niemieckim oraz włoskim, następnie przewodnicy przyjechali w roli pilotów i tłumaczy do Przemyśla. W każdym z autobusów, a było ich 10, obowiązkowo znajdował się jeden pilot oraz jeden tłumacz z Krakowa. Czasem, gdy grupy były mieszane, dla jednego autokaru potrzebowaliśmy dwu tłumaczy. Z Krakowa wyjechaliśmy o 5:30, pierwsze zwiedzanie zaplanowane było na godzinę 10:30 w niedzielę. Na miejscu w Przemyślu do obsługi ruchu turystycznego biuro z Przemyśla, udostępniło pięciu specjalistów-przewodników znawców historii oraz walk w Twierdzy Przemyśl. Oni na miejscu, w forcie Werner zajmowali się obsługą wszystkich grup.

W jaki sposób pięciu przewodnikom udało się logistycznie zapanować nad tak ogromną ilością zwiedzających?

Autokary podzielone zostały na dwie grupy. Pierwsze pięć autokarów pojechało zwiedzać Fort Salis Soglio, a po 1,5 godziny nastąpiła zamiana. Niemniej o godzinie 10:30 na miejscu w forcie Werner znajdowało się na raz 250 osób. Każdy z przewodników „zajął się” jednym z autokarów w ścisłej współpracy z pilotem z Krakowa oraz tłumaczami. Panowie pracujący w forcie otworzyli dodatkowe „wyjście” dzięki czemu przez środek fortu, przez koszary szyjowe, od których rozpoczynało się zwiedzanie na raz mogła przejść większa ilość osób. Przewodnicy z Przemyśla rozplanowali zwiedzanie w sposób bezkolizyjny, tak aby nie blokować się wzajemnie, każda z grup wiedziała z kim idzie, nikt się nie zgubił, nie było też osób, które były zdezorientowane lub rezygnowały ze zwiedzania.

Pani zdaniem młodzież była zadowolona?

Tak i to bardzo. Widzieliśmy jak młodzież żegnała przewodników z Przemyśla. Po prostu gromkimi oklaskami. Widać, że przewodnicy musieli zainteresować młodzież z Włoch i Niemiec, co było nie lada wyzwaniem. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach młodzież szybko się nudzi słuchając suchych faktów historycznych, tutaj było odwrotnie, niektórzy z przewodników odprowadzali swoje grupy aż do samego autokaru nie przestając mówić. Muszę podkreślić, że opiekunami młodzieży byli nauczyciele historii, także Oni też szczególnie dziękowali przewodnikom z Przemyśla ponieważ taki sposób zachęcenia młodzieży do nauki historii obije się bardzo pozytywnie na ich przyszłych działaniach edukacyjnych.

Wśród uczestników pojawiały się również osoby starsze.

Tak zgadza się te osoby to grupa austryjaków, potomkowie żołnierzy służących kiedyś w Twierdzy Przemyśl lub Kraków, lub pracujących przy ich budowie. To była specyficzna grupa. Bardziej interesowali się życiem codziennym żołnierzy stacjonujących w Twierdzy niż datami czy kalibrami broni, bardziej co jedli, jak spali, jak spędzali wolny czas niż gdzie były ustawione działa i ile ich było. Część z nich zadawała pytania w taki sposób jak gdyby chcieli się dowiedzieć w jakich warunkach żył ich przodek, bardzo konkretne pytania, przytoczę kilka: Czym zajmowały się żony oficerów? Do jakich szkół chodziły dzieci? Czy były przedszkola? Gdzie był odział ortopedyczny? Czy przy budowie pracowali więźniowie? I wiele, wiele podobnych, dotyczących życia w Twierdzy. Ta grupa także wyjechała bardzo zadowolona, żałując jednak, że z przyczyn organizacyjnych, nie mogą dłużej „pomęczyć” przewodników.

Dziękuję serdecznie za poświęcony czas i zapraszam ponownie do Przemyśla.

Dziękuję, na pewno będziemy miło wspominać ten wyjazd.

Rozmawiała Alicja Kaczmarska