Z przekąsem. Nudyści w Przemyślu

8 lipca 2014

Spędzając wakacje na południu Europy wielokrotnie spotykałem się z widokiem ludzi beztrosko plażujących bez ubrania. Dotyczyło to w takim samym stopniu osób pojedynczych, jak i całych rodzin, czy grup znajomych. Prym w tym temacie wiedzie Chorwacja, gdzie na wyspach lub częściach miejskich plaż znajdują się ośrodki wczasowe, w których strojem obowiązującym jest…… brak stroju. Tam nie dziwi to nikogo, no może oprócz nas Polaków…

Postanowiłem sprawdzić jak sytuacja naturystów wygląda w rejonie naszego miasta. Plaża nad przemyskim Sanem raczej nie nadaje się do tego rodzaju opalania, ba, tu nawet tekstylnych jak na lekarstwo, a jedynymi golasami są niczego nieświadome bobasy, a z łopatką do piasku. W celu zgromadzenia informacji, czy w okolicach Przemyśla jest naga plaża rozpytałem bliższych i dalszych znajomych. Większość z nich kręciła przecząco głową, jednak parę osób odpowiedziało, że czasami ktoś odważy się opalać bez stroju na ostrowskiej żwirowni, jednak nie jest to sytuacja nagminna, a już na 100% nie można nazwać tego plażą spod znaku FKK.

Poszukiwania nie przynosiły większego efektu, więc postanowiłem poszukać w Internecie. Tu czasami można odszukać jakieś fora sprzed kilku lat, na których zwolennicy opalania bez stroju próbowali nawiązywać kontakt. Jaki jest tego efekt nie wiadomo gdyż wątki nie posiadają dalszego ciągu. Postanowiłem zmienić sposób poszukiwania…. Kto najlepiej zna brzegi i zakamarki Sanu? Tą grupą są wędkarze. I tu natrafiłem na jakiś ślad. Pewien znajomy opowiedział przygodę, która spotkała go, gdy wybrał się w pewne nowe rejony wędkarskie w celu złowienia taaaaaakiej ryby. Opowieść brzmiała mniej więcej tak:

„Wjechałem w dość spore zarośla. Wiklina, czy inny rodzaj nadbrzeżnych krzewów całkowicie zarastała brzeg. Jechałem jakimś kawałkiem polnej drogi przez te krzaki aż dojechałem do czegoś w rodzaju szlabanu. Zatrzymałem auto i postanowiłem pójść dalej pieszo. Po kilkudziesięciu metrach natrafiłem na coś w rodzaju polany z dostępem do wody. Jakie było moje zdziwienie, gdy w moim kierunku ruszyło parę osób goluśkich jak ich Pan Bóg stworzył… Aż mi wędki z ręki wypadły! Ci ludzie pewnie myśleli, że nowy przyjechał na plażę i pewnie chcieli mnie przywitać ale…. Dałem dyla w krzaki i tyłem ich widział. Drugi raz już tam nie pojechałem.” Po dłuższych namowach pan Jurek określi rejon co, do którego należy zawęzić okręg poszukiwań. Kolejną grupą, która okazała się być pomocną są wielbiciele spływów. Kajak, czy ponton płynący powoli z nurtem daje sporo czasu na obserwacje brzegów. Kolejny znajomy potwierdził, że właśnie płynąc kajakiem zauważył golasów zgromadzonych w miejscu, które opisał wspomniany pan Jurek. Czyli jednak? Jest plaża nagusów, o której wiedzą tylko wtajemniczeni, nieliczni? A może to wszystko tylko bajka wymyślona przez znudzonych Przemyślan… kto wie, kto wie…..

Marek Niedźwiecki